Rozdział 3
Konsekwencje
Po tym jak zostawiła Malfoya w pustej klasie, Hermiona pobiegła do Pokoju Życzeń, aby przemyśleć sobie wszystko co się stało. Usiadła na fotelu, który pojawił się tam na jej prośbę, podciągnęła kolana pod brodę i zaczęła się delikatnie kołysać w tył i przód. Chciała cofnąć czas, odwrócić wydarzenia tego wieczoru. Do głowy przyszedł jej zmieniacz czasu; niestety swojego już nie miała i nie było szansy na zdobycie nowego. Nie mogąc cofnąć czasu, Hermiona chciała chociaż zapomnieć o tym co zrobiła, wiedziała jednak, że rzucenie na siebie obliviate byłoby zbyt niebezpieczne. Pomimo, że bardzo chciała przytulić się do kogoś bliskiego, kto powie jej, że wszystko będzie dobrze, że odwróci to co się stało, nie chciała teraz rozmawiać z żadnym z Gryfonów, a tym bardziej z najlepszymi przyjaciółmi. Wiedziała, że przyjaciele nie będą potrafili rozwiązać jej problemu. Poza tym dziewczyna nie wiedziała jak miałaby opowiedzieć komukolwiek o tym co zrobiła z własnej woli, jak miała wymówić te słowa. Na przedramieniu Malfoya widziała mroczny znak i już wiedziała, że nie będzie mogła o tym nikomu powiedzieć, bez wspomnienia o tym w jakich okolicznościach go widziała. Po policzkach spływały jej łzy, których nawet nie próbowała powstrzymywać, co jakiś czas ocierała je tylko rękawem szaty. Kiedy minął pierwszy szok, a Hermiona uspokoiła się trochę, zaczęła zastanawiać się nad wydarzeniami ostatnich dwóch dni. Analizując szczegółowo to co się wydarzyło doszła do wniosku, że jej pierwsze podejrzenia były słuszne i musiała paść ofiarą jakiegoś nieznanego sobie eliksiru. Podejrzewała również, że nie tylko ona. Kiedy przypomniała sobie minę Malfoya po tym co zrobili zdała sobie sprawę, że był równie przerażony swoimi czynami jak ona. 'Kto mógł zrobić coś takiego?' Zastanawiała się. Początkowo chciała spotkać się z Malfoyem i wspólnie z nim zanalizować sytuację, ale doszła do wniosku, że nie będzie w stanie wracać do tego co się stało, zwłaszcza ze znienawidzonym Ślizgonem. Było jej strasznie wstyd i bała się, że jego złośliwe komentarze jeszcze pogorszą sprawę. Po raz pierwszy w życiu postanowiła nie drążyć w dotarciu do prawdy, chciała tylko zapomnieć. Tylko jak miała zapomnieć o czymś tak ważnym? Jeszcze nie wiedziała, ale postanowiła spróbować.
Kiedy po północy, zmęczona płaczem i rozmyślaniem o tym co się stało Hermiona wróciła do wieży Gryffindoru, ku jej wielkiej uldze, nie spotkała nikogo z kolegów, wszyscy leżeli już w łóżkach. Również w swoim dormitorium zastała jedynie śpiące Parvati i Lavender. Zadowolona z faktu, że nie musi w tym momencie z nikim rozmawiać i udawać, że wszystko jest w porządku, Hermiona położyła się i nieomal natychmiast zasnęła.
Draco wpadł jak burza do pokoju wspólnego Ślizgonów. Minął bez odpowiedzi pozdrawiających go kolegów z domu i udał się prosto do swojego dormitorium, gdzie zastał Crabbea i Goylea.
- Gdzie zniknęliście? Przecież kazałem wam na mnie czekać! - Krzyczał zdenerwowany.
- Myśleliśmy, że już poszedłeś do dormitorium, kiedy byliśmy zajęci bliznowatym i rudzielcem - odpowiedział z ustami pełnymi ciastek Crabbe
- Co masz na myśli? - Zapytał zaniepokojony Malfoy.
- No, kiedy pilnowaliśmy, żeby ci nikt nie przeszkadzał napatoczyli się na nas. Podsłuchaliśmy, kiedy rozmawiali, że idą do Pokoju Życzeń. Nie udało nam się ich zatrzymać, więc tak jak kazałeś rzuciliśmy na nich petryficusa. Potem zostawiliśmy ich w pustej klasie. Możliwe, że jutro nie będzie ich na zajęciach - Dodał zadowolony i uśmiechnął się na tyle szeroko na ile pozwalały mu wciąż jeszcze pełne ciastek usta.
- No zobaczymy. Następnym razem nigdzie nie idźcie dopóki wam nie powiem. - Pouczył ich Draco, który zupełnie nie skojarzył faktów i nawet przez myśl mu nie przeszło, że spetryfikowani Gryfoni cały czas obserwowali jego i Hermionę.
Kiedy Malfoy skończył pouczać swoich kolegów, natychmiast pobiegł pod prysznic, gdzie próbował z siebie zmyć wszelkie pozostałości po Granger, jej dotyk i zapach. Kiedy skończył, bardzo dokładnie umył zęby. Wszelkie te zabiegi na nic się zdały, wciąż miał to straszne uczucie, które nie opuszczało go odkąd ocknął się stojąc nago w pustej klasie, uczucie, że jest brudny i skalany. Draco wrócił do pokoju i rzucił się na łóżko; zaczął rozmyślać o tym co się stało. Leżał z rękami pod głową i tępo gapił się w sufit. Nie mógł zrozumieć jakim cudem mógł przelecieć szlamę. Gdyby zapomniał o tym, że nie była czystej krwi i popatrzył na nią jak na dziewczynę, nawet wtedy nie mógłby powiedzieć, że była w jego typie. On jednak pamiętał o jej pochodzeniu i mimo tego w co wierzył zrobił coś tak strasznego. Jeszcze nigdy nie zbliżył się do dziewczyny półkrwi, albo tym bardziej szlamy, nawet jeśli była wyjątkowo piękna. Nigdy nie miał dylematów w tej kwestii, dla niego sprawa była prosta; jeśli dziewczyna nie była czystej krwi, nie istniała dla niego w tym sensie. Mimo urody one były szlamowate i niegodne dotykania go, a on jako Malfoy nie mógł zniżać się do ich poziomu. Poza tym, to byłaby zdrada krwi! A tu nagle, nie wiadomo dlaczego zrobił coś takiego ze szlamą. Jeszcze nigdy nie czuł do siebie takiego obrzydzenia. W opozycji do tego co działo się z nim ostatnio, w tym momencie myśl o niej nie budziła w nim żadnych przyjemnych skojarzeń, ani nie powodowała żadnego, nawet najmniejszego podniecenia. Tak samo jak dwa dni wcześniej, budziła w nim jedynie nienawiść i odrazę. Rozważając tą zagadkę doszedł do wniosku, że musiał znaleźć się pod działaniem jakiegoś potężnego eliksiru pożądania lub zaklęcia. Ale kto zrobiłby mu coś takiego? Zaczął intensywnie myśleć, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Przez długi czas przed zaśnięciem, Draco wciąż zadręczał się tym co zrobił ze szlamą. To iż wiedział, że nie była to jego wina, wcale nie poprawiało mu nastroju. Czuł się jak ktoś, kto ubrudził się jakąś obrzydliwą substancją, której nie udaje się zmyć żadnym eliksirem. Pomimo, że musiał przyznać, iż fizyczna przyjemność, którą odczuwał z dziewczyną była wyjątkowa i nieporównywalna do niczego, czego doświadczył do tej pory, w tym momencie był pewien, że wynikała z działania eliksiru, który mu podano. W konsekwencji wspomnienie to nie wpływało w najmniejszym stopniu na uczucie obrzydzenia i nienawiści, które zawsze dominowało jego wszystkie myśli na jej temat. Był wściekły na siebie i Granger, a przede wszystkim na tego, kto mu to zrobił. To co zrobił Draco było złe, ale to co zrobił ten ktoś było jeszcze gorsze.
Wracając w ciszy do wieży Gryffindoru, Harry i Ron wciąż na nowo przeżywali zdarzenie, którego byli świadkami w pustej klasie.
Kiedy Ginny zostawiła ich samych i poszła do swojego dormitorium, chłopcy usiedli na swoich łóżkach wciąż nie odzywając się do siebie ani słowem. Z powodu szoku w którym tkwili, nie umieli wypowiedzieć głośno choćby jednego słowa o tym co się stało.
- Myślę, że on jej podał jakiś eliksir. – Przerwał wreszcie ciszę Harry.
- Chyba w to nie wierzysz? – Zapytał przyjaciela Ron – Przecież już w drugiej klasie potrafiła się zabezpieczyć przed zabiciem przez bazyliszka. I to ona cały czas cię ostrzega przed Romildą i rzekomym eliksirem miłosnym, który chce ci podać. Hermiona zauważyłaby, gdyby ktoś chciał jej zrobić to samo. – Kontynuował. – Poza tym Malfoy, lub któryś z jego kolegów mogliby podać Hermionie eliksir tylko podczas jedzenia w Wielkiej Sali, a wtedy ktoś z Gryffindoru na pewno zauważyłby ich podejrzane działania. - Nie widzisz, że teraz wszystko do siebie pasuje?
- Co pasuje? – Wciąż nie rozumiał Harry.
- Oni to robią od dawna. – Wyjaśnił rudzielec.
- Co masz na myśli? – Po raz kolejny zapytał ciemnowłosy chłopak.
- To jest tajemnica Malfoya, oni cały czas spotykali się za naszymi plecami.
- Hermiona nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego! – Oburzył się Harry i próbował wstać. Ron chwycił go za nadgarstek
- A jednak. – Powiedział z naciskiem Ron - Mówiłeś, że cały czas broniła go i mówiła, że przesadzasz, kiedy twierdziłeś, że Malfoy coś kombinuje i postanowiłeś się dowiedzieć co. – Powiedział ze złością. - Bała się, że przez przypadek odkryjesz jej brudny sekret. – Argumentował - Pamiętasz jak fretka wpadła na przyjęcie do Slughorna? Myślałeś, że śledził ciebie, ale tak naprawdę zastanawiał się co robi Hermiona, ponieważ ona nie chciała, żebyśmy dowiedzieli się, że nas zdradziła i postanowiła iść na przyjęcie z tym idiotą McLaggenem. Taka zasłona dymna, rozumiesz? Malfoy był zazdrosny i ją śledził. Myślę, że oni mogą być parą od dawna.
W tym momencie Harry zamyślił się. Przypomniał sobie o rozmowie, którą podsłuchał parę dni wcześniej w bibliotece.
- Stary, co jest? – Zapytał zaniepokojony Ron, kiedy Harry milczał już dłuższą chwilę.
- Dzieje się tu coś bardzo dziwnego. Ostatnio przez przypadek usłyszałem rozmowę Hermiony z Malfoyem. Myślałem, że coś źle zrozumiałem, bo nie słyszałem całości. Zbagatelizowałem ją, ale teraz sam już nie wiem. – I Harry powtórzył Ronowi wszystko co usłyszał w bibliotece kilka dni wcześniej.
- Ale przecież Hermiona nie jest czystej krwi i wydaje mi się nieprawdopodobne, żeby to ona zaplanowała jak cię zwabić do ministerstwa? – Zdziwił się jego przyjaciel.
- Tego właśnie nie rozumiem. Przecież poznaliśmy jej rodziców i oboje wiemy, że są mugolami do szpiku kości. No i mnie również jakoś nie chce się wierzyć w tą historię ze Stworkiem. Jedno jest pewne: coś tu śmierdzi, a Hermiona ma przed nami jakąś tajemnicę.
- Jak mamy jej teraz zaufać? – Martwił się drugi z Gryfonów
- Musimy odkryć o co tu chodzi. Do tego czasu nie będziemy z nią rozmawiać, bo nie wiadomo co powtarza fretce. Nie możemy też powiedzieć nikomu o tym co zobaczyliśmy, dopóki nie będziemy wiedzieć co się dzieje. – Doszedł do wniosku Harry.
- Masz rację. Tylko pamiętaj, nie daj Hermionie wcisnąć sobie jakiejś bajeczki. - Powiedział Ron, a jego pięści zacisnęły się ze złości.
- Nie będę się do niej odzywał, ani jej słuchał, nie zamydli mi oczu. – Obiecał Harry.
Kiedy następnego dnia Hermiona weszła do Wielkiej Sali, Harry i Ron już tam byli. Jedli śniadanie siedząc na swoich stałych miejscach. Jak zwykle Hermiona siadła obok Harryego.
- Cześć. - Przywitała wszystkich. – Harry dlaczego na mnie nie zaczekałeś, tak jak się umówiliśmy? – Zapytała. Chłopak nic nie odpowiedział. - Stało się coś? - Zaniepokoiła się.
- Nie będziemy tu o tym dyskutować! - Odpowiedział jej z wściekłością Ron. W tym momencie Harry szturchnął kolegę łokciem.
- Nie ciebie pytam! – Rzuciła wściekle patrząc na Rona. Wciąż była na niego zła za Lavender i przez jej głowę przemknęła nawet myśl, że gdyby Ron jej tak nie potraktował nie doszłoby do niczego z Malfoyem. Oczywiście wiedziała, że to nieprawda, ale winienie kogoś za to co się stało przynosiło jej pewną ulgę.
- Nie będziemy tu o tym dyskutować. – Powtórzył za przyjacielem Harry.
- Nie rozumiem - Zdziwiła się dziewczyna.
- Nie rozumiesz! Nie rozumiesz! - Zdenerwował się rudzielec - Ale my już wszystko rozumiemy. Widzieliśmy Cię wczoraj w pustej klasie z Malfoyem. – Dodał już dużo ciszej. Na twarzy Hermiony wymalowało się absolutne przerażenie.
- Ron! - Powstrzymał przyjaciela Harry.
- Wszystko wam wytłumaczę, to nie tak jak myślicie. - Próbowała się bronić dziewczyna, a z jej twarzy nie schodził wyraz przerażenia.
- Nic nam nie musisz tłumaczyć. Dla nas wszystko jest jasne. - Wypalił Ron, po czym wstał od stołu ciągnąc za ramię Harryego. Hermiona patrzyła za odchodzącymi przyjaciółmi, ale nie próbowała ich zatrzymywać.
Kiedy wyszli z sali, zauważyła pytające spojrzenia ze strony reszty Gryfonów. Zignorowała je jednak, wstała od stołu i również wyszła. Poczuła jak w jej oczach znów zbierają się łzy. Harry i Ron wiedzieli o wszystkim. 'Ale jak to możliwe?' Zastanawiała się. 'Jeżeli wiedzą to straciłam nie tylko Rona, ale i Harryego, bo on nigdy mi tego nie wybaczy. Gdyby chciał mnie choć wysłuchać?' Rozpaczała.
W ciągu kolejnych kilku tygodni Hermiona robiła wszystko, aby wyjaśnić sytuację Harryemu i Ronowi; próbowała z nimi porozmawiać, ale oni unikali jej jak mogli. Jedynymi momentami, które spędzali razem były te w klasie, Wielkiej Sali, bądź pokoju wspólnym Gryfonów. W każdej z tych sytuacji otaczali ich inni uczniowie i nie było możliwości, aby spokojnie porozmawiać, tak aby nie usłyszał ich nikt niepowołany. Kiedy Hermiona dowiedziała się o próbie otrucia Rona chciała odwiedzić go w skrzydle szpitalnym, chciała upewnić się, że nic mu nie jest, jednak Harry nie dopuścił jej do przyjaciela.
Hermiona martwiła się również o to jak idą wspólne lekcje Harryego i Dumbledorea. Była ciekawa, czy odkryli coś istotnego i czy mogłaby w jakiś sposób pomóc przyjacielowi. Jednak teraz, kiedy chłopak całkowicie się od niej odciął, nie było o tym mowy.
W ciągu tych kilku tygodni Hermiona czuła się bardzo samotna. Rozmawiała co prawda z innymi kolegami ze szkoły, ale oni nie znali jej tak dobrze jak Harry i Ron, dziewczynie brakowało kogoś naprawdę bliskiego. Najbliższą dla niej osobą stała się w tym czasie Ginny, która próbowała namówić swojego brata i chłopaka, aby porozmawiali z Hermioną, oni nie chcieli jednak o tym słyszeć. Ginny prosiła, aby chociaż powiedzieli o co chodzi w tym konflikcie, ale i jedna i druga strona stanowczo odmawiała jej wyjaśnień. Harry i Ron nie chcieli wtajemniczać Ginny, chcieli najpierw odkryć prawdę, a Hermiona bała się, że kiedy wyzna jej co się stało, straci również i jej przyjaźń.
Hermiona bardzo źle znosiła całą sytuację. To co przeżywała w ostatnich tygodniach, to było zbyt wiele jak dla jednej osoby, a jak się okazało, to był dopiero początek jej problemów. Rozmyślając o swoim beznadziejnym położeniu Hermiona schowała do koperty list, który napisała chwilę wcześniej. Decyzja którą podjęła była jedną z najtrudniejszych w jej życiu, ale nie widziała innego wyjścia. Wstała i poszła do sowiarni. Szkoła była pusta, bo większość uczniów i grona pedagogicznego jadła w tym czasie śniadanie. Dziewczyna musiała wysłać list, bo przekazanie wiadomości do odbiorcy w inny sposób było niemożliwe; nie mogła podejść do niego i powiedzieć, że chciała porozmawiać, bo nie chciałby jej nawet wysłuchać.
Uczniowie w Wielkiej Sali skoncentrowani byli na swoich talerzach, kiedy do środka wleciało stado sów. Zaczęły krążyć pod sufitem, a potem lądować przy adresatach swoich listów. Jedna ze szkolnych sów usiadła przy stole Sliterinu, naprzeciwko Malfoya. Ślizgon wydawał się bardzo zaskoczony. Nie spodziewał się żadnego listu, zwłaszcza przyniesionego przez szkolną sowę. Zanim ptak mu przeszkodził, rozmyślał o swoich ciągłych niepowodzeniach w naprawieniu szafy i usunięcia z drogi Czarnego Pana ostatniej przeszkody w osobie Dumbledorea. Denerwowało go, że plan z trucizną nie powiódł się tak samo jak ten z naszyjnikiem. Rozmyślał też o wydarzeniach w pustej klasie. Po tych kilku tygodniach, które minęły, wciąż nie mógł pogodzić się z tym co zrobił.
Malfoy wyciągnął rękę w kierunku sowy i odwiązał list od jej nogi; otworzył go i przeczytał.
Musimy porozmawiać o czymś bardzo ważnym. Proszę nie lekceważ tej wiadomości, ponieważ od tego zależy moje i Twoje życie. Uwierz mi, że nie zwracałabym się do Ciebie w żadnej sprawie, gdyby nie była to kwestia najwyższej wagi.
Spotkaj się ze mną dziś o 21 w tej samej klasie co miesiąc temu.
HG
Zarówno treść listu jak i jego nadawca bardzo zaskoczyły Ślizgona. Nie miał czasu na spotykanie się z kimkolwiek, a zwłaszcza z Granger. Doszedł jednak do wniosku, że dziewczyna musi mieć naprawdę ważny powód, skoro pisze do niego listy. Jeżeli miało od tego zależeć jego życie, nie mógł ryzykować. Postanowił, że dowie się o co chodzi tej szlamie i jeżeli będzie to jakaś bzdura, już ona go popamięta.
Kiedy nadszedł wieczór, Draco poszedł w umówione miejsce. Dziewczyna już na niego czekała. Weszli do klasy, po czym Hermiona obeszła całe pomieszczenie i sprawdziła każdy jego zakamarek, jakby obawiając się, że ktoś może ich podsłuchiwać.
- Mów szybko o co chodzi, bo nie mam czasu. - Rzucił wreszcie zniecierpliwiony chłopak; oparł się o jedną z ławek i skrzyżował ręce na piersi. Hermiona stanęła naprzeciwko i przybrała podobną pozę.
- Lepiej najpierw usiądź. - Poleciła mu.
- Nie ma takiej potrzeby, chcę to szybko załatwić. – Odburknął.
- Jak chcesz. Poprosiłam cię o to spotkanie, ponieważ potrzebuję twojej pomocy. – Zaczęła.
- Chyba żartujesz? Nie licz na to, że będę ci w czymkolwiek pomagał. - Przerwał jej Ślizgon, a na jego twarzy pojawił się złośliwy grymas.
- Zamknij się i słuchaj! - Uciszyła go. - Nawet nie wiem jak mam zacząć. Chodzi o to co wydarzyło się w tej klasie. – Dodała niepewnym szeptem.
- Tak ci się spodobało, że chcesz jeszcze? Na twoim miejscu nie liczyłbym na to. Byłem pod działaniem jakiegoś eliksiru, ale teraz już nie dam się tak łatwo podejść. - Zakpił z niej blondyn, a na jego twarzy znów pojawił się charakterystyczny grymas.
- Ty dupku! Jestem w ciąży! - Wyrzuciła z siebie zirytowana jego docinkami. W pierwszej chwili Ślizgon nie mógł zrozumieć co do niego mówi; słowa przez nią wypowiedziane nie dotarły do niego w pełni. Kiedy wreszcie zrozumiał, na jego twarzy pojawił się absolutny szok, a nogi pod nim ugięły się. W tym momencie pożałował, że nie posłuchał jej rady i nie usiadł zanim obwieściła mu 'radosną nowinę'. Poczuł się jak w najgorszym koszmarze sennym. Po chwili zaczął sobie bardzo dokładnie przypominać, że rzeczywiście nie użyli wtedy żadnego zabezpieczenia i pamiętał nawet jak było mu to w tamtej chwili obojętne. 'Nie! To niemożliwe! Co ja teraz zrobię? Nie dość, że zbrukałem się ze szlamą, to jeszcze to! To na mnie wyrok śmierci!' Zaczęły się kłębić myśli w jego głowie. Kwestia przedwczesnego ojcostwa, była w tym momencie najmniej ważna, ważne było kto jest matką jego dziecka. Draco zrobił się jeszcze bledszy na twarzy niż zazwyczaj, a w jego oczach pojawiło się czyste szaleństwo i przerażenie. Jeszcze nigdy Hermiona nie widziała, aby chłopak w tak jawny sposób okazywał swoje odczucia. Oczywiście, kiedy ją wyzywał i jej dokuczał, widać w nim było nienawiść, ale wtedy absolutnie wiedział co chce jej przekazać i kontrolował swoje reakcje. Teraz na jego twarzy było widać czyste, niekontrolowane emocje. Dziewczyna obserwowała jego przerażoną minę i czekała aż Ślizgon coś powie, skomentuje to, czego się właśnie dowiedział. Cisza trwała długie sekundy, które wydawały jej się minutami. Sama nie wiedziała dlaczego aż tak bardzo się denerwuje tym co odpowie jej chłopak, bo przecież od początku doskonale wiedziała czego może się po nim spodziewać. Czekała aż Ślizgom wyjdzie z pierwszego szoku, bo sama dobrze pamiętała, jak się poczuła, kiedy uderzyła ją realizacja co mówi barwa warzonego przez nią eliksiru. Hermiona przypomniała sobie jak kilka dni wcześniej do eliksiru, który warzyła dodała liść kasztanowca, a potem wkropiła kroplę swojej krwi. Wywar zmienił kolor z żółtego na niebieski. Dziewczyna niedowierzając zajrzała do książki z której pochodziła receptura eliksiru. Sprawdziła ostatnie zdanie przynajmniej trzy razy, a potem przejrzała jeszcze raz cały przepis. Poczuła jak wali się cały jej świat; nie było najmniejszych wątpliwości – była w ciąży z Malfoyem. Po tym jak wynik testu okazał się pozytywny, albo raczej negatywny, jak wolała o nim myśleć Hermiona, dziewczyna siedziała przez kilka godzin i zastanawiała się co to dla niej oznacza i co powinna zrobić. Bała się, co się teraz z nią stanie. Przypuszczała, że Harry i Ron będą na nią jeszcze bardziej wściekli i już na pewno ich nie odzyska, a Malfoy nie da jej żyć. Nie będzie mogła liczyć na wsparcie nikogo bliskiego w świecie czarodziejów. Najprawdopodobniej będzie skazana na powrót do świata mugoli i żywot samotnej matki, ponieważ z powodu ciąży zostanie wyrzucona ze szkoły. Z drugiej strony dziewczyna zaczęła myśleć o rosnącej w niej istocie; to było jej dziecko. Pomyślała o jego maleńkich rączkach, nóżkach, paluszkach. Zastanawiała się jak będzie się czuła, kiedy jej dziecko popatrzy na nią swoimi ufnymi oczkami. Przez chwilę przepełniła ją wielka miłość i czułość, kiedy pomyślała o dziecku, które kiedyś będzie nazywać ją mamą, ale wtedy w jej głowie pojawił się obraz ojca maleństwa. To dziecko będzie też w połowie dzieckiem Malfoya – okrutnego i aroganckiego Śmierciożercy. 'Co jeśli będzie podobne do niego, nie tylko z wyglądu, ale i z charakteru?' Zastanawiała się 'Będzie miało jego oczy i będzie równie okrutne?'. Wiedziała też, że Malfoy nigdy go nie zaakceptuje, bo jako wyznawca ideologii czystej krwi nie mógłby zaakceptować, że sam posiada dziecko półkrwi. Hermiona była pewna, że gdyby Malfoy się zorientował, że będzie miała jego dziecko, zamieniłby jej życie w piekło. Być może jego rodzina zadbałaby nawet o to, żeby się jej pozbyć. Hermiona rozpatrywała też opcję, że będzie ukrywać przed Malfoyem, że jest ojcem jej dziecka, ale to oznaczałoby, że zostanie całkiem sama i nie poradzi sobie bez swoich rodziców. Dziewczyna nie mogła sobie wyobrazić, że wraca do świata mugoli, była częścią świata czarodziejów i właśnie tu było jej miejsce.
W zaistniałej sytuacji nie było dobrego wyjścia, każde było złe i oznaczało rezygnację z czegoś. Trzeba było wybrać takie, z którym będzie się wiązało najmniej negatywnych konsekwencji. Właśnie wtedy Hermiona podjęła decyzję.
- Kłamiesz! Chcesz mi zniszczyć życie! Założę się, że to nie jest moje dziecko! – Głos Malfoya przywrócił ją do rzeczywistości. Malfoy sam nie wierzył w to co mówi, ale łatwiej przyszło mu atakować Granger, niż przyjąć do wiadomości straszną prawdę. Hermiona nie wiedziała dlaczego, ale jego słowa ją zabolały. Nie rozumiała tego, bo przecież nie zależało jej na jego zdaniu. Być może chodziło o to, że był jedynym chłopakiem z którym to zrobiła, a on oskarżał ją właśnie o puszczalstwo.
- A chcesz zaryzykować i się przekonać kiedy się urodzi? Założę się, że będzie do ciebie podobne. Chociaż do mnie pewnie też trochę, w końcu to będzie nasze wspólne dziecko. No ale jeśli będą jakieś wątpliwości zawsze możemy uwarzyć Parens Superbia i wszyscy będą już mieć pewność. - Odpowiedziała starając się powiedzieć to jak najbardziej niewinnym tonem. Tylko grała opanowaną i była zaskoczona jak dobrze jej to wychodzi. Kiedy chłopak nic nie odpowiedział, tylko popatrzył na nią jeszcze bardziej przerażony, doszła do wniosku, że koniec z droczeniem się i pora przejść do konkretów. - Ani ja, ani ty nie chcemy tego dziecka. - Kontynuowała służbowym, zimnym i spokojnym tonem. Za nic w świecie nie chciała, żeby chłopak dowiedział się jak trudna była to dla niej decyzja. - Przez to co się stało straciłam najbliższe osoby; Harry i Ron wiedzą o tym co zrobiliśmy. Nie pytaj, bo nie wiem skąd, twierdzą, że nas widzieli. Nie odzywają się do mnie i nie słuchają moich wyjaśnień. Jeśli ludzie się dowiedzą, że jestem z tobą w ciąży, moi przyjaciele już na pewno mi nie wybaczą, nie odzyskam ich. No i co z moją edukacją? Z dzieckiem mogę nie skończyć szkoły, a to jest dla mnie bardzo ważne. No i przede wszystkim, nie chcę mieć dziecka ze Śmierciożercą! – Położyła nacisk na ostatnie zdanie. W tym momencie Draco chciał jej przerwać, ale kiedy tylko otworzył usta powstrzymała go. - Poczekaj aż skończę. - Upomniała. - Kiedy zorientowałam się, że jestem w ciąży zaczęłam szukać w bibliotece informacji na temat tego co mogę zrobić z naszym problemem. Dowiedziałam się, że w świcie czarodziejów takie praktyki są niedozwolone i kobieta w mojej sytuacji nie ma wyboru. Istnieje jednak eliksir, który może to załatwić. Ja nie jestem za łamaniem prawa, ale w naszej sytuacji nie widzę innego wyjścia. Kłopot polega na tym, że z racji składników, których używa się do warzenia tego eliksiru i tego, że jest nielegalny, jest on bardzo drogi i trudno dostępny. Nawet nie wiem, gdzie mogłabym go kupić, nie mówiąc już o tym, że nie byłabym w stanie za niego zapłacić. Początkowo sama chciałam go przygotować, ale okazało się, że po pierwsze nie stać mnie na składniki, a po drugie proces przygotowania trwa pół roku, co w naszej sytuacji nie wchodzi w grę. Właśnie w tym miejscu pojawia się twoja pomoc. Twoja rodzina ma liczne znajomości i pieniądze i na pewno będziesz w stanie zdobyć ten eliksir. Możesz to zrobić? - Zakończyła pytaniem.
Mózg Malfoya zaczął pracować. Po tym co powiedziała dziewczyna trochę się rozluźnił. Dziękował Merlinowi, że nie chciała urodzić tego dziecka. Poczuł ulgę, że ona podchodzi do tego problemu podobnie jak on. Nawet nie chciał myśleć co by się stało, gdyby podjęła inną decyzję. W pierwszym momencie, kiedy zaczęła mówić o dziecku i tym jakie będzie do nich obojga podobne, bał się, że dziewczyna chce, żeby teraz wziął odpowiedzialność za dziecko i się z nią ożenił, albo coś równie potwornego. Na szczęście ona była wyjątkowo rozsądna jak na szlamę i szybko rozwiała jego obawy. Rozpatrywał wszystkie możliwości i doszedł do wniosku, że rozwiązanie Granger jest najrozsądniejsze. Wiedział, że może załatwić eliksir o który prosiła, a jego cena nie powinna być dla niego problemem. Poczuł ogromną ulgę, że Granger była na tyle zdeterminowana, że chciała nawet złamać prawo, aby rozwiązać problem w sposób za którym oboje optowali.
- Jak się nazywa ten eliksir? - Zapytał już dużo spokojniejszy
- Gravitas Abulo - odpowiedziała
- Daj mi kilka dni. Odezwę się - rzucił tylko i nie czekając na jej odpowiedź opuścił miejsce spotkania.
Przez prawie całą noc Draco zastanawiał się do kogo mógłby się zwrócić, żeby zdobyć Gravitas Abulo. Znał wielu ludzi, którzy zajmowali się nielegalnymi przedsięwzięciami, ale czuł, że żadnemu z nich nie może zaufać. Wszyscy byli Śmierciożercami i gdyby w jakiś sposób zorientowali się po co mu ten eliksir, jego dni byłyby policzone. A był pewien, że dopytywaliby dlaczego zdecydował się na takie rozwiązanie, zamiast ożenić się z dziewczyną, która była z nim w ciąży. Jeśli wybranka była czystej krwi, właśnie tak postąpiłby każdy w jego środowisku. Jak to często bywało, jedyną deską ratunku byli jego rodzice; oni na pewno znali właściwe osoby. Ponieważ ojciec był w Azkabanie, Draco zdecydował się napisać list do matki. Siedział teraz przy biurku nad pergaminem i nie był pewien, czy powinien napisać matce całą prawdę. Na pewno nie byłaby zachwycona tym co się stało, ale z drugiej strony, gdyby nie wspomniał, że chodzi o szlamę, matka, zamiast posuwać się do tak drastycznych rozwiązań, chciałaby, żeby ożenił się z dziewczyną, którą wpędził w kłopoty. Gdyby napisał tylko, że chodzi o niechcianą ciążę, założyłaby, że matką dziecka jest dziewczyna czystej krwi, a to dlatego, że Narcyza wiedziała jak ortodoksyjny jest Draco w wyznawanych przez całą rodzinę poglądach. Chłopak postanowił więc opisać ze szczegółami całą historię z Granger. Denerwował się, ale wiedział, że nie ma innego wyjścia. Doszedł do wniosku, że matka uwierzy, iż został poddany działaniu eliksiru i dlatego zrobił coś tak głupiego. Zawsze mu wybaczała, zwłaszcza, kiedy twierdził, że jest jakiś inny winny. Przecież była jego matką, a matki wybaczają swoim dzieciom wszystko, nawet największe potworności, takie jak ta i biorą ich stronę. Po godzinie ślęczenia nad pergaminem, Draco zapieczętował list, po czym udał się do sowiarni, gdzie odnalazł swoją piękną brązowo białą sowę jarzębatą. Kiedy przywiązywał jej wiadomość do nóżki, ręce mu się trzęsły. Sam nie wiedział, czy jeszcze nie doszedł do siebie po wiadomości, którą przekazała mu Granger, czy trzęsące się ręce wynikały z tego, że wiedział jak bardzo ten list zrani jego matkę. Był jej oczkiem w głowie, jej dumą, a teraz tak bardzo ją zawodzi i sprawia jej taki wielki kłopot w momencie kiedy matka miała już wystarczająco dużo zmartwień. Narcyza pomimo, że była kobietą bardzo samodzielną i niezależną, tęskniła za przebywającym w Azkabanie Lucjuszem. Rodzice Draco bardzo się kochali i zawsze wspierali się w trudnych momentach; żadne z nich nigdy nie musiało rozwiązywać problemów samodzielnie. Narcyza martwiła się również zadaniem dla Czarnego Pana, które zostało zlecone jej jedynakowi. Teraz Draco, przy wszystkich piętrzących się kłopotach zafundował jej jeszcze kolejny.
Hermiona czekała niecierpliwie aż Malfoy się z nią skontaktuje. Nie miała wątpliwości, że zaczął już załatwiać eliksir o który prosiła. Dziewczyna miała nadzieję, że chłopak faktycznie miał takie znajomości jak twierdził i zorganizowanie Gravitas Abulonie potrwa dłużej niż kilka dni. Jednak mijał dopiero jeden dzień, a ona wciąż czuła się jakby siedziała na szpilkach. Chciała, żeby było już po wszystkim. Wciąż wracały do niej myśli o jej dziecku; nachodziły ją wątpliwości. Nie mogła odpędzić od siebie myśli, że chce pozbyć się niewinnej istoty, która nie jest niczemu winna. Hermiona chciała, żeby było już po wszystkim, żeby nie było możliwości odwrotu, a na wątpliwości, żeby było już za późno.
Sowa Draco wróciła następnego dnia rano. Wylądowała na stole tuż przy jego talerzu i wystawiła nóżkę w jego stronę. Chłopak był bardzo zaskoczony, że ptak przyniósł nie tylko list, ale i mały woreczek w którym znajdował się jakiś obły kształt. Miał nadzieję, że w woreczku jest eliksir o który prosił, choć zdziwiło go, że matce udało się go tak szybko zorganizować. Blondyn odwiązał przesyłkę z nogi sowy i poczęstował zwierzę kawałkiem bekonu ze swojego śniadania. Jego pupilka zahukała radośnie i odleciała do sowiarni. Chłopak postanowił nie otwierać przesyłki i nie czytać listu przy kolegach. Zawsze mogło się zdarzyć, że któryś ciekawski ze Ślizgonów zajrzałby mu przez ramię i dowiedział się strasznej prawdy o Księciu Sliterinu.
Ponieważ do lekcji zostało jeszcze pół godziny, Draco wstał od stołu i ruszył szybkim krokiem w kierunku swojego dormitorium. Za bardzo się denerwował, aby czekać z czytaniem listu i otwarciem przesyłki aż do zakończenia lekcji.
Już po kilku minutach wpadł do pokoju i usiadł na łóżku. Wyciągnął z kieszeni list i woreczek. Otworzył zwiniętą kartkę i zaczął czytać.
Drogi synku!
Bardzo zmartwiła mnie sytuacja, którą opisałeś w swoim liście, ponieważ sprawa wygląda nawet jeszcze poważniej niż Ci się wydaje.
Pod żadnym pozorem nie możesz dopuścić, aby tej dziewczynie udało się to co zamierza! To bardzo ważne! Wszystko wyjaśni Ci moja przesyłka.
Jeżeli dobrze pamiętam, to w ten weekend macie wyprawę do Hogsmeade. Spotkajmy się więc w południe Pod Świńskim Łbem. Będziemy mieli naprawdę dużo do omówienia.
Mama
Takiej odpowiedzi Draco się nie spodziewał. Nie zastanawiając się więc wiele, rozwiązał woreczek, który matka przysłała do niego z listem. Otworzył go i wyciągnął ze środka połyskującą srebrem, ciężką metalową kulkę. Miała ona nie więcej niż trzy centymetry średnicy, a na jej powierzchni znajdowała się niezbyt szeroka, ale głęboka dziurka. Kiedy Draco zobaczył przedmiot, od razu wiedział co to takiego i co powinien z nim zrobić.
