Powiem tyle:

Kokosz jest świętą, proszę o pokłony. Jeśli znacie kogoś jeszcze kto jechał dziesięć kilometrów pedałując na bosaka, potem sobie rozcharatał kolano, a wszystko to, żeby dojechać na mszę, to przekażcie mu wyrazy szacunku. Ja już się uznałam za męczennika i wiem, ze mnie wyniosą na ołtarze ^^ (ta herezja)

Ponadto mój brat, mała menda, wyjechał do Holandii nic nie mówiąc przez co jestem na niego wściekła bo zrobił to tydzień zanim miałam przez pół Polski się do niego tarabanić :/ Wredna istota...

I wiem, wiem, zmeaculpuję się, powinnam napisać to szybciej, ale życie niestety mi nie pozwala :3

wszyscy pragną, żeby kokosz nie nołlajfiła :(

Dobra, to teraz to przyjemniejsze:

Karou101-Zwiedzanie zacznie się w tym rozdziale i to takie ekstremalne zwiedzanie, bo kokosz i jej orientacja w terenie rzuciła ich niestety w tyle różnych, dziko oddalonych od siebie miejsc, że współczuję im tej jazdy :(
Niechęć do dzieci? Dziwne, bo ja nigdy czegoś takiego nie posiadałam. Nie są mnie w stanie irytować a zajmowanie się nimi mnie nie męczy. To jest na bank jakieś kolejne uwarunkowanie genetyczne ;P
Tessa i Magnus są jednym z moich ulubionych Friendshipów, a wszystkie (no dobra, większość) moich ulubionych Friendshipów się tu ma obowiązek pojawić :P
Alec fanem Marvela być musi, bigos (Blue, jak ja cię uwielbiam za to określenie)
Uno-Nie wiem od zatrzęsienia dużo osób na fanfiction nimi jest i to takie genetyczne... No bo jak mi przychodzą do głowy jakieś porównania z komiksów i pasują, to jak może je wypowiadać ktoś kto ich nie lubi?
Dos-Było to potrzebne do jednej takiej rzeczy która się pojawi w tym rozdziale :P

Intoxic-Paulinka! Tęskniłam! (czuj się zgnieciona w wirtualnym uścisku.)
Przykro mi przez zmęczenie po pracy, ja korzystam w pełni z uprawnień mego wieku jakim jest mienie wszystkiego w tyłku i opierdajling i albo jeżdżę rowerem 20 km dziennie, albo siedzę cały dzień przed laptopem i piszę na raz dziesięć opowiadań. I jak nadejdzie dzień publikacji to chyba to wszystko zwali sie w jeden dzień :/
Teksty w stylu tekstu Izzy jeszcze się pojawią, ze spokojem. Wszyscy shippują Maleca, czyżbyś zapomniała? ;)
Ten sokół to jest dzikie porównanie, wiem... Ale co ja zrobię, taki talent ^^

Blue Daisiess-AAAAAAAA!
Jest to w pełni zrozumiała reakcja kokosz na magiczne objawienie się Blue, zbłąkanej w internetach duszyczki ;)
W pełni rozumiem dzikie komentarze po północy, mi się to często zdarza :P
Co do tekstu Isabelle, to czytnij sobie odpowiedź na komentarz Intoxic, nie chce mi się tego drugi raz pisać :3
Naleśniki jeszcze będą, bigos (to określenie jest moi bogiem) kokosz lubi takiego Jace i taki Jace pojawi się u kokosz jeszcze nie raz i nie wiem czemu uwielbiam Jace'a przytulającego się ciągle do Aleca, mimo, ze być może jest to dziwne :P
Lanie karmelu też jest moją specjalnością i jak już wspomniałam, uwielbiam upodabniać Aleca do mnie w tym co mogę :P
Tak, łabędzie są słodkie. Czuję, że łabędzie się tu kiedyś objawią, bo MUSZĄ! Albo kiedy indziej :P Bo to jest świetna methaforha :P
Co do podejrzeń Blue Daisiess, myślę (i pewnie mam rację, chyba że mój telepatyczny mózgotrzepacz sie popsuł) że nie spodziewałaś się tej i na tą której się spodziewałaś musisz poczekać jeszcze dwa/trzy rozdziały :( Przykro mi :(
Ale nie będziesz zawiedziona, bo pojawi się jeszcze ktoś, kogo uwielbiasz i przynajmniej trzy rzeczy które ci się spodobają.

Echelon-Opowiadanie też cię uwielbia, a moje poczucie humoru czuje się miło połechtane twoim komplementem :D

Jeśli AN będzie dłuższe od właściwego tekstu, bardzo przepraszam :(

Nic się nie zmieniło, prawa do TMI nadal należą do Cassandry Clare. Jak coś się zmieni, będziecie pierwszymi osobami, które zostaną poinformowane :P

To tyle. Czytajta!

A nie, jeszcze nie... Pojawiają się tu w rzeczywistości dwie uwielbiane przeze mnie postacie i ten rozdział jest dłuższy od większości one-shotów więc... Agrrr.

No dobra. Miłego męczenia się.


Rozdział 3. Dzień Trzeci: Co powiesz na wycieczkę?

Alec obudził się rano z piekielnym bólem głowy. Czy to było możliwe, żeby miał kaca?

Było. W tym problem, że było.

Zaciągnął kołdrę na głowę i zamknąwszy oczy próbował przypomnieć sobie wydarzenia wczorajszej nocy.

Bał się, że cały czas spędzony w klubie spędzi samotnie przy barze, gapiąc się na bawiącego się Magnusa, ale tak nie było. Około jedenastej ktoś oparł się o bar obok niego

-Cześć-odezwał się pogodny głos-Kupisz mi drinka?

Alec odwrócił się i napotkał rozbawione spojrzenie młodego chłopaka. Musiał być młodszy od niego. Miał jasne włosy, bladą skórę i najdziwaczniejsze oczy jakie Alec w życiu widział.

Jedno było zielononiebieskie, a drugie złote. Patrzyły na niego zza szkieł okularów, które wyglądały jakby były noszone po to, żeby podkreślić wizerunek hipstera a nie dlatego, że chłopak ich potrzebował.

Był przystojny,w delikatny, nieco zaczepny sposób i przywodził Alecowi na myśl elfa, albo leśnego duszka, tym bardziej, że był ubrany w t-shirt z nadrukiem przedstawiającym czaszkę wśród liści.

-Raczej mi nie sprzedadzą-powiedział, zaskoczony własną śmiałością jaką było nawiązanie rozmowy z obcym chłopakiem

-Nieletni?-chłopak roześmiał się, co zabrzmiało jakby cymbałki usłyszały dowcip i wskoczył na blat, opierając stopy na krzesełku Aleca-Tym bardziej miło cię poznać. Jestem Mark. Mark Blackthorn.-powiedział, wyciągając do niego rękę

-Alec Lightwood-powiedział niepewnie ściskając mu dłoń

-Więc Alec, co robisz jako nieletni, sam w klubie?

-Nie jestem sam-mruknął cicho, bawiąc się swoją szklanką i cały czas patrząc na Magnusa

Mark kiwnął głową i podążył za wzrokiem Aleca.

-To twój chłopak?-spytał znienacka

Alec drgnął.

-Co?

-Pytam czy ten facet w niebieskiej koszuli, który tańczy jak naćpany elf jest twoim chłopakiem-powiedział spokojnie

Alec się zaczerwienił.

-Nie, nie jest. Czemu tak myślisz?

-Patrzysz na niego jakby był-powiedział chłopak i spojrzał na niego ze smutkiem-Przyjaciel?

Alec się zaczerwienił.

-Można tak powiedzieć

-Ja bym się postarał o zmianę etykiety-powiedział cicho Mark-Nie ma nic gorszego niż udawanie, że nie jesteś zakochany w kimś w kim jesteś zakochany. W końcu ci go odbiorą

-Ja nie...-zaprotestował Alec, usiłując ukryć rumieńce.

-Jasne-Mark pokiwał głową a potem gładko zeskoczył z blatu-Idę szukać siostry. A... Gdyby pojawiły się tu dwie dziewczyny które wyglądają jakby przed chwilą robiły coś za czego oglądanie normalni faceci płacą, powiedz, że jestem na piętrze. Okay?

-Okay-powiedział niepewnie Alec, myśląc o tym, co powiedział Mark.

Chłopak odszedł i po chwili zniknął w tłumie zostawiając Aleca z mętlikiem w głowie. Skoro obcy ludzie widzieli jak patrzył na Magnusa to co mógł sobie pomyśleć sam Magnus.

Potem chyba naprawdę spędził całą noc patrząc na Magnusa i pijąc drinki stawiane mu przez przypadkowych ludzi którzy przyszli się upić.

Słyszał historię jakiegoś włoskiego chłopaka, który uderzył swoją dziewczynę po pijaku i strasznie chciał do niej wrócić, ale miał zakaz zbliżania się do niej. I faceta który zakochał się w sprzątaczce w firmie jego ojca i wiedział, ze tamten go wydziedziczy jeśli się z nią zwiąże. I jakiś dzieciak o poważnym spojrzeniu, mówiący po hiszpańsku, który ciągle pieprzył coś o jakiejś "krwiopijczej blondynie" i "zimnej suce" która musiała odebrać mu coś ważnego.

To była dziwna noc.

W końcu Alec odrzucił kołdrę z głowy i usiadł. Jednak nie było tak źle. Nie miał kaca, a głowa bolała go od uderzenia, nawet wyczuł z tyłu głowy guza.

Otworzył usta z zamiarem zawołania Jace'a, ale potem uświadomił sobie, że w pokoju Jace'a nie było.

-Jace?-zawołał niepewnie w przestrzeń i wtedy drzwi się otworzyły.

Ale nie stanął w nich Jace, tylko Magnus z tacą ze śniadaniem w rękach.

-Lepiej się czujesz?-zapytał troskliwie.

Alec zaczerwienił się, gdy uświadomił sobie, że jest tylko w bokserkach i koszulce i szybko narzucił na siebie kołdrę.

-Lepiej?-spytał, nierozumiejącym tonem.

Magnus zmarszczył czoło.

-Twoja siostra powiedziała, że jesteś chory-powiedział powoli-Że boli cię głowa, gardło i musisz zostać. Kazała nam zadzwonić to tej...-urwał, nie chcąc najwyraźniej nikogo obrazić-do pani Bellefleur i...

-Nie jestem chory-zaprotestował Alec i wstał.

Rozejrzał się w poszukiwaniu telefonu i w końcu zauważył go na poduszce Jace'a. Schylił się i zerknął. Była dziewiąta. Żadnych nieodebranych połączeń ani SMS-ów od Izzy ani Jace'a. O co mogło chodzić?

Wyprostował się i spojrzał na Magnusa który wpatrywał się w niego z dość specyficzną miną.

-Co jest?-spytał, zaniepokojony

Magnus westchnął wyraźnie rozbawiony

-Kiedy się pochylasz będąc tyłem do mnie, zdecydowanie bardzo ciężko jest patrzeć na cokolwiek innego niż twój niewiarygodnie seksowny tyłek-powiedział znienacka i odłożył tacę na półkę a potem w dwóch susach znalazł się przy Alecu

Chłopak przełknął ślinę.

-No cóż... Wezmę to za komplement-szepnął

-Powinieneś-wyszeptał Magnus do jego ucha, owiewając szyję Aleca ciepłym oddechem. Chłopak przymknął oczy. Nie miał pojęcia co Magnus planował, ale chciał tego. Chciał Magnusa.

Bane wyprostował się i spojrzał Alekowi w oczy. Znowu miały ten nieziemski wyraz pragnienia i nieśmiałości, a były tak piękne, tak szczere, smutne, cudowne i nieziemskie, że Magnus ze spokojem mógłby w nic zatonąć.

Ale było coś jeszcze. Trzecia rzecz na twarzy Aleca, która przyciągała go jak magnes.

Te idealne, pełne, drżące, czerwone usta.

Magnus pogładził kciukiem jego kość policzkową i znowu to poczuł. Jakby go prąd poraził. Nigdy się coś takiego nie działo. Nigdy dotąd.

Ale dotykanie Aleca było uzależniające.

Można się uzależnić od wielu rzeczy. Alkoholu. Papierosów. Filmów porno. Brokatu. Masła. Herbaty. Koszenia trawy. Kawy z mlekiem. Musicali z lat pięćdziesiątych.

Od przynajmniej połowy z tych rzeczy Magnus był teraz, lub kiedyś uzależniony.

Ale uzależnienie się od dotykania Aleca było całkowicie inne. Chciał tego chłopaka. Najbardziej na świecie.

I wiedział, że Alec chciał jego.

Bardzo powoli nachylił się do Aleca i zobaczył, ze tamten przymknął oczy.

Magnus westchnął czując ciepło bijące z policzków chłopaka i jego płytki, nerwowy oddech.

I wtedy telefon w dłoni Aleca zawibrował.

Alec odskoczył od niego gwałtownie, prawie się przewracając i odebrawszy, przycisnął telefon do ucha.

-Halo?-rzucił i Magnus uśmiechnął się z zadowoleniem gdy usłyszał w jego głosie rozdrażnienie-Wiesz, ze mam zamiar was zabić?

Boże, czy on mówiąc takie zdanie musiał brzmieć tak cholernie idealnie?

-Jesteście...Nie Jace. Nie najlepszym rodzeństwem ever, nie to miałem na myśli... Nie, moja podświadomość też tak nie sądzi... Tak, jestem pewien... Nie wiem co dzisiaj zwiedzacie, ale jak... No. Masz szczęście. Jakbym przez was nie widział British Museum i Madame Tussauds to... Tak, też cię nienawidzę

I się rozłączył.

-Nienawidzę mojego brata-oświadczył ponuro

Magnus się roześmiał.

-Ja też. Za to, że zadzwonił.

Alec spłonął rumieńcem.

-Ale jestem mu też wdzięczny-dodał

-Za co?-spytał Alec

-Za to, ze dzięki niemu jesteśmy na siebie skazani przez cały dzień, Alexandrze

I uśmiechnął się uśmiechem obiecującym więcej niż Alec mógł sobie wymarzyć.


Magnus nie słodził herbaty. To, z niewiadomego powodu wydało się Alekowi dziwnie czarujące. Podobnie jak to, że jego dłonie poruszały się takimi dziwnie zamaszystymi ruchami, gdy smarował chleb. I fakt, że trzymał filiżankę w obu dłoniach, od dołu.

Alec siedział tak przy stole, obserwując Magnusa, a herbata stygła, płatki rozmiękły niemal całkowicie a tosty robiły się zimne.

Bane zauważył jego spojrzenie, podniósł wzrok i uśmiechnął się słodko.

-Nie musisz się upewniać, że tu jestem kotku. Ja nie zniknę.

Alec się zarumienił i powoli zaczął jeść.

Płatki naprawdę rozmokły, puszczając niemal całą czekoladę, tak, że mleko przypominało kakao.

Alec jadł je raczej niechętnie. Nie lubił takich miękkich płatków. Wolał kiedy były suche i chrupiące.

Magnus uśmiechnął się, obserwując chłopaka który z miną cierpiętnika zjadał czekoladowe kuleczki.

-Nie grymaś-powiedział z uśmieszkiem, a Alec się zaczerwienił-Bo sam cię nakarmię.

Alec zamarł z łyżką w połowie drogi do ust i otwartą buzią a Magnus musiał wybuchnąć śmiechem.

-Jedz, kochanie-popędził go i ujął znowu w dłonie filiżankę. Alec nadal wpatrywał się w niego z głupią miną i chyba miał zamiar jeść, ale nie trafił łyżką do ust i po chwili całą twarz miał w mleku.

Magnus znowu się roześmiał, widząc jego zakłopotanie.

-Moja niedojda-uśmiechnął się, a potem nagle przechylił przez stół i serwetką starł mleko z podbródka Aleca.

Chłopak drgnął i niemal odskoczył od niego, a Magnus musiał się uśmiechnąć. Ten chłopak był jego. On to wiedział i Alec to wiedział. Wszyscy to wiedzieli.

Tylko czemu, do jasnej cholery, ich zachowanie było pełne niejasności?

Magnus powoli wziął z talerza tost, posmarował masłem i uniósłszy do góry, wycelował w usta Aleca.

-Leci, leci samolocik...-zamruczał a Alec posłusznie otworzył buzię i ugryzł grzankę. Przymknął na moment oczy wyglądał jakby po prostu rozkoszował się smakiem.

Magnus uśmiechnął się sam do siebie. To było słodkie. Czy naprawdę, każda rzecz którą roił ten chłopak musiała być tak cholernie urocza?

-Alexandrze, otwórz oczy-szepnął i nachylił się nad stołem.

Alec rozwarł powieki i pierwszym co zobaczył, były niesamowite, kocie oczy wpatrzone prosto w niego.

Wziął szybki wdech, aż zaświszczało.

Magnus chciał go pocałować.

Magnus Bane, najprzystojniejszy facet jakiego Alec widział, chciał pocałować JEGO.

JEGO. Aleca Lightwooda. Chłopaka, który nie znaczył nic. Chłopaka, który żył zamknięty w swoim świecie z książek, ostrej muzyki, komiksów i trenowania, aż umierał. Chłopaka, który wiecznie się czerwienił i jąkał i nie umiał słowa wypowiedzieć przy obcych.

Który nie był przyzwyczajony do tego by ktokolwiek zwracał na niego uwagę, który nie sądził, że ktokolwiek zwróci na niego uwagę, tak że kulił się wewnątrz psychologicznej banki jak wiewiórka w stanie hibernacji i tak samo jak wiewiórka bronił się tymi małymi pazurkami gdy ktoś próbował go stamtąd wyrwać.

Ale w Londynie się to zmieniło.

Tutaj rozmawiał z nieznajomymi. Z Tessą. Z Simonem. Clary. Magnusem.

I nagle ktoś zwracał na niego uwagę. Chciał go słuchać. Chciał z nim żartować i rozmawiać. Chciał jego.

Przełknął ślinę, nie spuszczając wzroku z Magnusa który uśmiechnął się delikatnie.

I wszystko prysnęło, przerwane płaczem dziecka.

Magnus odsunął się od Aleca i wstał. Jakkolwiek, kiedy Jace zadzwonił wyglądał nie tylko na zirytowanego co też na rozeźlonego, to teraz sprawiał wrażenie zaniepokojonego.

-Chcesz poznać małego Herondale'a, Alec?-rzucił w przestrzeń, a chłopak pokiwał głową.

Magnus wziął go za rękę i pociągnął za sobą.

-To chodź.


James Herondale wyglądał-jak na gust Aleca-jak wszystkie inne dzieci. Miał tak samo okrągłą twarzyczkę, pulchne piąstki, bezzębny uśmiech i ogromne oczy wpatrzone w człowieka jakby dzieciak rozważał do czego ta wielka, dziwna, dwunożna istota może służyć.

Pamiętał, że kiedy miał dziewięć lat urodził się jego młodszy braciszek, Max. Pamiętał jak potrafił godzinami stać nad łóżeczkiem, wpatrując się w niemowlaka, mimo, że Izzy szybko się to znudziło.

Nie był taki jak Jace którego dzieciaki zawsze uwielbiały a i on zdawał się lubić dzieci, ale zajmował się nimi i nigdy go nie irytowały, niezależnie ile zadawały pytać. Tak samo jak Jace'a, bo Izzy do tych "przebrzydłych bachorów" cierpliwości nie miała.

Magnus jednak chyba klasyfikował się do tej samej grupy co on. Wziął chłopca na ręce i uśmiechnął się, a ten uśmiech był ta pełen ciepła i uroku, że Alecowi zmiękło serce.

Uśmiechnął się obserwując ten uroczy widok. Magnusowi oczy rozświetliła miłość i rozczulenie i było to niemożliwie słodkie.

-Powinniśmy go zabrać na spacer-powiedział Bane, głaszcząc chłopca po główce i przeniósł wzrok na Aleca

-Co?-zapytał Alec, zaskoczony

-Nie możemy cały dzień siedzieć w domu. To będzie nudne-westchnął-Tessa jest u lekarza a ty przez twoje rodzeństwo straciłeś dzień zwiedzania. Masz ochotę na wycieczkę?

Alec przełknął ślinę. Dopiero teraz uświadomił sobie jak denerwowała go perspektywa bycia sam na sam z Magnusem. Ale perspektywa bycia sam na sam z Magnusem na mieście...

-Możemy się przejechać-powiedział w końcu

Magnus niemal podskoczył z radości.

-Świetnie! Wezmę wózek dla Jamesa i jedziemy-wręczył niemowlaka Alekowi, który stał jak sparaliżowany patrząc niepewnie na dziecko wpatrujące się w niego wielkimi, złotymi oczami.

Niepewnie dotknął małej rączki i wtedy pulchna piąstka zacisnęła się na jego palcu. Alec przełknął ślinę, ale nadal patrzył na chłopca.

I w tym momencie mały Herondale uśmiechnął się do niego, a Alec zamarł na moment a potem on też uśmiechnął się do chłopca.

Magnus zerknął przez drzwi i poczuł jak mięknie mu serce. Mógł się przyzwyczaić do takiego widoku-do Aleca, trzymającego jego chrześniaka na rękach.

Mimo, że wiedział, że nie powinien.


-Jest jakieś miejsce które bardzo chciałbyś zobaczyć?-spytał Magnus gdy siedzieli już w samochodzie a Alec nerwowo bawił się pasem.

-Jest dużo takich miejsc-szepnął Alec-To Londyn. To miasto...

-Jest niesamowite, wiem-Bane uśmiechnął się-Najchętniej zabrałbym cię do hotelu, zamknął w pokoju i długo nie wypuszczał, ale jednak...

-To tak zrób-powiedział znienacka Alec, zaskakując tym samego siebie, Magnusa, który gwałtownie zahamował i Jamesa, który dostał napadu czkawki

-Serio?-spytał Magnus, patrząc na Aleca zaskoczony

-Czy ja kiedykolwiek żartuję-spytał Alec, cały czerwony. Nie miał pojęcia, czemu to powiedział. Nie miał pojęcia jakim cudem się na to zdobył.

Chodziło chyba o zmianę środowiska. Nikt go tutaj nie znał. Nikt nie mógł go widzieć, oceniać, ani potępiać.

Tu liczyło się tylko to czego on chciał. Przecież chodziło i tak tylko o tydzień.

Magnus zdjął jedną rękę z kierownicy i położył ją Alecowi na kolanie. Chłopak zadrżał pod jego dotykiem i zaczerwienił się wściekle, ale niepewnym ruchem wziął go za rękę.

Dłoń Magnusa była ciepła i gładka i idealnie pasowała do jego dłoni. Magnus zaczął rysować kciukiem małe kółeczka na wierzchu jego dłoni i Alec poczuł dreszcze idące z jego ręki aż ku dołowi kręgosłupa.

Magnus roześmiał się i puścił jego rękę, za to zaczął przebierać palcami po jego udzie, a Alec zaczął ciężej oddychać.

Magnus kierował rękę coraz wyżej, ale w pewnym momencie zatrzymał się i znowu umiejscowił ją na kierownicy. Alec spojrzał na niego z wyrzutem, na co Magnus zareagował śmiechem.

-Sądzę że Tessa byłaby bardzo zła, gdybym zdeprawował jej dziecko-powiedział i uśmiechnął się drapieżnie-A byłaby to BARDZO poważna deprawacja.

Alec znów spłonął rumieńcem a Magnus, skupiwszy się na drodze zastanowił się kim właściwie był ten chłopiec.

Czerwienił się we wszystkich możliwych odcieniach i naprawdę był nieśmiały i niepewny. Tylko... sprawiał wrażenie jakby naprawdę nie miał nic przeciwko temu wszystkiemu co sugerował Bane.

"Umrę przez niego"-pomyślał Magnus

-Powinieneś zobaczyć Pałac Buckingham-powiedział Magnus z uśmiechem-tył Pałacu Buckingham. I zmianę warty.

-Tam będą tłumy-mruknął Alec, mnąc nerwowo rękawy swetra

Magnus uniósł brew.

-No i?

-Nie lubię tłumów-wymamrotał niepewnie, skubiąc szew zniszczonej bluzy

Magnus wywrócił oczami.

-Jeśli masz zamiar trzymać ze mną, będziesz musiał przywyknąć.

Alec w całej swojej karierze nie czuł się tak zakłopotany jak teraz.

-Czyli...

Magnus posłał mu rozbawione spojrzenie.

-Tak. Uwierz mi, chcę żebyś ze mną przebywał.

-No cóż..-powiedział Alec-To chyba dobrze.

Magnus prychnął.

-Nie, to fatalnie, dopóki nie wiem, czy ty chcesz przebywać ze mną.

Alec zamrugał kilkakrotnie, zamroczony.

-Chcę-powiedział ostrożnie, a Bane posłał mu porozumiewawczy uśmiech.

-To chyba dobrze.

Milczeli chwilę, a Alec nerwowo bawił się zamkami przy rękawach swojej skórzanej kurtki.

-To zabierzesz mnie tam?-szepnął Alec, czerwony jak burak

Magnus się roześmiał.

-Z rozkoszą skarbie.


Pod Pałacem Buckingham były tłumy. Naprawdę. Setki turystów stały wpatrując się w tył pałacu królowej jakby myśleli, że głowa rodziny królewskiej zacznie tańczyć na balkonie w lateksowym kostiumie kobiety kot.

Jakkolwiek to porównanie było świętokradztwem i każdy Brytyjczyk spaliłby za nie Magnusa na stosie.

Alec stał przygarbiony nad wózkiem Jamesa, obserwując wszystkich spode łba. jego oczy co prawda świeciły się gdy zerkał na Pałac, ale Magnus widział, że nei kłamał mówiąc, że nie lubi tłumów.

-Podoba ci się?-szepnął prosto do jego ucha, co spowodowało, że chłopak zadrżał.

-Tak...-głos Aleca zabrzmiał słabo gdy Bane położył mu ręce na biodrach i oparł podbródek na jego ramieniu

-Naprawdę?-dłonie Magnusa zjechały niżej i czuł jak Alec zadrżał, widział też rumieniec który wypłynął na jego policzki.

-To jest największa królewska rezydencja świata-powiedział Alec-I nadal pełni swoją funkcję. Na dodatek... widzisz ten sztandar?-spytał, wskazując na maszt, na którym powiewała królewska chorągiew-To znaczy, ze królowa jest w domu.

Magnus się roześmiał i zauważył, że jakaś dziewczyna minęła ich z uśmiechem na twarzy. Pomachała nawet do Magnusa, bo Alec nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi, nadal rozwodząc się o pałacu.

Magnus odmachał jej i też się uśmiechnął gdy zauważył, że inna dziewczyna zasłania jej oczy rękami. Po chwili tamta się odwróciła i z rozpędem pocałowała ją w usta.

Obie się odwróciły w kierunku Magnusa, pokazały wyprostowane kciuki i uśmiechnęły się.

Magnus zrobił to samo i-wbrew sobie-mocniej objął Aleca.

Skoro obcy ludzie uważali ich za parę chyba miał prawo.

Alec tymczasem przestał mówić i odwrócił się do Bane'a, tak, że Magnus opierał się teraz czołem o jego głowę.

-Magnus...-jego głos był niski kiedy mówił

-Tak, kochanie?

-Czemu ciągle zachowujesz się, jakbyś...-urwał i spłonął gwałtownym rumieńcem

-Jakbym co?

-Jakbyśchciałmniepocałować?-wymamrotał Alec, a Magnus wybuchnął śmiechem i odsunął się od chłopaka

-Bo chcę-powiedział, a potem wziął Aleca za rękę i uniósł do ust. Pocałował ją krótko i posłał mu rozczulone spojrzenie-Bardzo chcę.

Alec znowu spłonął rumieńcem i wyrwał Magnusowi dłoń.

-Ale ja...

-co ty?-rzucił Magnus opierając się o murek-Nie jesteś gejem? Nawet nie próbujesz tego ukryć. Nie chcesz mnie? Sprawiasz wręcz przeciwne wrażenie.

-Magnus-powiedział słabo, jakby chcąc coś wytłumaczyć-Chodzi o to, że...

Tym razem przerwała im zmiana warty. Magnus nie uznał już tego za irytujące, tylko wybuchnął śmiechem.

Zawsze tak było. W pewnym momencie nie denerwował się już, to nie miało sensu, tylko zaczynał się śmiać.

Mógł się roześmiać zawsze, całe lata życia w troskach nauczyły go tego.

Tylko Alec patrzył na niego z zawstydzeniem, najwyraźniej uznawszy, że Magnus śmieje się z niego.

Bane chciał wytłumaczyć, ale Alec już patrzył na strażników, którzy równym marszem ruszyli ulicą. Magnus też zaczął patrzeć na równy szereg czarnych czapek i czerwonych mundurów, na połyskującą w letnim słońcu broń a potem przeniósł wzrok na Aleca i zamarł.

Pamiętał jakie chłopak zrobił na nim wrażenie kiedy zobaczył go pierwszy raz, ale teraz kiedy stał, zarumieniony, podekscytowany i szczęśliwy w płomieniach słońca, był dziwnie piękny.

Nie było w tym tragizmu który mógłby istnieć, gdyby zobaczył go w świetle księżyca, było w tym tylko pełne szczęście i nadzieja.

Alec wyglądał jak anioł, który zszedł na ziemię i stanął w promieniach słońca, wspólnie z tłumem obserwującym zmianę warty.

A skoro wysłannicy nieba mogli być tak blisko, świat nie był chyba jeszcze stracony.

A potem dotarło do niego co pomyślał.

Alec był tylko nastolatkiem z Ameryki. Nieśmiałym dzieciakiem który jakim cudem tą nieśmiałość przełamał. Pewnie, słodkim i seksownym dzieciakiem dzieciakiem który umiał mówić tak, ze nie liczyło się nic poza jego głosem, dzieciakiem którego każdy chciałby w łóżku, ale tylko dzieciakiem.

Nie zmieniało to jednak faktu, że Magnusowi roił się naprawdę jak anioł który zszedł z nieba, by jego, Magnusa Bane'a, nawrócić.

Był jego aniołem.

Wiec czyżby on, całkowicie dziwnie, nieodpowiedzialnie, głupio i nieodpowiednio dla siebie się w nim zakochał?

Alec zwrócił na niego spojrzenie niebieskich oczu.

-Czemu się na mnie gapisz?-spytał wrogo

-Bo patrzenie na przystojnych chłopaków jest zajęciem miłym i satysfakcjonującym, a ja zawsze zajmuję się czymś miłym i satysfakcjonującym.-Alec patrzył na niego w niemałym szoku-Chyba, że akurat muszę zmyć naczynia. To nie jest ani miłe, ani satysfakcjonujące, zwłaszcza, ze prawie zawsze tłukę szklanki i potem muszę pić herbatę w kieliszkach

Alec się roześmiał. Magnus zaczynał naprawdę uwielbiać jego śmiech. Słodki i szczery, ale zachrypnięty i urywany, gdy uznawał, że nie powinien się śmiać.

-Nie masz zmywarki?

-Mam. Mówię o momentach kiedy jest przepełniona.

Alec znowu się roześmiał, a Magnus patrząc jak ostatni strażnicy znikają za bramą, wziął Aleca za rękę i pociągnął za sobą.

-Gdzie mnie prowadzisz?

-Do samochodu. Co prawda grzechem jest nie zobaczyć królewskich pelikanów w świętym Jakubie, ale już dość nagrzeszyliśmy

Alec spłonął rumieńcem.

-To gdzie teraz pójdziemy-spytał, pchając z całej siły wózek z Jamesem.

Magnus uśmiechnął się szeroko.

-Do jednego z moich ulubionych miejsc w Londynie. Wydarzyło się tam dużo ważnych rzeczy ponadto moja wrodzona ironia każe mi to zrobić.

-Czyli?-spytał Alec, niemal biegnąc za Magnusem w którego wstąpiła jakaś nowa siła i zaczął iść o wiele szybciej.

-Hyde Park.


-Kiedy byłem mały chciałem być strażnikiem Pałacu Buckingham-wyznał Alec, opierając się o szybę.

-Serio?-spytał Magnus-Czemu?

-Nie wiem-wzruszył ramionami

-To musi być trudne.

-Stanie cały czas bez ruchu? pewnie tak.

-Dałbym radę-powiedział Magnus z pewnym siebie uśmieszkiem

-Jasne-mruknął Alec

-Bane odwrócił się do niego, oczy mu błyszczały

-Czyżby Alec Lightwood używał sarkazmu?

-Skąd-powiedział Alec, uśmiechając się

-Czemu sądzisz, ze nie dałbym rady?-zapytał Magnus zatrzymując samochód. Korek ciągnął się daleko przed nimi.

Alec uniósł brwi.

-No nie wiem...

Magnus uniósł brew. Czy ten chłopak właśnie żartował z nim w taki sposób jakby z nim flirtował? Robił to prawda?

-Podejrzewam, że gdybyś pojawił się przede mną ty miałbym spory problem, żeby pozostać nieruchomym i poważnym, ale w innym wypadku...

-Aż tak na ciebie działam?-spytał Alec z przekornym uśmiechem

Magnus nachylił się do chłopaka i szepnął.

-Nawet nie wiesz jak.

Miał ogromną ochotę go teraz pocałować, tylko po to, żeby podkreślić te słowa, ale nie zrobił tego, tylko odsunął się od Aleca.

Ku jego zadowoleniu, chłopak naprawdę sprawiał wrażenie zawiedzionego.

-Czemu właściwie Hyde Park?-zapytał Alec gdy już udało im się zaparkować samochód przed bramą

Magnus parsknął śmiechem.

-To przez Willa-powiedział, pchając przed sobą wózek-Często przychodził do Hyde Parku ze swoim przyjacielem. I z Tessą, w trójkę. Kochał to miejsce. Ale wpadł kiedyś do stawku i dostał paranoi.

-Dlaczego? Boi się pływać?-zapytał Alec

Magnus drgnął, jak zwykle gdy mówiono o lęku przed pływaniem.

-Nie. Boi się kaczek.

-Anatidefobia-powiedział Alec-paniczny irracjonalny lęk przed byciem obserwowanym przez kaczki.

Magnus parsknął urywanym śmiechem.

-Lęk przed kaczkami nie jest irracjonalny. Kaczki to małe krwiożercze bestie. Nigdy nie ufaj kaczkom.

Alec wybuchnął śmiechem. Zaśmiał się, szczerze, głośno, czysto, miękko i radośnie, szczerze rozbawiony a zaraz potem zasłonił usta ręką i spłonął rumieńcem.

Magnus chwycił go za nadgarstki, odsłaniając twarz i spojrzał mu w oczy.

-Nigdy nie wstydź się śmiechu. Roześmiać i rozpłakać masz się prawo zawsze, bo tyczy to tylko i wyłącznie tego co ty czujesz i o czym ty myślisz.

Alec kiwnął głową i uśmiechnął się do Magnusa nieśmiało. Bane delikatnie pogłaskał go po policzku i usłyszał za sobą śmiech.

Odwrócił się tylko po to, żeby zobaczyć grupę chłopaków ubranych w skórzane kurtki i glany. Palili papierosy oparci o pobliskie drzewo i patrzyli prosto na nich.

Magnus poczuł ogromną wściekłość. Zaborczo przygarnął do siebie Aleca i już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale w tym momencie odezwał się jeden z chłopaków:

-No przecież ci go nie zabiorę-zaśmiał się jeszcze raz pogodnie a cała reszta też wybuchnęła śmiechem i... pomachała do nich.

Magnus wyszczerzył się jak zadowolony z siebie rekin, Alec też nieśmiało do nich pomachał a potem odwrócili się i poszli dalej.

-Bałeś się, ze coś zrobią, prawda?-rzucił Alec

-Szczerze?-spytał Magnus

-Dotychczas kłamałeś?-mruknął przekornie Alec, a Magnus się uśmiechnął. Przypominało mu to przekomarzanki z Tessą, albo Ragnorem. Do którego tak w ogóle wypadałoby podjechać...

-Nie. Ale tak, bałem się.

-To jest chyba najbardziej krzywdzący stereotyp-szepnął Alec, a potem nieśmiało wziął Magnusa za rękę i ruszyli dalej.

-Miałeś mówić o Willu-przypomniał mu, gdy minęli stawek

-A... No tak. Otóż po tych wydarzeniach z kaczkami w Hyde Parku to miejsce wszystkim kojarzy się z Willem. Pamiętam jedną Wielkanoc-dodał po chwili-Znalazłem podchmielonego, jak próbował się rzucić do wody. Teraz mnie dziwi, czemu wtedy nie przeraziły go kaczki

-To nie jest dziwna fobia-wymamrotał Alec-Ja się boję pająków.

-Ja wody-powiedział Magnus a zaraz potem umilkł i zmieszany zagryzł wargę. Czemu to powiedział? Dlaczego się do tego przyznał?-Znaczy nie takiej w kranie, tylko takiej otwartej.

-Boisz się pływać-powiedział cicho Alec-Ale po Willa wskoczyłeś.

-Zawsze wskoczyłbym do wody za kimś kogo kocham gdyby tonął.-powiedział cicho, rysując małe kółeczka na wierzchu dłoni Aleca-Zawsze.

Chłopak spłonął rumieńcem a potem cicho spytał:

-Ten przyjaciel Willa, jego i Tessy... Miał na imię James, prawda?

Magnus miał ochotę stanąć jak wryty ale nie zrobił. Był Magnusem Bane'em, ukazywanie zaskoczenia nie było w jego stylu.

-Tak... James Carstairs... Czemu pytasz?

-W "Wo wei ni xie de", które napisali wspólnie jest dedykacja: Dla Jema który ma drugie połowy naszych serc. A ich syn ma na imię James i to nie wydaje się bez powodu... Co się z nim stało?

-Zmarł-powiedział cicho Magnus, nie patrząc na Aleca-Na białaczkę. Nie powiedział im o raku, nie powiedział nikomu i dlatego dla wszystkich było to zaskoczenie. Dla wszystkich oprócz mnie.

-Wiedziałeś?

-Zawsze musi być na świecie ktoś kto zna twój mroczny sekret. Zaskakujące jest to, ze najczęściej to wcale nie jest najbliższa tobie osoba. Tak... Znałem sekret Jema Carstairsa. Tessa i Will o tym nie wiedzą. Zabiliby mnie, gdyby się dowiedzieli. Nienawidzą, gdy coś się przed nimi zataja.-westchnął cicho-To Jem powinien być ojcem chrzestnym Jamie'ego. Nie ja. I on jest jego ojcem chrzestnym, najważniejszym po ojcu. Nie ja. Nigdy nie będę. Zawsze będę wiedzieć, że jestem zastępczym ojcem chrzestnym-roześmiał się gorzko

-Ale to ty jesteś jego ojcem chrzestnym. Ty przy nim jesteś i zawsze tak będzie.-oczy Aleca rozbłysły gdy to mówił, jakby naprawdę zależało mu, żeby przekonać Magnusa.

Magnus pochylił się i pocałował go w policzek.

-Dziękuję-powiedział i poczuł jak jego policzki robią się ciepłe. Czy on się rumienił?

Stali tak chwilę, trzymając się za ręce, drugie zaciskając na rączce od wózka, tylko patrząc sobie w oczy.

-Chcę ci coś pokazać-powiedział cicho Magnus i ruszył.

Szli i szli, aż w końcu Magnus stanął przed niewielkim podwyższeniem.

-Co to?-zapytał Alec a Magnus uśmiechnął się.

-Jest coś czego nie wiesz o Londynie. Wreszcie! Myślałem, ze nigdy cię niczym nie zaskoczę.

-Zawsze mnie czymś zaskakujesz-wymamrotał Alec wściekle się czerwieniąc

Magnus parsknął śmiechem.

-Jesteś za słodki-wszedł na postument-To jest Speakers Corner, miejsce z którego zawsze można było przemawiać. Zawsze możesz tu coś powiedzieć. Kiedyś prowadzono tu debaty, teraz przemawiają tu politycy, ale tez obrońcy różnych praw... I myślę, że powinieneś tu przemówić ty.

-Ja? Dlaczego?

-Bo kiedy o czymś opowiadasz, nie chce się robić nic innego tylko cię słuchać

Alec się zaczerwienił.

-Ja... nie... Ale ty...

-Co ja?

-Przez ten czas kiedy rozmawialiśmy o Willu wypowiedziałeś przynajmniej trzy zdania które należałoby wyryć złotymi litermi nad kominkiem-powiedział cicho-Naprawdę.

-Naprawdę?-Magnus roześmiał się

-Mów o czymś. Lubię słuchać.

-Stąd tyle wiesz-powiedział Magnus i uśmiechnął się, gdy Alec spłonął rumieńcem-Czar nieśmiałości-co nie przejdzie przez usta, powie rumieniec

Alec zaczerwienił się jeszcze mocniej.

-To z serii wyczytane w Internecie-powiedział cicho, a potem wyprostował się i zaczął mówić:

Jest Uśmiech Miłowania

I Uśmiech Podstępnej Uciechy

I jest Uśmiech nad Uśmiechami

W którym łączą się te dwa Uśmiechy

Jest Grymas Nienawiści

I jest Grymas Wzgardliwej Niechęci

I jest Grymas nad Grymasami

Który próżno chcesz wymazać z pamięci

Bo zagnieździł się w Jądrze Serca

I przedostał się do Szpiku Kości

Żaden uśmiech znany człowiekowi

Nie przeniknie owych Głębokości

Tylko Jeden - ten co się raz zdarza

Między naszą Kołyską a Mogiłą -

Lecz gdy taki Uśmiech zajaśnieje

Znika wszystko co Cierpieniem było

Alec zamarł na moment.

-To było... Czy to był Blake?

Magnus się roześmiał

-Tak, to był Blake.

"I twój Uśmiech"


-Ale Magnus...

-Nie można mieć wycieczki po Londynie bez zobaczenia City. To najstarsza i najważniejsza część Londynu.

-I najdroższa-dodał posępnie Alec

-Nie dbaj o pieniądze-roześmiał się Magnus-Ja płacę.

-Właśnie dlatego o nie dbam.

Magnus parsknął wyjmując wózek z bagażnika.

-Daj mi Jamie'ego

Alec przytulił do siebie chłopca i powoli zbliżył się do Bane'a. Chłopiec przytulił się do niego i zaczął mamrotać coś w swoim własnym tajemniczym języku.

Magnus odebrał dziecko i troskliwie ułożył w wózku.

-Mamy zamiar krążyć z nim po City?-spytał Alec, unosząc brwi

-Owszem-powiedział z uśmiechem Bane-Co w tym dziwnego?

-Nie wiem... Spaliny?

-Jesteś z Nowego Jorku i spaliny są dla ciebie dziwne?-spytał Magnus unosząc brew i zamykając samochód

Alec się zaczerwienił.

-Chodzi o to, że...

-Daj spokój-Magnus chwycił go za rękę-Będzie fajnie.

Było fajnie. Alec co chwilę rzucał coś na temat mijanych budynków, ale bo opowiadał o czymś, związanym albo z miastem, albo czymś innym, a Magnus słuchał. To było cudowne.

Ponadto, dwóch facetów z wózkiem, z niewiadomych powodów robiło w City wrażenie, jakby ludzie nigdy nie widzieli dwóch facetów z wózkiem w City. Magnus uważał, ze było to nawet całkiem możliwe, żeby nikt nigdy nie widział dwóch facetów z wózkiem w City, ponieważ był to fajny widok.

A City miało dość własnych zajebistych widoków, nie potrzebowało więcej.

Alec rozglądał się dookoła a jego oczy błyszczały.

-Tu jest... wow...

-Tak. Wow jest dobrym podsumowaniem-zaśmiał się Magnus opierając się łokciami o poręcz wózka Jamesa i prawie wjechał w Aleca, który nagle stanął jak wryty.

-Kotku, co się stało?

-To wygląda jak Asgard-wymamrotał Alec

-Jak co?

-Jak Asgard.-Alec spłonął rumieńcem-Wiesz... siedziba bogów...

-Wiem czym jest Asgard-powiedział Magnus-Ale nie wiem o co ci chodzi.

Alec ujął stanowczo jego nadgarstek i naprowadził na wysoki, strzelisty szklany budynek.

-O to.

-to jest Shard-powiedział Magnus-Nie Asgard

-Ale tak wygląda-Alec wyjął z kieszeni telefon i zaczął w nim czegoś szukać. Magnus mimochodem zauważył jego tapetę-zdjęcie Isabelle i Jace'a z rękami na swoich policzkach, jakby dawali sobie nawzajem w twarz.-Popatrz.

Podetknął Magnusowi telefon pod nos i Bane przyjrzał się obrazkowi. Przedstawiał Asgard, ze świata Mavela niewątpliwie, a pod spodem widniał ogromny napis: Fuck this shit, I'm going to Asgard"

Magnus roześmiał się, ale potem przyjrzał się obrazkowi i budynkowi. Może faktycznie było tam jakieś podobieństwo...

-Ten budynek jest niesamowity-wymamrotał Alec, nadal wpatrując się w wieżowiec szeroko otwartymi oczami

-Chcesz na niego wejść-spytał Magnus

Alec przeniósł spojrzenie na niego.

-Chciałbym... Ale chyba nie jest dostępne do zwiedzania.

-A kto tu mówił o zwiedzaniu-Magnus uśmiechnął się szeroko

-Więc jak chcesz to zrobić?

Magnus uśmiechnął się, dziko szeroko i niespodziewanie

-Zobaczysz.


-Magnus...

-Cicho! Próbuję sobie hasło przypomnieć.

-Hasło?-Alec brzmiał na naprawdę zdenerwowanego-O co ci...

W tym momencie drzwi kliknęły a Magnus uśmiechnął się szeroko. Pchając wózek z Jamesem zrobił krok do przodu, ciągnąc za sobą Aleca.

-Idziemy odwiedzić mojego przyjaciela-powiedział z uśmiechem, wiodąc Aleca do windy. Wcisnął przycisk z numerem 60 i winda ruszyła.

Magnus obserwował jak Alec z niedowierzaniem patrzy po ogromnej, nowoczesnej windzie a potem nachylił się nad wózkiem Jamesa. Chłopiec zasnął, najprawdopodobniej zmęczony tym wszystkim co się dzisiaj działo. Może to i dobrze? Chyba nie odważyłby się zostawić malca pod opieką...

Silne ramiona objęły go z tyłu w pasie i poczuł ciepły oddech na swoim karku.

-Alec?-spytał niepewnie

-Ja-potwierdził cichy głos przy jego uchu

-Co ty... Czemu to robisz?-spytał powoli Magnus

-Bo bardzo chcę być bliżej ciebie-poczuł wargi Aleca na swoim karku i całkowicie wbrew sobie zadrżał.

Bogowie, co ten chłopak z nim robił?

Odwrócił się powoli i spojrzał prosto w rozognione niebieskie oczy.

-Alexandrze...

Alec uniósł dłoń i pogładził nią Magnusa po policzku.

-Dziękuję za dzisiaj, Magnus-powiedział cicho

-To jeszcze nie koniec-szepnął Bane i pochylił się nad Alekiem, tak, że opierał czoło o jego czoło-Mogę ci obiecać, ze dużo się jeszcze wydarzy.

Początkiem owych "wielu wydarzeń" był to, ze winda się zatrzymała, a drzwi otworzyły ukazując dwójkę staruszków.

Alec szybko odsunął się od Magnusa, który z kolei szarpnął wózek i obaj wyszli z windy.

Bane nachylił się do ucha Aleca.

-Wrócimy do tego-szepnął i skierował swoje kroki do drzwi czegoś, co najprawdopodobniej było luksusowym apartamentem.

Drzwi były proste, z matowego, nieprzezroczystego szkła a na nich widniało napisane zdecydowanym, zdobnym charakterem pisma nazwisko:

Scott.

Drzwi otworzyły się i z mieszkania wyszła dwójka młodych chłopaków, pewnie w wieku Aleca.

Jeden był chyba hindusem a drugi miał idealne jasne, platynowe włosy.

Szli blisko siebie z równocześnie zawstydzonym i podekscytowanym spojrzeniem a na ic karkach było widać sporo czerwonych śladów, zarówno po paznokciach, ustach i zębach.

Alec spojrzał na nich przerażony a potem zerknął na Bane'a

-Woolsey ma dość... Dziwne upodobania-powiedział powoli Magnus

Alec zrobił się czerwony, przełknął ślinę i cofnął o krok. Magnus chwycił go ze śmiechem za łokieć.

-Spokojnie, nie po to cię tu prowadzę-rzucił uspokajająco

Alec odetchnął a jego napięte mięśnie rozluźniły się pod dotykiem Magnusa. Bane pociągnął go za sobą do środka.

-Woolsey!-zawołał wchodząc

-Magnus-odezwał się cichy, spokojny głos-co tu robisz?

Z odmętów mieszkania wyłonił się wysoki, szczupły mężczyzna o jasnych włosach i zielonych oczach. Ubrany był w idealnie dobrany do koloru oczu szlafrok, a w ustach trzymał małą, pękatą fajeczkę.

Wyglądał jak uzależniona od seksu, jasnowłosa i homoseksualna wersja Sherlocka Holmesa.

Magnusa często zastanowiało, jakby by to było być Woolsey'em. Zawsze patrzył na świat idealnie obiektywnie, jakby był całkowicie pozbawiony emocji. Był genialnym artystą, nikt w to nie wątpił i był równie ekscentryczny co Magnus, ale w odróżnieniu od Bane'a który zachowywał się z dystansem i nonszalancją, Woolsey faktycznie te cechy posiadał.

I to bez umiaru.

-chciałem mu pokazać widok z Shardu-powiedział mocniej chwytając dłoń Aleca. Trochę się bal, jak zareaguje na niego Woolsey.

Ale Scott podszedł do chłopaka i delikatnie pogłaskał po policzku.

-Jest piękny-oświadczył krótko-ma szczere spojrzenie, przejrzyste. I jest zszokowany. Kompletnie niedoświadczony. Zagubiony. Podniecony tym co się dzieje. Uroczy-stwierdził poważnie a potem delikatnie odwrócił jego głowę -ma idealną twarz. Dobry wybór, Bane.

Nachylił się i delikatnie przesunął palcami po jego twarzy. Alec stal zszokowany, nie wiedząc jak zareagować.

Woolsey dłuższą uwagę poświęcił jego ustom, delikatnie obrysowując ich kontur palcami.

-bardzo chciałbym go pocałować, ale podejrzewam, ze się nie zgodzisz.-puścił Aleca-nie bądźcie za głośno. Milo cię było poznać, Alexandrze.

-skąd wiesz jak mam na imię?-wychrypial Alec dotykając niepewnie własnej twarzy, jakby bał się, że Woolsey mógł coś z nią zrobić.

-błagam... Chłopak z dobrej rodziny, pewnie pierworodny, wnioskując po tym dorosłym spojrzeniu... Masz odruch obronny, jak weszliście w pierwszej chwili chciałeś zasłonić Magnusa. Na metce kurtki masz wypisane inicjały. A.G.L. Alexander jest jedynym imieniem jakie pasowało.-uśmiechnął się delikatnie-milej zabawy.

I odszedł.

Alec patrzył jeszcze chwile na miejsce gdzie przed chwila stal Woolsey a potem spojrzał przerażony na Magnusa.

Bane otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale to Alec się odezwał:

-Robert Downey Jr. i Benedict Cumberbatch mają konkurencję.

Magnus się roześmiał.

-Lepiej bym tego nie ujął.

Alec odetchnął z ulgą, a potem Magnus pociągnął go za sobą ku ogromnemu oknu wychodzącemu na panoramę miasta.

Można się było teraz przyjrzeć wystrojowi apartamentu, nowoczesnemu i minimalistycznemu, z wielkimi pustymi przestrzeniami i białymi meblami, ale Magnusowi o wiele bardziej opowiadał widok Aleca który stał z nosem przyklejonym do szyby i podziwiał Londyn.

-Tu jest pięknie-wyszeptał-Tak muszą widzieć bogowie.

-Tak-potwierdził Magnus, stając za nim i kładąc mu rękę na plecach-Tu jest pięknie.

-Woolsey... Coś cię z nim łączy-spytał Alec

-Kiedyś tak-potwierdził Magnus głaszcząc Aleca po plecach i poczuł jak tamten drży pod jego dotykiem-Znaczy... Studiowaliśmy razem, potem się zaprzyjaźniliśmy, poszliśmy do łóżka... Nadal się przyjaźnimy, ale uznaliśmy, ze mam prawo sobie kogoś znaleźć a on ma prawo urządzać orgie.

Alec spłonął rumieńcem.

-Aha...

Bane odwrócił Aleca do siebie.

-Jesteś zazdrosny?-spytał, zabawnie poruszając brwiami

-Tak-powiedział porywczo Alec a zaraz potem się zmieszał i zaczerwienił-Znaczy nie. Znaczy trochę.

Magnus się roześmiał.

-Boże, jesteś cholera zbyt cudowny-mruknął Magnus pochylając się nad Alekiem, aż ich nosy się zetknęły.

Przez parę sekund patrzyli sobie w oczy, aż w końcu odezwał się Alec.

-Teraz coś powinno nam przerwać-zauważył

Magnus roześmiał się.

-Oh, nie damy im możliwości.

Po czym nachylił się bardziej i go pocałował.

Czekał na to tak długo, że gdy poczuł usta Aleca na swoich wargach myślał przez chwilę, ze zemdleje. Alec smakował gumą do żucia i deszczem. Jak wolność. Jego wargi były miękkie, ciepłe i... cholernie idealne.

Magnus wsunął dłonie pod jego koszulkę, wyczuwając mięśnie i drgnął, gdy poczuł ręce Aleca na skórze swoich pleców.

Magnus miał w życiu wielu partnerów, którzy wiedzieli co zrobić, by czuł się dobrze, ale nigdy, przenigdy nie stało się tak, żeby stracił grunt pod nogami.

Nie wiedział co tak niesamowitego było w dotyku Aleca. Ale chyba chodziło o to, że był niedoświadczony i to naprawdę niedoświadczony. "Podniecony tym co się dzieje"-jak powiedział Woolsey.

I fakt, że Magnus był jednym z pierwszych, jak nie pierwszym chłopakiem z którym Alec się całował był dziwnie podniecający.

Jeśli ten chłopak sprawiał, że miał miękkie kolana teraz bał się, co mogło dziać się potem.

Pchnął Aleca na kanapę i opadł na niego, przykrywając własnym ciałem. Chłopak męczył się z jego koszulą, odpinając guziki w czasie kiedy Magnus pogłębił pocałunek, delikatnie gładząc jego kolana.

Przesunął dłonie wyżej i nagle, nie wiedzieć czemu klamra od paska Aleca była rozpięta.

Chłopak oderwał się od niego z przerażeniem i Magnus szybko się od niego odsunął. Ale zanim zdążył coś powiedzieć, Alec powoli zbliżył się znowu do niego i krótko go pocałował.

-O ilę się nie mylę, mamy wolny dom-wymruczał takim głosem, że Magnus znowu zadrżał-A to chyba będzie niemiłe, kiedy zajmiemy Woolsey'owi salon.

Magnus roześmiał się i znowu pocałował chłopaka.

-Czy ty coś sugerujesz?-spytał unosząc brwi

Alec spłonął rumieńcem.

-To nie sugestia. To propozycja.

Ty, który zesłałeś tu tego chłopaka, niezależnie kim jesteś, zostaję twoim wyznawcą-to była ostatnia rzecz jaką pomyślał Magnus zanim na złamanie karku, niemal zapominając o swoim chrzestnym synu opuścił Londyński Asgard.


Mówię szczerze, końcówkę pisało się strasznie, bo chciałam to jak najszybciej skończyć, więc wybaczcie, że od momentu jak są w Shardzie to taki chłam...

Ale JEJ! Pocałowali się! Następny rozdział to będzie SAM MALEC, aż będziecie mieli dosyć (dobry żart, nie?)

Dobra... Art który Alec pokazuje Magnusowi musicie znaleźć sami, wiersz który mówi Magnus to "Uśmiech" Williama Blake'a w tłumaczeniu Jerzego Pietrkiewicza :3

Wszystkie miejsca które zostały wymienione w tym rozdziale są prawdziwe i można je zobaczyć w Londynie. Nie wiem co prawda czy na 60 piętrze Shardu mieszka ekstrawagancki artysta który urządza dzikie gejowskie orgie, ale fajnie by było :P

No to tyle ode mnie. Pozostawcie swoje zdanie, kokosz idzie umierać bo jutro świtem bladym czeka ją pobieranie krwi (kto to wymyślił?)

Buziaki :*

kokosz