Rozdział III
Powrót do Hogwartu
Dzień zaczął się bardzo miło. Harry'ego już nie męczyły senne koszmary, tak więc obudził się wypoczęty i w pełni sił. Hedwiga siedziała na swoim drążku i najwyraźniej nie mogła się doczekać, kiedy zobaczy inne sowy w szkolnej sowiarni.
- Hedwigo, to już dziś! – krzyknął uradowany. – Czas się pakować! O dziesiątej mamy pociąg, a teraz dochodzi ósma!
Harry szybko się ubrał i wyjął spod łóżka swoje kufry. Spakował do nich swoje książki, ubrania i inne rzeczy niezbędne w szkole. Na samym szczycie walizek i kufrów położył płaską, drewnianą skrzynię ze swoją „Błyskawicą".
Na zegarze wybiła godzina dziewiąta trzydzieści.
- Harry! – krzyknął wuj Vernon. – Znieś z góry swoje rzeczy! Tylko szybko, bo nie mogę się przecież spóźnić do pracy!
Gdy wszystkie rzeczy były już w bagażniku, samochód ruszył w stronę dworca King's Cross. Po drodze wuj powiedział:
- Pamiętaj, nie wolno ci do nas pisać!
„I tak nie zamierzam" – pomyślał ze złością Harry.
Po kilkunastu minutach dojechali na miejsce. Wuj wyjął z samochodu bagaże i klatkę z Hedwigą.
- Od tej chwili ja nie znam ciebie, a ty nie znasz mnie! – powiedział groźnie.
Gdy samochód wuja ruszył, Harry położył na wózku swoje rzeczy i wszedł na dworzec. Bez problemu znalazł barierkę między peronem dziewięć a dziesięć. Rozejrzał się uważnie, ruszył bez obaw w jej kierunku i po chwili zobaczył, jak zwykle zapełniony o tej porze roku, bajecznie kolorowy...
- Peron dziewięć i trzy czwarte – powiedział sam do siebie.
Wszędzie stali czarodzieje żegnający swoje dzieci. Gdzieniegdzie zaś grupki uczniów, którzy witali się po wakacyjnej przerwie i wózki z bagażami. Zewsząd dochodziły pohukiwania sów i radosne śmiechy.
- Harry! – krzyknął idący w jego stronę rudowłosy chłopiec.
- Cześć, Ron – powiedział Harry mocno ściskając jego wyciągniętą dłoń.
- Rany, ale ty urosłeś! – zachwycał się Ron.
- Ty też bardzo się zmieniłeś. Wydoroślałeś i w ogóle... Czy mi się wydaje, czy rzeczywiście ubyło ci piegów?
- Serio? Tak to widać?
- No jasne.
- Dostałeś od nas tort? Mama robiła.
- Tak, był pyszny. A gdzie jest Hermiona?
- Gdzieś tu była. – Ron rozejrzał się uważnie. – Ale chyba sobie poszła. Nie może się doczekać, kiedy zobaczysz jej nowy kolor włosów. Ciemny akacjowy, czy jakoś tak...
- Ciemny ajerowy. – Usłyszeli za plecami.
Oboje obejrzeli się i krzyknęli równocześnie:
-Hermiona!?
- Tak, to ja. Zmieniłam się, co Harry?
Hermiona wyglądała jakoś inaczej. Jej włosy miały dziwny brązowo-szary kolor i były spięte białą gumką w ładny kok. Przez wakacje bardzo wydoroślała – nie miała już tak dużo piegów na nosie i prawie dorównywała wzrostem chłopcom.
- Cześć, Harry. Tęskniłeś? –zapytała słodkim głosem.
- Jak dobrze, że was widzę! Muszę wam wszystko opowiedzieć!
- Ale o czym? – spytali Ron i Hermiona.
- No, o wszystkim... O kocie, kamieniu, moim śnie i o mojej tajemniczej wielbicielce...
- O kim?
- Dowiedziecie się w pociągu. Czas wsiadać!
Cała trójka wzięła swoje bagaże i wsiadła do pociągu. Po chwili znaleźli pusty przedział i weszli do środka. Ledwie położyli bagaże i klatki z sowami, gdy Ron powiedział:
- No, Harry... Opowiadaj. O swojej wielbicielce... jeśli możesz.
Harry usłuchał prośby Rona i zaczął opowiadać. Najpierw o kamieniu, potem o dziewczynie, która mu go dała i na końcu o swoim śnie...
-Dziwne – podsumowała jego opowieść Hermiona. – A nawet bardzo...
Pociąg mocno zakręcił i z kieszeni Harry'ego wypadł niebieski kamień.
- Co to? – spytała Hermina, podnosząc go.
- To właśnie ten kamień, który dostałem od nieznajomej.
Hermiona zaczęła uważnie oglądać niebieski kryształ.
- Harry! – krzyknęła nagle. – Ale ty masz szczęście!
- Hermiono, o czym ty mówisz? –zapytał Ron.
- Ten kamień to legendarna „Łza Srebrnego Smoka"!
- Ale jaki to ma związek ze szczęściem?
- Otóż, Srebrny Smok uronił w ciągu swojego życia tylko jedną łzę. Tego smoka nazywano też Panem Snów...
- No i...?
- Harry posiada kamień, dzięki któremu może być panem swoich snów!
- Co? – zapytał zdziwiony Ron.
- To znaczy, nieuku, że Harry może wybrać o czym chce śnić! Wystarczy, że powie lub pomyśli o czym chce mieć sen i weźmie do ręki ten kryształ!
- Zgadza się! – powiedział Harry. – Jak pomyślałem, że chcę żeby przyśniła mi się jego była właścicielka, to tak się stało! Tak samo było z Voldemortem... Hermiona ma rację!
- Jasne, że mam – przytaknęła. – Czytajcie więcej książek, to będziecie wiedzieli o takich rzeczach.
- Będziemy czytać, bo nie mamy nic ciekawszego do roboty... – odparł Ron.
Pociąg jechał dosyć szybko. Harry, którego miejsce było przy oknie, uważnie obserwował mijane krajobrazy. Pociąg mijał rozległe łąki, wrzosowiska, lasy, jeziora i niezwykle piękne potoki.
- Ron, czy nie wydaje ci się, że ktoś już powinien nas odwiedzić? – zagadała Hermiona głaszcząc Krzywołapa, który leżał na jej kolanach.
Harry zdziwiony spojrzał na swoich przyjaciół.
- O kim mówisz? – zapytał Ron.
- O Malfoy'u, oczywiście.
- Masz rację, nie widziałem go dzisiaj i nie przyszedł się „przywitać" – wtrącił do rozmowy Harry.
- To wszystko przez to - powiedział Ron – że znalazł sobie jakąś dziewczynę...
- Cooo!? – spytali równo Harry i Hermiona.
- No, Malfoy ma dziewczynę. Jakaś nowa uczennica Hogwartu... Nie widziałem jej, ale Neville mówi, że bardzo ładna... Podobno nie rozstają się na krok. Ten Draco to ma szczęście!
- Nowa uczennica, mówisz? Czyżby jakaś pierwszoroczniaczka?
- Nie. Ona przyszła ze szkoły Madame Maxime, czy jak jej tam było...
- Więc teraz mamy Malfoy'a z głowy na jakiś czas...
- Tak, dopóki ona go nie rzuci dla mnie! – powiedział Ron.
- To jest pewne – odpowiedzieli ze śmiechem Harry i Hermiona.
- No, co ja mogę mieć każdą dziewczynę!
Dalszą rozmowę przerwał ostry dźwięk hamowania kół lokomotywy, która właśnie zatrzymała się na stacji. Z pociągu zaczęli wysiadać uczniowie. Harry, Ron i Hermiona opuścili swój przedział i wyszli na peron. Na dworze zapadł już wieczór, ale wszędzie latały małe świecące elfy wyglądające jak żywe gwiazdeczki. W oddali błyszczały światła zamku.
- Chodźcie, powozy czekają! – krzyknęła Hermiona.
Wzdłuż drogi wiodącej do zamku stały rzędem powozy. Ich kolory odpowiadały kolorom domów w Hogwarcie: czerwono - złote Gryffindoru, biało-niebieskie Ravenclawu, szaro-brązowe Hafflepuffu i srebrno-zielone Slytherinu. Uczniowie starszych klas zajęli miejsca w powozach, pierwszoroczniacy natomiast udali się łodziami przez szkolne jezioro do zamku. Powozy ruszyły.
- Moja ropucha znowu gdzieś się zapodziała! – narzekał Neville, który wsiadł z trójką przyjaciół do powozu.
- Neville, podobno widziałeś dziewczynę Draco, tak? – zagadał do niego Ron.
- Aha, nawet nie wiecie, jaka ona jest ładna! Prawdziwa laska z niej!
Mina Hermiony zrzedła.
- ...oczywiście nie tak ładna jak nasza Hermiona! - dodał Harry chcąc poprawić jej humor. Na szczęście podziałało!
- Dzięki, Harry – powiedziała Hermiona, lekko się rumieniąc.
Powozy zatrzymały się przed zamkiem. Wszyscy uczniowie wysiedli i ruszyli przez szkolny dziedziniec i korytarz aż do Wielkiej Sali.
Jak co roku Hogwart był tego dnia bajecznie przystrojony. Ze ścian zwisały flagi poszczególnych domów i długie granatowe sztandary. Wielka Sala była po prostu cudna! Na zaczarowanym suficie świeciły gwiazdy i piękny, jasny księżyc.
Wszyscy zajęli swoje miejsca przy stołach. Naprzeciwko drzwi stał stół nauczycielski, pośrodku którego siedział dyrektor szkoły – Albus Dumbledore.
- Proszę o ciszę! – krzyknęła wstając profesor McGonagall.
Gdy na sali zapanował spokój, wstał Dumbledore.
- Drodzy uczniowie! – zaczął uroczyście. – Jak co roku mam do was kilka spraw. Po pierwsze: chciałbym wam przedstawić nowego nauczyciela... a raczej nauczycielkę Obrony przed Czarną Magią – panią Martą Greyman! – W tym momencie zza stołu nauczycielskiego wstała dosyć wysoka rudowłosa kobieta w średnim wieku i ukłoniła się. –Proszę o brawa dla pani Greyman! Dobrze... Druga sprawa, i chyba najważniejsza, jest dość niezwykła. Otóż jutro rozpocznie naukę w naszej szkole tysięczne pokolenie czarodziejów i z tej okazji jutrzejszego dnia lekcji nie będzie! Ale... ale! Wszyscy byli i teraźniejsi uczniowie naszej szkoły, którzy żyją oczywiście, zostają zaproszeni na wielki bal o godzinie dziewiętnastej! Pani profesor, czy ja o czymś zapomniałem? – zwrócił się do profesor McGonagall.
Opiekunka Gryffindoru zbliżyła się do dyrektora i szepnęła mu coś do ucha.
- A, tak – powiedział Dumbledore. – Chciałbym jeszcze kogoś wam przedstawić. Ta niezwykła dziewczyna ukończyła z wyróżnieniem czwartą klasę w szkole Madame Maxime. Ma wiele zdolności, nie tylko czarodziejskich. Panie i panowie - Digmara York!
W szumie braw od stołu Slytherinu wstała jasnowłosa dziewczyna w zielonym płaszczu i podeszła do Dumbledore'a. Dyrektor wręczył jej szkolną odznakę Hogwartu i powiedział:
- Digmaro, od tej pory jest prawowitą uczennicą naszej szkoły. Jako swój dom wybrałaś Slytherin. Niech nauka tutaj sprawia ci przyjemność!
Wszyscy zaczęli bić brawa. Digmara wróciła na swoje miejsce obok Malfoy'a, który był po prostu wniebowzięty.
- To jego dziewczyna! Ale ładna! – powiedział Ron.
- Przestań, nawet jej dobrze nie widziałeś! – podniosła głos Hermiona.
- Nie denerwuj się tak! Ty też jesteś ładna. Prawda, Harry?
Harry siedział wyciągając głowę, by dojrzeć nową uczennicę i nie zwracał uwagi na to, że prawie stoi na ławie.
- Ziemia do Harry'ego! – powiedział Ron, machając ręką przed jego nosem.
- Eeee... Co? - wyjąkał Harry.
- Jesteście niepoprawni! Wy chłopcy patrzycie tylko na wygląd zewnętrzny! – krzyknęła Hermiona.
- Ale nie o to chodzi... – zaczął Harry.
- A o co? – zapytała zdziwiona.
-Ja...ja ją znam...
-Ale skąd?
-Nie wiem. Ale czuję, że mam rację.
Od stołu nauczycielskiego wstał Dumbledore.
- No więc, czas na ucztę! – krzyknął i na talerzach pojawiły się stosy jedzenia.
- Ale byłem głodny! – powiedział Ron z ustami pełnymi dyniowych paluszków. – A ty, Harry?
- Tak, ja też – odpowiedział Harry wciąż patrząc na stół Slytherinu.
Po uroczystej kolacji uczniowie udali się do swoich dormitoriów. Wszyscy byli zachwyceni pomysłem balu i nową uczennicą. Harry z pewnym rozbawieniem patrzył na pierwszoroczniaków, którzy byli zagubieni zupełnie jak on pierwszego dnia w szkole. Jego uwagę zwróciła mała jasnowłosa dziewczynka, która wyraźnie trzymała się z dala od grupy. Stała samotnie pod ścianą ze spuszczoną głową.
-Cześć – zagadał do niej serdecznie.
-Eee... cześć – powiedziała przestraszona, podnosząc na niego wielkie, zielone oczy.
- Jak masz na imię?
- Ja...mam na imię... Lilian, ale przyjaciele mówią do mnie Lily.
Harry uśmiechnął się. Mała nosiła imię jego matki.
- A jak ty masz na imię? – zapytała nieśmiało.
- Nazywam się Harry Potter.
- Ten... sławny... Harry Potter!? Naprawdę!?
- Tak, to ja.
- A bliznę masz?
- Aha – powiedział Harry, odgarniając włosy z czoła i pokazując jej bliznę.
-Ale super! Znam Harry'ego Pottera! – krzyknęła, rzucając mu się na szyję. – Zostaniesz moim przyjacielem?
- Chętnie. I wiesz, co? Ja też byłem taki zagubiony jak ty.
- Mówisz serio?
- Oczywiście. A teraz idź do łóżka, bo już późno!
- Dobrze, przyjacielu – powiedziała całując go w policzek.
- O widzę Harry, że znalazłeś już dziewczynę! – powiedział ze śmiechem Ron podchodząc do nich. – Przedstawisz mnie wybrance swojego serca?
- Lily – to Ron, Ron – to jest Lily.
- Miło mi cię poznać – odezwał się Ron, całując ją w rękę. Ten szarmancki gest jakoś do niego nie pasował.
Dziewczynka uśmiechnęła się przymilnie.
- Harry Potter jest moim przyjacielem! – powiedziała dumnie. – I teraz pójdę do łóżka, tak jak mnie prosił. Dobranoc, przyjaciele.
Odwróciła się na pięcie i pobiegła do sypialni dziewcząt.
- Co to była za dziewczynka? – spytała Hermiona podchodząc do nich.
- Lilian... A co, jesteś zazdrosna o Harry'ego? – zapytał niewinnie Ron.
- A żebyś wiedział! – krzyknęła ze złością i ruszyła w stronę sypialni.
Oboje patrzyli na nią, dopóki nie znikła w drzwiach.
- Chodź, Harry, zanim złamiemy więcej damskich serc – powiedział Ron i pociągnął za sobą zdziwionego Harry'ego.
