Cały świat HP należy do JK Rowling, ja się tylko nim bawię.

Zapraszam do czytania!


Harry Potter schodził ubrany w czyste ciuchy z dormitoriów chłopców. Ujrzał na kanapie swoich przyjaciół pochylonych nad zadaniami i o jedną więcej rudą czuprynę. Od razu rozpoznał właściciela. Siedziała na kanapie tyłem do niego. Podszedł do przyjaciół i siadając koło Ginny pocałował ją w policzek. Nie zastanawiał się nad tym gestem, dopóki nie zobaczył jej miny. Najpierw gniew. Siedziała pochylona nad zadaniami i nie wiedziała, kto odważył się naruszyć jej prywatność, ale gdy zobaczyła zielone oczy Harry'ego na jej ustach zawitał uśmiech, a policzki się jej lekko zaróżowiły. Zrozumiała ten gest. Wiedziała za co. Po jego minie można było wywnioskować, że jest lekko skonfundowany swoim własnym zachowaniem, ale odwzajemnił uśmiech. Nie zauważyli Hermiony zerkającej na nich znad pracy domowej. Całe zdarzenie trwało ułamek sekundy. Ale ten ułamek znaczył bardzo dużo.

Gdy skończyli odrabiać prace domowe, przyszedł czas na GD. Ponieważ Ginny siedziała razem z nimi w pokoju wspólnym Gryffindoru to poszła z trójka najlepszych przyjaciół na spotkanie. Na pustej ścianie pojawiły się drzwi i weszli. Harry jak zwykle prowadził spotkanie. Pomagał każdemu opanować zaklęcia. Cho cale spotkanie próbowała przyciągać Harry'ego spojrzenie, co niezmiernie denerwowało Ginny. Wyjątkowo w to popołudnie Harry nie reagował na zaloty Cho. Nie zauważał ich.

Pomagał opanować Nevillowi zaklęcie Expeliarmus, które wychodziło mu najgorzej. Koło niego ćwiczyła Ginny. Zaszedł ją od tyłu. Ona wiedziała, że jest za nią, ale grała w tą samą grę, co on. Udaje, że go tam nie ma. W myślach się z tego śmiała. Harry stanął za nią, nadal nieświadom tego, iż ona wie ze jest za nią. Zbliżył swoje usta do jej ucha i głosem bez emocji powiedział:

- Ginny.

Jej reakcja była natychmiastowa. Obróciła się na pięcie i wymierzyła drętwotę w swojego napastnika. Zrobiła to tak szybko, że Harry zorientował się, gdy był już na drugim końcu sali i próbował się pozbierać. Ginny była ciekawa jego reakcji. Wszyscy w sali zamilkli czekając na rozwój wydarzeń. Rudowłosa podeszła do niego i powiedziała dobitnie z fałszywą lekkością:

- Nigdy. Ale to nigdy- nikt - nie spróbuje mnie wystraszyć.

Harry wstał i odpowiedział:

- I nie powinien - głosem w tej samej tonacji, co ona. Popatrzył na wszystkich i powiedział:

- Każdy powinien brać z niej przykład - Ginny się zarumieniła. Harry skończył spotkanie. On zazwyczaj wychodził ostatni. Jego przyjaciele się szybko ulotnili i ostatnimi osobami w pomieszczeniu był on, Ginny i Cho. Ta ostatnia celowo chciała zostać z nim sam na sam. On jednak był tego nieświadom jej zamierzeń. Rudowłosa już kładła rękę na klamce, gdy usłyszała głos Harry'ego wołającego ją. Odwróciła się. Myślała, że się przesłyszała. Ale jednak nie. Stał koło niej Harry uśmiechając się lekko.

- Mam do ciebie sprawę - zaczął. Ginny uniosła jedna brew do góry. - Możemy ją omówić w drodze do dormitorium? - zapytał. Ona tylko skinęła głową. Zdążyła jeszcze zerknąć na Cho, której spojrzenie wysyłało w jej stronę pioruny. Świadoma tego, że na nich patrzy, przysunęła się bliżej do Harry'ego. Ich łokcie prawie się stykały. Gdy tylko wyszli Ginny zapytała:

- Co jest Harry?

- Jak długo wiedziałaś, że jestem za tobą? - na początku nie rozumiała o czym mówi, ale trybiki szybko zaskoczyły. Mówił o swoim "niecnym" planie.

- Od samego początku, jak tylko stanąłeś.

- Niesamowite. Zazwyczaj nikt nigdy nie wie, że za nim stoję.

- Jeśli jeszcze nie zauważyłeś tego Potter. Ja nie jestem "inni".

- Właśnie widzę - pomimo tego, że Ginny mówiła to mocno, to Harry się i tak uśmiechnął. Nie potrafiła się opanować i odwzajemniła go.

Weszli roześmiani przez portret Grubej Damy. Na kanapie siedzieli Ron i Hermiona. Dołączyli do nich.

- Harry - zaczął Ron. - Co robisz z Ginny?

- Rozmawiam Ron. Jakbyś jeszcze nie zauważył - odpowiedział.

- A nie powinieneś być teraz z Cho?

- A czemu?

- Serio stary! - Ron wywrócił oczami. - Jesteś czasem taki ślepy. Całe spotkanie rzucała w twoim kierunku spojrzenia. Nawet została dłużej.

- To prawda - dołączyła się Hermiona.

- Oh... - zmierzwił włosy palcami. - Nie zauważyłem. Faktycznie była do końca, ale musiałem porozmawiać o czymś z Ginny - popatrzył na nią i to co zobaczył go zaskoczyło. Ginny praktycznie zwijała się ze śmiechu. - Ginny? Czemu się śmiejesz?

- Bo mój cudowny najmłodszy braciszek mówi o ślepocie, a sam jest ślepy - odpowiedziała, wciąż się śmiejąc.

- Na co ślepy? - zapytał Harry

- Jak to na co? Na obiekt swoich zainteresowań. Tak jak ty na Cho. - powiedziała, a przy ostatnim zdaniu już przestała się śmiać. Harry zerknął na swojego przyjaciela, któremu zrzedła mina i zrobił się czerwony z zażenowania.

- Ale - zaczął Harry. - kto to jest? - spytał Ginny, nie Rona. Siostra zerknęła na brata.

- Nie ma tak lekko Potter. Może to jest denerwujący brat, ale nie będę kablować.

Harry popatrzył na najlepszego kumpla.

- Stary ja nie wiem o czym ona mówi! - bronił się Ron. Nagle Harry'emu zaskoczyło, co powiedziała Ginny jeszcze.

- Ej! Ale mi się nie podoba Cho - powiedział. Ginny popatrzyła na niego z politowaniem.

- Serio! - bronił się. - Po prostu jest mi jej szkoda. Straciła chłopaka, którego zapewne kochała. Zabitego przez Voldemorta.

Ginny była zaskoczona jego wypowiedzią.

- To tylko był jej chłopak Harry - powiedziała. - Nie powinno być ci jej żal, tylko dlatego, że jej chłopak zginął na Twoich oczach.

- Ginny. Nie wiesz, co mówisz. Ja wiem jak ona się czuje. Straciłem rodziców przez tą samą osobę.

Nagle, po tych słowach Ginny wstała z jej oczu błyskały iskry. Wszyscy w pokoju wspólnym zamarli.

- Potter - powiedziała przez zaciśnięte zęby. - Dokładnie wiem, jak ona się czuje i wiem, że można z tym żyć.

I z tymi słowami ociekającymi jadem bazyliszka, Ginny weszła do swojego dormitorium. Ron poklepał Harry'ego po ramieniu i powiedział:

- Stary. Teraz masz przesrane.

Potter zdał sobie sprawę, co powiedział i chciał pójść ją przeprosić, ale chłopcy nie mogli wchodzić do dormitorium dziewcząt. Prosił Hermionę, ale ta odmówiła. Wyraźnie trzymała stronę Ginny. Z tak zakończonym dniem poszedł spać.


I jak historia?