Rozdział 3

Powoli do mojej świadomości zaczęły napływać dźwięki. Najgłośniejszym i jednocześnie najbardziej denerwującym z nich było uporczywe pykanie pewnego urządzenia. Do moich nozdrzy doleciał zapach charakterystyczny dla pewnego znajomego miejsca. . Powoli otworzyłem oczy. Otaczały mnie białe ściany. Nie miałem już żadnych wątpliwości co do miejsca swojego pobytu. Szpital. Dlaczego mnie to nie dziwi?

Chciałem poprawić sobie poduszkę, ale coś m i to uniemożliwiało. Spojrzałem w stronę tego czegoś. Zachciało mi się śmiać. Nie z radości, tylko z... nie wiem nawet jak to ująć. Tsunade wiele razy groziła, że mnie zwiąże, abym nie mógł uciec ze szpitala, ale w życiu nie sądziłem, że kiedykolwiek dopełni groźby. I to czym? Łańcuchem. Metalowym, zimnym i przede wszystkim ciężkim łańcuchem. Ta kobieta oszalała, już dawno to podejrzewałem, ale teraz mam pewność.

Tylko dlaczego tym razem się tutaj znalazłem? Nie mam pojęcia. Ostatnie co pamiętam, to jedzenie pyszego ramen. Moje marne próby przypomnienia sobie czegokolwiek, co stało się potem, przerwał głos.

- już się obudziłeś – spojrzałem w stronę źródła tych słów. Wypowiedziała je piąta hokage, która właśnie powoli zbliżała się do mojego łóżka.

- jak się czujesz? – zapytała.

- jakby przejechało po mnie stado koni – odpowiedziałem. Wszystko mnie bolało, a najbardziej głowa – jak tym razem się tu znalazłem? Z tego co pamiętam, odkąd wróciłem do wioski, nie dostałem żadnej misji.

- Shikamaru cię przyniósł

- a dlaczego?

- Shikamaru, Kiba i Hinata wracali z treningu, kiedy zobaczyli jak nieprzytomny obrywasz od Sakury. Hinata od razu zaczęła cię bronić, natomiast Kiba dołączył do Sakury. Shikamaru pomógł Hinacie i cię potem przyniósł. O szczegóły musisz jego pytać. Będziesz musiał im podziękować, jemu i Hinacie. Gdyby nie oni, prawdopodobnie byłbyś już martwy. Mimo mocy Kyuubi'ego omal się nie wykrwawiłeś. Coś ty sobie w ogóle myślał?! Dlaczego się nie broniłeś?! Aż tak bardzo chcesz umrzeć?! Zresztą nieważne. Przez tydzień masz zakaz na udział w misjach i nawet nie myśl, że zostanie on złamany – powiedziała poważnie.

- tak, Hokage-sama. Tsunade, ale wiesz, że nie musiałaś mnie związywać?

- z tobą nigdy nic nie wiadomo, lepiej nie ryzykować – już miała wyjść z pokoju, kiedy zapytałem:

- Długo muszę jeszcze leżeć w szpitalu? I może byś mnie chociaż uwolniła z tego ciężaru?

- Aż tak ci on przeszkadza? Nie jest wcale taki ciężki – to mówiąc zdjęła ze mnie łańcuch.

- Dla ciebie z pewnością – wymamrotałem.

- coś mówiłeś?

- nie, nic.

- eh... dobra. To możesz już iść.

- co?

- słyszałeś. Zmiataj stąd, zanim się rozmyślę – szybko uciekłem z budynku. Uff... jak dobrze, że nie kazała mi tam zostać. Jak ja bym tamto wytrzymał? Nie mam pojęcia, prawdopodobnie zniknąłbym ze szpitala szybciej, niż ramen z mojej miski.

Kiedy szedłem do domu, znów czułem na sobie zimne spojrzenia ludzi. Wracają wspomnienia. Pragnąc pozbyć się uczucia, które zawsze mi towarzyszy przy tych spojrzeniach, przyśpieszyłem kroku. Chciałem jak najszybciej uciec z zasięgu ich wzroku. Po kilku minutach znajdowałem się pod swoim mieszkaniem. Tam czekała na mnie jakże niemiła niespodzianka. Otóż na moich drzwiach widniał wielki, czerwony napis 'morderca'. Nie no, po prostu pięknie! jeszcze tego mi brakowało! Szybko wziąłem się za czyszczenie drzwi. Jakieś cztery godziny się z tym cholerstwem męczyłem, zanim napis zniknął. Po skończonej pracy poszedłem pod prysznic. Potem zmęczony opadłem na łózko. Prawie od razu zmorzył mnie sen.

Obudziłem się wcześnie. Chciałbym powiedzieć, że nic mi się nie śniło, ale nie lubię kłamać. W swoich nocnych marach o dziwo widziałem swoje dzieciństwo, a dokładniej najgorsze momenty z tamtego okresu. Przypomniały mi się też uczucia, które mi wtedy towarzyszyły np. Ból, smutek, odrzucenie. Głównym z nich była samotność. Była ze mną od zawsze. Rzadko opuszczała mnie choć na krok. Przez jakiś czas myślałem, że się jej pozbyłem, że ona już nie wróci. Myliłem się. Teraz znów mnie odwiedziła i to ze zdwojoną mocą. Chyba się od niej odzwyczaiłem. Może powinienem to zmienić, ale nie chcę. Nawet nie wiem czy potrafiłbym to zrobić.

Prawie wszyscy ode mnie odeszli. Został mi tylko staruszek z Ichiraku i... i kto? Czy mam jeszcze kogoś? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Może Shikamaru i Hinata, ale nie jestem pewny. Jak mogę mieć całkowitą pewność, skoro nawet Sakura mnie obwinia.

Przerwałem swoje przemyślenia i spojrzałem na zegarek. Wskazywał... co?! Trzecią nad ranem?! Przecież to jeszcze środek nocy.

Nie próbowałem zasnąć. Nie dałbym rady tego zrobić. Zamiast tego zjadłem śniadanie i poszedłem potrenować. Lubię treningi. Trzeba się na nich skupić, dlatego nie ma na nich miejsca na niepotrzebne myśli. Pomagają choć na chwilę zapomnieć o problemach. Stworzyłem kilkanaście klonów. Jakiś czas temu zauważyłem, że wiedza i doświadczenie, które zdobyły, wraca do mnie. Część z moich sobowtórów miała ćwiczyć taijutsu, inne razem ze mną próbowały stworzyć rasengana jedną ręką. Po kilku godzinach takiego treningu odwołałem klony. Potem wycieńczony straciłem przytomność.

Obudziłem się jakoś koło południa. Byłem głodny, a jak wiadomo człowiek głodny, to człowiek zły, dlatego z prędkością światła znalazłem się w swoim ukochanym Ichiraku. Po przepysznym posiłku (i długiej rozmowie z właścicielem knajpy) wróciłem na pole treningowe. Na początku chciałem sprawdzić swoje postępy przy tworzeniu rasengana. Stworzenie go jedną ręką zajęło mi ponad pół minuty. O wiele za długo. Przez resztę dnia próbowałem przyśpieszyć czas tworzenia tej techniki. Późnym wieczorem wróciłem do domu. Na drzwiach znowu były nabazgrane różne napisy takie jak 'morderca', 'demon', 'wynocha stąd, potworze' itp. Nie miałem siły ich zmywać. Jedyne co chciałem, to znaleźć się we własnym łóżku.

Następny dzień wyglądał podobnie do poprzedniego. Po koszmarach obudziłem się w środku nocy i ruszyłem potrenować. Stworzyłem klony i podzieliłem je na trzy grupy. Pierwsza z nich wykonywała różne ćwiczenia, a potem brała się za taijutsu. Druga miała za zadanie nadgonić braki w podstawowej wiedzy dotyczącej shinobi. Trzecia ćwiczyła kontrolę chakry. W środku dnia szybko zjadłem posiłek, by jak najprędzej powrócić do treningu.

Jestem za słaby. Muszę dużo i ciężko trenować, by stać się silniejszy. Zrobię wszystko, aby chronić przyjaciół. Nie mam zamiaru więcej patrzeć, jak oni umierają. Następnym razem ich ochronię.

Nayakri - dziękuję za Twój komentarz. Dobrze widzieć, że ktoś to czyta :) Naruto raczej do Sasuke nie ucieknie, a przynajmniej nie w najbliższym czasie.