- No, jesteśmy! - wykrzyknął uradowany Arjun, gdy po kilku dniach podróży i nocowaniu pod gołym niebem ujrzał w oddali Miasto Republiki, do którego zmierzał wraz z siostrą.
- Przecież widzę, nie musisz krzyczeć mi do ucha. - odburknęła lekko zirytowana i zmęczona zachowaniem brata Sanju.
Oboje zeskoczyli z grzbietu Sama i idąc obok niego skierowali się w stronę miasta spacerkiem.
- Co teraz? - zapytał Arjun, gdy dotarli do celu swojej podróży po piętnastu minutach drogi.
- Najpierw może coś zjedzmy, jestem głodna. O Samie nie wspominając... - odpowiedziała mu siostra łapiąc się za pusty brzuch i lekko krzywiąc.
- I to jest pomysł, który można nazwać genialnym! - ucieszył się Arjun i zapytał. – Ile masz pieniędzy?
Dziewczyna chwilę pogrzebała w kieszeni swoich krótkich spodenek i chwilę później wyjęła z nich kilka monet.
- Mam tylko siedem monet Królestwa Ziemi, a Ty?
- Pięć.
Młoda Awatar westchnęła.
- Nie kupimy za to za wiele...
- Wiem. - przerwał jej brat. - Ale musimy...
Nigdy nie dokończył tego co chciał powiedzieć, gdyż w tym momencie zza zakrętu wyjechał samochód mknący prosto w ich stronę.
- Uważaj! - krzyknął Arjun i uskoczył na bok. Jego siostra tego nie zrobiła, ale po prostu podskoczyła wysoko do góry za pomocą magii powietrza, by po chwili spokojnie opaść na dół. Pędzące auto wpadło natomiast w poślizg i uderzyło w pobliski stragan. Dziewczyna niewiele myśląc nad swoim dokonaniem podbiegła do pojazdu, aby sprawdzić czy pasażerom nic się nie stało. Zdążyła dojść do drzwiczek, kiedy została od nich odepchnięta z dużą siłą za pomocą magii wody. Upadła na ziemi kilka metrów dalej. Tuż obok wściekłego Arjuna trzymającego w dłoniach swój miecz.
Nagle dobiegł do nich maniakalny śmiech. Spojrzeli w kierunku, z którego dochodził, czyli na samochód, obok którego stało trzech rosłych mężczyzn.
- Proszę, proszę, proszę... Kogo my tu mamy? - zaśmiał się jeden z nich, chyba przywódca.
- Jacyś nowi, wcześniej ich tu nie widziałem. - burknął w odpowiedzi inny, z głupim wyrazem twarzy.
- Chyba będziemy musieli pokazać im, kto rządzi w tej części miasta, jak myślisz Kev? - zwrócił się ostatni do przywódcy.
- Chyba masz rację przyjacielu... Bierzcie ich!
Sanjana natychmiast skupiła całą swoją uwagę na trójcę przysuwającej się coraz bliżej niej i jej brata i po chwili zaatakowała, posyłając w ich stronę wielką bryłę ziemi, którą zręcznie ominęli. Już dawno nauczyła się, że kiedy dochodzi do walki, zawsze należy atakować pierwszemu.
- Widzieliście to chłopcy? Mamy tu maga ziemi. Jak groźnie. - zakpił Kev, a jego koledzy zaśmiali się obrzydliwie, po czym zaatakowali rodzeństwo magią ognia. Sanjana zręcznie zablokowała ich atak tworząc przed sobą i bratem ścianę. Kiedy tylko ją opuściła, Arjun rzucił się z mieczem na jednego z magów ognia, tego z głupawym wyrazem twarzy. Młoda Awatar walczyła z pozostałą dwójką tylko za pomocą ziemi, czując, że powoli opada z sił. Wtedy spróbowała użyć nowo odkrytej w sobie umiejętności – tkania powietrza. Wzięła głęboki wdech i skierowała wielki podmuch wiatru na wrogów, którzy mocno zdekoncentrowani zostali zdmuchnięci w małą uliczkę.
- To... to niemożliwe. - jęknął Kev. - Jesteś Awatarem!
- Owszem, jestem.
Mężczyźni chwilę popatrzyli na rodzeństwo, jakby oceniali szanse, po czym znów zaatakowali. Wtem przed dwójką nowo przybyłych pojawiła się znikąd niska dziewczyna z niesfornym kokiem na głowie.
- Nieładnie jest tak witać gości w naszym mieście. - odezwała się wesoło i wysłała w mężczyzn potężny podmuch wiatru, który zrobił dziurę w ścianie budynku.
Uśmiechnęła się do siebie lekko i zwróciła w stronę stojącej za nią dwójki:
- No a wy co tak stoicie? Ruszcie się, zaraz będzie tu policja.
Po tych słowach podskoczyła lekko i uniosła się w powietrze lądując na dachu i podnosząc z niego lotnie:
- Będę czekała na was dzisiaj o osiemnastej na Wyspie Powietrza przy pomniku Awatara Aanga. Nie spóźnijcie się. - to rzekłszy chciała odlecieć, gdy Arjun krzyknął:
- Dlaczego mamy Ci ufać?
- Komuś musicie! - odkrzyknęła i uniosła się w powietrze, odlatując.
