"Obawa utraty jest drogą ku Ciemnej Stronie. Nie opłakuj tych, którzy udeszli. Nie tęsknij." - Mistrz Yoda.

"W takim razie po co w ogóle walczyć, Mistrzu? Po co ratować kogokolwiek?" - Anakin Skywalker.

Zemsta Sithów, Matthew Stover.

CZĘŚĆ II – Ochraniając Niewinność

Darth Vader wyglądał przez okno w prywatnych kwaterach swojego zamku w Imperialnym Centrum. Właśnie skończył rozmowę transmisyjną ze swoim najnowszym przeciwnikiem, Księciem Xizorem. Wyglądało na to, że pozbycie się go ze stacji, którą teraz zajmował jako drugi dowódca, stało się ambicja każdego neofitycznego przywódcy reżimu. Stacji, której obecnie nie znosił, a której coraz częściej musiał bronić, chociaż po prawdzie nie czynił tego ze wszystkich sił. Coraz trudniej było mu znaleźć w sobie zaangażowanie w pewne sprawy. Jego ambicje, jak nagle zauważył, czasami chwiały się i błądziły.

Xizor lubił nazywać się księciem ciemności i przywódcą Czarnego Słońca, skorumpowanej organizacji prowadzącej handel z Imperium i ukrywającej swoje ciemniejsze machlojki pod przykrywką dużych interesów. Książę ciemności, pomyślał Vader pogardliwie. Co ten gad mógł wiedzieć o ciemności? To z pewnością nie było coś, co cudzoziemski książę byłby skłonny nazwać swoim, gdyby rozumiał zawiłość i przerażenie, towarzyszące tym, którzy faktycznie mogli być nazwani mrocznymi. Vader roześmiałby się, gdyby tylko mógł.

O tym, że Książę Xizor planuje zabić Luke'a Skywalkera, dowiedział się od zaufanego Imperialnego technika, który wytropił źródła transmisji kilku łowców nagród i techników Czarnego Słońca. Nie trzeba dodawać, że sama myśl o tych planach zagotowała Vaderowi krew w żyłach. Wyczuwał grożące niebezpieczeństwo i to sprawiało, iż czuł, że żyje, czuł to bardziej niż kiedykolwiek. Myśl, że ten stwór mógłby skrzywdzić jego syna sprawiała, że budziło się w nim cos zupełnie pierwotnego w swojej naturze, coś, co teoretycznie od dawna było martwe. Głęboko wewnątrz siebie Vader poczuł, jak ogień w jego żyłach niepokojąco zbliża się do małego, wilgotnego, drzemiącego knota, który wydawał się na dobre ugaszony, ale gorąca złość wysuszyła go – i na nowo uczyniła niebezpiecznym.

Nie zastanawiał się nad przyczyną tej nagłej troski o bezpieczeństwo chłopca – tym razem nie było czasu na przemyślenia. Podejrzewał, że Xizor zna prawdę o jego pokrewieństwie z Luke'm i to rozwścieczało go jeszcze bardziej. Jeśli ten kryminalista uważał, że zemści się na Vaderze usiłując odebrać życie jego synowi, to grubo się mylił. Vader musiał chronić chłopca i w tym przypadku niepotrzebne było nawet upewnianie się w Mocy co do słuszności takiego postępowania. To był jego obowiązek.

Zdradziecki sojusz Luke'a z Rebeliantami rzucony Vaderowi w twarz był dla Xizora pretekstem, by zabić Skywalkera. Desperackim, bezużytecznym ruchem, mającym na celu okpienie Vadera który, od dawna nie prowokowany tak ewidentnie, uznał, że uduszenie Xizora znacznie podniosłoby go na duchu. Najlepiej, jeśli zrobiłby to powoli i z bliskiej odległości. A może nawet własnymi rękoma.

Na pokładzie Sokoła Millenium Luke poprawił się w fotelu pilota i mocniej zacisnął palce na sterach, a Leia, Lando i Chewie przygotowywali się tymczasem do bitwy. Niszczyciele Księcia Xizora zaangażowały ich wszystkich do walki, ale nawet pomoc Eskadry Łotrów nie zmieniała faktu, iż przewaga liczebna wroga wynosiła piętnaście do jednego podczas tego lotu ku ucieczce ze zniszczonego pałacu w Imperialnym Centrum.

Czerpiąc siłę z Mocy, Luke leciał tak, jak nigdy dotąd. Ale to nie wystarczało. Gwiezdny Niszczyciel właśnie pojawił się na horyzoncie, a w ślad za nim przybyły kolumny myśliwców.

Starając się pozostać myślami przy ucieczce, Luke walczył z ogarniającą go powoli rozpaczą.

I właśnie wtedy pomoc nadeszła z najmniej spodziewanego źródła. Myśliwce nie atakowały wyłącznie statków rebeliantów, ale koncentrowały większość swojej uwagi na flocie Xizora.

Luke'a obmyła znajoma fala w Mocy. Vader. Poczuł, jak przez Moc przepływa impuls. Był on inny niż ten, który towarzyszył poprzedniej obecności Vadera w jego umyśle. Choć wciąż złowrogi, nie wydawał się jednak tak mroczny. Był spokojny i kontrolowany. Pełen siły. Energia, która z niego wypływała... dryfowała w przestrzeni. To był jedyny termin, jakim Luke potrafił określić to uczucie w Mocy unoszące się nad polem bitwy. Czuł, jak mroczny lord poszukuje czegoś, ale wtedy, równie nagle jak się pojawił, impuls zniknął – wycofał się niczym olbrzymi, skrzydlaty ptak zostawiający na inny dzień, inny moment swoja na wpół zjedzoną ofiarę.

Vader krążył po mostku na pokładzie Executora, podczas gdy jego oficerowie, ominąwszy planetę, skierowali Gwiezdny Niszczyciel w wir walki. Jego wysłannik powrócił z pewnym dowodem na to, iż Xizor zignorował jego życzenie, by trzymał się z daleka od chłopca. Krew szalała w jego żyłach, gdy uśmiechnął się z satysfakcją. Ten śmieszny kryminalista postanowił bawić się życiem syna Dartha Vadera. Czyżby miał nadzieję, że będzie mógł wiecznie kryć się za autorytetem Imperatora? Książę naraził życie Luke'a na niebezpieczeństwo dla swoich własnych celów i Vader zamierzał dosadnie dać mu do zrozumienia, jak wielki popełnił błąd. Dziś to wszystko się zakończy. Wielokrotnie ostrzegał tego pozbawionego moralności przestępcę – teraz będą grać według jego zasad.

Jeśli Skywalker zostanie ranny, osobiście za to odpowiesz.

Dał Xizorowi dokładnie dwie minuty na poddanie się. Miał gorącą nadzieję, że książę zgodnie ze swym zwyczajem nie wypełni rozkazu. Idiota zagroził nawet Vaderowi Imperatorem, zupełnie jakby ten mógł tu cokolwiek wskórać. Vader będzie musiał zapłacić za swój uczynek, ale będzie on tego wart. To ścierwo wystarczająco długo było cierniem w jego oku. Dzień, w którym do przysłowiowych rąk Vadera dostała się wiadomość, że Xizor poluje na jego syna, był naprawdę szczęśliwy. Skyhook i myśliwce księcia ścigające Sokoła Millenium były właśnie tym, czego potrzebował.

Po dwóch minutach Darth Vader wydał rozkaz:

- Komandorze, zniszcz skyhook.

Satysfakcja ze śmierci Xizora połączyła się z radością Luke'a, niczym melodia płynącą do niego poprzez Moc.

Vader czuł wysiłek chłopca całą duszą pragnącego uciec. Niemal widział stery Sokoła Millenium reagujące na pełen wprawy dotyk Luke'a i przez krótką chwilę zastanawiał się jakby to było walczyć ze swoim synem ramię w ramię podczas bitwy. Luke był dobry – byliby potężnym i groźnym duetem.

W jego piersi zaczęło rodzić się nowe uczucie, którego nie rozpoznał od razu.

Duma. Vader nie widział nurkującego i kołującego gwałtownie dzięki kierowanym Mocą manewrom frachtowca, ale świadomość, że byłby z tego dumny błąkała się po obrzeżach jego myśli. Wiedział jednak, że nie było to coś, co powinien roztrząsać, i przez wzgląd na siebie i na syna.

Obserwował z prawdziwą satysfakcją, jak mały statek Xizora roztrzaskuje się na milion kawałków od strzału lasera Executora.

Tak, dzisiejszy dzień był jednym z bardzo nielicznych, kiedy cieszyło go to, że żyje.

Ponownie bezpieczny w najnowszej siedzibie Bazy Rebeliantów, Luke wyglądał przez okno. Powoli przyjmował do wiadomości to, co wydarzyło się nad Coruscant. Flota Imperium zaatakowała statki organizacji subwencjonującej je. Raporty już potwierdziły fakt, iż to Executor, statek Vadera, zniszczył skyhook Xizora.

I Vader tam był. Luke z całą pewnością czuł jego obecność. Tym razem lord nie starał się nawiązać kontaktu, był za to pewny siebie. Luke mógł niemal ujrzeć czarne oblicze maski i wysoką postać stojącą przy sterach swojego statku. Podczas chwilowego zetknięcia się ich dusz Luke wyraźnie poczuł charyzmatyczne męstwo ojca, które sprawiło, że przez moment niczego nie pragnął bardziej niż stanięcia u jego boku i poczucia silnej, okrytej rękawicą dłoni spoczywającej z aprobatą na jego ramieniu.

Możemy rządzić galaktyką jako Ojciec i Syn.

Luke oparł się o szybę i przyłożył czoło do jej gładkiej, chłodnej powierzchni. To się nigdy nie spełni. Głęboko w jego wnętrzu coś wyszeptało skargę, która towarzyszyła jego sercu przez całe dzieciństwo.

Ojciec.

Nagle poczuł dziecinną potrzebę zbuntowania się przeciwko wyrokom Mocy. To od zawsze było jego najgłębsze, najgorętsze pragnienie... i to właśnie ono w końcu go zniszczy. Doskonale czuł, że lord chce go mieć, a teraz wiedział również, że chce, by pozostał przy życiu. Maleńki płomyk nadziei skłonił go do zastanowienia się... czy on chce po prostu mieć mnie żywego, czy pragnie mnie tak, jak ja zawsze pragnąłem mojego ojca? Jego umysł poszukiwał odpowiedzi. Musiał mieć pewność. Chciał usłyszeć od Yody te słowa, widzące teraz nad nim niczym mrok, przed którym tak często go ostrzegano. Jeśli prawdą było, że Vader jest jego ojcem...

To co się z nim stało?

Luke niemo przeklął ciemność, która zabrała mu ojca. Yoda zapewniał, że Ciemna Strona nie jest silniejsza i Luke musiał w to wierzyć. Musiał wierzyć w to, że jego ojciec do niego wróci.

cdn.