Severus zmierzając po raz kolejny do nieszczęsnego samochodu zastanawiał się po drodze, o co właściwie chodzi Granger. Odkąd się znowu spotkali zachowuje się, delikatnie mówiąc, dziwnie. W jednej chwili się cieszy i rzuca uśmiechami na prawo i lewo, żeby zaraz później zacząć wrzeszczeć, albo, co jest jeszcze gorsze, milczy, a po chwili zaczyna płakać. A do tego jeszcze dochodzi ta sytuacja, jak się odsunęła, gdy tylko dotknął przypadkiem palcem jej policzka. Swoją drogą, co go, do cholery, podkusiło, żeby gładzić jej policzek? Teraz jeszcze, nie dość, że był zirytowany kolejną lekcją, wkurzył się na samego siebie. Ale jej reakcja wciąż nie dawała mu spokoju. W końcu, kto normalny ma takie skoki nastrojów? Zresztą, ona sama przyznała, że normalna nie jest. Uśmiechnął się wrednie na tą myśl. Spojrzał sceptycznie na samochód stojący przed nim i stwierdziwszy, że radził sobie z gorszymi rzeczami otworzył szeroko drzwi, cicho wsiadł i zerkając na zajętą jakimiś papierami Granger, która w ogóle nie zauważyła jego przybycia trzasnął mocno owymi drzwiami, na co ona podskoczyła przestraszona.

- Mógłbyś tego nie robić? – wrzasnęła na niego zbierając rozsypane dokumenty.

- Obawiam się, że nie mógłbym – odparł z szyderczym uśmieszkiem. Jego uśmieszek powiększył się, gdy mruczała pod nosem coś bardzo podobnego do „Kurwa!" i „Wredny drań.". Wbrew pozorom, Severus nie miał nic przeciwko, gdy ktoś go obrażał, pod warunkiem, że sam się do tego skrzętnie przyczynił. Wiedział, że zachowuje się paskudnie w stosunku do niektórych osób, właściwie do prawie wszystkich osób z wyjątkiem Albusa, który był mu przyjacielem, ale nie przejmował się tym, a nawet jego samozadowolenie w takim momentach gwałtownie wzrastało. – Mówiłaś coś? – zapytał wciąż się wrednie uśmiechając.

Posłała mu w odpowiedzi ponure spojrzenie i pochowała w końcu wszystkie dokumenty do teczki.

- Dzisiaj jedziemy znowu do centrum, ale tym razem… – zwiesiła na chwilę głos, by się upewnić, że ją słuchał. Przypatrywał jej się uważnie czekając na ciąg dalszy. - … nie zatrzymujemy się na żadnych, powtarzam, żadnych parkingach na dłużej niż wymagałoby ćwiczenie parkowania, jasne?

Odczekał chwilę, a gdy widział, jak marszczy brwi i zbliża się do wybuchu, przytaknął lekko. Zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech, po czym Severus zaklął w myślach na widok tego sztucznego uśmiechu, którym go obdarzyła. To było dopiero ich trzecie spotkanie, a już znienawidził tej imitacji uśmiechu, która miała skrywać emocje. Już któryś raz powiedział sobie, że zmaże jej to „coś" z twarzy. W końcu raz mu się już to udało, więc dlaczego niby miałoby mu się nie udać drugi raz? Z tym postanowieniem zapiął pas bezpieczeństwa i przekręcił kluczyk w stacyjce, żeby ruszyć. Przejechał raptem dwa metry, kiedy nagle silnik zgasł.

- Nic nie szkodzi, zdarza się to przecież każdemu. Spróbuj jeszcze raz – powiedziała Hermiona pocieszającym głosem, na co Severus się skrzywił. Odpalił znowu przyglądając się ze złością jej imitacji uśmiechu.

Przejechał tym razem trzy metry, po czym silnik znów mu zgasł. Hermiona zamknęła na moment oczy, ale próbowała go pocieszyć, że „to nic takiego" i kazała jechać dalej. Tym razem zgasł mu po czterech metrach. Hermiona postanowiła zostawić to bez komentarza. Kiedy po następnych pięciu metrach znowu silnik zgasł, jej uśmiech zaczął się zmniejszać. Gdy na szóstym metrze musiał znów odpalać samochód na nowo, widać było na jej twarzy lekkie poirytowanie. Kiedy po siedmiu metrach sytuacja się powtórzyła, nie wytrzymała.

- Masz zamiar całą drogę tak dzisiaj przejechać? – wrzasnęła na niego. Severus uśmiechnął się w duchu zadowolony, że udało mu się osiągnąć cel.

- A nawet jeśli tak, to co w tym złego? Sama przed chwilą mówiłaś, że mam się tym nie przejmować – odparł drwiąco.

- Owszem, masz się nie przejmować, jak przypadkiem ci się to zdarzy, a nie jak robisz mi to specjalnie na złość!

- Dlaczego uważasz, że robię ci to na złość?

Hermiona zamknęła oczy i zacisnęła pięści.

- Trzymajcie mnie, bo zaraz mu coś zrobię – wymamrotała pod nosem. Severus przyglądał się jej z rozbawieniem, kiedy nagle otworzyła oczy. – A właśnie – zaczęła niebezpiecznym głosem. – Czy ty przypadkiem o czymś nie zapomniałeś ostatnio? – zapytała mordując go przy tym spojrzeniem.

- Nie trudź się, nie zabijesz mnie w ten sposób. Pomyślmy – udał, że się zastanawia, po czym odpowiedział jej spokojnie. – Nie, raczej o wszystkim pamiętałem.

- Raczej? Raczej nie. Moja różdżka – odparła wyciągając otwartą dłoń w jego stronę.

- Jaka różdżka?

- Moja. Oddaj mi moją różdżkę – powiedziała przez zaciśnięte zęby.

- Nie mam pojęcia o czym ty mówisz. Dlaczego w ogóle przypuszczasz, że twoja różdżka znajduje się u mnie? Mi ona nie jest do niczego potrzebna.

- Severusie Snape! Nie denerwuj mnie i oddaj mi wreszcie różdżkę! – wrzasnęła w końcu.

Severus przyjrzał się jej uważnie.

- Niby dlaczego? Przecież chciałaś odejść ze świata magii, więc różdżka ci już nie powinna być potrzebna, nieprawdaż?

Po jego słowach nastała chwila ciszy. Hermiona spuściła wzrok, a Severus przypatrywał jej się z góry.

- Ale jest potrzebna – powiedziała wreszcie cichym głosem.

- Do czego?

- Dalej używam czarów.

- A nie powinnaś, jeśli chcesz się odciąć od naszego świata.

Nic mu na to nie odpowiedziała, wpatrywała się dalej w podłogę, jakby tam było coś niezmiernie interesującego. Severus obserwował ją przez chwilę, po czym zapytał.

- Dlaczego odeszłaś?

- Nie twoja sprawa – nadeszła szybko odpowiedź. – Czemu cię to interesuje?

- Już ci mówiłem, ponieważ coś ukrywasz. Nie lubię, jak ktoś ukrywa coś przede mną.

- Trudno, będziesz musiał to przeżyć. Mógłbyś już ruszyć? Czas ucieka.

Spoglądał na nią jeszcze chwilę, ale później odwrócił się do kierownicy, odpalił silnik i ruszył powoli naprzód. Ty razem nie zgasł mu ani razu. Jechali prostą drogą w stronę centrum miasta, Hermiona wciąż wpatrywała się w swoje kolana, Severus patrzył przed siebie i zastanawiał się, co nią kierowało przy podejmowaniu tej decyzji. Mimo, że od czasu, gdy po raz ostatni któreś z nich się odezwało, minęło bardzo szybko dobre pół godziny, nie czuli upływającego czasu, a cisza nie ciążyła im zbytnio. Severus starał się jeździć jak najlepiej, ale nie dla zadowolenia Hermiony, tylko dla własnej satysfakcji. Chociaż nie poszedł na ten kurs z własnej woli, wolał nauczyć się wszystkiego idealnie. Niczego tak nienawidził, jak nie przykładania się do zadania, obojętnie, czy został zmuszony do jego wykonania, czy nie. Skoro już to robi, to musi to zrobić porządnie. W pewnym momencie postanowił przerwą ową ciszę. Sięgnął jedną ręką do panelu koło kierownicy, zerknął na Granger, która była akurat zapatrzona w budynki za oknem, pokręcił delikatnie gałką tak, żeby nie zauważyła tego, po czym zacisnął zęby i wcisnął guzik włączając w ten sposób radio. Nagle z głośników podkręconych na maksymalną głośność huknęło Accidentally In Love zespołu Counting Crows. Hermiona podskoczyła przestraszona mało przy tym nie uderzając głową w sufit.

- WYŁĄCZ TO NATYCHMIAST! – wrzasnęła ledwie przekrzykując muzykę. Severus uśmiechnął się na to złośliwie.

- Wybacz, ale cię nie słyszę! – odkrzyknął jej.

Hermiona rzuciła się do radia i jednym ruchem wyłączyła je.

- Mówiłam, że masz to wyłączyć!

- Przecież sama to już zrobiłaś – odparł z niewinnym uśmiechem.

Przypatrywała mu się przez chwilę, po czym opadła zrezygnowana na fotel.

- Jak ja tu wytrzymuję? Toż to ręce opadają – mruknęła do siebie. – UWAŻAJ!

Severus oderwał od niej zaciekawiony wzrok i wbił go w ulicę przed sobą, by zobaczyć na środku jezdni staruszkę schylającą się po kulę, która najwyraźniej wyślizgnęła jej się z ręki. Zareagował błyskawicznie: wcisnął hamulec do samego końca, ale ABS nie pozwolił unieruchomić kół, zaciągnął się na tyle ile się dało hamulec ręczny skręcając przy tym kierownicę do oporu. Samochód wpadł w poślizg, przednie koła skierowały się w bok, ale tyłem zarzuciło w drugą stronę, przez co Hermiona, nieprzygotowana na taki manewr, została siłą odśrodkową odrzucona na drzwi, o które uderzyła całym ramieniem. Po chwili samochód zatrzymał się dokładnie na środku ulicy, dodatkowo, w poprzek. Na asfalcie wyraźnie była widoczna droga hamowania. Staruszka patrzała na nich przerażona zastygła w połowie schylania się po kulę.

Severus wziął głęboki oddech i oderwał ręce od kierownicy, na której jeszcze chwilę wcześniej zaciskał je kurczowo. Spojrzał na Granger zaciskającą palce na obitym ramieniu.

- Nic ci nie jest? – zapytał cicho.

- Nie, tylko mnie ręka trochę boli.

- Pokaż.

Spojrzała na niego zaskoczona.

- Zwariowałeś? Stoimy na środku ulicy blokując ruch na obu pasach, a ty chcesz oglądać moją rękę? – spytała spoglądając na niego, jak na wariata.

- Owszem, wolę się upewnić, czy trzeba ci ją amputować czy nie.

Skrzywiła się na jego słowa, a gdy zobaczyła jego złośliwy uśmieszek zacisnęła zęby ze złości, chwyciła torebkę, zamachnęła się i całej siły przyłożyła mu w ramię.

- Zaraz sprawdzimy, czy może tobie trzeba coś amputować! Najlepiej mózg, bo chyba ci szwankuje!

Severus widząc jej wściekłość musiał się powstrzymywać, żeby się nie roześmiać. Nie mógł przecież zrobić tego przy niej. Zamiast tego zmarszczył groźnie brwi i powiedział niskim, niebezpiecznym głosem:

- Nigdy więcej, nie podnoś na mnie ręki.

Jej reakcja zaskoczyła go. Momentalnie zamilkła, jej ręka zastygła w powietrzu, cała złość wyparowała, a zamiast niej pojawiła się niepewność i jakby lekki… strach? Niepokój? Opuściła powoli rękę wciąż patrząc mu prosto w oczy, nie mogąc oderwać od nich wzroku. Pochyliła się nieco w jego stronę. Wpatrywał się w nią zaskoczony, nie wiedząc do czego ona zmierza. Nagle, jakby wyrwała się z jakiegoś transu, cofnęła się gwałtownie, spłonęła rumieńcem i wbiła wzrok za okno.

- Jedźmy już lepiej – wyszeptała cicho, jakby nie ufając swojemu głosowi.

Severus przypatrywał jej się jeszcze przez chwilę, po czym odpalił na nowo silnik, który podczas całej akcji zdążył zgasnąć i ruszył powoli uważniej patrząc tym razem na drogę. Staruszka, której mało nie rozjechał zniknęła już gdzieś, gapie się rozchodzili. Jechali ni za szybko, a Severus próbował znowu zrozumieć jej zachowanie, które teraz już w ogóle było dla niego niepojęte. Uznał, że mieli rację poprzednim razem z tą nienormalnością. Ale jedno nie dawało mu spokoju. Dlaczego, do licha, tak się zarumieniła? Przecież żadne z nich nie zrobiło nic, co mogłoby ten rumieniec spowodować. Pomimo rozmyślań nie przestawał się uważnie rozglądać. Zauważył dzięki temu jakiegoś psa, który przebiegł mu nagle przed samochodem, albo innego wariata za kierownicą, który wymusił pierwszeństwo na skrzyżowaniu i wepchnął się przed nich. Dostrzegł też duży parking, na który zjechał pod pretekstem ćwiczeń. Starał się zaparkować prosto, po czym wyłączył silnik i jednym machnięciem różdżki zablokował wszystkie drzwi.

- Co ja ci mówiłam? – zapytała Hermiona zanim zdążył się odezwać.

- Miałaś mi pokazać swoją rękę.

- Nie musisz jej oglądać, nic mi nie jest.

- Wolę się jednak upewnić. Więc teraz grzecznie odwróć się do mnie, żebym mógł na własne oczy zobaczyć, że, jak twierdzisz, nic ci nie jest.

Mówił stanowczym głosem, którego używał zwykle w Hogwarcie do wydawania rozkazów uczniom. Do tej pory jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś go zignorował. Aż do tej chwili… Hermiona siedziała tak jak wcześniej wpatrując się uparcie w okno. Westchnął.

- Granger…

- Nie nazywam się Granger – wtrąciła się.

- To nie znaczy, że będę cię nazywał inaczej.

- To musisz się przestawić, bo nie mam zamiaru reagować na „Granger".

Westchnął znów marszcząc brwi.

- Wiesz, że nie zostawiasz mi wyjścia?

Odpowiedział mu brak reakcji. Pokręcił głową z irytacją. Chwycił mocno jej zdrowe ramie i przyciągnął ją gwałtownie do siebie zanim zdążyła stawić mu opór. Oparł ją plecami o swój tors i przesunął rękę na jej talię, żeby nie mogła się od niego odsunąć. Drugą dłonią zaczął podwijać jej rękaw, żeby przyjrzeć się jej ramieniu. Nieco nad łokciem dostrzegł strużkę krwi.

- Oczywiście, nic ci nie jest. A ta krew to pewnie pozostałość po stroju Halloweenowym z zeszłego roku, prawda? – ironizował.

Zdawał się nie zauważać, że wraz z jego dotykiem oddech Hermiony lekko przyspieszał, a miejscami na jej skórze pojawiały się dreszcze. Próbowała mu się wyrwać, ale wtedy tylko wzmocnił uścisk badając dalej jej rękę, jakby nic się nie działo. Znalazł wreszcie płytkie, ale dość długie rozcięcie, z którego starł krew wyjętą z kieszeni ciemną, materiałową chusteczką, po czym czarem delikatnie zabandażował. Puścił ją po skończeniu całego „zabiegu", a ona odsunęła się od niego błyskawicznie.

- Przecież nie gryzę – mruknął pod nosem odpalając znowu silnik.

Widząc, że już nic z niej dzisiaj nie wyciągnie nie zadawał jej krępujących pytań. Przejechali resztę drogi w milczeniu. Gdy zaparkowali z powrotem na stałym parkingu, powyłączał wszystko i przyjrzał się jej badawczo. Rzuciło mu się w oczy, że starannie unikała jego wzroku.

- Kiedy teraz?

- A jak ci pasuje?

Zastanowił się przez chwilę.

- Czy ja wiem? Jakby nie patrzeć cały tydzień mam pozbawiony zajęć.

- W takim razie pojutrze o dwunastej. Jeśli coś ci wypadnie, wyślij mi sowę.

Kiwnął głową w odpowiedzi. Niepokoił go trochę jej wypruty z emocji głos. Wysiadł i w zamyśleniu niechcący zamknął lekko drzwi. Włożył ręce do kieszeni, gdzie natrafił na dwie różdżki. Zatrzymał się na chwilę, kiedy przypomniał sobie, że jedna z nich należy do Granger. Obojętnie, co mu na ten temat mówiła, on i tak będzie się do niej zwracał starym nazwiskiem! Zastanawiał się, czy oddać jej tę różdżkę. Dziwiło go, że się o nią nie upomniała. Zresztą, prawie całe jej zachowanie go dziwiło. Odwrócił się powrotem akurat, żeby zobaczyć, jak Hermiona próbowała przemknąć niezauważona za jego plecami. Zatrzymała się pod jego spojrzeniem. Wpatrywali się przez chwilę w siebie, po czym Severus wyjął z kieszeni jej różdżkę i z wyraźnym ociąganiem jej ją podał. Następnie bez słowa obrócił się na pięcie i odszedł w poszukiwaniu pubu, gdzie mógłby przeanalizować to wszystko nad szklanką whiskey.