Zapach Burzy ~ Chapter 3

Minęło wiele dni i wiele nocy. Wszystko wróciło na swoje miejsce. A przeszłość? Przeszłość stała się snem. Czasami nastawały takie wieczory, kiedy Wendy wchodziła do pokoju chłopców i opowiadała im historie pełne piratów i rozbójników. A kiedy kończyła barwną opowieść, pytała z nadzieją w głosie:
- A pamiętacie Piotrusia Pana, chłopca, co latał tuż nad statkiem złego Kapitana Haka z żelaznym hakiem zamiast ręki! Chłopca, który postanowił nigdy nie dorosnąć?
- Wendy, opowiedz nam tą historię jeszcze raz! – Wołał wtedy Jasio.
-Tak, tak! Twoje wymyślone opowieści są najlepsze!– Wtórowali mu już niezagubieni chłopcy.

W takich momentach Wendy ocierała wierzchem dłoni niewidzialną łzę. Ona sama nigdy nie przestała wierzyć w swoje słowa i co noc zostawiała otwarte okno w pokoju.

Słońce już dawno skryło się za horyzontem. Wendy pustym wzrokiem wpatrywała się w obraz na ścianie. W ramkach oprawione było płótno jesiennego drzewa, którego liścia zostały porwane do tańca z zimowych wiatrem. Nagle w pokoju zgasła świeca. Wendy ocknęła się z zadumy. A kiedy wyciągnęła rękę, by na nowo zapalić świeczkę, w ciemności rozległ się głos, głęboki i stanowczy.

- Nie próbuj zapalić światła Wendy.

I tak rozpętała się burza. Wiatr szalał, krople deszczu uderzały o kamieniste ulice. Bezchmurne, nocne niebo zostało zasłonięte przez czarne chmury, zwiastujące zimną noc.

- Czyżby on wrócił? Piotruś Pan wrócił!

Ciało Wendy drżało, a serce biło szybko. Spróbowała uspokoić myśli, jednak one za nic miały jej ciche błagania. Pędziły szybko, tworząc symfonię uczuć, których dziewczyna jeszcze nigdy nie zaznała.

- Wróciłeś… Minęło wiele czasu – powiedziała ponownie sięgając dłonią po zapałki.

- Powiedziałem: Nie zapalaj światła! – Słowa te zostały wypowiedziane niemal ze gniewem.

Dopiero wtedy Wendy zrozumiała, że głos nie należał do chłopca z jej wspomnień. Minęły trzy lata. Każdy się zmienił przez ten czas. Piotruś już nigdy nie będzie Piotrusiem. Teraz mógł być już tylko Piotrem…- Ale to nie możliwe! Przecież on nie mógł dorosnąć!

- Dlaczego? Nagle zjawiasz się po trzech latach i rozkazujesz mi jakbyś miał do tego jakieś prawo! – Zaskoczyła ją złość, jaką były przepełnione jej słowa.

-Ty nic nie rozumiesz.. Ja nie chcę żebyś mnie zobaczyła, nie chcę byś zobaczyła moją twarz. Kiedy odeszliście, magia zniknęła i zacząłem dorastać… - głoś Piotrusia załamał się. – Już nigdy nie było tak samo! Zostałem zupełnie sam. Nawet nie wiesz jak bardzo cierpiałem! Ja nigdy nie chciałem abyś odeszła. - wyrzucił z siebie jednym tchem chłopiec. A może już mężczyzna...

Złość, żal, które kłębiły się w sercu dziewczyny, zamieniły się w mgłę niepewności. Wszystko było jak sen, takie nierzeczywiste.

Wendy cicho wstała i podeszła do Piotrusia. Teraz przewyższał ją wzrostem o głowę. Stanęła na palcach i opuszkami palców delikatnie zaczęła dotykać jego twarzy. Błądziła dłońmi po jego oczach, ustach, chcąc sprawdzić czy nie oszalała. Czy On na pewno stał tuż przed nią. A kiedy zamarła w bezruchu, Piotruś wplótł niepewnie swe palce w długie włosy Wendy i pocałował ją delikatnie. I tak w ciemnościach, z sercami szalejącymi niespokojnie, płonęli w pragnieniu utraconej miłości. A kiedy nadszedł ranek, blask porannego słońca padł na wtuloną w siebie dwójkę dzieci, potrafiących kochać duszą pełną marzeń.