W tym świecie nigdy tak jasno nie świeciło słońce. Teraz jest oślepiające. Doprowadza mnie do szału, naprawdę jedna osoba może aż tak zmienić świat? Aż mam ochotę ją zabić, żeby ci dokopać.


Wczesno letni dzień bez jednej chmury na niebie, spokojne, ciepłe już morze i piasek pod stopami. Idealny moment na chwilę przerwy w obowiązkach, na oderwanie się od rzeczywistości pełnej Pustych i papierzysk, które całymi tonami lądowały na biurkach vice-kapitanów.

Stowarzyszenie Kobiet Shinigami dopięło swego i wybrało się na plażę niedaleko Karakury. Zresztą nie przybyły tu same – mężczyźni nie odpuścili i w ramach zajęć Stowarzyszenia Mężczyzn Shinigami towarzyszyli im. Skąd mieli na to środki, nie przyznali się i nawet małe śledztwo Nanao niczego nie wykazało. Oczywiście nie mogło zabraknąć również bandy Kurosakiego, choć oderwani zostali od swoich codziennych obowiązków. Cóż, Rangiku ciężko odmówić, gdy o coś poprosi.

– Wybaczcie spóźnienie – odezwała się Matsumoto. – Już jesteśmy.

Panowie jeszcze przed chwilą zajęci rozmową, teraz spojrzeli na zbliżające się shinigami. I zapomnieli języka w gębie wpatrzeni w letnie wersje swych partnerek i przyjaciółek.

– I jak? – Corrie odwróciła się w miejscu, a pareo przewiązane w biodrach zafalowało wokół nóg.

Hisagiego zatkało. Odwrócił pośpiesznie wzrok, żeby przestać się w nią wgapiać. Najchętniej zabrałby ją z widoku innych i sam podziwiał jej wygląd. Była przepiękna. Nie zwrócił uwagi na nic innego, świat dookoła mógłby przestać istnieć.

– To skoro są tu oba stowarzyszenia, to może jakiś pojedynek? – zaproponowała Corrie, próbując uchwycić spojrzenie ukochanego.

Była bardzo rozbawiona tym, jak się zachowywał, odkąd wyszły na plażę. Nie mogła powiedzieć, że jej to nie schlebiało, chciała być dla niego tą jedyną i niepowtarzalną. Teraz, wśród pozostałych członkiń Stowarzyszenia w skąpych strojach mogła przekonać się, ile znaczą dla Shuuheia słowa, w których zapewniał ją o swoich uczuciach. Zdawała sobie sprawę, że przy Rangiku czy Yoruichi Shihoin, która też się tu zjawiła, nie może się pochwalić wieloma atutami. Bledła przy nich, a przecież Seireitei było pełne pięknych kobiet. W tych skąpych strojach wyglądały lepiej od niej. Mogły odciągnąć jego spojrzenie, więc tym bardziej cieszyła się, że tak się nie stało.

– Pojedynek? – zapytał Madarame. – Żebyście później nie płakały.

– My? Ikkaku, chyba żartujesz. Rozniesiemy was. – Corrie wyszczerzyła zęby.

– Chciałabyś. To jaką masz propozycję?

– Siatkówka plażowa.

Większość spojrzała po sobie, nie wiedząc, co ma na myśli. Corrie westchnęła ciężko.

– Kurosaki, wyjaśnisz?

Ichigo przewrócił oczami, ale udzielił im wskazówek dotyczących gry. Zdążył już zapomnieć, jak bardzo shinigami są nieprzystosowani do życia wśród ludzi, a ich wiedza pochodziła sprzed wieków.

– Tylko dwoje? – oburzył się Renji. – I co? Reszta ma patrzeć?

– Możemy zrobić większe drużyny – odparła Matsumoto. – Będzie zabawniej.

– Ale nie mamy siatki – zauważyła Inoue.

– To nie jest problem. Nie, Momo, Nanao?

Obie vice-kapitan spojrzały po sobie i uśmiechnęły się do Corrie. Chwilę później w powietrzu uniosła się pomarańczowa sieć, którą przyczepiły do dwóch samotnie stojących słupków.

– Taka wystarczy? – zapytała Hinamori.

– Ej, ale to nie wybuchnie? – odezwał się Kurosaki, patrząc podejrzliwie na sieć.

– O nic się nie martw, Ichigo. – Uśmiechnęła się Matsumoto. – Nic nie będzie wybuchać. Załatwisz piłkę?

– Jasne.

– To jak się dzielimy?

– Dziewczyny i chłopaki – uznała Rangiku. – Pięć osób będzie dobrze, co?

– Ja, Rangiku-san, Rukia, Orihime, Yoruichi-san – zadecydowała Corrie.

– Hisagi-san, ja, Ikkaku-san, kapitan Hitsugaya i Ichigo – odezwał się Renji.

Przez chwilę trwała dyskusja na ten temat, bo też nie wszyscy chcieli się zgodzić, ale w końcu składy zostały zatwierdzone.

– A kto będzie sędziował? – zapytała Inoue.

– Ishida. – Wskazał Kurosaki. – Dasz radę, nie?

– Skoro nie ma wyjścia. Panie zaczynają.

Yoruichi przejęła piłkę z szerokim uśmiechem. Nie sposób było od niej oderwać spojrzenia, więc pierwszy atak ledwo został przechwycony przez Ikkaku. Zaraz też piłkę przejął Ichigo i przebił na drugą stronę. Corrie już czekała, odbiła do Rukii, ta podała Rangiku, która zaatakowała męską część. Piłka przeleciała tuż obok Hisagiego, który zapatrzył się na Corrie.

– Punkt dla pań! – zawołał Ishida.

– Hisagi, patrz na piłkę! Nie na Corrie-chan! – warknął Ikkaku.

Grę wznowiono. Yoruichi i Rangiku prężyły się z niewinnymi uśmiechami, zresztą reszta drużyny też odrywała oczy od piłki, doprowadzając Madarame do szału. Żarty skończyły się, kiedy tak posłał piłkę, że uderzyłby Yoruichi prosto w twarz. Wtedy na boisko wtargnęła kapitan Sui-Feng i przejęła pocisk, kopnięciem odwracając jego trajektorię prosto na Kurosakiego, który ledwo odbił i podał do Hisagiego. Piłka przeleciała mu między dłońmi i uderzyła go w twarz.

– Kapitan Sui-Feng, co to miało być? – zapytał Renji. – Pani nie gra w tej zmianie.

– Nikt nie ma prawa atakować Yoruichi-samy – odparła dowódczyni Dwójki.

– Hisagi-san, wszystko w porządku? – Ichigo pomógł mu się podnieść.

– Tak, chyba.

– Możemy kontynuować? – zapytał Ishida, czując, że gra zaczyna wymykać mu się spod kontroli.

– Ta.

Piłka poszła w ruch, drużyny odbijały między sobą. Panowie starali się nie zwracać uwagi na swe przeciwniczki, co było dość trudne. Nikt jednak nie ingerował więcej w grę.

Corrie wychyliła się do piłki, ale jedynie musnęła ją palcami.

– Hado No. 58. Tenran!

Zaklęcie uniosło piłkę nad piasek. Ten moment wykorzystała Yoruichi, żeby z pomocą shunpo znaleźć się przy niej i pchnąć na stronę przeciwnika.

– Tak nie będzie! – krzyknął Hisagi. – Bakudo No. 37. Tsuriboshi!

Przed siatką zawisła gwiaździsta sieć zaraz pocięta przez Byakurai Rukii. Za zaklęciem przeleciała piłka, którą odbił Hitsugaya, wystawiając ją Kurosakiemu do przebicia. Ten nie przebił, bo został chwycony w Rikujokoro. Corrie zaśmiała się i wystawiła język Hisagiemu, który pogroził jej palcem. Od tego momentu zaklęcia sypały się z obu stron. Nic nie dały próby uspokojenia krewkich shinigamich przez Ishidę, który w końcu dostał od kogoś Shakkaho. Ta wymiana trwała, dopóki siatka nie wybuchła, odrzucając ich na boki.

– Dość! – wrzasnął Kurosaki. – Czy wy zawsze musicie roznosić wszystko dookoła?!

– Czy ty zawsze musisz być takim zrzędą? – Odbił piłeczkę Renji. – Przecież nikomu nic się nie stało.

– Nikomu nic się nie stało? – Kurosaki uniósł brew.

Tuż obok Corrie pomagała podnieść się Hisagiemu, który w jednej chwili zrobił się czerwony, nie wiedzieć czemu.

– W porządku?

– Nic mi nie jest – zapewnił, próbując patrzeć jej w oczy.

Zaśmiała się na te starania i pocałowała go w policzek.

– Niech to będzie moja mała zemsta – oznajmiła. – Za te wszystkie rumieńce, które mi przyprawiasz w nieodpowiednich chwilach.

– Corrie, chodź do wody! – zawołała Rangiku.

Uśmiechnęła się do Hisagiego i pobiegła. Zdążyła zrobić ze trzy kroki, gdy Shuuhei chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie.

– Wrócimy do tej rozmowy wieczorem – szepnął jej do ucha, owiewając je oddechem, od którego policzki Corrie zabarwiły się czerwienią.

– Drań.

Reszta dnia minęła im na zabawie, głównie w wodzie, do której udało się nawet zaciągnąć Hitsugayę i Ichimaru, choć i tak większość czasu przesiedzieli w cieniu. Mogli się rozluźnić, porzucić myśl o obowiązkach.

Wieczorem Hisagi odciągnął Corrie od pozostałych, którzy zgromadzili się wokół ogniska. Zostawili za sobą wesołe rozmowy, śmiech i sake. Kobieta spoglądała w gwiazdy tak inne niż te widoczne w Seireitei.

– Więc? – odezwała się. – Chyba zamierzałeś mi coś powiedzieć. A może się mylę?

Spojrzał na nią. Miała na sobie prostą, jasnozieloną sukienkę do kolan na szerokich ramiączkach. Nic bardzo wymyślnego czy wyzywającego, a nie mógł oderwać od niej spojrzenia. Cały dzień czekał, żeby zostać z nią sam na sam.

– Jesteś piękna – powiedział, głaszcząc jej policzek.

– Tylko tyle? – Zaśmiała się. – Przecież to mogłeś mi powiedzieć w każdej chwili, głupku.

– Ale nie w takiej scenerii – odparła z nieco głupim uśmiechem.

Pokręciła głową rozbawiona. Zbliżyła się do linii wody, spoglądając w ciemny horyzont. Shuuhei objął ją, opierając podbródek na jej ramieniu.

– Cieszę się, że udało nam się do was dołączyć – stwierdził cicho.

– Nie mów nikomu, ale zrobiłyśmy to specjalnie – przyznała.

– Wiedziałem. To do was takie podobne. Gdzie te piękne dziewczęta, które wymagały naszej opieki?

– Stały się niezależne.

– To trochę boli, gdy zdaje się, że jestem ci do niczego niepotrzebny.

Zaśmiała się i odwróciła w jego ramionach. Palcami lekko przejechała po bliznach na twarzy Shuuheia.

– Uratowałeś mnie – szepnęła – przed wieczną rozpaczą i samotnością w ciemności nocy. Ocaliłeś moje serce przed zżerającą je nienawiścią. Bez ciebie nigdy by się nie udało, nigdy nie byłabym już kompletna. Dziękuję ci.

– Nie masz za co. Z tobą u boku jest dużo łatwiej żyć.

Złożył na jej ustach lekki pocałunek, który pogłębiła, obejmując go nieco zaborczym gestem. Smukłe, szorstkie palce przejechały po jej karku na plecy do zapięcia sukienki. Uśmiechnęła się, całując każdą z blizn osobno, a potem także tatuaż. Nie pozwoliła przy tym zsunąć sobie z ramion ramiączek sukienki, wplatając palce w jego włosy.

– Corrie... – szepnął gardłowo.

Zaśmiała się, zostawiając mokry ślad na jego szyi, i odsunęła się. W świetle gwiazd widział iskierki w jej oczach. Wyciągnął do niej rękę, ale zrobiła krok do tyłu, umykając mu. Chłodna woda obmyła jej kostki, zadrżała, ale nie uciekła. Pozwoliła sukience opaść, spoglądała przy tym wyzywająco na Shuuheia, który przygryzł wargę, ledwo panując nad odruchem rzucenia się na nią.

Wyciągnął do niej rękę, zapraszając do zbliżenia. Czuł, że jeśli sam podejdzie, znowu mu umknie. Jednak Corrie nadal stała w tym samym miejscu, nic nie mówiąc. Nie rozumiał, dlaczego z nim tak igra. Dopiero po chwili dotarło do niego, na co kobieta czeka.

– Wszystkie jesteście takie same – stwierdził. – Wiecznie wmanewrujecie mnie w rozbieranie, ale żeby samej to zrobić, to nie łaska.

Zaśmiała się, obserwując, jak zrzuca koszulkę. Wylądowała gdzieś na piasku, obok niej spodenki. Nim ponownie wyciągnął rękę, leżał na ziemi z Corrie na swoich biodrach. Przejechała dłonią po jego torsie i pochyliła się, by szepnąć mu do ucha:

– A nie pomyślałeś, jak seksownie wyglądasz, gdy się rozbierasz?

Przewrócił ją na piasek, unieruchamiając jej dłonie nad głową.

– Może w takim razie powinienem zmienić profesję? – zasugerował, wolną ręką przesuwając po jej brzuchu.

– Pod warunkiem, że wszystkie pokazy będą tylko dla mnie – odparła i głośno wciągnęła powietrze, gdy palcami przejechał po wewnętrznej stronie uda.

– Myślę, że da się to załatwić – stwierdził, pozbywając się jej stroju.

Chciała go przewrócić, ale przytrzymał ją na piasku. Warknęła niezadowolona, chwilę później westchnęła, czując jego język na piersi. Przestała myśleć o czymkolwiek, pozwalając się dotykać i całować. Wyciągnęła do niego biodra, wręcz żądając spełnienia, ale zignorował to, przesuwając się nieznośnie wolno po jej brzuchu.

– Hisagi... – warknęła cicho.

Zaśmiał się, gdy pisnęła, kiedy wsunął w nią palec. W świetle gwiazd widział krwisty rumieniec na jej twarzy. Wiedział, że należy tylko do niego, taka bezbronna, piękna i po raz kolejny obiecywał sobie nigdy jej nie skruszyć.

Kilkoma sprawnymi ruchami doprowadził ją do szczytu, obserwując, jak próbuje złapać głębszy oddech. Nie pozwolił jej na to, łącząc ich ciała. Jęk utonął w pocałunku. Odnaleźli wspólny rytm, zapominając o całym świecie.

– Mogłabym tak leżeć do końca świata – stwierdziła, gdy leżeli wtuleni w siebie cali z piasku.

Przesunął dłonią po jej biodrze. Zmęczenie powoli mijało, a jakoś nie miał ochoty spać. Zwłaszcza gdy poruszyła się niespokojnie.

– Chyba mam lepszy pomysł – odparł.

– Czy tobie kiedykolwiek przestanie być mało? – Zaśmiała się.

– Nie rób ze mnie zboczeńca – ostrzegł.

– Nie muszę – odparła śpiewnie, po czym pisnęła przewrócona na piasek. – Shuuhei.

– To twoja wina, że zwariowałem na twoim punkcie. Już się ode mnie nie uwolnisz.

– Jakbym kiedykolwiek chciała.