ZMĘCZENIE
Renji cicho podszedł do swojego kapitana. Tak powoli i ostrożnie, aby zmęczony mężczyzna go nie wyczuł.
-Pomogę ci się rozluźnić, Kapitanie – wyszeptał tuż przy jego uchu, układając dłonie na smukłych, ale dobrze umięśnionych ramionach. – Zaraz będzie ci dużo lepiej – obiecał, mimo drgnięcia bruneta i jego próby wstania.
-Co ty wyprawiasz? – zapytał opanowanym głosem, ale nie na porucznika takie numery. Renji znał swojego kapitana bardzo dobrze i wiedział, kiedy jego normalny, zimny głos to pic na wodę.
Nie zwracając uwagi na protest, zaczął bardzo powoli i zmysłowo masować ramiona i kark bruneta. Chociaż na początku szlachcic sobie radził, opanowywał się, zagryzał wargi… niestety, profesjonalnie wykonywany przez rudego masaż, nie pozwolił mu długo milczeć. Zamruczał cicho, rozluźniając się z zawahaniem i opierając o krzesło, aby poczuć więcej tego cudownego, życiodajnego dotyku. Zmęczenie wyciekało z niego jak woda z dziurawego kubka. Nie mógł się oprzeć swojemu porucznikowi.
-Lepiej? – spytał szeptem.
-Tak – burknął cicho, był zły na siebie. Pozwolił się podejść jak dzieciak! On, głowa rodu Kuchiki… uległ dotykowi silnych, męskich dłoni Renji'ego… Sapnął cicho odchylając się lekko. Chrzanić tytuł i wszystkie zasady etykiety… Ten masaż sprawiał, że czuł się… - Cudownie.
-Cieszy mnie to – o tak. Chciał słuchać pochwał Byakuyi już zawsze !
