Hej. Jeszcze jeden rozdział. Nie wiem dla kogo to piszę, prawie nikt nie komentuje, więc nie wiem, czy opowiadanie jest czytane. Więc pewnie przestanę pisać niedługo, jak to się nie zmieni. A na razie- jak tam Ktoś jest- Enjoy!
Aro wolno rozluźnił uścisk i puścił dziewczynki. Natychmiast ponownie złapały się za rączki. Pozostała część Szóstki patrzyła na niego ciekawie, oczywiście wciąż wyglądając spokojnie i zdecydowanie. Nie doszliśmy jeszcze do momentu, kiedy by mogli obie pozwolić na publiczne chwile słabości. Przez chwilę nikt nic nie mówił.
- Demetri, wyprowadź je stąd. Niech poczekają w fioletowym pokoju gościnnym- odezwała się w końcu Sulpicia.
Dopiero gdy za małymi zamknęły się drzwi, wybuchła wśród nich żywa dyskusja.
Na początku Aro opowiedział to, co zobaczył. Słowa jakie przy tym padały z ust całej Szóstki nie nadają się do napisania i naprawdę, nigdy byście nie posądzili przeciętnego obywatela, a co dopiero wyrafinowaną rodzinę królewską, o ich znajomość.
- Pytanie pozostaje jedno- wyszeptała wciąż oburzona Didyme – Co my mamy zrobić?
- Ty zawsze dla wszystkich jesteś taka dobra...- zaczął Marek, obejmując żonę w pasie.
Pasowali do siebie idealnie.
- Hej, nie zapominaj że rozmawiasz z krwiożerczą wampirzycą- uśmiechnęła się Didyme- wciąż smutno po usłyszanych przed chwilą informacjach. - One tu nie mogą zostać.
- Właśnie- podchwycił Kajusz. - Jesteśmy krwiożerczymi wampirami. Trzeba je oddać.
- Innego wyjścia nie ma- poparła męża Athendora. - Pytanie tylko JAK to zrobimy. Tak po prostu zawieziemy do sierocińca?
- Nie zapominaj o moim darze- włączyła się Sulpicia*- Wykasuję pamięć małym i pracownikom domu dziecka. To wystarczy. Sami będą się martwic, że nie mają ich papierów czy jeszcze Bóg wie czego. Lilianka i Amelka są tu od zawsze- tego będą pewni.
- Jakaś ty mądra- Aro cmoknął żonę w policzek, aż ta zachichotała. - A teraz- zwrócił się do męskiej części. - Musimy załatwić pewną rzecz. Weźmiemy Jane ze sobą. Demetri też się przyda, pomoże zlokalizować. Przy okazji będzie jakieś nowe doświadczenie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zabijałem człowieka wykluczając picie jego krwi i sprawiało mi to tyle satysfakcji.
Lilianka i Amelka leżały w ubraniach na wielkim łożu z baldachimem w fioletowym pokoju gościnnym. Obie drżały ze strachu, jednocześnie rozkoszując się najwygodniejszą rzeczą, na jakiej kiedykolwiek spoczywało ich ciałko. Jednocześnie wiele pytań kłębiło się w ich ślicznych główkach. Czy mocno będą bite? Ci ludzie wyglądali na poważnych, więc pewnie tak. Czy mają się rozebrać same, jak to czasem Amelka musiała w domu, czy mężczyźni sami rozerwą ich spódniczki jak u Lilianki. Wszyscy trzej? Po kolei? A może jeszcze coś innego?
Nagle drzwi się otworzyły, a dziewczynki ogarnął jakiś dziwny spokój i szczęście.
- Witajcie- rzekła cicho Didyme, podchodząc do łóżka. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła był strach i bezbronność. Potem dopiero dwie małe dziewczynki.
Didyme po chwili wahania usiadła na łóżku. Dwie pary zielonych ocząt śledziły każdy jej ruch.
- Kiedy będą okropności?- odważyła się spytać Amelka.
- O czym ty... - mimo iż Didyme była wampirzycą, dopiero po chwili zrozumiała, co dziecko ma na myśli- O Boże... - wyszeptała- Nigdy...Nie będzie żadnych okropności! - powtórzyła stanowczo- Nikt tu was nie skrzywdzi! Nikt!
Dziewczynki przelękły się jej stanowczego głosu, jednak nie tak bardzo, ponieważ wciąż były pod cudownym wpływem jej daru.
- Cieszę się, że mnie rozumiecie- oświadczyła łagodnie. - A teraz proszę spać i się nie martwić. Jakoś się ułoży. - Nie miała ochoty na rozmowę z małymi. Z resztą była noc. Dzieci w nocy śpią.
Maluchom same już oczka się zamykały, a nazajutrz przecież trzeba rano wstać- sierociniec, do którego Aro z Sulpicią mieli je zawieźć mieścił się kawałek drogi od Volterry.
Tak więc po kilku minutach miały miejsce trzy rzeczy, istotnych dla tego opowiadania.
W zamku Volturich spały bezbronnie dwa małe nieszczęścia .
Didyme Volturi, otuliwszy owe nieszczęścia kocykiem przypatrywała im się jak urzeczona.
Gdzie dalej Aro, Kajusz, Marek i Jane, zebrawszy cztery ludzkie ścierwa do kupy, zadawali im najgorsze, najokrutniejsze i najbardziej niewyobrażalne tortury, odczuwając dziką radość z każdego wrzasku, jęku, czy jakiejkolwiek innej oznaki agonii, jakie z siebie wydawały.
* obdarzyłam Sulpicię zdolnością kasowania/manipulowania pamięcią. Każdym rodzajem pamięci.
