[2b]

.

.

Do końca lutego Kankuro przyjeżdżał na krótkie wizyty do Konohy. Mijali się z Inuzuką na korytarzach, ale prócz „cześć" nie zamieniali dwóch zdań. Kibie było smutno z tego powodu. Nie chodzi też o to że z Kankuro stracił jedyny seks na jaki mógł liczyć! Pieprzyć pieprzenie! Brakowało mu ich kłótni, żal mu było że stał się Lalkarzowi obojętny.

Jego przyjaciele domyślali się, że coś jest nie tak, ale taktownie nie drążyli tematu. Wiedzieli że i tak nic nie wyciągnęliby z Inuzuki, a jedynie zdenerwowaliby go. Nawet nie domyślali się, że nagłe zerwanie kontaktu z Kankuro miało z tym coś wspólnego. Szczerze, wszyscy uważali, że tak było lepiej dla wszystkich naokoło, ponieważ wystarczyło, że mężczyźni widzieli się i już wybuchali furią.

W marcu pogoda szybko stała się wiosenna: wystarczająco ciepła na cieńszą kurtkę, nie zapowiadało się jeszcze na słynne burze, roślinność budziła się spod skostniałej ziemi, a Inuzuki wpadł w desperację tak wielką, że zgodził się umówić z Saim. To nie tak że nie lubił Malarza. Po prostu ten nie był on w jego typie i nie mieli za bardzo o czym rozmawiać. Sądził po prostu, że to co miał z Kankuro nie wróci, było jedno–, dwurazowe i czas, aby obaj ruszyli na przód. Piaskowy ninja najwyraźniej tak zrobił, więc głupio wyglądałoby gdyby Kiba rozpaczał po tym… czymkolwiek to było.

– A Ty co? Masz randkę? – zaśmiał się Kankuro idąc ulicą z naprzeciwka. Inuzuka niemal podskoczył ze strachu. Piaskowy ninja był tak blisko, pachniał dopiero co zakończoną misją, a to był ulubiony męski zapach Kiby.

– Uch, śmierdzisz! – zakpił Inuzuka zatykając nos.

– Phi, tak jakby to miało mieć znaczenie za dwadzieścia minut. – rzucił z podstępnym uśmieszkiem. Kibę miętolił tę myśl przez dłuższą chwilę. Ledwo wykrztusił z siebie zszokowane „co?", kiedy Kankuro puknął go lekko ramieniem zmuszając tym minimalnym dotykiem do zawrócenia z obranej ścieżki. Nie potrafił nawet powiedzieć starszemu mężczyźnie: nie, mam randkę z kimś kto chce być ze mną. Nie, skąd! On poszedł jak owieczka na rzeź.

– Słuchaj… uch… – zajęczał Kiba kiedy przed nimi otworzyły się drzwi jego mieszkania. Kankuro rzucił swoje rzeczy na ziemię, a potem dopadł Inuzuki: całując i liżąc jego szyję, trzymając Kibę za włosy, aby ten nie uciekł.

– Przestań! – warknął Inuzuka nareszcie otrząsając się z pierwszej fali ekstazy, która nim zawładnęła. Kankuro posłusznie odsunął się pozwalając Kibie zebrać myśli.

– Muszę iść! Nie możesz tu zostać! MAM randkę. – rzucił Inuzuki. Piaskowy ninja przekręcił głowę jak pies słuchający pana, ale na jego ustach tańczył kpiący uśmiech. Chwycił rękaw długiej bluzy i potarł nim twarz żeby zetrzeć farbę maskującą. Pocałował Kibę w usta: głęboko i mokro, wsuwając język, przysuwając do siebie młodszego mężczyznę.

– P–proszę… Kankuro… – wydusił z siebie Kiba urywanie.

– „Proszę Kankuro", co? – zadrwił starszy mężczyzna. Inuzuki oparł dłonie o jego ramiona. W tej pozycji mógł albo odsunąć go od siebie, albo przysunąć. Kankuro też to wiedział. Kiba chciał być rozsądny, a rozum nakazywał odepchnąć tego złośliwego durnia, ale… ale… No cóż, rozsądek nigdy nie był mocną stroną Inuzuki. Spojrzał twardo na Lalkarza.

– Zróbmy to na łóżku. Plecy mnie bolą od twardego. – rzucił Kiba nienawidząc się za te słowa. Rany, był taki słaby. Jeszcze rozumiałby gdyby stracił głowę dla kogoś takiego jak Neji, ale Kankuro? Przecież on naprawdę nie był w jego typie.

– Jesteś taki miękki. – zaśmiał się Kankuro objął go mocniej i skierował w stronę sypialni. Nie przeszli jednak całego pokoju kiedy piaskowy ninja zatrzymał się. Ściągnął z Kiby koszulkę i rzucił na ziemię. Rozsiadł się wygodnie na kanapie, zarzucając ramiona luźno na oparcie.

– No dalej, Kundlu. Wisisz mi obciąganie. Wiem że potrafisz. Nie wstydź się. – powiedział patrząc na Kibę kpiąco. Ten klęknął ochoczo przed Kankuro. Tak mu brakowało tego stanowczego tonu. Ściągnął z Lalkarza bluzę i koszulkę. Spocony i pachnący mężczyzną shinobi z Suna był tym czego Inuzuki potrzebował aby zaspokoić żądzę.

– Nie będziesz próbował mnie udławić, co? – powiedział Inuzuki chwytając półtwardego członka. Poruszając ręką sprawnie wzdłuż jego długości. Czuł jak penis twardnieje w jego dłoniach. Kibę trochę przeraził rozmiar. Znał swoje możliwości a fiut Kankuro je przekraczał.

– Skończże gadać… – jęknął starszy mężczyzn. Kiba spojrzał na niego. Ten był już ładnie rozpalony pożądaniem. Inuzuki miał więcej władzy nad Kankuro niż mógł sobie wyobrazić. Z uśmieszkiem triumfu młodszy mężczyzna zabrał się do roboty.

To było trudne. Na początku wydawało się niewykonalne, ale po kilku chwilach gardło Inuzukiego nieco rozluźniło się. Dalej dławił się i nie mógł oddychać dobrze, ale nucenie pomagało a od wibracji Kankuro szarpał jego włosy, wyginał plecy w łuk, jęczał głośno.

Kiba zdecydował kiedy zakończyć oral. Wstał z klęczek i zsunął z siebie spodnie. Usiadł okrakiem na biodrach Kankuro pozwalając żeby ich erekcje ocierały się o siebie przez kilka minut.

– No dalej… – zamruczał Lalkarz całując Kibę w pierś i łapiąc sutek palcami. – Nie wytrzymam.

– Lubisz mnie pieprzyć, co? – zamruczał Inuzuka liżąc Kankuro po płatku ucha. – Będziesz tak wiecznie wracał?

Shinobi z Suna nie odpowiedział na zaczepkę tylko zagryzł dolną wargę. Objął Kibę w pasie i przewrócił go na stolik do kawy. Cholera, tego Inuzuka nie przewidział.

– Mówiłem, że nie chce tego robić na twardym. – rzucił bez tchu. Zagryzł zęby na palcu wskazującym, kiedy Kankuro wszedł w niego jednym płynnym, wyuczonym ruchem. Kiba jęczał głośno. Było mu tak dobrze. Shinobi z Suna objął go w pasie mocno i usiadł ponownie na kanapie, pozwalając tym samym być Kibie na górze.

– No dalej. Patataj. – zaśmiał się bez tchu. Inuzuka uśmiechnął się i zaczął poruszać się na Kankuro. O cholera, to było takie dobre! Naprawdę mógł poczuć go tam całego, jego tętno. Ręce starszego mężczyzny błądziły po jego talii, masowały okazjonalnie okolice lędźwi, był pewien, że piaskowy ninja więcej niż dwa razy wbił paznokcie, raniąc plecy.

– O Boże, zaraz dojdę! – warknął Inuzuka. Oparł dłonie na udach Kankuro dla lepszej podpory. Zmienił kąt penetracji. Było nawet lepiej!

– Aaaa! Och~h tak! Jeszcze! Jeszcze! – krzyczał Kiba głośno. Spojrzał prosto w oczy Kankuro. To było takie wspaniałe, niesamowite, jakby byli jednym ciałem w tym momencie. Nerwy Inuzuki zaczęły ściskać się w ciasny węzeł. Jeszcze trochę, jeszcze chwilę. Złapał Kankuro za twarz i pocałował głęboko, wsuwając język do ust.

Z ledwo stłumionym krzykiem, Kankuro mocno doszedł wewnątrz Kiby. Wówczas węzeł nerwów wewnątrz Inuzuki zacisnął się mocniej i sprawił, że jego głowa stała się lekka. Pocałował Kankuro w kącik ust niemal nie mając pojęcia, że to robi. Gdy napięcie puściło jego ciało, padł na Kankuro całym ciężarem.

– R–randka… – mruknął Kankuro w obojczyk Inuzuki. Chciał jednak wypowiedzieć złośliwość: – Randka. Nie miałeś randki?

– Nie wiem o co Ci chodzi. Moja była udana. – zamruczał Inuzuka. Kankuro zaśmiał się. Leżeli tak przez kilka chwil. Kiba mógł być pewien, że dostanie reprymendę od Sakury za wystawienie Saiego. No trudno, było warto.

– Jesteś taki okropny. – powiedział Kankuro obejmując Inuzukę w pasie.

W końcu odkleili się od siebie. Piaskowy ninja poszedł wziąć prysznic a Kiba przygotował coś do jedzenia. Usiadł na kanapie z piwem, kiedy resztki odgrzewały się. Kurde, to był udany wieczór.

– Nad czym się tak zastanawiasz? – zapytał Kankuro wychodząc z łazienki w ręczniku wokoło talii a drugim pocierał włosy. Ten wieczór wyglądał tak normalnie.

– Brakowało Ci mojego towarzystwa, co? – zapytał kpiąco Inuzuka patrząc nad ramieniem na piaskowego ninję. Ten zaśmiał się podstępnie:

– Nie mniej niż Tobie mojego. – powiedział pewny siebie. Kiba fuknął niezadowolony. Nie podobało się mu, że Kankuro tak myślał. Bardziej nie podobało się mu, że było to prawdą. Tęsknił za towarzystwem shinobi z Suna–gakure: za kłótniami, za godzeniem się, za skrywanym seksem. Może Kankuro nie był na szczycie listy osób, z którymi Kiba lubił i chciał spędzać czas, ale jego towarzystwo niosło ze sobą o wiele więcej przyjemności niż na przykład Naruto.

– Przyznam, że seksu mi brakowało. – powiedział kpiąco Kankuro. Inuzuki wykrzywił twarz w wyrazie niezadowolenia i znudzenia jednocześnie. Odpowiedź starszego mężczyzny była przewidywalna.

– Wyjeżdżasz jutro? – zapytał Kiba wstając żeby sprawdzić jedzenie. Kankuro znalazł w swojej torbie czyste ubrania.

– Z samego rana. – odpowiedział zakładając rzeczy. – Nie chce żebyś znowu poganiał mnie.

– Nie chce notatek „wisisz mi orgazm". – rzucił Inuzuka wyciągając sobie miskę z szafki.

– Spokojnie. – zadrwił Kankuro. – Pożegnam Cię przyzwoicie.

Piaskowy ninja podszedł do niego i wyjął sobie miskę. Nałożył sobie dużą porcję. Dopiero co wrócił z misji, do tego seks był wykańczający. Musiał umierać z głodu.

– Mogę się z Tobą żegnać całą noc, Inuzuka. – zaśmiał się. Och, Kibę ekscytował pomysł. O mało co nie odłożył posiłku na później tylko po to aby wskoczyć na Kankuro od razu. Musiał panować nad swoimi żądzami. Nie chciał przecież żeby piaskowy ninja myślał, że Inuzuka lubi to co mają.

To takie niesamowite, że najlepszy seks odnalazł z najmniej spodziewaną osobą.

.

.

08/10/2011, Hiwa