Bardzo dziękuję za komentarze i mam nadzieję, że kolejny rozdział się spodoba :) Z najlepszymi życzeniami świątecznymi dla wszystkich fanów Draco i Harry'ego!

ROZDZIAŁ 3

— Ty chcesz co zrobić? — zapytał Malfoy zaskoczony, posyłając Harry'emu prawie zgorszone spojrzenie. — Możesz mnie wziąć za idiotę, Potter, ale to się nie może udać.

Harry wywrócił oczyma. Nie takiej reakcji spodziewał się po Draco, gdy mówił mu, co planuje. Oczywiście nie wierzył też w to, że chłopak od razu się zgodzi, ale to jego uparcie negatywne nastawienie powiedziało Harry'emu, że najwyraźniej zbyt szybko wyciągnął wnioski. Musiał przekonać Malfoya, żeby jeszcze raz dokładnie przemyślał jego propozycję. Cóż, ostatecznie i tak nie było tak źle.

— Pomyśl, Malfoy, i tak masz pewne wpływy. Nie bądź taki zaskoczony, w końcu mogłem ci o tym przypomnieć w każdym momencie. — Tym razem głos Harry'ego brzmiał o wiele bardziej przekonująco, nie było w nim słychać żadnych wątpliwości, jak na początku.

— Dzięki dotacjom mojego ojca, mam też wpływy w Ministerstwie, a nie zamierzam wykorzystywać tego, by zostać aurorem. Zapewniam cię, Potter, że nie zamierzam.

Gryfon wypuścił powietrze z zaskoczenia.

— Dlaczego? — spytał. Chciał poznać motywy Malfoya. Te, którymi Ślizgon nie podzielił się z innymi członkami Sojuszu, kiedy do nich dołączył. Wtedy znajdzie jakiś punkt, który mógłby wykorzystać, by wymusić na Malfoyu pomoc.

Ale Draco nie był głupi i próba Harry'ego spełzła na niczym, bo Ślizgon nigdy niczego nie brał lekko. Był inteligentny, przebiegły z natury i nawet, jeśli plan wydawałby mu się doskonały, nie miał zamiaru brać w nim udziału. Przez całe swoje życie chciał być jak jego ojciec, ale teraz, kiedy już był świadomy tego, jak toczą się sprawy w rzeczywistym świecie, nie miał ochoty podążać ścieżką Lucjusza, bo w ten sposób skończyłby jako śmierciożerca. A on nie ma zamiaru pozwolić, by ktoś zawładnął jego wolą.

— Nie, Potter, nie zrobię tego. I nie musisz się tak interesować tym dlaczego. W żaden sposób nie jesteś w stanie zmienić mojej decyzji — rzucił, wiedząc, że dzięki temu Gryfon tym bardziej będzie chciał poznać jego powody.

— Wytłumacz mi.

Draco, który po usłyszeniu propozycji Pottera wstał ze swojego miejsca zaskoczony, dopiero teraz usiadł ponownie.

— Nie mam zamiaru stać się sługą Czarnego Pana, to po pierwsze, więc się nie wysilaj, Potter. Reszta to moja sprawa. Zrozumiano? — Harry skinął powoli głową, zaskoczony tym, co usłyszał. Chociaż znając Malfoya i jego impertynenckie zachowanie, powinien był się tego domyśleć już na początku. Chłopak był nie tylko arogancki, ale i rozpuszczony, prawda? Martwił się tylko o siebie samego. No i w co on się wplątał? Właśnie poprosił o pomoc jedynego człowieka, który nigdy by mu nie pomógł. — A teraz, Potter, dlaczego nalegasz, żebyśmy „to" zrobili? Jeśli twój ukochany dyrektor i twoi przyjaciele się dowiedzą, nie będą zapewne zbyt szczęśliwi, że mi to zaproponowałeś… Poza tym, narazisz swoje życie na niebezpieczeństwo, nie obchodzi cię to?

Harry parsknął, zniecierpliwiony już zachowaniem Ślizgona.

— Tak czy nie, Malfoy?

— Nie, a przynajmniej dopóki mi nie odpowiesz — naciskał Ślizgon, przesuwając dłonią po swoich jedwabistych włosach, na których teraz nie było już tak absurdalnej ilości żelu. Ten nowy, bardziej naturalny wygląd był o wiele przyjemniejszy.

Świetnie, jeśli Potter wyciągnął od niego odpowiedź na swoje pytanie, on też chce otrzymać odpowiedź na swoje.

— Moi przyjaciele są dla mnie najważniejsi, Malfoy. Nie obchodzi mnie, co myśli reszta świata. Robię to dla nich. — To była jedyna odpowiedź, o wiele bardziej sentymentalna, niż Draco się spodziewał.

Usta chłopaka wygięły się w złośliwym uśmiechu. Potter właśnie przyznał się do swojej słabości i to było jak miód dla uszu Malfoya. Któż mógłby być lepszym źródłem informacji, jak nie ten właśnie Gryfon? Nikt inny. Zignorował jednak chęć, która go ogarnęła. Później się nad nim poznęca, a póki co lepiej wyjaśnią sobie pewne sprawy, zanim Potter dostanie jakiegoś ataku nerwowego.

— Robisz to dla szlamy, tak? — zapytał. — To jej rodzice zginęli w ostatnim ataku i to kazało ci stwierdzić: Harry Potterze, musisz użyć swoich niezwykłych umiejętności i pomóc przyjaciołom. Oczywiście postanowiłeś przybiec z tym do mnie, sądząc, że jestem wystarczająco zidiociały, by dać się wciągnąć w tę grę.

— Zrobisz to czy nie?

Draco nie zastanawiał się długo. Zamiast tego uśmiechnął się tajemniczo i skinął głową, przyjmując propozycję Gryfona.

— To nie będzie proste, Bliznowaty, i jeśli przez ciebie zostanę naznaczony, zamorduję cię. Ale daj mi pomyśleć, za dwa dni ci odpowiem.

Egocentryczny jak zawsze… Draco odwrócił się i bez słowa wyszedł z sali, zostawiając w środku kompletnie zaskoczonego Harry'ego.

ooOooOoo

Był przerażony swoją decyzją, ale jednocześnie dumny z odwagi, jaką się wykazał. Po pierwsze trzeba teraz znaleźć sposób, by jakoś ustabilizować ich relację, na resztę przyjdzie czas później.

Blaise patrzył na siedzącego na trybunach boiska do quidditcha Draco, którego spojrzenie zdawało się być zagubione gdzieś na niebie. A taki zamyślony wyraz twarzy jego przyjaciela nie wróżył dobrze. Zabini bez słowa podszedł do Draco i usiadł obok, gotowy potowarzyszyć mu w tym, co go trapiło. Zobaczył, że chłopak kątem oka rzuca mu szybkie spojrzenie, po czym wraca do obserwowania nieba, jakby od tego zależało całe jego życie.

— Draco, wszystko w porządku?

Chłopak skinął głową i wpatrzył się we własne dłonie.

— Myślę o tym, czy nie dołączyć do Kręgu, Blaise — szepnął. — Rozmawiałem już z ojcem. Zgodził się.

— Dlaczego chcesz to zrobić?

Draco nie przerwał kontaktu wzrokowego, który wcześniej zainicjował. Nie miał nic do ukrycia.

— Potter chce mieć szpiega.

— I poprosił ciebie. Wzruszające — powiedział Zabini podniesionym tonem. Paradoksalnie, choć całkowicie ufał decyzjom Draco, nie ufał Potterowi i nie miał zamiaru trzymać tego dla siebie.

Draco wybuchnął śmiechem.

— Ostatecznie to nie taki zły pomysł, Blaise. Trzeba dać Bliznowatemu mały kredyt zaufania. W końcu żadnemu członkowi Zakonu to nie przyszło do głowy, wszyscy wciąż ufają Snape'owi, choć nie jest on całkiem dobrym źródłem informacji. To chyba nie jest sprzyjająca opcja. — Głos Draco był łagodny, gładki, wręcz jedwabisty, choć brzmiał też bardzo niebezpiecznie, jakby chłopak komuś groził.

Blaise domyślił się, o czym mówił Draco. Snape nie był już tak ważnym członkiem Kręgu, a jego zażyłe relacje z Malfoyami nie znaczyły, że miał bezpośredni dostęp do Voldemorta. Czarny Pan wymagał całkowitego posłuszeństwa, a Snape tak nie działał.

— Potter? Muszę przyznać, że masz rację, Draco, ale naprawdę chcesz dla niego ryzykować? Przecież nienawidzicie się od momentu, w którym publicznie odrzucił twoją propozycję przyjaźni.

Draco skrzywił się.

— Nie wiem — odparł i przypomniał sobie zdecydowane spojrzenie Pottera, kiedy narażał się jemu, Draco Malfoyowi, dla szlamy… przypomniał sobie swoją nienawiść do Voldemorta. — Z jednej strony nienawidzę Pottera, zawsze tak było i nie chciałbym, żeby to się zmieniło. Odpowiada mi to, jak jest teraz, ale z drugiej strony nienawidzę też Czarnego Pana i tego, że traktuje mojego ojca jak niewolnika… Może się pozabijają nawzajem, to byłoby godne zobaczenia.

— Więc ja też to zrobię, Draco. Dla ciebie. Mogę się przyłączyć do Czarnego Pana, nie obchodzi mnie to.

— Nie bądź głupi, Zabini. To moja misja, nie twoja. I to, czy się zgodzę, to moja rzecz. Nie chcę, byś mieszał się w moje sprawy.

ooOooOoo

Postanowili spotkać się nad jeziorem, a przynajmniej tak chciał Draco, więc Harry odesłał mu wiadomość na notce, którą otrzymał rano. Ślizgon od dwóch dni wydawał się jakiś nieobecny i teraz Ron zastanawiał się, co też on może planować.

— To podejrzane, że ten gad zachowuje się, jakby nic się nie stało. Myśli, że kogoś oszuka?

— Daj spokój, Ron — poprosił Harry, wiedząc, że Hermiona wciąż nie otrząsnęła się z szoku po śmierci rodziców.

Nikt nie chciałby dowiedzieć się, że jego rodzice zginęli z powodu idiotycznych ideologii, szczególnie jeśli nie mieli z nimi nic wspólnego, skoro byli mugolami. Świadomość tego bardzo bolała Hermionę. Oczywiście reszta grupy zignorowała wiadomość o ataku na niemagicznych i wszyscy sądzili, że Hermiona denerwuje się egzaminami, do których zresztą wciąż było mnóstwo czasu. Teraz dziewczyna, ignorując błagalne spojrzenie Harry'ego, oddaliła się od nich i usiadła w odległym kącie, gdzie zajęła się jakąś lekturą, odmawiając jakiegokolwiek jedzenia.

— Zdaje mi się, że przesadza — powiedział Ron. — Nie uważasz, Harry?

Ale spojrzenie zielonych oczu wyrażało coś więcej niż rozdrażnienie. To była czysta złość, na widok której rudzielec cofnął się o krok.

— Wybacz, ale to dla niej ciężki czas.

I Harry, podobnie jak Hermiona, ignorując Rona, wyszedł z Wielkiej Sali. Tak, Ron był jego najlepszym przyjacielem, ale nie dlatego chciał mu powiedzieć o tragedii, jaką przeżywała Hermiona. Wiedział jednak, że dziewczyna nie chce litości. Dlatego też zrobi to, co musi zrobić, i wbrew swoim prywatnym uczuciom pospieszy na spotkanie ze swoim najgorszym wrogiem, mając nadzieję, że Draco Malfoy nie zawsze myśli tylko o sobie.

ooOooOoo

Profesor Lupin zatrzymał Harry'ego w drodze nad jezioro.

— Mam nadzieję, że to, co robisz, jest uzasadnione, Harry.

Chłopak poderwał się, zaskoczony. Czyżby Malfoy był taką paplą, że wszystkich już poinformował o tym, że zastanawia się, czy nie połączyć z Gryfonem sił przeciwko Voldemortowi?

— A co robię?

— Projektujesz w sobie współczucie dla Hermiony. Ale wiedz, że to, co ona przeżywa, to nie to samo, co się działo z tobą. Weź pod uwagę to, że ty straciłeś rodziców, będąc niemowlakiem, a ona przeżyła ze swoimi o wiele dłużej — wyjaśnił mężczyzna.

Harry skinął głową. Zupełnie nie o to tu chodziło. On naprawdę chciał pomścić wszystkie te niesprawiedliwe śmierci, które zdarzyły się, odkąd pojawił się Voldemort.

— Wiem, profesorze. — powiedział, po czym skłonił krótko głowę i odszedł bez zbędnych słów.

ooOooOoo

Szare oczy, w których błyszczały jakieś dziwne emocje, których Harry nigdy wcześniej nie widział, wpatrywały się w Gryfona, gdy ten obserwował Draco wyczekująco, chcąc usłyszeć pozytywną odpowiedź na swoje pytanie. Harry nie naciskał, to nie przyniosłoby nic dobrego. Jedynie jeszcze więcej kłótni niż normalnie.

— W porządku, Potter, przede wszystkim… Dobry wieczór — zaczął Draco z cieniem satysfakcji na twarzy. Trzymanie Pottera w niepewności było samą przyjemnością. W końcu Gryfon nie może go do niczego zmusić ani naciskać, skoro decyzja o tym, co będzie z planem, znajduje się w jego rękach.

— Dobry wieczór, Malfoy.

— Rozmawiałem z ojcem… omijając oczywiście pewne szczegóły, jak na przykład to, że robię to z twojego powodu i z powodu twojej manii ratowania tych, którzy tego nie potrzebują. Powiedział, że mogę dołączyć do Kręgu. Ale żeby to zrobić, muszę otrzymać Znak.

— Zrobisz to? Zostaniesz moim kontaktem?

Draco wywrócił oczyma.

— Nie ułatwiasz mi — powiedział. — Ale może chociaż oboje, ty i Czarny Pan, zginiecie w walce, a ja wyzwolę się od dwóch najgorszych osób, jakie znam.

— Nie obchodzi mnie rezultat, jeśli tylko mi pomożesz.

Draco skinął głową.

— Skoro tak chcesz. Ceremonia inicjacji powinna odbyć się w przyszłym tygodniu. Co mam zrobić potem?

Harry spojrzał na niego zdumiony. Czy Draco mówił o tym, o czym on myślał? Cóż, najwyraźniej Ślizgon nie był taki zły, jak chciał, żeby wszyscy sądzili, że jest. By zrobić coś tak ważnego, trzeba mieć ogromne pragnienie zwycięstwa.

— Czy nie mówiłeś, że nie dasz się naznaczyć?

— Daj sobie spokój i powiedz, co mam potem zrobić. To nie jest gra, Potter. To wojna, a ja przez ciebie igram z ogniem — powiedział Malfoy, patrząc na Gryfona ostro. Tak, jak patrzyłby na Harry'ego Lupin, gdyby znał jego plan. Harry uśmiechnął się na myśl o tym porównaniu. — Więc?

— Najpierw dostań się do Kręgu, a potem powiem ci, co dalej.

— Jak chcesz. — Draco odwrócił się pięcie, ale zanim odszedł, dodał jeszcze: — Za tydzień, w tym samym miejscu.

Gryfon skinął głową na znak zgody. Zrobią to, dla dobra swoich rodzin. Tak jest najlepiej, prawda? Pomagać tym, których się kocha, i jakoś przełykać gorycz wojny.


Zil - Harry tak naprawdę wciąż jest dzieckiem, tylko że ta odpowiedzialność, którą wszyscy na niego zrzucają zaczyna mu bardzo ciążyć. Mimo to czuje się zobowiązany do tego, by wypełnić oczekiwania całego świata, dlatego musi dorosnąć, nawet wbrew swojej woli. Choć mnie osobiście przeraża nieco to, w jaki sposób dorasta i gdzie go to prowadzi. Zdecydowanie nie jest łatwo być Chłopcem-Który-Przeżył.

ewa - Harry'emu bardzo ciężko było powiedzieć Hermionie o tym, co się stało, przede wszystkim dlatego, że jej sytuacja trochę przypominała mu o śmierci jego rodziców i o tym, co sam czuł mimo upływu lat. Jeśli przeczytałaś, już wiesz, co to za sprawa, z jaką Harry przyszedł do Draco. Raczej nietypowa, ale może dzięki temu chłopcy wreszcie wypracują jakiś sposób koegzystowania bez wiecznych wojen. A może nie... :D

Loczek123 - ależ proszę bardzo, oto ciąg dalszy. Cieszę się z kierunku, w jakim wędrują Twoje odczucia względem Ogniwa. Oby tak dalej :)