PART 3
Pomieszczenie pogrążone było w mroku, który rozświetlał jedynie niebieskawy blask komputerów. Ciszę mącił regularny stukot klawiszy. Obrazy i liczby przemykały pospiesznie po ekranie, ale obserwujące je oczy były skupione i uważne. Gdy natrafiały na coś istotnego, ruch na wyświetlaczu zamierał na moment, by po chwili znów powrócić do swojego rytmu.
Czując palącą potrzebę płynu, mężczyzna sięgnął na oślep po stojący na biurku kubek, przykładając go do ust. Mruknął z niezadowoleniem, gdy okazało się, iż kawa, która powinna tam być, magicznym sposobem wyparowała. Przeciągnął się, czując, jak strzelają mu kości i zamarł, słysząc pukanie do drzwi.
Nikt nie powinien go odwiedzać, nikt nawet nie powinien znać tego adresu. Kto zatem dobijał się do jego mieszkania? Takich ludzi mogło być wiele i to takich, z którymi na pewno nie chciałby mieć do czynienia. Głęboko zakorzeniona paranoja nakazała mu chwycić za leżący w zasięgu ręki pistolet i dopiero wtedy wstał, idąc w stronę korytarza. Zerknął przez wizjer, lecz niechciany gość stał tak, iż niewiele mógł zobaczyć. Przez chwilę się wahał, lecz przekręcił zamki i uchylił drzwi.
- Jakie miłe powitanie, jestem pod wrażeniem!
- Co ty tu, kurwa, robisz? – warknął Kagami, ze złością patrząc w tę parszywą mordę Aomine, który wyglądał na naprawdę ubawionego.
- Przyszedłem na herbatkę? Żartuje, przyszedłem na seks, herbatka może być potem – parsknął, wchodząc do mieszkania. Kagami był tak wkurzony i zaskoczony jego obecnością, że cofnął się w tył. Widząc, jak Daiki ściąga buty warknął pod nosem i wrócił do pokoju.
- A ty jeszcze nie pozbierany? Jak można spać do tej godziny? – Aomine opadł na niepościelone łóżko.
- Jeszcze się nie kładłem – mruknął, skupiając się na przeglądanych plikach.
- Hęę? – Daiki uniósł brew. Faktycznie Kagami nie wyglądał bynajmniej jakby dopiero co wstał z łóżka. Wciąż miał na sobie ubranie z dnia poprzedniego, a na twarzy napięcie sygnalizujące brak snu. Jakież poświęcenie dla sprawy…
- Czy w tej norze można coś zjeść? Ugotowałbyś coś do żarcia – ziewnął, rozglądając się po pokoju. Właściwie prócz zbędnego minimum nie było tutaj nic. Szafa, łóżko, szerokie biurko z komputerami i sprzętem, którego przeznaczenia Aomine nie pojmował. Żadnych osobistych rzeczy, nawet zasłony w oknach były po prostu zwyczajnie brązowe.
- Czy ja ci wyglądam na pieprzoną kucharkę? – warknął Taiga, nawet na niego nie patrząc. – Kuchnie masz tam, jak chcesz żreć, to sobie zrób.
- To tak się traktuje gości?
- Morda, pracuje, debilu, nie zawracaj mi gitary.
- Z twoją gitarą to byśmy mogli zrobić to i owo… - parsknął, a Kagami obrócił się na krześle, łapiąc za pistolet.
- Albo się przymkniesz, albo wpakuje w ciebie cały magazynek, kurwa twoja mać!
- Masz w ogóle pozwolenia na to cacko? – Uniósł brew.
- Gówno cię to powinno obchodzić. Jak przyszedłeś mnie wkurwiać, to spierdalaj.
- Jak przystało na dobrego funkcjonariusza policji, powinno mnie to baaardzo obchodzić – zauważył wstając i kierując się do kuchni. Kagami parsknął rozbawiony pod nosem.
- Jasne, ty i dobry glina, chyba nie w tym świecie.
- Dobrze wiem, że lubisz tę zabawę w dobrego i złego glinę.
Kagami wzdrygnął się słysząc pomruk tuż przy uchu i czując rękę, która ciężko spoczęła na jego karku. Zachowując kamienny spokój, spojrzał w bok na twarz Aomine, w którego oczach migały te cholerne kurwiki, które tak go wyprowadzały z równowagi.
- Mówiłem, żebyś mnie nie dotykał – wycedził, mrużąc oczy.
- Naprawdę? – Jego usta wygięły się w aroganckim uśmieszku, a dłoń wolno przesunęła się po napiętym karku. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, aż Aomine z satysfakcją zauważył w oczach Kagamiego błysk, na który czekał.
Zaśmiał się i klepnął go w policzek, wywołując tym głośne warknięcie Taigi.
- Spokojnie, księżniczko, już ci mówiłem, że to ty przyjdziesz do mnie! – zawołał ubawiony, znikając w kuchni.
Kagami zacisnął zęby, wbijając wzrok w ekran komputera. Jebany Aomine, powinien mu odstrzelić w końcu ten parszywy łeb.
Tymczasem Aomine zajął się myszkowaniem w lodówce. Doskonale pamiętał, że Kagami może i był debilem, ale gotować potrafił zajebiście. Czemu ten kretyn zajął się komputerami a nie kucharzeniem na pełen etat? Daiki tego nie pojmował, za to poważanie zastanawiał się, czy nie zmusić go do zostania jego prywatną gosposią. Wszędzie, kurna, czysto, nawet w tej cholernej kuchni, a do tego żarcie niebo w gębie, no jak tu marnować taką okazję?
Zajrzał pod przykrywkę rondla, a dostrzegając tam ryż z mięsem i warzywami uznał, że to w pełni zasługuje na bycie jego posiłkiem. I nie mylił się, normalnie, kurwa, raj.
Po jakimś czasie, szurając stopami, do kuchni wszedł Taiga, bez słowa podchodząc do kredensu i włączając czajnik w wodą.
- Smacznego, kurwa, dzięki za zeżarcie obiadu – mruknął, płucząc kubek nad zlewem.
- Zajebiście dobry. – Aomine pokiwał z uznaniem głową, pakując do ust kolejną porcję.
- Nie zamierzam cię karmić – warknął, wsypując kawę do kubka i zalewając ją wrzątkiem.
- Spokojna twoja rozczochrana, oddam w naturze. – Uśmiechnął się szeroko, gdy Kagami wbił w niego zirytowane spojrzenie. Jednak nie skomentował tego, tylko przymykając na moment oczy, zacisnął zęby i wyszedł. Aomine włożył pusty talerz do zlewu i podążył za nim. Popijając kawę, Kagami gapił się na komputer.
- Trafiłem na kilka rzeczy – mruknął pod nosem, kręcąc w dłoni kubkiem, a płyn w środku wirował jednostajnie. – Nie bardzo trzyma się to wszystko kupy i nawet nie wiem, czy ma jakikolwiek sens.
- Włamałeś się do komputera Satsuki? – Oparł się o ścianę, chowając dłonie do kieszeni, a Kagami pokiwał głową, odstawiając kubek na biurko.
- Dużo tam osobistych rzeczy. Dobrze wiedzieć, że są baby, które jarają się pedałami – uśmiechnął się krzywo. – Nie ważne. Zajmowała się wieloma rzeczami. Statystyki, które tam znalazłem, pokrywały się z tym, co znalazłem w jej pracowni, ale nie dotyczyły tylko firmy, w której pracowała i to mnie zastanawia. – Zmarszczył brwi.
- To znaczy?
- Ogólnie Tokage Company jest jednym z największych twórców oprogramowań. – Przysiadł na krześle, przeczesując w zamyśleniu włosy. – Na ich systemach opiera się wiele firm, baz danych i zabezpieczeń. Są na rynku od kilku ładnych lat i działają bez zarzutów. Chodziły słuchy, że prowadzą nielegalne działania. Kilka lat temu miały miejsca ataki na krajowe bankowe zabezpieczenia i podobno miał to być wirus, który współtworzyli, ale tak właściwie nic nie udowodniono i wszystko przycichło. Z tym że to, w czego posiadaniu była ta Momoi… - Sięgnął, po leżące na biurku kartki. – To co znalazłeś, ten projekt systemowy… To obstawia wszystko, czaisz? Nie tylko banki, nie tylko udostępnia serwery, ale jest bazą dla wszystkich firm państwowych, prywatnych, nawet dla komunikacji miejskiej, nawet dla cholernych bibliotek w podstawówkach – parsknął.
- I co w związku z tym? – Aomine uniósł brew.
- Co? Ogarnij to, do licha! Jedna firma mająca wgląd do wszystkiego, do twojego konta bankowego, twojej karty zdrowia, wiedząca czy wypożyczasz bajki dla dzieci czy porno, co jesz na pierdolone śniadanie, wszystko, totalnie wszystko.
- I ktoś ot tak by się na to wszystko godził? Żeby jedna firma zajmowała się tym wszystkim?
- Komputery i ogólnie sieć internetowa jest czymś, co ciężko ogarnąć. – Oparł się wygodnie. – Rejestrując się gdziekolwiek, nawet nie masz pojęcia, kto ci to udostępnia. Czysto teoretycznie to jest możliwe, by jedna potężna firma miała wyłączność, kwestia dochodów i dominowania rynku. Przypuszczam, że nie weszło to w życie, z tego, co wywnioskowałem, to na razie tylko projekt, ale taki, który ma zostać zrealizowany.
- Aha i co ma piernik do wiatraka?
- Weź popatrz na to jak glina – warknął zniecierpliwiony. – Masz firmę, która ma w planach zdominowanie rynku na tylko i wyłącznie swoje usługi, w co wchodzą najważniejsze ośrodki w państwie. Masz pogłoski, że ta firma była współtwórcą wirusa…
- Wiem, co to znaczy, nie musisz mi tego tłumaczyć – prychnął. – Jak to się wiąże z tym, że Satsuki nie żyje? Każda poważna firma zabija swoich pracowników?
- Nie – burknął.
- Właśnie. Czyli jednak nie są tacy czyści, na jakich wyglądają.
- Zakładając, że te wszystkie pogłoski były prawdą.
- Więc załóżmy – uśmiechnął się ironicznie.
- Ale to nie wszystko. Z tego co wiem, pracowała tylko w tej firmie, tak? Bo prowadziła też statystyki, dla zupełnie innych firm. Był tu jakiś szpital, rafineria, kilka fabryk technicznych, hm…
- Może brała jakieś zlecenia? A na tej karcie, którą dostałeś od Imayoshiego co było?
- Jeszcze nie złamałem do niej dostępu, zająłem się komputerem. – Przysunął się do szuflady i wyjął z niej adapter, do którego wsunął kartę i podpiął go do komputera. Przez chwilę słychać było tylko szybkie klikanie klawiszy. Aomine nigdy by nie powiedział, że taki debil jak Kagami nadaje się na bycie hakerem. Jednak przy pracy to skupienie na twarzy i biegłość w wyciąganiu informacji robiła, chcąc nie chcąc, wrażenie.
- Chwilę to potrwa – poinformował, przeciągając się. – A ja muszę pomyśleć. – Wstał, kierując się do łazienki.
- Może ci potowarzyszyć? Plecki ci umyję. – Daiki uśmiechnął się półgębkiem, odprowadzając Taigę spojrzeniem.
- W twoich, kurwa, snach. – Zatrzasnął z hukiem drzwi. Aomine parsknął śmiechem, jednak szybko skoncentrował się na tym, co mu Kagami powiedział.
Och, jasne, należał do tej części szarego ludu, który nie przywiązywał wagi do tego, kto i co mu udostępnia i na jakich warunkach, ale to, co przedstawił Taiga nawet jego niepokoiło. To śmierdziało nawet gorzej niż inwigilacją. A po prostu władzą nad wszystkim. Zastanawiał się, jaka była w tym rola Satsuki. Skoro została wtyczką, a do tego zginęła, było jasne, że wiedziała coś istotnego i to jej się nie podobało. Pozostaje jeszcze kwestia tych analiz. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek wspominała o tym, że pracuje jeszcze gdzieś indziej. Praca w Tokage tak ją absorbowała, że raczej nie miała za wiele czasu na życie prywatne, a co dopiero na branie jakiś dodatkowych zleceń. Jak to się zatem wiązało ze sobą? Frustrowało go, że zabójca Momoi znajduje się coraz dalej od niego i nie zapowiada się, by prędko na niego trafili… Wściekłość i rozgoryczenie, które w nim siedziało z powodu śmierci przyjaciółki nie malała ani o jotę, miał wrażenie, że tylko się potęguje, że fakt, iż są w ciemnej dupie wywołuje w nim dodatkową agresję. Ale nie czas teraz na to, wyżyje się na gnoju, który to zrobił, jak tylko go dorwie, teraz najważniejsza była sprawa, którą się zajmują.
Oderwał się od swoich rozmyślań, słysząc trzask drzwi. Wszelkie myśli rozwiały się w nicość, zastąpione przewrotnym zadowoleniem. Kagami nadal wyglądał, jakby spędzał swoje życie trenując. Oparł głowę o ścianę, przyglądając się spod zmrużonych powiek, jak Taiga przymierza pokój w kierunku szafy, zapewne by znaleźć coś, co założy na grzbiet. Poczuł, jak przechodzi go dreszcz, gdy po raz kolejny miał okazję zobaczyć pełne blizn plecy Kagamiego. Wiedział, że zanim Taiga zaczął babrać się w ciemnym światku, pracował jako strażak, a owe blizny były pamiątką po jednej z akcji w jakich brał udział. Nie miał pojęcia, dlaczego nigdy nie wrócił do zawodu, czy była to trauma, czy może coś innego. Nie wnikał. Jednak widok tych blizn budził w nim jakiś niezrozumiały, pierwotny instynkt, który nakazywał czujność przy takim osobniku. To było jak ze stadem - im bardziej pokiereszowany osobnik tym większe budzi emocje u innych, większą chęć walki, większe podniecenie…
- Nie gap się na mnie, jakbyś chciał mnie zeżreć – warknął Kagami, zakładając czarny podkoszulek. Aomine nawet nie wiedział, że się uśmiecha, a już na pewno nie miał pojęcia, czym goreją jego oczy.
- Nie do końca to chodziło mi po głowie, ale…
- Nie kończ! Nie kończ, kurwa, nie chce tego słyszeć!
- I co się tak spinasz, cukiereczku? – zamruczał. Cholera, zastanawiał się, czy to na pewno był dobry pomysł, żeby razem pracowali. Z tym głąbem było zbyt dobrze, stanowczo zbyt dobrze, by potrafił się należycie skoncentrować. W każdym razie do czasu, aż go dorwie, bo im bardziej ten kretyn wierzga, tym bardziej miał ochotę złapać go za kark.
- Zacznij myśleć mózgiem, a nie fiutem! – Usiadł z rozmachem na krześle. – Potrzebujemy kilku informacji.
- Wiem, dlatego pojedziemy sprawdzić policyjne raporty i rejestry ze sprawy, jaką mieli – przerwał mu.
- Mogę to zrobić stąd – mruknął, ze zmarszczonymi brwiami przyglądając się komputerowi.
- Chcesz postawić cały komisariat na nogi, ćwoku? Potem ja się będę, kurwa, tłumaczył, że ci się dupska ruszyć nie chciało.
- I pomyśl, co mnie to interesuje – parsknął. – Ale mam dostęp do tej karty. Jest tutaj ten sam projekt. Hm, sporo danych tekstowych, wydaje mi się, że to mogło być do przekazania dalej. Trzeba by na spokojnie przeczytać to wszystko.
- Później, najpierw załatwmy sprawę na komendzie.
- Czy gliny nie mają naprawdę nic do roboty? – mruknął Kagami, gdy przemierzali korytarze komisariatu. Funkcjonariusze szwendali się między gabinetami, boksami i automatem z kawą, ewentualnie ze znudzeniem pracując na komputerach. Normalnie gorzej niż muchy w smole, zero życia w tym narodzie.
- Nie każdy ma tak beztroskie życie – parsknął pod nosem. – Są kretyni od latania za przestępcami i są kretyni od papierkowej roboty.
- A ty którym kretynem jesteś? – Uniósł ironicznie brew.
- Ja, mój drogi cukiereczku, nie jestem kretynem. Tutaj. – Otworzył drzwi oznaczone numerkiem 58 i wszedł do środka.
- Możesz tak do mnie nie mówić? Wkurwia mnie to – warknął Taiga wchodząc za nim do archiwum.
- Fascynujące – mruknął, poświęcając swoją uwagę komputerowi.
- Mówiłem, że mogliśmy to zrobić bez wychodzenia – burknął po chwili Kagami, opierając się o regał zawalony teczkami i aktami.
- Wybiórcze informacje mnie nie interesują – odpowiedział Aomine, marszcząc brwi. Sięgnął po kartkę i zapisał ciąg liter i cyfr.
- Myślał by kto jaki dokładny pan policjant – prychnął pod nosem, przyglądając się, jak Daiki znika między regałami. Podszedł do komputera i przez chwilę studiował informację na temat sprawy Tokage Company. Ponad trzy lata temu z ich komputerów ktoś przypuścił atak na zabezpieczenia bankowe. Samej firmie nic nie udowodniono, wina spadła na jakąś grupkę hakerów, która włamała się na ich serwery. Wszystko spoko, tylko czy jakaś samozwańcza grupka hakerów włamałaby się do systemów firmy, chcącej tak znacznie zdominować rynek swoimi usługami? Właściwie informacje zawarte w tym policyjnym opisie nadal nic nie wyjaśniały.
- Czy nie moglibyście prowadzić trochę bardziej szczegółowych raportów? – spytał Kagami, przesuwając stronę w dół i czytając opis wyroku.
- Dlatego właśnie kazałem ruszyć ci dupsko z tej twojej nory – odparł Aomine, wychodząc z pomiędzy regałów z szarą teczką w rękach. – I co my tu mamy… zarzuty, zarzuty, wyroki. Ha, skazali ich tylko na pięć lat, ale to ciekawe, że każdy z nich zmarł, zanim wyszedł z więzienia.
- Pokaż to. – Wyrwał z jego rąk teczkę. – Kto to w ogóle był? Kompletnie nic mi nie mówią te nazwiska. Dwadzieścia, osiemnaście, dwadzieścia jeden lat… I takie szczyle włamały się im na serwery? Majątek, lista filii, zatrudnieni, bla, bla, lista…. Czekaj, czekaj… - Kagami wyjął kartkę z listą pracowników Tokage Company i przez chwilę studiował ją z uwagą. – Kazuya Hara, jego znam, jest dość znany na czarnym rynku. Czy oni wiedzą kogo zatrudniają? Ciężko na niego trafić, raczej nam nie pomoże. Ale jego moglibyśmy namierzyć – postukał palcem w nazwisko „Hanamiya" – jest geniuszem, jeżeli chodzi o programowanie. Aż dziwne, że u nich pracował, jest raczej dość samozwańczym twórcą, robiącym tylko zlecenia. A do tego nie jest tajemnicą, że tworzy wirusy i to dość paskudne, działają jak pajęcza sieć, ciężko sobie poradzić z tym cholerstwem. I czy to jest, do diabła, firma zatrudniamy-hakerów-zgłoś-się-do-nas-już-dziś? – prychnął.
- Nie wiem, ale coraz mniej mi się to gówno podoba – mruknął, marszcząc brwi.
- A ja czuję, że to gówno będzie naprawdę gigantyczne. Nienawidzę takich śmierdzących spraw. – Skrzywił się, zamykając teczkę. – Coś jeszcze chcemy?
- Nie. – Daiki pokręcił głową, kierując się do wyjścia. – Trzeba namierzyć tego Hanamiyę, czy jak mu tam było i przepytać.
- To zajmij się tym, to twoja działka. – Wzruszył ramionami.
- To jest nasza sprawa, kochanie, nie ja tu jestem podobno geniuszem komputerowym.
- Wzruszające komplementy – prychnął. – Ale nie będę odwalał twojej roboty.
- To jest nasza robota, debilu i nie wkurwiaj mnie. – Pchnął go w ramię, a Taiga posłał mu wkurzone spojrzenie. – W ogóle to mówiłem ci, że nasz złodziejaszek się znalazł?
- No szlag mnie trafi z tobą! Najpierw nasza sprawa, a informować mnie już nie łaska, zjebie? – warknął.
- Oi, oi i po co te nerwy, okres masz? – Uniósł z rozbawieniem brwi.
- Zajebe ci, no naprawdę ci w końcu wpierdolę.
- Czekam z utęsknieniem, ale może po pracy? Facet nazywa się Hayama Kotarou i jak na razie odmawia wyjaśnień, podobno po prostu włamał się do pierwszego lepszego mieszkania.
- Oczywiście, kurwa.
- Też tak sądzę, ale szczyl się przy tym upiera.
- To przyciśnijcie go, do diabła, niech zacznie gadać.
- To samo im powtarzam. – Wywrócił teatralnie oczami. – Spluwa do czachy i niech gada.
Kagami spojrzał na niego z ironią.
- Jesteś pojebany.
- To jest nas już dwóch, cukiereczku.
H.: Moje tempo pisania zaczyna mnie przerażać. :D I jeny, ja nad nimi nie panuję, robią co chcą i jak chcą, powaga, nie wiem, co to dalej wyjdzie. Q_Q
