Kolejne dwa tygodnie minęły spokojnie, a Severus był już niemal całkowicie pewien co do tożsamości wilka ze snu. Zbyt dobrze znał to umaszczenie, by pomylić go z kimś innym. Dlatego też niezmiernie się zdziwił, słysząc informację, którą wygłosił Albus przy śniadaniu pewnego deszczowego wtorkowego poranka.

- Wiecie, że Remus wrócił wczoraj z Włoch? – zapytał spokojnie dyrektor, ściągając na siebie zdziwione spojrzenia. – Teodorze, podasz mi ten półmisek z kiełbaskami? O, dziękuję ci bardzo.

- Dlaczego nie poinformował wcześniej, że wraca? – zdziwiła się Minerwa.

- Nie mam pojęcia. Dziś o świcie dostałem od niego sowę. Pisze, że ma się dobrze i na razie zatrzymał się u Nimfadory.

- Mowa o Remusie Lupinie? Tym waszym wilkołaku? – upewnił się Teodor akurat w chwili, gdy Filius wkroczył do Wielkiej Sali.

Mały profesor, w przeciwieństwie do pozostałych duchów Hogwartu, nie płynął w powietrzu, a uparcie chodził, unosząc się jakieś dwa cale nad podłogą. Uważał, że z chwilą, gdy zacznie sunąć nad ziemią jakaś jego część przestanie być Filiusem Flitwickiem i w pełni stanie się bezimiennym duchem. Co oczywiście nie będzie miało miejsca, póki wszyscy dotychczasowi nauczyciele nie odejdą z tego świata. Filius jednak uparcie trwał przy swoim i trzymał się ziemi, jak tylko się dało.

- A co się dzieje z Remusem? – zapytał z ciekawością, wskakując na krzesło obok swojego przyjaciela. Chociaż od jego śmierci minęło już trochę czasu, do tej pory nikt nie potrafił pojąć, jak on to robił.

- Wczoraj wrócił do Anglii – odpowiedziała Minerwa zamiast Albusa, który właśnie włożył sobie do ust jajko z majonezem, brudząc sobie przy tym brodę.

- Jak to wrócił? – zdziwił się Filius niezmiernie. – To znaczy, dlaczego wcześniej nic nie mówił?

- Dowiemy się tego wieczorem – odparł Albus, gdy już przełknął. – Razem z Nimfadorą planują nas dzisiaj odwiedzić.

- A co ma do tego Tonks?

- Lupin u niej nocował – mruknął Teodor, otwierając kopertę, którą przyniosła mu sowa płomykówka.

Filius przez dłuższą chwilę przetrawiał zasłyszane informacje. Severus miał dziwne wrażenie, że mały profesor zbladł trochę. Biorąc jednak pod uwagę, że był duchem, takie stwierdzenie niekoniecznie było sensowne.

- Teo… - zaczął powoli Filius, a każde kolejne słowo coraz szybciej opuszczało jego usta. – Pamiętasz tę książkę, o której ci mówiłem? Widziałem ją dopiero co w bibliotece. Chodź, pokażę ci, która to.

Duch zeskoczył z krzesła i podreptał szybko w stronę wyjścia, oglądając się za siebie, by ponaglić przyjaciela, który powoli ruszył za nim. Severus zmarszczył brwi, zastanawiając się, w co Filius gra. Do tej pory zawsze lubił Lupina, a teraz ucieka gdzieś na samą wieść o jego przybyciu. Swoją drogą, ciekawe też było, że ta marna imitacja wilka pojawiła się akurat teraz i to właśnie u Tonks. Oczywiście wszyscy wiedzieli, że swego czasu łączyło ich coś więcej, a przynajmniej to wynikało z zachowania Lupina. Nimfadora tymczasem zdawała się zupełnie nie zauważać prób zwracania jej uwagi na tę kupę futra.

Mimo wszystko Severus nie potrafił zrozumieć jednej rzeczy. Wszystko wskazywało na to, że sen dotyczył Nimfadory i Lupina, ale… nie dość, że ten nocny wilk wyglądał potężniej i dostojniej, niż wilkołacza postać Huncwota, to jeszcze sny, ze wszystkich ludzi, prześladowały akurat jego! A przecież Severus nie był w żaden sposób związany ani z aurorką, ani z tym pchlarzem…

- Severusie, mam nadzieję, że nie będziesz dzisiaj dogryzał Remusowi? Przechodził ostatnio ciężki okres, więc chciałbym, żeby był przyjęty miło w naszym gronie – odezwał się Albus, przerywając rozmyślania młodszego czarodzieja.

Severus posłał mu spojrzenie mówiące, że może o tym jedynie pomarzyć, ale natrafił na stanowcze błyski w oczach dyrektora. Westchnął ciężko i sięgnął po dzbanek z kawą.

- Zobaczę, co da się zrobić – mruknął niechętnie, a w myślach zaczął układać kolejność eliksirów, nad którymi będzie eksperymentował wieczorem.

- I chciałbym, żebyś nie zamykał się w swoich kwaterach, tylko był tu z nami – dodał Dumbledore tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Mistrz Eliksirów spojrzał na niego morderczo, a Albus uśmiechnął się w odpowiedzi. Ostatnim, czego potrzebował, było znoszenie biednego, wymęczonego kudłacza, który nie radzi sobie z własnym życiem. Pokręcił z rezygnacją głową, burknął Albusowi, że stawi się wieczorem i udał się do swoich kwater, by uciec myślami od tego przeklętego pchlarza.

Kiedy kilka godzin później usłyszał ciche pukanie do drzwi swojej pracowni, kończył właśnie ulepszanie Veritaserum. Usprawnianie eliksiru prawdy zaczął już kilka lat temu, przed przybyciem do Hogwartu tego bękarta Pottera. W związku z brakiem postępów odłożył pracę na czas bliżej nieokreślony, aż w końcu na początku tegorocznych wakacji wrócił do eksperymentu. Nie potrafił powiedzieć, co się przez ten czas zmieniło, ale tym razem praca szła bez większych trudności.

Zmniejszył ogień pod kociołkiem, pozwalając, by prawie przezroczysta mikstura z delikatnym błękitnym blaskiem bulgotała leniwie. Według wyliczeń, które przeprowadził jakieś trzy tygodnie temu, eliksir powinien gotować się na wolnym ogniu przez najbliższą dobę.

Przeciągnął się, krzywiąc się przy tym, gdy poczuł ból w zesztywniałych mięśniach karku. Z kieszeni wyjął zegarek, który zapiął na prawym nadgarstku i podszedł do stolika w kącie, na którym czekał jego wiązany karwasz. Wsunął go powoli na lewe przedramię, ściągnął rzemień na tyle mocno, by karwasz nie przesunął się ani o cal, ale też na tyle luźno, by nie uciskał przedramienia i nie blokował dopływu krwi do dłoni. Machnął różdżką, by zawiązać magią rzemień i dopiero wtedy skierował się do drzwi.

- Severusie, nie zapomniałeś, że miałeś się stawić w Wielkiej Sali? – upomniała go Minerwa, gdy tylko uchylił drzwi.

- Oczywiście, że nie zapomniałem – oburzył się, a na twarzy wicedyrektorki pojawiło się zwątpienie.

- A wiesz, która jest godzina? – zapytała przymilnym tonem.

- Wyobraź sobie, że wiem. Za chwilę powinien być ob… - urwał, gdy spojrzał na zegarek. – Kolacja.

- No właśnie, a za niecałe piętnaście minut będą tu Remus z Nimfadorą, więc mógłbyś się ruszyć i iść na górę, nie sądzisz?

- Minerwo, wiesz dobrze, że wcale nie mam ochoty tam być.

- Wiem, Severusie, ale Albus chce, żebyś przyszedł. Domyślam się, że dlatego, że jutro będzie pełnia i chciałby, żebyś trochę go poobserwował.

- Jaki to ma sens, skoro teraz zajmuje się nim inny Mistrz Eliksirów?

- A jaki ma sens wyjeżdżanie od niego dwa dni przed pełnią?

Severus zastanowił się nad słowami przyjaciółki. W gruncie rzeczy nawet mu do głowy nie przyszło, że coś tutaj nie pasuje do reszty.

- Myślisz, że już jest wyleczony?

- Jakby był, to już by się nam tym pochwalił, a nie czekałby do spotkania. Mam dziwne wrażenie, że nie dogadał się z tym Mistrzem.

- A u którego właściwie był?

- Jeśli dobrze pamiętam, to u jakiegoś Alessia Torricelli'ego.

Na ułamek sekundy zapanowała cisza, a dosłownie moment później Minerwa spojrzała na niego, jak na wariata, gdy niespodziewanie wybuchł głośnym śmiechem. Cierpliwie odczekała, aż minie ten niespodziewany atak wesołości. Ku jej zdumieniu trwał on wyjątkowo długo.

- Możesz mi powiedzieć, co jest w tym takiego śmiesznego? – zapytała, gdy w końcu się uspokoił.

- Jakby to ująć… Obawiam się, że mają nieco… inne poglądy na pewne aspekty – odparł Severus z szerokim i wyjątkowo złośliwym uśmiechem.

- O czym ty, do licha, mówisz?

- Widzisz, Minerwo, tobie, na przykład, Alessio by raczej nie był skłonny pomóc.

Tajemniczy błysk w oku młodszego czarodzieja kazał Minerwie zastanowić się przez chwilę nad tym wszystkim. Po dłuższym czasie na jej twarzy pojawił się wyraz niedowierzania.

- Ty chyba nie chcesz powiedzieć, że on…

- Właśnie to chcę powiedzieć.

- Biedny Remus, naprawdę mu współczuję. Sądzisz, że wiedział, w co się pakuje?

- Szczerze mówiąc wątpię. Kto jak kto, ale Alessio nie chwali się tym na prawo i lewo. On woli najpierw poznać swoją ofiarę.

- Myślisz, że próbował… wykorzystać Remusa?

- Kto wie? Może właśnie dlatego wilkołak jest dzisiaj u nas, a nie na swojej antyfuterkowej terapii – odparł Severus z mściwym uśmieszkiem i skierował się do swojej sypialni, pozostawiając Minerwę z wyrazem niedowierzania wymieszanego z obrzydzeniem na twarzy.

Kilka minut później wkraczał już do Wielkiej Sali w swoich nieśmiertelnych czarnych szatach. Tradycyjny długi stół został zastąpiony okrągłym, stojącym prawie pośrodku Sali. Dokładnie naprzeciwko wejścia usadowił się Albus, po jego prawej ręce siedziała Minerwa, a z drugiej strony było wolne miejsce, które niezwłocznie zajął Severus. Prócz nich w pomieszczeniu byli jeszcze Teodor z Filiusem oraz Poppy. Reszta grona pedagogicznego wyjechała jakiś tydzień wcześniej, by cieszyć się drugim miesiącem wakacji wraz z rodzinami.

Severus nie zdążył nawet zabrać się do kolacji, gdy w sali wejściowej rozległ się potężny łomot. Dźwięk ten rozbrzmiał tak niespodziewanie, że Albus wylał na siebie prawie całą herbatę, którą właśnie wlał do swojej filiżanki. Dyrektor podskoczył z wrzaskiem, gdy gorący płyn chlusnął mu na nogi. Minerwa zaraz rzuciła się z różdżką, by mu pomóc, jednak na tyle się wiercił i wykręcał, że prawie wetknęła mu koniec swojej różdżki w oko. Teodor w tym czasie zadławił się kawałkiem kurczaka, a Filius odruchowo chciał poklepać go po plecach. Niestety umknęło mu, że jego ręka przeniknie ciało przyjaciela. Zimna esencja duchowa nie była najlepszym lekarstwem i zamiast pomóc, jedynie wywołała u białowłosego silne mdłości. Severus natomiast spokojnie napił się kawy i zaczął smarować kawałek chleba swoją ulubioną metką.

- Nic mi nie jest! – krzyknęła wesoło Tonks, pojawiając się niespodziewanie w drzwiach. Widok zamieszania przy stole nieco zbił ją z tropu. – Em, Albusie, przepraszam, ale przez przypadek przewróciłam zbroję. Mam nadzieję, że się nie gniewasz?

- Nie, spokojnie, moja droga, w końcu nic takiego się nie stało – odparł dyrektor nieco słabym głosem, a na twarz aurorki powrócił uśmiech.

Severus uniósł wzrok, by na nią spojrzeć. Skrzywił się wyraźnie na widok jej jaskrawo fioletowych włosów sięgających ramion. Bijąca od niej wesołość sprawiała, że w żadnym stopniu nie przypominała tej kobiety, którą Severus spotkał dwa tygodnie wcześniej w barze. Powodowała też, że człowiek przestawał przejmować się potężną ulewą za oknem. Mistrz Eliksirów był wyjątkiem. On, w przeciwieństwie do innych, zastanawiał się, co takiego brała bądź piła.

Zmarszczył brwi, gdy obok kobiety, jeśli można tak nazwać tę imitację aurora, stanął zapowiedziany wilkołak. Lupin, o ile to było w ogóle możliwe, wyglądał jeszcze gorzej, niż kiedy Severus widział go po raz ostatni prawie cztery miesiące wcześniej. Wychudł znacznie, wystające kości policzkowe próbował zamaskować słabym uśmiechem, a jego szaty były jeszcze bardziej poszarpane niż zwykle. Gdyby Mistrz Eliksirów nie był sobą, mógłby się przejąć losem przybyłego.

Oboje powoli podeszli do stołu, by przywitać się z mieszkańcami zamku. Albus starał się nie krzywić, gdy wstał, żeby uściskać ich oboje. Severus, w ramach obietnicy złożonej rano dyrektorowi, siedział i skupiał się na jedzeniu, by przypadkiem w jakiś sposób nie dogryźć wilkołakowi. Gdyby mu się cokolwiek wyrwało, w najlepszym razie skończyłoby się to krótką reprymendą od przełożonego, zaś w najgorszym… mina zbitego psiaka w wykonaniu Albusa znów by go prześladowała po nocach.

- Cześć, Sever! – rozległ się niespodziewanie irytujący głos Tonks tuż obok niego, gdy już skończyli wymieniać uprzejmości typu „jak minęła podróż?".

- Witaj, Nimfadoro –odparł spokojnie Severus, kładąc silny nacisk na jej imię.

- Jakbyś nie pamiętał, nie lubię, jak ktoś zwraca się do mnie po imieniu – powiedziała przez zaciśnięte zęby, siadając na krześle obok niego. Lupin zajął miejsce po jej drugiej stronie.

- Ależ ja doskonale o tym pamiętam… Nimfadoro.

Z satysfakcją obserwował, jak włosy aurorki błyskawicznie zmieniają kolor na czerwony. Chciał już otworzyć usta, by dodać coś jeszcze, gdy Albus kopnął go pod stołem. Udając, że nic się nie stało, posłał jej triumfujący uśmieszek i wrócił do swojej kolacji, nastawiając się na słuchanie najnowszych plotek ze świata. Obojętnie ile gazet prenumerował dyrektor, wciąż mu było mało nowych wieści.

- A więc, Remusie, co cię do nas sprowadza w… takim deszczowym czasie? – zapytała Minerwa, by odwrócić uwagę zebranych od Tonks mordującej wzrokiem Mistrza Eliksirów.

- Rozumiem, że chciałaś zapytać, co mnie tu sprowadza tuż przed pełnią? – odparł Lupin starając się uśmiechać lekko. – Mistrz Torricelli uznał, że powinniśmy sprawdzić, jak będzie się sprawował mój organizm w klimacie Anglii po terapii, jaką mi zafundował.

Severus prychnął z rozbawieniem, ściągając na siebie karcące spojrzenie Minerwy. Jakoś ciężko było mu uwierzyć w słowa wilkołaka.

- A jak się czujesz po tym leczeniu? – zapytał uprzejmie Albus.

Mistrz Eliksirów zaśmiał się w duchu, zauważając ukradkiem, jak Lupin spiął się lekko.

- Nie jest tak źle, jak się wydaje. Mistrz ma wiele mikstur, które pomagają w łagodnym przejściu przemiany. Ostatnio nawet pracował nad eliksirem, który ma całkowicie wyeliminować komórki krwi odpowiedzialne za przemianę.

- Za przemianę odpowiada DNA – wtrącił Severus, nie odrywając wzroku od swojej kawy.