Rozdział 3: Truchlejąc podczas przesłuchiwania
Robin warknął na stojącego przed nim komisarza policji. Zwykle bardzo pomagał Tytanom, ale dziś był zdecydowany nie pozwolić im odejść z Bestią.
— Robin, po prostu się martwię, dlatego zabierzemy go do wiezienia. Wiem, że twierdzisz, że wykonywał tylko rozkazy, ale to samo robiło wielu popleczników tego złoczyńcy. Podczas walki wyglądało, że nie daje wam rady, ale nie chcę ryzykować wypuszczenia brutalnego przestępcy z powodu prostego błędu.
— Rozumiem, ale zaufaj mi. Kiedy walczyliśmy, zatrzymał się natychmiast po tym, jak wziąłem pilota od właściciela magazynu. Nie sądzę, żeby był złym człowiekiem, ale nie będę wiedział, dopóki nie będę mógł go właściwie przesłuchać.
— A dlaczego nie możesz tego zrobić na posterunku?
— Bo jeśli mam rację, to chcę go zatrzymać w wieży na obserwacji i spróbować zmusić go, by pracował dla nas.
— Ale nie możesz po prostu…
Podbiegł do nich funkcjonariusz z grubą teczką w ręku.
— Proszę pana, znaleźliśmy w magazynie pokój z dokumentami. Odnalazłem informacje dotyczące zielonego chłopaka.
— Dobrze. — Komisarz skinął głową, zabierając teczkę od drugiego mężczyzny.
— Ale proszę pana, to dziwne. Nie był w aktach dotyczących wspólników ani ochroniarzy. Nie miał również nic wspólnego z klientami. Był wymieniony jako… broń. Jedną z przeznaczonych do sprzedaży. Był umieszczony pod identyfikacją produktu i zgodnie z księgą zakupu, jego nabywca miał przyjechać jutro, aby na niego spojrzeć.
Komisarz wpatrywał się w mężczyznę w szoku. Robin westchnął i doprowadził komisarza do porządku jednym z nietoperzowych spojrzeń.
— Widzisz? Ten chłopiec nie wyrządzi nam większej krzywdy niż skonfiskowana broń. Kiedy nie jest już w rękach przestępców, będzie nieszkodliwy, a może nawet przydatny. Możesz w to nie uwierzyć, ale będziemy mogli go wyszkolić, by walczył dla nas. Jeśli okaże się zły, to mamy więcej niż odpowiednią celę w wieży. Czy nawet standardowe więzienia mają odpowiednie środki bezpieczeństwa, które mogą zatrzymać zmiennokształtnego?
Komisarz i oficer spojrzeli na siebie i to był koniec tej dyskusji. Robin wziął teczkę z ręki drugiego mężczyzny.
— Wyślę ci później kopię.
Odwrócił się. Jego peleryna zatrzepotała za nim, gdy wychodził, pozostawiając wpatrującego się w niego pustym wzrokiem komisarza. Robin jechał swoim motorem po ulicach Jumpa, pędząc do swojej wieży. Jako porządny obywatel, zatrzymywał się na czerwonych światłach, wyciągając teczkę, gdy był zmuszony do stania. Kiedy w końcu dotarł do wieży, ponownie sięgnął po dokumenty i przeczytał tyle ile mógł, idąc do pokoju wspólnego, skupiając się na wszelkich informacjach, które od razu wydawały mu się istotne. Im więcej czytał, tym mniej mu się to podobało.
Kiedy wszedł do salonu, ujrzał zdenerwowanego Cyborga.
— Nareszcie, koleś! Gdzie byłeś?
— Przepraszam, zajęło mi to trochę. Gdzie są dziewczyny?
— Czekają w pokoju obserwacyjnym. Być może Raven tam medytuje.
Robin skinął głową i przewertował papiery.
— Czy zmiennokształtny już tam jest?
— Ta. Przykuty do krzesła i w ogóle. I lepiej się pośpieszmy i zacznijmy, zanim Gwiazdka ulegnie pokusie uściskania biednego dzieciaka. Wyglądał na przerażonego.
Robin mruknął z niezadowoleniem, gdy ujrzał dość paskudne zdjęcie blizny w teczce. Zaczął iść do pokoju przesłuchań.
— Czy razem z Raven zadbaliście o jego obrażenia?
— Tak. Nie ruszyła rany na jego boku, więc może trochę potrwać zanim się zagoi. Znalazłem mu coś do jedzenia, a Gwiazdka pobiegła do sklepu po ubrania. Dzieciak wygląda o wiele lepiej, ale…
Robin pokiwał w milczeniu głową, gdy dotarli do punktu docelowego. Z pewnością trochę potrwa, zanim nastolatek będzie wyglądał zdrowo. Zerknął na drzwi pokoju i westchnął. Naprawdę nie chciał traktować tego chłopca jak zwykłego zbrodniarza, ale wiedział, że prawdopodobnie był to najlepszy sposób na pozyskanie informacji. Chociaż jeśli te pliki były prawdziwe, to nie było najmniejszej szansy, by chłopak cokolwiek przed nim teraz ukrywał, bez względu na to, jak przeprowadzi przesłuchanie. Wymienił spojrzenia z Cyborgiem.
— Byłeś z nim przez pewien czas. Jak sądzisz, powinienem pójść sam, czy zareagowałby lepiej, gdybyś był ze mną w pokoju?
Cyborg spojrzał na drzwi. W jego ludzkim oku był widoczny lekki niepokój.
— Nie wiem… Sądzę, że pójdę z tobą, ale nic nie będę mówić, chyba że dzieciak zacznie wariować.
Robin przytaknął. Biorąc głęboki wdech, wyprostował się i wszedł pewnie do środka.
Bestia usiadł prosto na swoim miejscu, kiedy jego wrażliwe uszy po raz pierwszy zanotowały kroki zmierzające do pokoju, w którym się znajdował. Siedział sztywno wpatrując się w blat stołu, dokładnie tak jak go wyszkolono. W jakiś sposób udało mu się jeszcze bardziej wyprostować się, kiedy Mistrz Rob przekroczył próg. Spoglądał na nastolatka, który szedł z całą pewnością siebie. Cyborg, podążający za nim, stanął w kącie.
Szybko bijące z przerażenia serce Bestii zaczęło zwalniać swoje tempo do normalnego rytmu. Ten nastolatek chodził jak Mistrz. Ten Mistrz był pewny siebie i mający nad wszystkim kontrolę. Przyzwyczajony do wydawania rozkazów i do tego, że inni będą podążać za nim bez pytania i wahania. Był osobą obdarzoną autorytetem i chciał, by jego rozkazy były wykonywane. To było coś, do czego Bestia był bardziej przyzwyczajony. Wiedział jak postępować z tego typu osobami. Takie było jego życie. Jego strefa komfortu, nawet jeśli nie było to zazwyczaj przyjemnie życie, ale było znajome.
Robin przyjrzał się ciężkim kajdanom na nadgarstkach chłopca. Oczy ukryte za maską, skierowały się na blat stołu i małą postać zielonego nastolatka. Jego wzrok zatrzymał się na nieco starych i znoszonych rękawiczkach, zanim z aprobatą zauważył nowe ubrania. Nad dekoltem bluzy była widoczna blizna, a niewielki kieł wystawał spod dolnej wargi chłopca. Jego twarz została umyta, podobnie jak włosy, więc nie było na nich krwi. Robin nie widział wyrazu twarzy chłopca, którego głowa była pochylona w geście szacunku. Robin poczuł nieprzyjemne poruszenia w żołądku. Zignorował to uczucie i przybrał surowe oblicze, które można było ujrzeć u zwykłego zbrodniarza. Uderzył dłońmi o stół, będąc lekko zaskoczony, gdy chłopak nie podskoczył tak jak tego oczekiwał.
— Spójrz na mnie — rozkazał. — Chcę, żebyś patrzył mi w oczy, kiedy będę z tobą rozmawiał.
Bestia posłusznie wykonał rozkaz, nie będąc zupełnie zaskoczony. Kiedy podniósł wzrok, napotkał białą tkaninę maski Mistrza Roba. W środku poczuł rozbawienie, gdy pewna myśl pojawiła się w jego głowie: „Czy nie masz na myśli spojrzenie ci w maskę?" Nigdy nie odważyłby się powiedzieć tego głośno i miał świetną praktykę w ukrywaniu swojego humoru przed Mistrzami. Robin spojrzał na nastolatka, wpatrując się w jego oczy, w których była widoczna pokora i przerażenie.
— Jak masz na imię?
— Mój tytuł to Bestia.
Robin zmarszczył brwi, spoglądając na teczkę. Dokumenty opisywały historię chłopca odkąd miał osiem l. W pierwszych rejestrach kilkakrotnie wspominano o „przyjęciach". Najprawdopodobniej, „Bestia at" był przeciętnym dzieckiem o dziwnych mocach, które zostało porwane przez złoczyńców.
— Musisz posiadać jakieś imię.
— Moi Mistrzowie nadają mi imię, którym chcą się do mnie zwracać. Mój tytuł to Bestia, ale mam wiele imion.
— Mam na myśli twoje imię zanim zostałeś Bestią.
Chłopiec zaczął się lekko trząść. Jego głos był beznamiętny, tak jak u kogoś kto powtarzał coś co zostało wbite mu w głowę.
— Jestem Bestią i niczym innym jak Bestią. Nic nie istniało wcześniej i nie powinno być innych wspomnień niż Bestia. Muszę zapomnieć o czasie przed Bestią, ponieważ nigdy nie wrócę do tego. Nie będzie tego później, bo zawsze będę Bestią. Muszę zapomnieć o marzeniach, które miałem nim zostałem Bestią i nigdy nie mogę pragnąć być czymś innym niż Bestią, bo Bestia to jedyna rzecz jaką kiedykolwiek będę. Jedynymi marzeniami, które będę miał, będą marzeniami, aby stać się szybszym, silniejszym i bardziej użytecznym dla moich Mistrzów.
Robin nie poruszył się, ale jego oczy otworzyły się szeroko za maską. Cyborg stojący z tyłu miał otwarte usta. Przywódca Tytanów czuł, że w jego żołądku zagościł strach. Przełknął.
— Czy jeden z twoich dawnych… Mistrzów ci to powiedział?
Bestia przytaknął, modląc się, by Mistrz już go o to nie wypytywał. Zielony chłopiec pamiętał swoje imię, przeszłość, bez względu na to, ile razy Mistrzowie powtarzali mu, żeby o tym zapomniał. Nie chciał się dzielić tymi wspomnieniami z nikim, a na pewno nie z Mistrzem, ale jeśli Mistrz Rob go o to poprosi, będzie zmuszony do odpowiedzi.
— Jak… Jak długo byłeś z Mistrzami? Jak dawno byłeś kimś… przed Bestią?
Bestia zawahał się. Nie był pewien, ile czasu spędził z Mistrzami. Dni zlewały się ze sobą, dni wydawały się trwać lata, a lata jak dni. Spuścił na chwilę wzrok, zanim przypomniał sobie polecenie Mistrza i spojrzał na maskę nastolatka.
— Nie wiem. Mo… Moje dokumenty odpowiedzą na to. — Wyjąkał drugą cześć.
Nie powinien mówić więcej niż bezpośrednią odpowiedź na pytanie. Nigdy nie mówił za wiele, nie robił sugestii, ani nie poprawiał Mistrza. Z zapartym tchem czekał, aż Mistrz Rob zacznie mówić. Ku jego zaskoczeniu, młody Mistrz po prostu skinął głową.
— Sądzę, że powinienem to przeczytać przed przesłuchaniem — wymamrotał, odwracając wzrok, by przewrócić stronę w aktach. Ponownie spojrzał na chłopca, a jego wzrok był jeszcze bardziej surowy i poważniejszy. — Tu nie ma żadnych imion. Jak nazywali się twoi dawni Mistrzowie?
Bestia poruszył się na krześle, czując się niekomfortowo.
— Nie wiem. Rzadko Mistrzowie mówili mi swoje imiona. Nie potrzebuję tego, bo jestem wzywany tylko po to, by być posłusznym. Nigdy po to, by rozmawiać z Mistrzem, dopóki nie zadano mi pytania.
— A co z tymi, którzy powiedzieli ci swoje imiona?
— Mam rozkaz zapominać imiona moich Mistrzów, a jeśli znam miejsce gdzie są, to również mam to zapomnieć. — Zamilkł jeszcze raz, by dodać niepotrzebne informacje, chcąc zobaczyć co zrobi Mistrz Rob. — Miało to sprawić, że będę bardziej zachęcający dla kupujących. Zachować bezpieczeństwo klientów.
Złość zapaliła się w oczach Mistrza Roba i Bestia skulił się lekko, tylko po to, aby wyprostować się, gdy zdał sobie sprawę, że gniew nie był skierowany na niego, ale na kogoś innego.
— Czy mógłbyś ich rozpoznać na zdjęciach? — zapytał zwięźle nastolatek.
Bestia zgarbił się wiedząc, że Mistrzowi nie spodoba się jego odpowiedź. Został schwytany, gdy był jeszcze dzieckiem, kupowany, sprzedawany i kradziony przez wielu Mistrzów. Nie mógł przypomnieć sobie pierwszych z nich.
— Nie wszystkich — powiedział cicho, podnosząc wzrok. Jego nos instynktownie drgnął, gdy wdychał zapach Mistrza. — Ale… ale mogę rozpoznać ich zapach, jeśli bym go poczuł.
Robin nie wydawał się szczęśliwszy, ale po raz kolejny jego złość nie była skierowana na Bestię. Nie wydawał się mieć nic przeciwko temu, ile dodatkowej informacji dostarczył mu Bestia. Zielony nastolatek przełknął, zbierając każdą odrobinkę odwagi jaką posiadał, by odważyć się mówić do Mistrza bez uprzedniego pozwolenia.
— Mi… Mistrzu? Czy chcesz uzyskać informacje na temat tożsamości moich starych właścicieli?
Mistrz poderwał w zaskoczeniu głowę. Nawet Cyborg wyglądał na zszokowanego. Bestia poczuł, jak jego żołądek zacisnął się, gdy zdał sobie sprawę, że zrobił coś złego. Nie powinien mówić. Opuścił głowę w poddańczym geście. Jego chude ramiona trzęsły się.
Robin szybko zastanowił się nad swoimi opcjami. Chłopiec wydawał się taki lękliwy. Cudowny chłopiec nie mógł uwierzyć, że dostarczyłby informacji, zwłaszcza jeśli byłoby to wbrew jego starym Mistrzom. Przytaknął.
— Tak. Jakie informacje posiadasz?
Bestia podniósł wzrok, by spojrzeć na maskę Mistrza Roba. Nie wyglądał na wściekłego, ale na wszelki wypadek zielony chłopiec usiłował zrobić to szybko. Bestia wyciągnął ręce, usiłując chwycić skórzane rękawiczki, ale przestał poruszać dłońmi, gdy kajdany wokół jego nadgarstków zabrzęczały. Cyborg i Robin wymienili spojrzenia. Pierwszy nastolatek uniósł klucz do kajdan. Lider Tytanów wzruszył ramionami. Dzieciak nie zamierzał uciekać, wciąż miał skute kostki, a Raven miała w swoim posiadaniu pilota. A i tak normalne kajdany nie mogłyby zatrzymać zmiennokształtnego, gdyby chciał uciec. Starszy nastolatek podszedł do chłopca i Bestia znieruchomiał ze strachu. Czy jego Mistrz sądził, że próbuje uciec? Czy był zły? Czy miał go ukarać? Spodziewał się uderzenia, bólu, ale zamiast tego wpatrywał się w niemym zdumieniu, gdy kajdany opadły z jego nadgarstków.
Spojrzał na swoich Mistrzów w szoku, zanim wstał, ściągając jednocześnie swoją ciepłą i niesamowicie wygodną fioletową koszulkę i zużyte skórzane rękawiczki. Odwrócił się plecami do Mistrzów, odsłaniając duże oznaczenia, które były widoczne na każdej z jego łopatek. Symbole były nieco zniekształcone przez inne nakładające się na nie blizny. Potem obrócił się przodem do Mistrzów, trzymając dłonie poniżej swojej klatki piersiowej, by zwrócić uwagę na symbole na grzbietach dłoni i piersi.
Mistrzowie wpatrywali się w niego. Bestia wyczuł palący wzrok także tych nie będących w pokoju. Znowu w jego umyśle przemknął jego ukryty humor. Chciał poruszyć brwiami i zapytać: „Podoba wam się to, co widzicie?" Ale znowu nie miał odwagi wypowiedzieć na głos swoich myśli.
Robin przełknął ciężko, a jego spojrzenie śledziło dokładnie oparzenia, nawet wtedy, gdy wyjął powoli aparat o wysokiej rozdzielności ze swojego paska narzędziowego. Był to taki typ urządzenia, którego używał tylko do dokumentowania dowodów. Podszedł powoli do chłopca, tak jakby każdy ruch mógł go przerazić. Jednakże, Bestia nigdy by nie uciekł. Nigdy nie uciekał, jeśli jego Mistrz tego nie chciał. Robin zrobił ostrożnie zdjęcie każdego oznaczenia z kilku różnych kątów widzenia. Bestia oprócz lekkiego drżenia nie poruszał się, chyba że Robin mu to kazał. W końcu zdjęcia zostały zrobione i Robin odzyskał głos:
— Czy to wszystko?
Bestia skinął głową. Jego wzrok spoczął na koszuli, ale nie ruszył się, by ją chwycić. Robin zauważył jego spojrzenie i skinął głową, co skłoniło zielonego chłopca, by ją założyć, zanim usiadł z rękoma w doskonałej pozycji do ponownego założenia kajdan. Cyborg i Robin jednocześnie pokręcili głowami. Nie potrzebował ich. Bestia opuścił dłonie na blat stołu. Jego spojrzenie powędrowało za nimi, aż przypomniał sobie polecenie Mistrza Roba, by patrzeć mu w oczy.
Robin wyglądał na niezadowolonego.
— Nie ma nic więcej o co mogę zapytać, dopóki nie przejrzę dokumentów, ale… Nie, jest jeszcze jedna rzecz. — Jego poważne spojrzenie skupiło się na oczach Bestii. Zielony chłopak poczuł jak niepokój osiada mu na żołądku. — Muszę wiedzieć, czy lubisz zabijać, ranić ludzi i walczyć?
Bestia poczuł, jak jego ciało zamarło w bezruchu. Jakiego rodzaju było to pytanie? Niektórzy Mistrzowie pytali go o strategię, ale nikt, żaden z nich, nigdy go nie spytał, czy coś mu się podoba. I walka? Zabicie? Ranienie? Jak miał na to odpowiedzieć? Pewni Mistrzowie zadawali mu pytania z intencją odpowiedzi, którą chwili usłyszeć. Czy to było jedno z takich pytań? Czy Mistrzowie mieli odpowiedź, którą chcieli usłyszeć? Jeśli tak, to co było poprawną odpowiedzią? Każdy inny Mistrz chciałby, żeby powiedział tak, ale ci.. ci Mistrzowie byli dziwni. Nie wiedział, jaka była właściwa odpowiedź.
Robin wyczuł niezdecydowanie chłopca.
— Chcę prawdy.
Bestia zdusił cichy skowyt, który rósł mu w gardle. Nie wiedział, jaka była prawda. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, co lubi robić i jakie rzeczy mu się podobają. Martwił się tym, że jeśli nawet je znajdzie, to i tak nie zrobi to żadnej różnicy. Nie wiedział, czy mu się to podoba. Po prostu nie wiedział.
Cyborg pochylił się i szepnął do Robina:
— Spróbuj zapytać o każdą z tych rzecz po kolei.
Przywódca Tytanów spojrzał na kolegę z drużyny i skinął głową, opierając dłonie o stół.
— Czy lubisz zabijać? — zapytał.
Bestia poczuł, jak jego żołądek się zaciska, gdy przypomniał sobie mętne oczy ludzi, którzy zostali zakatowani, zagryzieni, zatruci jadem lub uduszeni przez silne i żylaste mięśnie jego wężowej formy i rozszarpani na strzępy przez ostre zęby drapieżnika.
— Nie — powiedział cicho, ale pewnie.
Nie lubił zabijania. Niektóre z jego wewnętrznych zwierząt protestowały słabo, ale nawet większość z nich nie widziała najmniejszego pożytku w zabijaniu stworzeń, gdy nie przynosiło im to żadnych korzyści.
— Lubisz ranić ludzi?
Wspomnienie bólu przemknęło przez jego umysł. Ból spowodowany przez obrażenia po pobiciu przez Mistrzów. Radość na ich twarzach, gdy mieli świadomość, że cierpi. Szczęście, że to oni sprawiają mu ból.
— Nie.
— Lubisz walczyć?
Bestia zamilkł na chwilę, zanim odpowiedział cicho:
— Ta.. Tak. — Wziął głęboki oddech. Kontynuując, spuścił wzrok na podłogę: — Lubię walczyć i testować swoją siłę. Podoba mi się wiedza, że wygrałem i ochroniłem mojego Mistrza albo wtedy, gdy walczyłem z jego wrogami. Ja.. lubię korzystać z tego, czego nauczyli mnie Mistrzowie. Podoba mi się uczucie spełniania, gdy wiem, że uczyniłem mojego Mistrza dumnym i pokonałem jego wrogów. Lubię walczyć.
Czuł radość zalewającą go, gdy zdał sobie sprawę, że lubił walczyć. Nigdy wcześniej o tym nie myślał. Nie zdawał sobie sprawy, że naprawdę lubił te rzeczy. Teraz, kiedy to powiedział, wydawało się to takie oczywiste. Jego Mistrzowie przyglądali mu się uważnie, a mały uśmiech pojawił się na ustach Cyborga. Serce Bestii uspokoiło się lekko. Jego odpowiedź musiała być prawidłowa. Robin powoli pokiwał głową.
— Dobrze, myślę że na razie to tyle.
Niespodziewanie, Cyborg podszedł bliżej. Jego spojrzenie spoczywało na Bestii, nawet jeśli mówił do Robina:
— Poczekaj chwilę, Rob. Wierzę, że B chciałby cię o coś zapytać.
Bestia, całkowicie zdezorientowany, spojrzał na starszego nastolatka. Czy kazał mu o coś zapytać i zapomniał o tym? Co to mogło być? Cyborg uniósł brwi i jeszcze raz zachęcił chłopca:
— Rozmawialiśmy o tym, gdy złapałem cię na suszeniu się.
Nagle Bestia przypomniał sobie tę sytuację i jego ciałem wstrząsnął dreszcz strachu. Z pewnością Mistrz Cyborg nie chciał, żeby zapytał o coś takiego. Nie może przecież poprosić, czy może się przekształcać. To było całkowite tabu, niewymowne. Większość Mistrzów nienawidziła myśli, że może się zmieniać bez pozwolenia. Nie mógł o to zapytać. Zostanie straszliwie ukarany, pobity, przypalony i kto wie co jeszcze. Zmiana kształtu nie była czymś, o co mógł kiedykolwiek zapytać Mistrzów. Ale… jego Mistrz kazał mu zapytać o to. Musiał być posłuszny.
Cyborg skulił się, gdy ujrzał strach chłopaka. Robił taką świetną robotę podczas przesłuchiwania. Wydawało się, że stracił odrobinę swojej nieśmiałości, która otulała go niczym koc. Teraz wydawało się, że Cyborg przekroczył jakąś granicę, a dzieciak znów był przerażony. Starszy nastolatek chciał już powiedzieć B, żeby o tym zapomniał, gdy chłopiec zaczął mówić:
— Mi… Mistrzu — zaczął nieśmiało, brzmiąc na przerażonego, jakby był najniższym z najniższych bytów, który nie miał prawa się odzywać. — Czy chciałbyś… udzielić mi pozwolenia na zmianę kształtu w innym czasie niż wtedy, kiedy mi to rozkażesz?
Robin był zaskoczony tym pytaniami i odwrócił się, by zobaczyć Cyborga, który spoglądał na dzieciaka z zawstydzonym wyrazem twarzy. Bestia wydawał się tak przerażony… Robin nie chciał dać mu możliwość ucieczki, ale… zielony chłopak wciąż miał na sobie obrożę, a Cudowny Chłopiec miał wrażenie, że po tym wszystkim powinien wynagrodzić nastolatka. Przytaknął.
— Nic mniejszego niż królik, chyba że jest to nagły przypadek.
Oczy Bestii otworzyły się szeroko, gdy skinął głową ze zdziwieniem i ulgą. Na jego ustach pojawił się uśmiech, zanim go zdusił, spoglądając jeszcze raz na stół. Cudowny Chłopiec zwrócił się do Cyborga:
— Zabierz go z powrotem do pokoju. Pozwólmy mu dzisiaj spać. Jutro posuniemy się dalej, gdy przeczytam dokumenty.
Cyborg skinął głową i odpiął kajdany z nóg Bestii, po czym zabrał go do jego celi. Zanim wyszedł, uśmiechnął się i poklepał zielonego nastolatka po plecach, nie zauważając, że chłopiec nie przestał drżeć na cielesny kontakt.
— Świetna robota, B. Do zobaczenia rano.
Światła zgasły, gdy drzwi zamknęły się za Mistrzem Cyborgiem. Bestia rozejrzał się, by dowiedzieć się, że jest w tym samym pokoju co wcześniej. Przyglądał się uważnie otoczeniu. Jego dobre oczy mogły niemal idealnie widzieć w ciemności. Zielony nastolatek ziewnął, czując, jak odrobina beznadziei zaległa mu w żołądku, gdy się rozglądał. Był wykończony i chciał bardzo spać, a panująca w pokoju ciemność nie pomagała mu w utrzymaniu jasnego umysłu. Mistrz Rob mówił chyba coś o śnie? Bestia musiał go źle zrozumieć. Ponieważ, gdzie była jego klatka?
