Tak jak się spodziewali, jeszcze tego samego wieczoru zajadali się słodkimi pierożkami Po w polewie kokosowej (chyba tylko on potrafił tak zrównoważyć smak kokosa z kilkoma swoimi tajnymi dodatkami, których nikt nie potrafił jak dotąd zidentyfikować). Siedzieli przy stole w kuchni i rozmawiali wesoło o ostatnim kawale Małpy, co chwile rzucając w swoją stronę jakieś zabawne docinki, których oczywiście nikt nie brał na poważnie. Wszyscy całkowicie wyrzucili z pamięci ich burzliwą rozmowę sprzed kilku godzin i po prostu wrócili nad tym do porządku dziennego. W końcu to takie nic. Normalka. Przyzwyczaili się.
A Po, chociaż był jeszcze nieco poddenerwowany, postanowił tego nie rozpamiętywać. Pozostali nie muszą wiedzieć o wszystkich jego przemyśleniach. Od tego jest własna głowa. Na razie wolał spędzić miłe, wesołe chwile z przyjaciółmi. W końcu podobno żyje się tylko raz.
- Małpo, a weź pokaż jeszcze raz reakcję Modliszki - poprosił, śmiejąc się przy tym. Małpa wstał i udawał, że ucieka, wpadając przy tym na stół i plącząc sobie kończyny. Ten to miał talent w naśladowaniu swoich ofiar. Wszyscy się śmiali, nawet Modliszka, który właśnie był obiektem wszystkich drwin.
- Poczekajcie, aż sami wpadniecie na coś takiego, wtedy zobaczymy, kto się będzie śmiać - wydyszał, nadal się uśmiechając.
- Będziemy się śmiać - stwierdził Żuraw, co z niewiadomych przyczyn wywołało wśród przyjaciół kolejną salwę głośnego śmiechu. Być może trwałoby to dłużej, ale nagle z wesołego nastroju zbudził ich donośny dźwięk dzwonu, który informował ich, że natychmiast muszą stawić się u mistrza Shifu. Spojrzeli po sobie, a na ich twarzach zamiast uśmiechów można było zobaczyć zdziwienie.
- Idziemy - rzucił Po i ruszył w stronę wyjścia. Pozostali natychmiast ruszyli za nim. Nikt się nie odezwał. Nie mieli pojęcia, czego mógł chcieć od nich ich mistrz. Czyżby jacyś bandyci? Nie, przysłałby Zenga, żeby przekazał im miejsce, do którego mają się udać. To musiało być coś innego... tylko co?
- Jesteśmy, mistrzu Shifu - zakomunikowała Żmija, kiedy tylko przekroczyli próg Sali Bohaterów i ustawili się przed nim rządkiem.
- Bardzo dobrze. Mam dla was pewne zadanie - oznajmił Shifu tym swoim poważnym tonem. - Udacie się do wioski i zbadacie pewną sprawę. Ostatnio coraz częściej dochodzą nas słuchy o tym, że ktoś demoluje innym meble, całe mieszkania, knajpy... nikt nie widział twarzy osobnika, ale podobno ubrany jest w ciemny płaszcz i jest bardzo prawdopodobne, że dzisiejszego wieczora zawita w pobliże Jadeitowego Pałacu. Macie go odnaleźć i przyprowadzić tutaj. Zrozumiano?
- Tutaj? Dlaczego nie do więzienia? - zdziwił się Modliszka, a zaraz potem przytaknął mu Żuraw.
- No właśnie, to miejsce nie jest odpowiednie dla przestępcy - poparł. Shifu westchnął ciężko, zupełnie jakby tłumaczył upierdliwemu dziecku pewną oczywistą rzecz, jak to, że kiedy na zewnątrz jest ciemno, mamy noc, a kiedy jasno - dzień.
- Ponieważ osobnik bądź co bądź płaci za siebie i nie kradnie, a za zwykłą demolkę nie możemy wsadzać ludzi do więzienia. Wypadałoby to tutaj omówić, a wtedy ewentualnie zesłać tego kogoś do jakiegoś zakładu karnego dla lekkich przewinień na kilka miesięcy - powiedział. Cała piątka ukłoniła się grzecznie i opuściła Salę Bohaterów.
- Jak myślicie, o kogo może chodzić? - spytała Żmija, kiedy schodzili po pałacowych schodach.
- Eee... chyba o kogoś, kto dla przyjemności rozwala przedmioty - zaproponował Modliszka, na co Żmija posłała mu nieco zirytowane spojrzenie. Jak na nią to był akt prawdziwego zdenerwowania.
- Ale ja tak na poważnie - powiedziała.
- Ja też.
- Hej, hej, spokój! Skupmy się na zadaniu. Szukamy postaci ubranej w czarny płaszcz, z zakrytą twarzą, która robi rozróbę, gdziekolwiek się pojawi. Niezbyt to trudne - stwierdził Po. - Żuraw, leć do przodu i wypatruj jakiegoś zamieszania. W razie czego szybko nas poinformuj.
- Robi się - odparł Żuraw i wzbił się w niebo. Tak już było, że to Po zwykle wydawał rozkazy. Lata ćwiczeń z Oogway'em i czasami też z Shifu sprawiły, że potrafił znaleźć wyjście z wielu sytuacji. Niestety i jego czasem zżera strach i stres. Na szczęście dzieje się do dość rzadko. A przynajmniej on nie chce się do tego przyznać. Taka już jego natura, trudno.
- Żmijo, Modliszko, zajrzyjcie do każdego zakamarka i każdej uliczki wioski. Ale tak, żeby nikt mi was nie zobaczył, jasne? Lepiej, żeby ten ktoś nie wiedział, że go szukamy - zwrócił się do dwójki swoich przyjaciół, którzy od razu skinęli głowami i przyspieszyli, żeby już rozpocząć poszukiwania.
- A ty, Małpo, sprawdź, czy nasz rozbójnik nie kręci się gdzieś przy granicach domostw.
- Już lecę - poinformował go Małpa i od razu zniknął z jego pola widzenia. Po został sam. Przyspieszył nieco kroku, chcąc znaleźć się jak najszybciej w wiosce, znaleźć źródło zamieszania i zakończyć kolejną małą misję sukcesem. A potem tak po prostu spędzić czas z pozostałymi. Albo na jakieś medytacji... tak dla uspokojenia ducha. Posiedzieć trochę pod Drzewem Brzoskwiniowym. Może uda mu się trochę pogadać z mistrzem Oogway'em? Fajnie by było. W końcu mieli całkiem dobry kontakt. A Po lubił rozmawiać z tym staruszkiem. Jako mały chłopiec często słuchał jakiś jego opowieści, albo po prostu pytał o różne przyziemne sprawy, takie jak "Dlaczego mistrz Shifu tak dużo czasu spędza z Tai Lungiem?", albo "Czemu Tai Lung jest ostatnio taki naburmuszony?". Tak, Tai Lung był dla niego jak starszy brat. Dużo rozmawiali, śmiali się... Czasami pokazywał mu kilka pozycji kung fu, ale Po jeszcze wtedy nie był tym zainteresowany aż tak bardzo. Poza tym Shifu nie chciał się zgodzić. Uznał, że się nie nadaje. Czasami Oogway pomagał pandzie w tajemnicy trochę trenować, kiedy miał na to ochotę. Dopiero po wybryku przybranego brata zdecydował się zając na dobre walką, żeby umieć przeciwstawiać się takim osobom. Żeby walczyć z takim plugastwem. Swoją drogą Shifu wyglądał na jeszcze bardziej zdenerwowanego, niż zwykle. Ciekawe, co się stało. Pewnie kolejne samotne rozmyślania.
- Po, chyba znalazłem naszego rozrabiakę! - krzyknął Żuraw i wylądował tuż przed pandą. Po natychmiast otrząsnął się z zamyślenia i spojrzał na swojego przyjaciela.
- Gdzie? - spytał.
- W restauracji Pana Pinga, wiesz, tej z kluskami - wytłumaczył. Oczywiście, wszyscy w wiosce znali tę jadłodajnię. Panda natychmiast rzucił się biegiem w tamtą stronę, żeby tylko winowajca im nie zbiegł z miejsca zdarzenia.
- Żurawiu, zawiadom Małpę...
- On już wie. Spotkałem go po drodze. Woła Modliszkę i Żmiję - przerwał mu Żuraw, lecąc nad jego głową.
- Znajdź ich i przyprowadź na miejsce, już - odparł Po, dość ostro wchodząc w jeden z zakrętów.
- Już się robi.
Jego skrzydlaty przyjaciel odleciał, a Po stanął na progu restauracji. Rzeczywiście, stoły były poprzewracane, miski pozbijane, na podłodze była nawet rozlana zupa z kluskami. "W sumie szkoda dobrego jedzenia" pomyślał. No a pośrodku zamieszania zobaczył zakapturzoną postać.
- No, no, dobry wieczór. Ładnie to tak rozwalać komuś interes? - rzucił, na razie podchodząc do sprawy "na luzie". Wiedział, że nie powinien lekceważyć żadnego przeciwnika, ale ten ktoś z pewnością nie znał kung fu, a to już działało na korzyść pandy. Zauważył, że ten ktoś się odwraca i dosłyszał coś w stylu parsknięcia.
- A ty to kim jesteś, że się tak interesujesz, co? - spytał osobnik. No tak, a teraz będzie stała reakcja.
- Ja? Wojownikiem Jadeitowego Pałacu i nieoficjalnym członkiem Potężnej Piątki, a ty? - odparł Po. Jako odpowiedź usłyszał donośne parsknięcie śmiechem.
- Nie no, bez żartów, ktoś taki, jak ty? I co, twój główny cios to siadanie na przeciwnikach? - zażartowała. Panda na to nie zareagował. Widać osobnik pochodził z daleka, jeżeli o nim nie słyszał. Uśmiechnął się tylko i postanowił obrócić to w żart.
- Nie kuś losu. Powiedz lepiej, kim jesteś - zaproponował Po spokojnie.
- A jak nie to co? - postać widocznie udawała zainteresowaną.
- To będę musiał użyć siły. Ja i moi przyjaciele - poprawił się panda, ale nadal mówił spokojnym tonem.
- Twoi przyjaciele chyba się ulotnili - zaśmiał się osobnik. W tym samym momencie tuż za Po pojawiła się pozostała czwórka pałacowych mistrzów. Postać skryta pod kapturem wyraźnie się zdziwiła.
- Nie, nie ulotnili się - odparł pewnie Po.
- Spokojnie, nie chcemy zrobić ci krzywdy. Powiedz tylko, jak ci na imię - powiedziała Żmija. Widać było, że ten ktoś się zastanawia. W końcu uległ i zsunął z głowy kaptur. Ich oczom ukazała się kobieta tygrys o niemal czerwonych oczach. Panda musiał stwierdzić, że brzydka to ona nie była. Szkoda tylko, że te urodziwe zwykle są... jakby to ładnie ująć... ach tak. Złe. Po prostu złe.
- Jestem Tygrysica. I co teraz? - rzuciła chłodno kobieta.
- Teraz pójdziesz z nami do pałacu - oznajmił Po, chociaż wiedział z doświadczenia, że to tak nie działa. Nie pomylił się i tym razem.
- Bo jak nie to co? - powtórzyła się Tygrysica.
- Wtedy użyjemy siły - oznajmił spokojnie Po. Już wiedział, jaką zdruzgotaną minę musiała mieć Żmija w chwili, gdy to wypowiedział. Takie sprawy wolała załatwiać po dobroci.
- Haha, nie rozśmieszaj mnie. Ty i siła? Raczej ciężar masy - zadrwiła osobniczka.
- Oj, nie radzę ci z nim zadzierać, mała - uśmiechnął się Małpa, a zarz potem dołączył do niego Modliszka.
- Już zadarłam - Tygrysica spojrzała na Po wyzywająco. Ten, nieco zirytowany, ustawił się w pozycji bojowej.
- Wiesz, mistrz Shifu kazał nam cię dostarczyć do Jadeitowego Pałacu, ale nikt nie powiedział, że musisz być cała i zdrowa - powiedział i ruszył do ataku. Pozostali od razu do niego dołączyli. Tygrysica, zaskoczona atakiem, upadła i walka zapewne skończyłaby się w tej samej sekundzie, gdyby nie stół, który znalazł się w zasięgu jej rąk. Kobieta podniosła go i rzuciła w piątkę wojowników. Ci odskoczyli zaskoczeni. Miała niesamowitą siłę. Dlatego Shifu wysłał całą piątkę. Rozpierzchli się i otoczyli Tygrysicę. Dziewczyna została sam na pustej przestrzeni a w jednym momencie zaatakowała ją piątka mistrzów. Oczywiście się broniła. Zadała im kilka wyjątkowo bolesnych ciosów i istniało też bardzo duże prawdopodobieństwo, że złamała Małpie obojczyk. Wszyscy odnieśli obrażenia. Tygrysica była naprawdę silna. Nie spodziewali się tego. W końcu Po, wykorzystując swoją masę, tak jak wcześniej zaproponowała jego przeciwniczka, przygwoździł ją do ziemi. Kobieta próbowała się wyrwać, ale nic z tego.
- I co, już nie jesteś taka twarda? - spytał Po z uśmiechem.
- Złaź ze mnie, grubasie! - wrzasnęła Tygrysica.
- Oj, nie tak agresywnie, kotku. Bo sobie krzywdę zrobisz - rzucił nieco obojętnie, ale uśmiechnął się też nieco zawadiacko. Wkurzała go, to fakt, ale nadal była całkiem ładna. A po co zrażać do siebie ładne kobiety? W tym czasie jego towarzysze skutecznie zablokowali Tygrysicy wszystkie ruchy, a on przerzucił ją sobie przez ramię. Spojrzał jeszcze na właściciela restauracji, starego gąsiora, no i przeprosił za całe zamieszanie. Następnie ruszył wraz z pozostałymi w stronę Pałacu.
Żadne z nich nawet nie pomyślało o tym, jak od teraz zmieni się ich dotychczasowe życie...
