A/N: Dziękuję, że moja prośba odniosła skutek. Bardzo dziękuję osobom, które pozostawiły swój ślad w postaci komentarza. Dzięki :)
Rozdział III
Świt zastał drżącą Hermionę w pokoju wspólnym. Inni mieszkańcy wieży jeszcze się nie obudzili. Głowa wciąż ją bolała od myślenia o losie, który czekał piątkę młodych ludzi. Jamesowi i Lily zostały tylko trzy lata, wszystko dzięki zdradzie ich przyjaciela, Petera Pettigrew. Była ciekawa, czy już pracował dla Voldemorta. Syriusz za trzy lata miał zostać zesłany do Azkabanu za rzekome morderstwo i spędzić tam dwanaście lat. Uciekł, by żyć wolno tylko dwa lata i zginąć w innym rodzaju wiezienia, którym było Ministerstwo Magii. Remus był jedynym, którego przeznaczenie nie było całkowicie tragiczne. To prawda, że straci swoich przyjaciół, jest wilkołakiem, ale będzie żywy i w końcu szczęśliwy z Tonks. Znajomość ich przyszłości sprawiała, że przyjaźń stawała się zbyt bolesna.
Szła korytarzem prowadzącym do Wielkiej Sali. Zagubiona w myślach nie zwracała uwagi na to gdzie idzie i w końcu się z kimś zderzyła. Skończyła leżąc na tej osobie. Spojrzała w dół i napotkała ciemne oczy Severusa. Dlaczego ja? To była jej jedyna myśl. Upokorzona zeszła z chłopaka i patrzyła jak on podnosi się z podłogi.
- Czy miałem na sobie znak mówiący, „Proszę, wpadnij na mnie"? – zapytał obłudnie.
Z całą godnością na jaką ją było stać, odpowiedziała. – Wpadłam na ciebie tylko dwa razy i za każdym razem był to przypadek. – Wygładziła sztywno mundurek.
- Istotnie – odparł.
Brzmi tak samo. Jedwabisty, seksowny głos i wyraz twarzy są dokładnie te same, pomyślała. Zaskoczona, usłyszała jak mówi. – Może szukam ciebie podświadomie? – Zawstydzona dodała – Bogowie, powiedziałam to na głos?
Severus był zbyt zszokowany, by skomentować. Gapił się na nią z otwartymi ustami, z których nie wydobywał się żaden dźwięk.
Hermiona szaleńczo zachichotała i powiedziała. – Z ustami otwartymi w ten sposób wyglądasz jak ryba. Zamknij je zanim coś w nie wpadnie.
Odzyskał głos. – Co? – zapytał.
- Przepraszam. Tego zwrotu używa jeden z moich profesorów. Zawsze miał najtrafniejsze komentarze.
- Brzmi podobnie do mnie – powiedział cierpko.
- Nawet nie wiesz jak bardzo – wymamrotała. Głośniej zaś powiedziała. – Przepraszam, że na ciebie wpadłam, znowu. Nie przypuszczałam, że ktoś przyjdzie zjeść śniadanie o tak wczesnej porze.
- Zazwyczaj przychodzę przed wszystkimi. Nie odczuwam potrzeby socjalizacji z innymi.
- Brzmisz jak samotnik – powiedziała cicho. – I masz dokładnie ten sam powód, dla którego też jestem tu tak wcześnie.
Severus spojrzał na nią, zauważając po raz pierwszy kolory Gryffindoru. – Jesteś Gryfonką – zaszydził i cofnął się.
Hermiona spojrzała na niego czując się zraniona. Dopóki nie zdał sobie sprawy, że ona jest w tym konkretnym domu był nawet miły. – Nie wiem czemu miałoby to mieć jakieś znaczenie – powiedziała miękko. – Tylko dlatego, że jestem w Gryffindorze nie mogę się przyjaźnić z kimś ze Slytherinu?
- Nie potrzebuję przyjaciół – warknął. – A zwłaszcza żałosnych i samotnych Gryfonek. – Odwrócił się i wszedł do Wielkiej Sali zostawiając Hermionę, która patrzyła za nim smutno.
- Hej, Hermiona!
Wzdrygnęła się słysząc swoje imię i odwróciła się. Zdziwiła się widząc Syriusza zmierzającego w jej stronę. Myślała, że ktoś taki jak on, będzie spał dopóki tylko to możliwe.
- Dzień dobry, Syriuszu – powiedziała.
- Dobry – odparł radośnie. – Czy Smarkerus ci dokuczał?
Wiedziała o kim mowa, ale powstrzymała się przed powiedzeniem czegokolwiek. Nie powinna znać jego przezwiska. – Smarkerus? – zapytała.
- Taa, Snape. Dokuczał ci? Przeklnę go w następnym tygodniu jeśli chcesz.
- Nie, nie musisz – powiedziała ze złością Hermiona. – Nie dokuczał mi. Wpadłam na niego i ucięliśmy sobie krótką pogawędkę. To wszystko. Nie powinieneś nazywa
go Smarkerusem. To okropne przezwisko.
- Nie, to jest idealna ksywka. On cały czas płacze. Poza tym, nie jest typem osoby, którą chciałabyś widzieć obok siebie. Babra się w Czarnej Magii. Musisz na niego uważać – powiedział Syriusz. – Nie chciałbym, by stała ci się krzywda. – Uśmiechnął się. Drażnił się z nią robiąc krok do przodu i wkraczając w jej strefę osobistą.
W normalnych okolicznościach Hermiona byłaby podekscytowana, że tak przystojny chłopak z nią flirtuje, ale to był Syriusz. Znała go jako dorosłego mężczyznę, który spędził tuzin lat w Azkabanie. Był lekkomyślny i niegodny zaufania.
- Dzięki, ale myślę, że sama będę na siebie uważać – odparła Hermiona robiąc krok do tyłu.
Syriusz zrobił kolejny krok do przodu i złapał ją za rękę. – To nie boli, kiedy ktoś cię chroni – powiedział głosem, który z założenia miał brzmieć uwodzicielsko.
Hermiona spanikowała, domyślając się, że Syriusz zamierza ją pocałować. Ulżyło jej kiedy Remus, James, Peter i Lily wyszli za rogu korytarza.
- O, Syriusz! Co cię podkusiło, by wstać tak wcześnie? – zawołał James.
Syriusz z uśmiechem cofnął się. – Dokończymy tę rozmowę później – obiecał cicho. – Ratowałem Hermionę przed Smarkerusem – powiedział.
- Syriuszu, proszę, nie nazywaj go Smarkerusem – powiedziała stanowczo Lily. – Dobrze wiesz, że nie lubię kiedy stroicie sobie żarty z ludzi. – Uderzyła go w ramię, kiedy przeszedł obok niej.
- Nie ratowałeś mnie. To nie była sytuacja, w której potrzebowałam pomocy – powiedziała wzburzona Hermiona. – Pokazałeś się dopiero wtedy, kiedy on był już daleko.
- Dzień dobry, Hermiono – powiedziała Lily przerywając odpowiedź Syriusza. – Zamierzasz zjeść śniadanie?
- Dzień dobry. Tak, zamierzałam to zrobić, kiedy pojawił się Syriusz. – Zmusiła się, by na niego nie patrzeć. Już działał jej na nerwy myśląc, że chciałaby go pocałować. Arogancko byłoby sądzić, że pocałowałby go ledwo po dwudziestoczterogodzinnej znajomości.
Lily wzięła Hermionę pod rękę i weszły do Wielkiej Sali za szepczącymi między sobą Huncwotami. W tym samym momencie sala zaczęła się zapełniać, ale Hermiona bez trudu wyłoniła wśród uczniów Severusa siedzącego przy stole Slytherinu. Siedział sam przy krańcu stołu, z otwartą książką obok talerza. Przerażona zauważyła, że Syriusz idzie w jego kierunku.
Widziała jak Severus spiął się dostrzegając chłopaka. Zamknął swoją książkę i schował do torby.
Hermiona spojrzała na stół, przy którym siedzieli nauczyciele, ale przestraszona pojęła, że ich uwaga skupiła się na niespodziewanie krzyczącym Jamesie.
- O! Gryffindor! – krzyknął, wskakując na środek stołu. – Kto w tym roku zdobędzie Puchar Quidditcha?
- Gryffindor! – wrzasnął na zawołanie Peter.
- Ojej – powiedziała Lily, patrząc prosto na Jamesa. Remus stanął za Peterem patrząc bezradnie.
James zaczął krzyczeć jeszcze coś na temat quidditcha, zwracając na siebie uwagę. Hermiona odwróciła się, by spojrzeć na Severusa i Syriusza.
Zanim Severus zdążył wstać, Syriusz okrążył go i uderzył w tył głowy. Hermiona była wystarczająco blisko, by słyszeć ich rozmowę, mimo wiwatów dobiegających od stołu Gryfonów.
- Myślisz, że jesteś wystarczająco dobry, by rozmawiać z Gryfonką, Smarkerusie? – wypluł Syriusz.
Severus spojrzał na stół nauczycielski jakby szukał pomocy. Odwrócił się do Syriusza, kiedy zdał sobie sprawę, że uwaga profesorów skupiona jest na Jamesie.
- Odejdź ode mnie – powiedział Severus, próbując zepchnąć Syriusza z drogi.
- Nie dotykaj mnie, ty tłustowłosy dupku – warknął Syriusz. Pchnął Severusa z powrotem na jego miejsce i przybliżył swoją twarz do twarzy Severusa. – Gdzie idziesz? Nie skończyłem z tobą.
Severus wykrzywił się w gniewie. Sięgnął do swojej torby, by wyjąć różdżkę.
- Ach, ach – powiedział Syriusz robiąc mocny zamach łokciem i rozbijając nos Severusa, z którego poleciała krew. – Nie ośmielaj się ponownie kalać Gryfonów swoją osobą – powiedział Syriusz uśmiechając się złośliwie.
Odwrócił się i mrugnął do Hermiony, dołączając do wrzeszczącego Jamesa. Hermiona obrzuciła go chmurnym spojrzeniem i znów zerknęła na Severusa, który podnosił swoją torbę. Zanim wyszedł z Wielkiej Sali popatrzył chwilę na dziewczynę, zakrywając dłonią krwawiący nos.
Hermiona pobiegła za nim. – Severus – krzyknęła wybiegając z Sali, do której właśnie przybył Dumbledore. – Severusie, zaczekaj! – Zignorował ją i dziewczyna zmuszona była biec, by go złapać. – Severusie proszę, zaczekaj.
W końcu zatrzymał się i odwrócił się do niej. Jego nos wciąż krwawił, więc Hermiona odłożyła swoją różdżkę i sięgnęła po kawałek papieru do torby. Transmutowała kartkę w chusteczkę i podała ją chłopakowi. Spojrzał na nią ostrożnie zanim przyjął chustkę i przyłożył do swojego nosa.
- Wyciągnij dłoń – powiedziała Hermiona. Widząc nieufne spojrzenie, dodała. – Proszę, Severusie. Nie zamierzam nic ci zrobić.
W końcu podał je dłoń, a dziewczyna rzuciła silne Chłoszczyć. Krew zniknęła a Hermiona wskazała na rękę, którą chłopak trzymał przy nosie. Westchnął i przełożył chusteczkę do czystej dłoni. Wyciągnął ją i Hermiona rzuciła kolejne Chłoszczyć.
- Severusie, przepraszam. Nie wiedziałam, że on to zrobi – powiedziała miękko.
- Dlaczego jesteś dla mnie taka miła? Jestem pewny, że już powiedzieli ci jaką okropną osobą jestem – powiedział Severus. Jego głos był stłumiony przez materiał, który trzymał przy złamanym nosie.
- Mogą mówić co chcą, co nie znaczy, że jest to prawda – odparła Hermiona. Wiedziała, że Severus był zafascynowany Czarną Magią, ale wolała wierzyć, że nie jest tak zły, jak Syriusz starał się jej wmówić. Ale dołączył do Voldemorta, powiedział głosik z tyłu jej głowy. Odepchnęła go, gdyż Severus dał odpowiedź.
- Mają rację. Nie jestem miłą osobą – powiedział krótko.
- Możesz być niemiły, ale to nie daje im prawa do traktowania cię w taki sposób – powiedziała robiąc krok w jego stronę. – Przepraszam, że zrobili to przeze mnie.
Severus zrobił krok do tyłu. – Jeżeli nie przez ciebie, znaleźliby inny powód.
- Zamierzasz spotkać się z dyrektorem? – zapytała Hermiona.
- Wkrótce przekonasz się, że są osoby, których zachowanie jest pomijane przez dyrektora – powiedział ze złością i odszedł znikając za rogiem korytarza.
Hermiona westchnęła i wróciła do Wielkiej Sali.
.::.
Rozmowa z Hermioną pozostawiła Severusa z łomoczącym w piersi sercem. Był nią zafascynowany, zwłaszcza, że wydawała się brać jego stronę zamiast Blacka. Był jednak pewien, że to z biegiem czasu ulegnie zmianie. Nikt się tobą nie interesuje, ty okropny, tłustowłosy dupku, pomyślał.
Wszedł do skrzydła szpitalnego i zapukał do drzwi gabinetu pani Pomfrey. Otworzyły się po chwili.
- Co się stało, panie Snape? – zapytała z troską pielęgniarka, zapraszając go do środka i sadzając na krześle w gabinecie.
Zmrużył oczy i wycedził. – Och, po prostu kolejny wypadek.
Zbolały grymas zagościł na twarzy uzdrowicielki. Jednak tak szybko jak się pojawił, zaraz zniknął. Kobieta wzięła swoją różdżkę i machnęła nią, szepcząc kilka leczniczych zaklęć. Oderwała chusteczkę i oczyściła twarz z krwi.
- Severus – powiedziała, po raz pierwszy używając jego imienia. – Nie jestem głupia, by myśleć, że wszystko co ci się przydarza jest wypadkiem. Ale dyrektor mówi, że tak jest, więc nic nie mogę zrobić. Mogę tylko troszczyć się o ciebie najlepiej jak potrafię.
Oczy Severusa zaszkliły się i gniewnie wytarł je rękawem szaty. – Wiem, pani Pomfrey. Dziękuję za wyleczenie mojego nosa.
Przytaknęła a chłopak wstał i wyszedł.
.::.
Weszła do Wielkiej Sali, by zobaczyć jak James dostaje szlaban z Filchem. Usiadła obok zadowolonych Huncwotów i Lily.
- Dopadłeś go? – zapytał James.
- Dobrze go potraktowałem. Tłustowłosy dupek odszedł z krwawiącym nosem – pochwalił się Syriusz.
Hermiona oczekiwała, że Remus lub Lily coś zrobią, ale ku jej zaskoczeniu tylko siedzieli. Przyznała, że nie wyglądali na zadowolonych, ale żadne z nich nie powiedziało nic na temat tego co stało się Severusowi. Tylko Peter podskakiwał przy każdym ich słowie.
- Ha! Wiedziałem, że nasz plan się powiedzie. Jeden wieczór z Filchem był tego wart. Nadchodzi paskudna część pracy.
Apetyt dziewczyny nagle się ulotnił, wstała posyłając Syriuszowi i Jamesowi pełne złości spojrzenie. Opuściła Wielką Salę kierując się prosto do biblioteki. Kiedy weszła, pierwsze, co zauważyła to Severus siedzący przy stole. Chłopak spojrzał na nią kiedy weszła. Skrzywił się nieznacznie, schował do torby książkę, którą czytał i wstał.
Przeszedł obok niej bez słowa i wyszedł z biblioteki. Dziewczyna westchnęła, usiadła przy wolnym stoliku i otworzyła podręcznik do Eliksirów. Chciała być przygotowana do lekcji. Z roztargnieniem wyciągnęła jakiś pergamin i zaczęła robić notatki. Nie wiedziała ile czasu tam spędziła, kiedy Lily usiadła obok niej.
- Hermiono – powiedziała rudowłosa. – Przepraszam za sposób w jaki postąpili faceci. Też tego nie lubię.
- Dlaczego nic nie powiedziałaś? To co zrobili było okropne! – Teraz była bliska łez. Wiedziała, że Severus miał ciężko w szkole, ale nigdy nie pojęła ogromu tego, co przeżył. Nawet gdy, po tym jak Harry powiedział im co zobaczył w Myślodsiewni, zastanawiała się nad całą historią.
- Wiem, że to co zrobili było złe. Ale musisz pamiętać, że Severus również nie jest bez winy. Zaczynał pierwszy wiele razy – wyjaśniła dziewczyna.
- Cóż, rozbicie jego nosa nie jest rozwiązaniem wojny między nimi. – Hermiona pociągnęła nosem.
- Masz rację – powiedziała cicho Lily. – Chodź. Zaraz spóźnimy się na zajęcia.
Granger wzięła książkę do Eliksirów oraz swoje notatki i zaczęła chować je do swojej torby cały czas podążając za Lily i udając, że nie wie gdzie znajduje się pracownia Eliksirów. Ruszyły przez hol skracając sobie drogę.
- Dzień dobry, panno Evans – rozbrzmiał wesoły głos. – A ty musisz być panną Colonus. Witaj na Zaawansowanych Eliksirach. Jestem profesor Slughorn.
Lily usiadła w ławce z blondynką o krągłej twarzy a Hermiona obserwowała dużego mężczyznę kołyszącego się na boki, który podszedł do niej z wyciągniętą ręką. Podała dłoń, która została mocno potrząśnięta przez profesora.
- Dyrektor powiedział mi, że jesteś całkiem bystra w robieniu eliksirów. Jesteś wspaniałym dodatkiem do mojej klasy – powiedział. – Proszę, usiądź. – Wskazał na jedyne dostępne miejsce w sali, które znajdowało się przy stole Severusa.
Podeszła do swojego stanowiska otrzymując przy tym wiele współczujących spojrzeń. Wyglądało na to, że chłopak nie ma żadnych przyjaciół. Nawet obecni w pracowni Ślizgoni go unikali. Poczuła się źle. Nie był lubiany ani jako student ani jako profesor.
Usiadła, a on ledwo zaszczycił ją spojrzeniem. Kiedy lekcja się zaczęła umyślnie ją ignorował. W momencie, w którym profesor Slughorn oznajmił, że dzisiejszy eliksir będzie wynikiem pracy zespołowej, Severus zaoszczędził jej jadowitego spojrzenia.
- Po prostu wykonaj swoją część, a ja upewnię się czy eliksir zrobiony zostanie poprawnie – powiedział niezbyt uprzejmie.
- Och, na pewno to zrobisz – odcięła się Hermiona. –Może powinieneś zejść mi z drogi. Jestem całkiem dobra z tego przedmiotu.
Wpatrywali się w siebie, dopóki profesor Slughorn nie przemówił. – Ruszcie się, panie Snape, panno Colonus. Zaczynajcie. Nie macie całego dnia.
Resztę czasu spędzili pochłonięci swoją pracą, odzywając się do siebie tylko kiedy było to konieczne i poprawiając siebie nawzajem. Do końca zajęć, byli jedynym zespołem, który wykonał perfekcyjny eliksir.
- Bardzo dobrze, panie Snape, panno Colonus. Każde z was zdobywa po dziesięć punktów – uśmiechnął się profesor Slughorn. – Na następne zajęcia oczekuję wypracowania na temat tego eliksiru. Długość jednej stopy – powiedział kiedy wszyscy zaczęli zbierać swoje rzeczy.
Hermiona uśmiechnęła się szeroko i odwróciła do Severusa pakując swoją torbę. – Severusie, to było cudowne!
Na moment uspokoił się i wyszedł z klasy bez potwierdzenia jej słów. Hermiona obserwowała jego wyjście rozdrażniona. Nawet jako nastolatek był nieprzystępny i wiecznie wściekły.
- Hej, Hermiona – usłyszała. Jęknęła w duchu.
- Syriusz – odparła, wstając i zarzucając torbę na ramię. Stłumione „ał" wywołało u niej radość. Starła szeroki uśmiech z twarzy i odwróciła się. – Och, przepraszam. Uderzyłam cię? – zapytała z fałszywym zainteresowaniem.
- Tak! Co ty masz w tej torbie, cegły? – zapytał pocierając ramię. Nie czekając na odpowiedź, kontynuował. – Lily miała zobaczyć się z profesorem Slughornem i poprosiła mnie, bym zaprowadził cię na następne zajęcia.
Hermiona rozejrzała się dostrzegając Lily wychodzącą przez drzwi z Jamesem. Lily obejrzała się przez ramię i wzruszyła ramionami przepraszająco widząc Hermionę wpatrującą się w nią.
- Tak, James jest niesamowicie podobny do profesora Slughorna. Rozumiem, że mogłeś być zdezorientowany – powiedziała sucho.
Syriusz zaśmiał się i zaoferował jej ramię. – Możemy udać się na Transmutację? – zapytał.
Bez przyjęcia zaoferowanej ręki, Hermiona powiedziała. – Dzięki, ale myślę, że jestem w stanie dotrzeć tam bez wieszania się na tobie.
Syriusz wyszczerzył zęby. – Trudna do zdobycia. Remus lubi to kobietach.
Hermiona westchnęła i modliła się po cichu, by nie uderzyć Syriusza. Dotknęła nasady swojego nosa i powiedziała. – Możemy już iść?
Dotarli do klasy akurat na rozpoczęcie zajęć, ponieważ Syriusz zrobił postój, by „wyjaśnić" pewne rzeczy Hermionie. Dziewczyna miała przeczucie, że chłopak chciał się spóźnić i pobyć z nią sam na sam.
- Ach, panna Colonus. Witam – przywitała się profesor McGonagall. Spoglądając na Syriusza, który wciąż stał obok Hermiony, nauczycielka Transmutacji powiedziała. – Proszę usiąść, panie Black.
Mrugnął do Hermiony i poszedł na swoje miejsce. Hermiona czuła nadchodzący ból głowy. – Zajmij miejsce obok pana Snape'a, moja droga – powiedziała profesor McGonagall.
Moje szczęście, pomyślała spoglądając na puste miejsce obok Severusa. W takim tempie, gdy wrócę do domu będzie mnie nienawidził jeszcze bardziej.
Gdy pierwszy dzień zajęć minął, Hermiona czuła się jakby przebiegła maraton. Głowa ją bolała od rozprawiana się przez cały dzień z Severusem i Syriuszem. Tych dwóch wystarczyło, by doprowadzić kogoś do szału. Ślizgon nie rozmawiał z nią jeśli nie musiał, a Gryfon nie przestawałby z nią rozmawiać.
Weszła do pokoju wspólnego i padła na kanapę przecierając oczy. Usłyszała jak portret się otworzył i dotarł do niej śmiech Syriusza. Złapała torbę i biegiem pobiegła do swojego pokoju zatrzaskując za sobą drzwi.
- Dzięki Bogu, nie widział mnie – odetchnęła. Rzuciła pełną torbę na podłogę obok łóżka i rzuciła się twarzą na posłanie. Kiedy tak leżała drzwi otworzyły się, a po chwili zamknęły delikatnie.
- Hermiono, wszystko w porządku? – Usłyszała pytanie Lily.
- Tak – odparła nie podnosząc głowy.
- Co?
Podniosła głowę i powiedziała głośniej. – Wszystko dobrze. – Usiała i popatrzyła na koleżankę, zauważając, że blondynka o krągłej twarzy, z którą Lily siedziała na każdych zajęciach też tu była.
- To jest Alicja – powiedziała. – Jest jedną z twoich współlokatorek.
Hermiona poczuła ostry ból w sercu, kiedy zrozumiała, że to była mama Neville'a. Była taka młoda i wyglądała tak beztrosko. Hermiona zaczęła zmagać się ze łzami przypominając sobie o losie, który czeka jej współlokatorkę. – Miło cię poznać, Alicjo – powiedziała grubo.
- Jesteś pewna, że wszystko dobrze? – zapytała Lily.
- Tak, wszystko ok. Myślę, że po prostu potrzebuję drzemki. Głowa mnie boli, prawdopodobnie od upadku, który zaliczyłam – skłamała.
- W porządku, obudzę cię na obiad.
.::.
Hermionie udało się przebrnąć połowę kolacji nie tracąc humoru przez Syriusza. Był nawet znośny jak na siebie, przynajmniej dopóki nie zaczął znowu mówić o Severusie.
- Smarkerus dostał dobrym urokiem przed obiadem – powiedział, śmiejąc się. – Rzuciłem w niego upiorogackiem. Nawet mnie nie widział.
James i Peter ponownie się zaśmiali, Remus i Lily tylko siedzieli, patrząc z zakłopotaniem.
- Powinieneś był zobaczyć jak biegł – kontynuował Syriusz parskając. – Wyglądał jak chory nietoperz!
Hermiona miała już dość chłopaka. Wstała i podeszła do niego sycząc. – Jesteś brutalem nad brutalami. I pomyśleć, że wszyscy cię lubią.
Ciskając gromy wyszła z Wielkiej Sali i skierowała się na Wieżę Astronomiczną zanim zalały ją łzy. Była tam jakieś piętnaście minut kiedy usłyszała, że ktoś się zbliża.
Szybko wytarła oczy kiedy z ciemności wyłonił się Remus.
- Wszystko w porządku, Hermiono? – zapytała delikatnie.
- Nie! Tęsknię za moimi przyjaciółmi. Czuję się tu taka samotna, nawet jeśli jestem otoczona ludźmi. A Syriusz jest takim palantem. Dlaczego dręczenie ludzi sprawia mu przyjemność? I dlaczego nigdy z tym nic nie robisz? – Spojrzała na niego z wyrzutem, lekko zmartwiona kiedy dostrzegła cień winy w jego oczach.
- Hermiono, to jest długa historia, której na pewno nie chcesz usłyszeć. Powiem tylko, że Severus jest tak samo winny za to co się dzieje jak i my. Zaczął brać udział w tych walkach. – Remus wyglądał na niezwykle zmęczonego, tak samo jak mężczyzna, którego znała.
- Remusie, on jest jeden przeciwko czwórce. Możesz nie rzucać w niego urokami, ale jesteś tak samo winny temu, co on przez was cierpi. Mogłeś mu pomóc, ale pozwoliłeś Jamesowi i Syriuszowi nękać go. Zobaczyłam jak w ciągu jednego dnia, który z wami spędziłam oni dwa razy go zaatakowali. Co więcej, podsłuchałam w szpitalu, że Severus jest cały czas na celowniku Jamesa i Syriusza. – Hermiona prawiła mu kazanie tak jak Harry'emu i Ronowi, kiedy się z nimi nie zgadzała.
- Hermiono, byłaś tu tylko jeden dzień. Dlaczego pracujesz na korzyść osoby, której tak naprawdę nie znasz? Z tego co wiesz, on na wszystko zasłużył – powiedział wolno Remus.
- Bo byłabym taka jako on, gdyby nie dwójka moich przyjaciół. Jestem molem książkowym i gorliwą uczennicą aż do przesady. Na początku szkoły byłam obiektem żartów i kpin. Nie lubię patrzeć jak ktoś przechodzi przez to samo, co ja. A Severus przeszedł już znacznie więcej. – Łzy znów potoczyły się po jej policzkach, kiedy skończyła mówić nie mogąc złapać oddechu. Nie zamierzała tyle zdradzić, ale jej serce płakało z ulgi. Była zdenerwowana na nastoletniego Severusa, ale wciąż darzyła go uczuciem. Nie, podpowiedział jej głos podświadomości. Wciąż żywisz uczucia do mężczyzny, jakim się stał. Nawet nie znasz chłopka, którym jest teraz. Zignorowała ten głos tak, jak wcześniej.
- Nie wiedziałem – powiedział cicho Remus. – Postaram się zniechęcić ich do dokuczania Severusowi. Wierz mi, wiem co to znaczy być innym.
Hermiona spojrzała na niego wiedząc, że mówi o swojej likantropii. Chciała przynieść ulgę chłopcu stojącemu przed nią, którego udręczone oczy były takie same jak oczy mężczyzny, którego znała. – Dziękuję ci, Remusie. Doceniam to.
- Wracajmy do środka. Robi się wietrznie – powiedział Remus.
Hermiona przytaknęła. – Tak. – Nawet nie zauważyła, kiedy wiatr zaczął przybierać na sile, a jej włosy powiewały dziko dookoła głowy. Wbiegła za Remusem do środka budynku i dotknęła swoich loków.
- O matko! – lamentowała. – Wyglądam jak potwór na Halloween! – Kosmyki sterczały na wszystkie strony. – Ulizanna zostanie wynaleziona dopiero w następnym roku – powiedziała żałośnie.
- Słucham? – zapytał Remus patrząc na nią dziwnie.
Hermiona chciała kopnąć się za tę wpadkę. – Nic takiego – powiedziała odrobinę za szybko.
Remus gapił się na nią przez chwilę zanim wzruszył ramionami.- Wracajmy do pokoju wspólnego. Musimy popracować nad tym zadaniem z Transmutacji.
Hermiona przytaknęła i ruszyli do Wieży Gryffindoru.
.::.
Severus wyślizgnął się ze swojej kryjówki. Po skończonym posiłku udał się na Wieżę Astronomiczną, by odpocząć od wszystkich. Został wyśmiany przez dużą grupę uczniów, kiedy dostał Upiorogackiem. Był upokorzony i nawet jeśli nie widział Blacka, był pewny, że to właśnie on za tym stoi.
Schował się w miejscu, z którego doskonale słyszał potknięcie Hermiony. Ulizanna? Zastanowił się. Wynaleziona dopiero w następnym roku? Ona na pewno nie pochodzi ze Stanów.
Uśmiechnął się i zastanowił jakie ta informacja przyniosłaby mu to korzyści. Został przydzielony do Slytherinu z właściwych powodów. Opuścił swoja kryjówkę i poszedł do pokoju wspólnego Ślizgonów. Zagubiony w myślach zauważył pojawienia się Syriusza i Jamesa, dopiero kiedy prawie na nich wpadł.
Miał szczęście, nie dojrzeli go. W porę schował się za zbroją, z sercem bijącym szaleńczym rytmem. Zaczął się pocić, myśląc o zostaniu schwytanym samotnie. Nie to, żeby ktoś mu pomógł, ale bycie z nimi sam na sam nie wróżyło dobrze. Powstrzymywali się przy innych, ale kiedy byli sami hamulce puszczały.
- Nie wiem, James. Lunatyk staje się gwałtowniejszy o tej porze roku. Wiesz, zbliża się Noc Duchów. – Severus usłyszał jak Syriusz powiedział.
Severus cicho sięgnął po różdżkę i wskazując na dwójkę chłopaków wyszeptał. – Sectumsempra. – Uśmiechnął się, kiedy jego wrogowie zawyli w agonii chwytając się za krwawiące rany.
Po cichu ruszył do swojego pokoju, nie unikając niechętnych spojrzeń rzucanych przez jego współlokatorów. Dopiero kiedy dotarł bezpiecznie do pokoju, siadł na łóżku i zaciągnął ciasno zasłony. Wtedy pozwolił sobie na słabość. Jego oczy wypełniły się łzami i nie był zdolny do ich zatrzymania. Schował twarz w poduszę i gorzko zaszlochał. Z każdą łzą nienawidził sobie coraz bardziej. Właśnie za to otrzymał swoje przeklęte przezwisko. Uderzył w materac walcząc o zachowanie kontroli. Musiał nauczyć się jak wypchnąć uczucia z umysłu. W przeciwnym razie nie przeżyłby. Kiedy w końcu uspokoił oddech i opanował łzy zaczął myśleć o Hermionie.
Kim jesteś? I skąd tak naprawdę pochodzisz?
