Część III

Po kilkudziesięciu minutach, kubku herbaty i zjedzeniu mnóstwa czekoladowych ciasteczek, dyrektor zdecydował się zostawić Severusa z wyraźnym nakazem próby poprawienia swoich relacji z Potterem.
Snape był tak rozdrażniony bezsensowną rozmową ze swoim zwierzchnikiem, że po jego wyjściu zaklął głośno i zapieczętował dokładnie swoje komnaty.
Nie popełniam tego samego błędu dwa razy…
— Potter!
Harry prychnął rozbawiony, siedząc już wygodnie w fotelu i podjadając to, czego nie zdążył pochłonąć Dumbledore.
— Poli? — Chłopiec wzniósł oczy w stronę sufitu.
— Miałem mało czasu. — Mistrz eliksirów wzruszył ramionami, a przez myśli przeleciała mu irytująca myśl: Tłumaczę się! Chrońcie mnie bogowie, bo popadam w szaleństwo.
— Proszę cię, Severusie! — Wybraniec uśmiechał się arogancko. — Niech ci tylko przy podstarzałym Dropsie nie przyjdzie do głowy, tak do mnie mówić.
— Nie bądź bezczelny! — odwarknął Snape. — I nie zapominaj, do kogo mówisz, dzieciaku!
Powiedziawszy to, profesor dostrzegł wyraz twarzy Harry'ego. Emocje, które właśnie zagościły na jego twarzy nie wróżyły nic dobrego.
Cholera!
Gryfon wpatrywał się w niego, wyraźnie próbując podjąć jakąś decyzję.
Co on znowu kombinuje?
— Och! — odezwał się w końcu Harry. — Oczywiście. Rozumiem.
— Rozumiesz? — spytał mistrz eliksirów ze zdziwieniem.
— Panie profesorze — kontynuował cicho nastolatek, nie spuszczając wzroku ze swojej ofiary. — Chciałem tylko panu uświadomić — Harry zsunął się bez pośpiechu z fotela i oparł dłonie na dywanie — jak nieroztropne mogłoby być — przesuwał się wolno w tej pozycji, w stronę Severusa — gdyby przez przypadek, gdziekolwiek poza tymi komnatami — otarł się głową o łydkę mężczyzny — zwrócił się pan do mnie tym imieniem.
Wybraniec uklęknął przed Snape'em i dotknął najpierw jego nagich stóp, później delikatnie przejechał palcami po łydkach i udach, zwiększając nacisk przy pachwinach i zatrzymując dłonie dopiero na klamrze od paska.
Och! Boże…
Snape wpatrywał się w chłopca z nieskrywanym zaintrygowaniem. Głęboko w jego oczach oprócz pożądania widać było również niepokój. Dobrze skrywaną obawę.
— A już szczególnie — Harry zaczął rozpinać zapięcie przesuwając jednocześnie opuszkami palców po dobrze widocznym wybrzuszeniu w spodniach mężczyzny, — przy starym Dropsie.

Kiedy dyrektor w końcu wyszedł, Potter natychmiast porzucił swoją animagiczną formę. Rozsiadając się na fotelu słyszał, jak mężczyzna rzuca kilka zaklęć blokujących pomieszczenia.
Seveusie, nawet nie wiesz jak się cieszę!
Zaśmiał się cicho i kiedy mistrz eliksirów wrócił, nadal patrzył na niego z rozbawieniem.
— Poli?
— Miałem mało czasu.
Czy on się przede mną tłumaczy? Nie, niemożliwe…
— Proszę cię, Severusie! Niech ci tylko przy podstarzałym dropsie nie przyjdzie do głowy, tak do mnie mówić.
— Nie bądź bezczelny! — Harry'ego nieco zdziwił ostry ton mężczyzny. — I nie zapominaj, do kogo mówisz, dzieciaku!
Nastolatek poczuł najpierw krótki ból, zauważając tak oczywiste odepchnięcie. Po chwili jednak uśmiechnął się niebezpiecznie.
Hm… Więc tak chcesz grać? Dobrze profesorze. Zagramy według twoich zasad.
— Och! — Zrobił krótką przerwę dla lepszego efektu wypowiadanych słów. — Oczywiście. Rozumiem.
— Rozumiesz? — Zaskoczenie w oczach nauczyciela było aż nazbyt widoczne.
— Panie profesorze.
Bardzo proszę! Potrafię być grzecznym Gryfonkiem. Tylko czy ty, aby na pewno jesteś na to gotowy?
— Chciałem tylko panu uświadomić — Harry, wykorzystując skupienie Severusa na sobie zsunął się z fotela i oparł przed sobą dłonie — jak nieroztropne mogłoby być — zaczął bez pośpiechu przesuwać się w kierunku mężczyzny nie przestając wpatrywać się w jego oczy — gdyby przez przypadek, gdziekolwiek poza tymi komnatami — w niezwykle zmysłowym geście otarł się o łydkę nauczyciela — zwrócił się pan do mnie tym imieniem.
Chłopak przez cały swój pokaz obserwował rosnące, z każdym jego ruchem napięcie malujące się na twarzy mężczyzny.
O tak, Sev. Przedstawienie jest specjalnie dla ciebie.
Harry niemal z namaszczeniem dotykał Snape'a. Przesuwał dłonie coraz wyżej, świadomie omijając tę część mężczyzny, która aż prosiła o dotyk. Kiedy jego dłonie dotarły do paska, Wybraniec zatrzymał się na moment i wyszeptał:
— A już szczególnie — klamra rozpięła się z cichym kliknięciem, a chłopak świadomie przejechał kciukiem po ukrytym wciąż penisie mężczyzny — przy starym Dropsie.
Harry usłyszał cichy jęk rozkoszy i nie potrafił pohamować uśmiechu. Pochylił głowę, żeby nie zepsuć efektu swoich działań niepotrzebnym rozproszeniem mistrza eliksirów i zaczął składać drobne pocałunki na całej długości jego członka.
I tu pana mam, profesorze Snape.
— Po… — Gryfon podniósł głowę i zerknął ciekawie na twarz nauczyciela. — Poli — poprawił się szybko Severus.
— Och! — Teraz Harry uśmiechał się zachwycony. — Cóż, myślę, że polubię to imię.
Snape także uśmiechnął się, słysząc słowa Złotego Chłopca, ale kiedy nastolatek zabrał się za rozpinanie rozporka jego stalowych spodni, położył mu delikatnie dłoń na palcach.
— Czy ty czasami nie jesteś w jakimś związku?
No idealny moment sobie wybrałeś!
— Czy to teraz odpowiednie pytanie? — Harry zaczynał się irytować.
— A nie uważasz, że takie jest?
Severus uniósł brwi w zdziwieniu na zdenerwowanie nastolatka. Ten podniósł się ze swojej pozycji i usadowił obok mężczyzny, dotykając go tylko ramieniem. Jego pożądanie zmalało w tej chwili do minimum. Snape warknął niezadowolony, ale nie odezwał się ani słowem, czekając na odpowiedź Wybrańca.
Zaczynając opowiadać, Harry wpatrywał się w trzaskający w komiku ogień.
— Byłem. Dopóki Ginny nie zaczęła wpatrywać się w Blaise'a, jak w obrazek.
— Blaise jest z panną Weasley?
— O tak.
— Przykro mi.
— A mnie nie.
— Dlaczego? — Gryfon zastanawiał się, czy profesor pyta go o powody, dla których nie jest mu przykro, czy te, przez które został sam. Postanowił odpowiedzieć na drugie.
— To był tylko eksperyment. A ja o tym wiedziałem.
— Eksperyment?
— No, tak — zerknął na Snape'a. — Upewnienie się, co do swoich preferencji.
— Ale podjęta decyzja wskazuje na zdecydowany heteroseksualizm. — Harry wyczuł w głosie mistrza eliksirów nutkę źle skrywanej złości.
— To chyba oczywiste. — Chłopak powoli zaczynał mieć dość tej rozmowy.
— Więc dlaczego panna Weasley wybrała Blaise'a zamiast ciebie?
Och! Myślisz, że byłem z Ginny! Choć ostatecznie taki był plan…
Harry zachichotał i zapatrzył się w czarne oczy Severusa, który rzeczywiście wyglądał, jakby nie rozumiał, co się właściwie stało.
— To nie Ginny wybrała Zabiniego — powiedział chłopak cicho. — To on zostawił mnie dla niej. Po prawie roku.

Postrach Hogwartu wydał z siebie przeciągły jęk i odchylił do tyłu głowę. Chwilę później przez jego świadomość przedarło się nowe doznanie.
Merlinie! Jak ten nieznośny bachor może sprawiać, że przestaję oddychać!
Severus czuł, że nie będzie w stanie wytrzymać nawet tych, dość niewinnych pieszczot zbyt długo. Nie po tym wszystkim, co się dzisiaj działo.
Poczuł, jak Harry delikatnie odpina guzik i sięga dłonią do ukrytego rozporka jego spodni.
Chwileczkę… Przecież to niemożliwe!
Dotknął długimi palcami tych mniejszych, zatrzymując je niechętnie w połowie drogi.
— Czy ty czasami nie jesteś w jakimś związku? — Rozdrażnienie na twarzy Wybrańca było bardzo sugestywne i Snape natychmiast pożałował swoich słów.
Kurwa! Idealny moment sobie wybrałem!
— Czy to teraz odpowiednie pytanie?
— A nie uważasz, że takie jest?
Mistrz eliksirów był nieco zdziwiony reakcją chłopaka, kiedy ten podniósł się, zostawiając go w lekkim rozkroku i z rozpiętymi spodniami. Warknął na takie zachowanie, ale zdawał sobie sprawę, że sam wszystko spieprzył. Harry usiał ciężko na kanapie ledwie go dotykając i, nie patrząc na niego, odpowiedział:
— Byłem. Dopóki Ginny nie zaczęła wpatrywać się w Blaise'a, jak w obrazek.
A więc to tak? Ruda dała w końcu kosza wspaniałemu Chłopcu Który Przeżył.
— Blaise jest z panną Weasley? — Nagle dotarł do niego sens usłyszanych słów.
— O tak.
— Przykro mi.
Tak, jasne. Cholernie mi przykro! Mężczyzna prychnął w myślach i skupił się ponownie na słowach Harry'ego.
— A mnie nie. — Severus ze zdziwieniem stwierdził, że rzeczywiście Potter wygląda, jakby już zdążył pogodzić się z sytuacją.
— Dlaczego?
— To był tylko eksperyment. A ja o tym wiedziałem.
— Eksperyment? — Profesor patrzył na niego jak na jeden ze swoich składników do eliksirów.
— No tak — Harry zerknął na Snape'a. — Upewnienie się, co do swoich preferencji.
Przecież to nie ma sensu, pomyślał mężczyzna i w wyrazie frustracji przygryzł wargę, nie do końca świadomy faktu, że jest ukradkiem obserwowany.
— Ale podjęta decyzja wskazuje na zdecydowany heteroseksualizm — zdecydował się w końcu powiedzieć, przerywając przedłużającą się ciszę.
— To chyba oczywiste. — Teraz także Wybranie wydawał się poirytowany prowadzeniem tej idiotycznej rozmowy.
— Więc dlaczego panna Weasley wybrała Blaise'a zamiast ciebie?
Harry zachichotał, co wywołało u Severusa dziwne przeczucie, że przegapił coś niezwykle istotnego.
— To nie Ginny wybrała Zabiniego — powiedział chłopak cicho. — To on zostawił mnie dla niej. Po prawie roku.
Wpatrywali się w siebie, każdy czekając na reakcję drugiego. Nastolatek wyglądał teraz jak zbity pies, a jego oczy stawały się z każdą chwilą coraz bardziej puste. Snape z kolei nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał.
Zauważyłbym. Musiałbym zauważyć. Poza tym Blaise…
— Nie wierzysz mi? — zapytał Harry z nutą zawodu w głosie.
— Nie za bardzo — przyznał.
— I o to właśnie chodziło.
Gryfon podciągnął nogi na kanapę i objął kolana ramionami. Nieświadomie przysunął się bliżej Severusa i ponownie zapatrzył w kominek.
— Nie mogliśmy pokazywać się z Zabinim wspólnie — zaczął monotonnym głosem. — Domy i te sprawy. Musieliśmy wymyślić jakąś dobrą wymówkę. Może miesiąc po tym, jak zaczęliśmy się spotykać wpadła na nas Ginny. Byłem przerażony. Blaise chciał ją zobliviatować — zaśmiał się cicho na to wspomnienie, ale kontynuował: — Wtedy ona powiedziała, że nie widzi w tym nic złego i może się przydać. Dorastając z bliźniakami zdążyła nauczyć się brać sprawy w swoje ręce. Zaproponowała sprytny plan.
Severus patrzył na Harry'ego jak spetryfikowany. To musiał być zaiste świetny plan, skoro nawet on, szpieg w szeregach Voldemorta niczego nie zauważył.
— Oddałem Blaise'owi moją pelerynę niewidkę. Planowaliśmy spotkania za pomocą naszych sławetnych galeonów, tych ze spotkań Gwardii Dumbledore'a. Kiedy się spotykaliśmy, Ginny przejmowała niewidkę i znikała na kilka godzin. A my mieliśmy czas dla siebie.
Gryfon zerknął na Snape'a chcąc sprawdzić jego reakcję, ale ten wciąż się w niego wpatrywał z niedowierzaniem.
— Później pojawiło się więcej kłopotów. Malfoy zaczął zauważać zniknięcia Blaise'a i wypytywać go o to, z kim ten się spotyka. Ustaliliśmy we trójkę, że powie mu o moim rzekomym związku z Ginny i o tym, jak to nas niby szpieguje. Malfoy był wniebowzięty. Tyle, że niedługo potem Zabini poinformował nas, że ma zostać śmierciożercą. Byłem załamany, ale Blaise poszedł od razu do Dumbledore'a. Został szpiegiem, podobnie jak ty.
To wprawiło mistrza eliksirów w prawdziwe osłupienie. Wiedział, że Zabini przyjął Mroczny Znak, ale nie miał pojęcia o jego roli podwójnego agenta.
To wiele wyjaśnia. Tylko, dlaczego, do jasnej cholery, nic o tym nie wiedziałem?
— Mów. Ciągle słucham — ponaglił Snape, kiedy Harry przestał odzywać się przez zbyt długi czas.
— No cóż. Jak mówiłem, to był eksperyment. W którymś momencie zauważyłem, że Ginny zaczyna spędzać z nami coraz więcej czasu, a jakiś czas później to ja przyłapałem ich. Nie byłem nawet jakoś szczególnie rozczarowany. Widziałem, co się dzieje. Wiedziałem, że to się stanie prędzej czy później. Co nie zmienia faktu, że cholernie zabolało.
Severus przypatrywał się nastolatkowi z zagadkowym wyrazem twarzy.
Boże, jego chłopak zdradził go z jedną z najlepszych przyjaciółek.
Powoli podniósł rękę i otoczył ramieniem Harry'ego. Jak sobie teraz przypomniał, rzeczywiście od jakiegoś czasu nie widywał już tej dwójki razem. Pomyślał wtedy, że to jakaś głupia sprzeczka, którą szybko wyjaśnią miedzy sobą i wszystko wróci do normy. Do normy, która okazała się normą wcale nie być.
I pomyśleć, że Gryfoni też potrafią być sprytni…
Nachylił się w stronę Wybrańca i delikatnie złożył na jego skroni drobny pocałunek.
— O tym chciałeś ze mną porozmawiać? — Harry powoli otrząsał się z letargu. — O tym, że pan Zabini jest szpiegiem?
— Tak — przyznał niechętnie. — Choć niekoniecznie miałem w planie opowiadać ci całą resztę. — Profesor zaśmiał się lekko i przyciągnął chłopca jeszcze bliżej siebie, widząc jak ten przygryza ze zdenerwowania wargę. — Chciałem cię prosić, żebyś na niego uważał — dodał ledwo słyszalnym głosem.
— Wciąż ci na nim zależy? — zapytał zdziwiony Severus.
— Wciąż uważam go za przyjaciela. Nie chcę, żeby coś mu się stało. To przeze mnie i Ginny zdecydował się zostać agentem Jasnej Strony.
— Nie, Poli — Harry zerknął na niego ciekawie. — To dzięki waszej dwójce nie został skazany na los, który z całą pewnością by go czekał, kiedy już wygramy tę wojnę.
Gryfon patrzył na niego z nieskrywanym szczęściem.
Och, poczucie winy, panie Potter. Ciężka sprawa.
— Dziękuję — powiedział, podnosząc się z nieporadnie z kanapy. — Powinienem już iść.
Snape przyciągnął go do siebie tak zaborczo, że ten wylądował na jego kolanach. Po chwili mistrz eliksirów odgarnął lekko włosy z karku chłopca i przejechał językiem po jego odsłoniętej szyi, wprawiając Harry'ego w lekkie drżenie.
— O nie. Nie sądzę, żebyś się gdzieś dzisiaj wybierał.

— Nie wierzysz mi? — Gryfon za zdziwieniem wyczuł smutek w swoich słowach.
Właściwie to nie powinienem się dziwić. Złoty Chłopiec ze Ślizgonem.
— Nie za bardzo — przyznał Severus.
— I o to właśnie chodziło.
Harry, podciągając nogi, zaczął opowiadać o najważniejszych wydarzeniach ostatniego roku. O Ginny i jej planie. O Draco i jego podejrzeniach. W końcu o Zabinim, Mrocznym Znaku i tym, jak zdradziły go dwie, jakże ważne dla niego osoby. Ukradkiem obserwował reakcje mistrza eliksirów na swoje słowa i dostrzegł moment, w którym ten mu w końcu uwierzył.
— Wiedziałem, że to się stanie prędzej czy później. Co nie zmienia faktu, że cholernie zabolało — kończył swoją opowieść kilkanaście minut później.
Poczuł, jak mężczyzna otacza go ramieniem i przysuwa w niewątpliwym geście pocieszenia, po czym całuje go delikatnie w skroń.
— O tym chciałeś ze mną porozmawiać? — zapytał jakiś czas później Severus. — O tym, że pan Zabini jest szpiegiem?
— Tak. Choć niekoniecznie miałem w planie opowiadać ci całą resztę. — Profesor zaśmiał się lekko i Harry poczuł, że uspokaja się lekko. — Chciałem cię prosić, żebyś na niego uważał — dodał niepewnie.
— Wciąż ci na nim zależy? — zapytał zdziwiony Severus.
— Wciąż uważam go za przyjaciela. Nie chcę, żeby coś mu się stało. To przeze mnie i Ginny zdecydował się zostać agentem Jasnej Strony.
— Nie, Poli. To dzięki waszej dwójce nie został skazany na los, który z całą pewnością by go czekał, kiedy już wygramy tę wojnę.
— Dziękuję.
A zapowiadało się tak dobrze. Trudno. Przynajmniej Ginny nie będzie wypłakiwać się na moim ramieniu, kiedy Blaise zginie. Zrobiłem wszystko, co mogłem.
— Powinienem już iść — dodał, po chwili stając tyłem do mężczyzny.
Poczuł, jak Snape wciąga go na swoje kolana i ciepły oddech otulił jego czuły kark. Za oddechem podążył język i kilka muśnięć warg.
— O nie. Nie sądzę, żebyś się gdzieś dzisiaj wybierał.


olciak123: och tak, nie lubimy Dumbledore'a xD przyjmę magiczną fasolę... może na szczycie znajdę Wena!

Ruda098: jeszcze trochę będziesz musiała poczekać, ale wszystko się wyjaśni, prędzej czy później... obiecuję!

sakaj: uważam się za mistrza przerywania, więc od razu przepraszam za ten rozdział! Mimo wszystko mam nadzieje, że się podobało ;P

Sentansja: eh... mówiłam, że Harry nas będzie zaskakiwał! Ja nie lubię Pottera, który jest jak ciepłe kluchy! To siódmy rok, wyczytać trzeba między wierszami;) I zupełnie nie przeszkadza mi nieskładność komentarzy.