Wakacje u Severusa

Następnego dnia zabraliśmy się do pracy. Zaczęliśmy od prostych eliksirów na przeziębienie. Severus przygotowywał wielki kocioł, a ja niewielką ilość w małym kociołku. Jakby miało się coś nie udać, to lepiej, żeby mniej niż więcej. Jednakże byłam na tyle uzdolniona z eliksirów, a Severus potrafił mnie tak dobrze poprowadzić, że również mój eliksir nadawał się do spożycia. Z dumą obserwowałam, jak Sev przelewał go do buteleczki, opisał, a następnie włożył do pojemnika dla pani Pomfrey.
Dokładnie to samo robiliśmy z następnymi eliksirami przez następne kilka dni. W tym czasie wiele dowiedziałam się o magii uzdrawiającej. Z zainteresowaniem słuchałam o eliksirze Szkiele-Wzro, który był w stanie sprawić, że odrastają wszystkie kości. Byłam ciekawa, w jaki sposób można je stracić. Złamać? To naturalne. Ale stracić?
W dniu, w którym warzyliśmy eliksir Słodkiego Snu, postanowiłam sama go wypróbować. Jak tylko Severus z zadowoleniem zajrzał do mojego kociołka i odwrócił się po pojemnik, żeby również ten dodać do zapasów pani Pomfrey, szybko przelałam odrobinę do malutkiej buteleczki, schowanej w kieszeni. Wieczorem z ciekawością wypiłam go i w ciągu zaledwie kilku sekund zasnęłam. Ledwo zdążyłam dojść do łóżka, już spałam. Nawet nie zdążyłam przykryć się kołdrą.
Dzień przed przyjazdem Dracona w końcu odważyłam się zapytać Severusa o Jamesa Pottera.
— Pod koniec roku szkolnego słyszałam pewną rzecz i zastanawiam się, czy to prawda... — zaczęłam. Severus krótko spojrzał na mnie, a następnie kontynuował przygotowywanie składników do kolejnego eliksiru. — Czy James Potter uratował ci życie? — Severus był tak zaskoczony tym pytaniem, że podczas krojenia dżdżownic, naciął sobie palec. Syknął, a kiedy odłożył nóż, zauważyłam krew. Podeszłam do niego, zastanawiając się, co robić.
— Zajmę się tym — powiedział Sev i zniknął. Po chwili wrócił, z jego rany wydobywał się dziwny dym, ale palec już nie krwawił. Obserwowałam, jak rana się zabliźnia, a następnie znika.
— Gdzie to słyszałaś? — zapytał.
— Od profesora Dumbledore'a — odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Miałam nadzieję, że nie zapyta o szczegóły.
— To tylko częściowa prawda — mruknął Severus, wracając do swoich nieprzyjemnych wspomnień. — Opowiadałem ci, że James i Syriusz byli przyjaciółmi, a do ich paczki należeli jeszcze Remus Lupin i Peter Pettigrew. Zauważyłem, że Lupin wychodził w nocy z Poppy Pomfrey z zamku. Chciałem odkryć jego tajemnicę. Wtedy Syriusz powiedział mi, że znajdę Lupina za tunelem, którego wejście znajduje się w wierzbie bijącej. Zdradził mi, jak unieruchomić wierzbę, żeby bez problemu wejść do środka. Tak też zrobiłem...
Na chwilę zamilkł.
— Zanim dotarłem do końca tunelu, Potter mnie dogonił, żeby mnie stamtąd wyciągnąć. Jasne, można powiedzieć, że uratował mi życie. Można powiedzieć, że narażał swoje, ale... Tak naprawdę ratował skórę Blacka, którego wyrzucono by ze szkoły, gdyby coś mi się stało. Potter i tak przybył odrobinę za późno, bo byłem tak daleko, że zobaczyłem Lupina... jako wilkołaka.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
— Remus Lupin był wilkołakiem?
— Jest — mruknął Sev. — Mówiłem ci, że on żyje. — Zamilkł, by wziąć głęboki wdech. — Tak... więc zobaczyłem wilkołaka, Dumbledore dowiedział się o tym żarciei zabronił mi komukolwiek o tym mówić. Słowa dotrzymałem. Jesteś pierwszą osobą, której to powiedziałem.
— A mama? Lily? Przecież się z nim przyjaźniły... Nie wiedziały?
— Wiedziały. Albo same to odkryły, albo w końcu chłopcy im powiedzieli. Kate również wiedziała o żarcie Syriusza, który mógł doprowadzić do tragedii... Nie było szlachetnego czynu Jamesa Pottera, który uratował znienawidzonego kolegę. Zrobił to, co musiał, żeby ochronić siebie i swoich przyjaciół.
Chwilę milczałam, zastanawiając się nad tym, co właśnie usłyszałam. Byłam rozczarowana profesorem Dumbledore'em, który przedstawił to tak, jakby James Potter zupełnie bezinteresownie uratował życie Severusowi. Harry wiedział tak mało o swoich rodzicach, a takie błędne wyobrażenia z pewnością mu nie pomogą w złożeniu ich prawdziwego obrazu.
— Dlaczego tak bardzo nienawidzisz Harry'ego? — zapytałam.
— Jest taki jak ojciec...
— Wygląda jak on — przerwałam mu. — Ale słyszałam, że z charakteru odziedziczył wiele cech po matce... Oceniasz go tylko ze względu na jego wygląd? Że tak bardzo przypomina ci Jamesa?
Sev milczał. Zignorował moje ostatnie pytania i mruknął cicho, ale mimo to go usłyszałam:
— Teraz nie możesz porównać, czy naprawdę ma cechy matki, bo ona przez niego nie żyje.
Nie odpowiedziałam, ale czułam, jak wszystkie elementy układanki wskakują na miejsce. Wiedziałam, że Severus kochał Lily, mamę Harry'ego. Wiedziałam, że Voldemort chciał zabić Harry'ego, ale uratowało go to, że Lily oddała za niego życie. Łatwo było powiedzieć, że Sev przelał swoją nienawiść do Jamesa na Harry'ego. Prawda leżała głębiej. Nienawidził go, bo obwiniał go o śmierć Lily. Jak ja mogłam na to wcześniej nie wpaść?
Severus siedział pogrążony w swoich myślach, a w jego oczach widziałam smutek. Oboje musieliśmy się wyrwać z przeszłości, więc wstałam z fotela.
— To jak? Robimy dalej ten eliksir?
To wystarczyło. Sev spojrzał na stół pełen składników. Przez kilka minut analizował, co już zostało zrobione, zanim mu przerwałam, a dopiero potem wrócił do pracy. Ja również zabrałam się za mój eliksir, starannie powtarzając to, co robił.

Przedostatniego lipca pojawił się Draco. Przywitałam się z jego ojcem, trzymając odpowiedni dystans. Miałam nadzieję, że pan Lucjusz tego nie zauważył. Odkąd dowiedziałam się, że był śmierciożercą, nie chciałam się do niego zbliżać. Chyba się go bałam.
Razem z Draconem skorzystałam z pięknej pogody i wyszliśmy na dwór. Nie było tu tak ładnie, jak w okolicach dworu Malfoyów, ale nie zwracaliśmy uwagi na otoczenie. Usiedliśmy nad rzeką i patrząc w wodę, Draco zapytał:
— Jakie to uczucie? Kiedy wszyscy wiedzą, kim jesteś...
Zastanowiłam się przez chwilę.
— Dziwne. Ale z drugiej strony czuję się wolna... Czułam się głupio, jak ktoś wołał Potter, a ja się odwracałam, jakby chodziło o mnie. Po tylu latach mugolskiej szkoły powinnam być przyzwyczajona, ale jakoś wcale nie było łatwiej. No i moje relacje z Harrym się polepszyły. Chociaż...
— Hmm?
— Przez całe wakacje nie odpowiedział na żaden list. Martwię się. Nicole napisała mi, że wszystko w porządku, widziała Harry'ego jak coś robił w ogródku i wyglądał na całego i zdrowego. Nie rozumiem, dlaczego do tej pory mi nie odpisał. Wydawał się smutny, kiedy okazało się, że na Privet Drive spędzę zaledwie kilka dni...
Zapadła cisza. Odkąd Draco poznał Harry'ego i znienawidzili się ze wzajemnością, nie był już tak chętny do udzielania mi rad w sprawie naszych relacji.
— Poza tym, jak wiesz, nie wszyscy wiedzą, kim naprawdę jestem.
Draco spojrzał na mnie.
— Tylko niewiele osób wie, kim naprawdę jest mój ojciec. Proszę, obiecaj mi, że cokolwiek by się nie zdarzyło, nikomu nie zdradzisz tej tajemnicy!
— Obiecuję! — Draco spojrzał mi prosto w oczy. Biła z nich szczerość. — Tak jak obiecałem ci to już rok temu. Nikomu nie powiem.
Uwierzyłam mu. Tak jak rok wcześniej.

Następnego dnia wysyłałam Szafran z niewielką paczką uwiązaną do nóżki.
— Co robisz? — zapytał Draco, który wpadł do mojego pokoju, żeby zawołać mnie na śniadanie.
— Harry ma dziś urodziny — odpowiedziałam. — Wysyłam mu paczkę.
— Liczysz na to, że teraz odpisze? — zapytał z powątpiewaniem. — Za to, jak cię traktuje, w ogóle nic bym mu nie dał.
— Nie przesadzaj — żartobliwie pacnęłam go w ramię. — Urodziny Harry'ego nie są jednym z jego najszczęśliwszych dni. Oczywiście byłoby inaczej, gdyby urodził się w trakcie roku szkolnego, ale spędzać ten dzień w towarzystwie Dursleyów... — wzdrygnęłam się, co wzbudziło śmiech Dracona.
Otworzyłam okno, szepnęłam Szafran „do Harry'ego" i przez chwilę obserwowałam, jak odlatuje. Może teraz odpisze?
Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że przecież pewnie Ron i Hermiona z nim korespondują. Może po prostu nie chciał mi odpisywać? Byłam pewna, że oboje napiszą mi, co u Harry'ego, szczególnie po tym, co zrobiłam przy Voldemorcie.
Niestety listy do nich musiały poczekać, aż Szafran wróci.
Draco przez chwilę mnie obserwował, a następnie pociągnął za rękę i zaprowadził na śniadanie. Przez cały czas mnie nie puszczał, co nas śmieszyło. Rozchichotani weszliśmy do kuchni, a pytający wzrok Severusa sprawił, że wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.

Ponieważ Draco nie miał ochoty spędzać wakacji warząc eliksiry, przez kilka dni Severus sam się tym zajmował. Ja całkowicie poświęciłam mój czas Draconowi. Od rana chodziliśmy na spacery, graliśmy w różne gry, objadaliśmy się słodyczami oraz lataliśmy na miotłach – znaleźliśmy idealne miejsce, gdzie nikt nas nie widział i mogliśmy grać w Quidditcha. Bramkami były narysowane koła na drzewach, a za kafel służyły nam dzikie jabłka. Właściwie nie rozgrywaliśmy meczu, tylko trenowaliśmy rzuty i obronę, chociaż żadne z nas nie chciało być ani ścigającym, ani obrońcą swojej drużyny.
Ja w ogóle nie byłam zainteresowana grą w Quidditcha, za to Draco chciał być szukającym. Część czasu spędzałam na rzucaniu mu dzikich śliwek, które on próbował złapać. Musiałam przyznać, że był niezły, ale... nie dorównywał Harry'emu. Jednakże na meczu wiele czynników mogło wpłynąć na grę, więc byłam ciekawa, jak Draco poradzi sobie w drużynie Ślizgonów. Ku mojemu zaskoczeniu był pewny, że będzie w ich drużynie.
Wieczorami oglądaliśmy filmy i bajki. Dracona bawiła telewizja, której do tej pory nie znał. Najbardziej bawiły go filmy o czarodziejach czy wampirach. Pytał mnie również, jak to możliwe, że oglądając wiadomości, widzieliśmy i słyszeliśmy prezentera, który był oddalony o setki mil i to wszystko bez magii! Również Severus uśmiechał się pod nosem, słysząc jego pytania.

Pobyt Dracona minął szybko. Jego ojciec znów wpadł na kawę do Severusa, a wieczorem zabrał swojego syna. Cieszyłam się, że mogłam go mieć dla siebie przez te kilka dni, bo w Hogwarcie często chodziliśmy innymi drogami, chociaż próbowaliśmy się spotykać, tak często, jak tylko mogliśmy.
Przez kilka następnych dni znów warzyłam eliksiry z Severusem. W międzyczasie wróciła Szafran i od razu wysłałam ją do Rona. Zaniepokoiła mnie jego odpowiedź: Harry nie odzywał się ani do niego, ani do Hermiony. Nicole mogła myśleć, że wszystko w porządku, ale na pewno coś było nie tak. Ron dodał, że razem z bliźniakami zamierzają pojechać na Privet Drive i porwać Harry'ego do swojego domu. Byłam przerażona, kiedy czytałam ich szalony plan, ale może był on na tyle szalony, że mógł się udać?
Pod podpisem Rona znajdowało się jeszcze kilka linijek tekstu, tym razem naskrobanych przez Freda: Zaproszenie do domu Weasleyów. Szybko wszystko uzgodniłam z Severusem i odpisałam, że wpadnę na ostatni tydzień wakacji.
Kilka dni później dostałam list z Hogwartu, w którym, jak rok wcześniej, była informacja o pociągu oraz lista książek. Szybko ją przeczytałam i zmarszczyłam brwi.
— Kto będzie uczyć obrony przed czarną magią? — zapytałam. — Na liście książek mam aż siedem Lockharta. Jakaś czarownica jest w nim zakochana, czy co? — Często zaglądałam do „Proroka Codziennego" albo czasopisma „Czarownica", jeśli tylko miałam okazję. Do tego drugiego tylko w domu Malfoyów, ale dzięki temu doskonale wiedziałam, kim jest Lockhart. Często zastanawiałam się, jak taki laluś mógł dokonać tego, o czym pisał w swoich książkach. On i walka z wilkołakiem? Śmieszne. Nie pasował mi na bohatera. Podejrzewałam, że albo opisywał wyczyny innych, albo po prostu to zmyślił.
Severus się uśmiechnął.
— Lockhart — odpowiedział krótko.
— Co? — zapytałam. Byłam tak pogrążona w myślach, że już zapomniałam, o co pytałam.
— Lockhart będzie nauczycielem obrony w tym roku — wyjaśnił Severus. Jęknęłam. — Myślałem, że będziesz zachwycona.
— Nim? — spojrzałam na ojca chrzestnego, którego bawiła ta konwersacja. — Czy on coś w ogóle potrafi?
— Przekonamy się — mruknął Severus. — Albus musiał go zatrudnić, nie miał innego wyboru... No wiesz, był jedynym kandydatem na to stanowisko.
— Poza tobą — dodałam cicho.
— Taak... Poza mną — powiedział zamyślony. — Podejrzewam, że nawet gdyby nie miał żadnego kandydata i tak by mi nie pozwolił nauczać tego przedmiotu.
— Może za kilka lat zmieni zdanie?
— Może.
Zapadła cisza. Czasami zastanawiałam się, dlaczego Severusowi tak bardzo zależało na objęciu stanowiska nauczyciela obrony przed czarną magią. Przecież z eliksirów był świetny! Niestety nie był w stanie mi tego wyjaśnić, chociaż oczywiście próbował.
— Jedziemy dzisiaj na ulicę Pokątną? — zapytał nagle. Spojrzałam na listę książek. Poza dziełami Lockharta była na niej tylko Standardowa księga zaklęć (stopień 2) Mirandy Goshawk. Musiałam również uzupełnić zapasy na lekcje eliksirów oraz dokupić pergamin i atrament. W tym roku zakupy nie powinny zająć nam zbyt wiele czasu.

Po śniadaniu szybko się ubrałam i byłam gotowa do drogi. Kilka minut później oboje staliśmy na ulicy Pokątnej i czyściliśmy się z sadzy z kominka, którym podróżowaliśmy. Rozejrzałam się. Na razie na ulicy nie było zbyt wielu czarodziejów. Podejrzewałam, że uczniowie Hogwartu dopiero od jutra będą się zjeżdżać na zakupy.
Najpierw poszliśmy do banku Gringotta, gdzie zabrałam trochę pieniędzy ze skrytki mojej mamy oraz Syriusza Blacka.
— Nie wiesz, w jakim stanie jest Syriusz? — zapytałam Severusa. Spojrzał na mnie zaskoczony.
— Pewnie w takim samym, jak rok temu — odpowiedział. — Dlaczego pytasz? Chciałabyś go odwiedzić? — Przerażała go ta myśl.
Wzdrygnęłam się, przypominając sobie dementorów.
— Nie — odpowiedziałam szybko.
Jako pierwsze kupiłam spory zapas atramentu i pergaminu. Severus śmiał się, że kupiłam tego tak dużo. Żartował, że pewnie teraz moje wypracowania będą dłuższe niż od Hermiony. No cóż, w tym jej nie dorównywałam i prawdę mówiąc, nie zamierzałam. Następnie kupiłam składniki do eliksirów, a w sklepie z magicznymi zwierzętami trochę przysmaków dla Szafran. Po drodze do księgarni wstąpiliśmy na lody.
— Zdenerwowana przed nowym rokiem? — zagadnął Severus. Zauważyłam, że ludzie nam się przyglądali. Nie byłam pewna, czy dziwił ich fakt, że Severus Snape zajmował się dwunastoletnią dziewczynką, czy może to ja wzbudzałam ich ciekawość. W połowie lipca ukazał się w „Proroku Codziennym" duży artykuł o mnie. Z jednej strony mnie to bawiło, ale z drugiej byłam przerażona. Nie chciałam być tak sławna, jak Harry.
W artykule podano niewiele faktów na mój temat. Można było się domyślić, że każdy, kto miał choć trochę wiedzy na mój temat, nie był chętny do udzielania wywiadu. Opisano tylko, że przeżyłam Mordercze Zaklęcie, zupełnie jak Harry, zostałam zabrana z domu Potterów i oddana mugolom, którzy mnie wychowali. Ku mojej uldze nie było opisane, czy łączy mnie z nimi pokrewieństwo, a jeśli tak, w jakim stopniu. Większość artykułu dotyczyła szkoły, że nosiłam nazwisko mugoli, trafiłam do Gryffindoru i jestem zdolną uczennicą. Pod koniec roku postanowiłam ujawnić, kim naprawdę jestem. Właściwie każdy mógł to napisać, a mnie na razie nie groziło, że ktoś odkryje moje prawdziwe pochodzenie.
Oczami wyobraźni widziałam nagłówki: Isabella Potter córką Sami-Wiecie-Kogo! Wzdrygnęłam się.
Severus patrzył na mnie wyczekująco.
— Hmm? — Odwzajemniłam spojrzenie.
— Pytałem, czy jesteś zdenerwowana nowym rokiem.
Zastanowiłam się.
— Właściwie to... nie. Co się może stać? Wszystko wyszło na prostą, więc pewnie będzie to fantastyczny rok szkolny!
Nawet nie przeczuwałam, jak bardzo się myliłam.


Redakcja & korekta: as_ifwhat


Podczas opisywania zakupów Isabelli, wymyśliłam nowe słowo: pergament (: Oczywiście miało być pergamin i atrament, ale podejrzewam, że gdyby as_ifwhat nie sprawdzała tekstu, sama bym na to nie zwróciła uwagi (: