Może trochę za późno, ale piszę: Wszystkie postacie, miejsca itd., które rozpoznajecie, nie należą do mnie.
Jest też notka na końcu rozdziału.
I specjalne podziękowania dla Merivei, która pomogła mi pchnąć akcje do przodu.
Młody służący z impetem wpadł do głównej sali. Wyglądał na nieco zmieszanego ich obecnością i rozglądał się wokół niepewnie. Dopiero po chwili podszedł do Makalaurego.
- Panie, mam dla was list – wydukał, wyciągając w jego kierunku rulon papieru. Elf wziął go, po czym dał chłopcu znać, że może iść, co ten przyjął z wyraźną ulgą.
- Co to? - spytał Pityo, gdy Makalure rozwinął papier i zaczął czytać.
- Maitimo napisał – odpowiedział ten powoli, marszcząc brwi w zamyśleniu.
- No nie wierzę! - zawołał Tyelko, pochodząc do niego. - Nasz najstarszy braciszek sobie o nas przypomniał. Co pisze?
- Pojechał do Tirionu. W mieście mówi się, że Nolofinwe chce nas wydziedziczyć…
- Co?!
- Krążą pogłoski, że Nolofinwe chce nas wydziedziczyć. Pozbyć się naszego ojca... Findekano mówi, że to nieprawdą, ale szczerze mówiąc, nie wiem czy mu wierzyć – Makalaure oderwał się na chwilę od czytania. - To znaczy, może to byłoby niepodobne do wuja, ale myślę, że jeśli uznałby, że to najlepsze dla wszystkich…
- Maitimo nie widział się z nim?
Makalaure doczytał list do końca.
- Nie. Mam wrażenie, że boi się iść tam bez wsparcia. A dziadek oczywiście wszystko bagatelizuje…
- Typowe… - mruknęła pod nosem Alarca, żona Curufina.
- Powinniśmy tam pojechać? - spytał Tyelko, rozglądając się po twarzach zebranych.
- Maitimo wręcz nalega, żebyśmy pojechali. No i król nas zaprasza, zwłaszcza, że niedługo będzie festiwal plonów…
- No to chyba nie ma na co czekać!
Wyruszyli w drogę godzinę później, gdy wszyscy byli już gotowi. Dwór Feanaro nie znajdował się daleko od miasta, ale ostatnio nieczęsto bywali w Tirionie. Niesnaski między ich ojcem, a jego przyrodnim rodzeństwem i macochą przybrały na sile, i dość często zdarzało im się napotykać nieprzychylne spojrzenia ze strony zwolenników Nolofinwego, mimo że on sam, jak do tej pory, nie starał się w żaden sposób okazywać im swojej niechęci. Najstarszy syn Indis cieszył się powszechnym szacunkiem, był elfem pełnym godności i statecznym, tak innym od swojego porywczego starszego brata.
Finwe powitał ich z otwartymi ramionami, wszyscy zasiedli też do uroczystej kolacji. Nawet część kuzynostwa przyszła ich przywitać. Przez cały wieczór nikt nawet nie wspomniał o niepokojących pogłoskach, ale dało się wyczuć nieco napiętą atmosferę. Dopiero po wieczerzy wszyscy przedstawiciele młodszego pokolenia zebrali się w jednym z gabinetów, aby porozmawiać.
- Więc wasz ojciec chce nas wydziedziczyć? - zawołał Curufin, gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły. - Ciotka Lalwen też jest w to zamieszana?
- Zwariowałeś?! Nasz ojciec? - zawołała Irisse, robiąc krok w jego kierunku. - Chyba mylisz go ze swoim!
- Uspokójcie się, nie przyszliśmy tu po to, aby się kłócić – powiedział powoli Maitimo. - Chcemy po prostu wszystkiego się dowiedzieć. Jesteście pewni, że to nieprawda?
- Przecież ci o tym mówiłem. Nie ufasz mi? - mówiąc to, Findekano lekko podniósł głos.
- Po prostu nie jestem pewien, czy ojciec by ci o tym powiedział…
- Na pewno powiedziałby mojej matce. A ona powiedziałaby mnie – Indil, córka Lalwen, powiedziała to cicho, ale dobitnie, tak, że wszyscy spojrzeli w jej stronę. Zdawałoby się, że to pewne stwierdzenie rozładowało atmosferę, ale spokój nie trwał długo.
- To raczej wy powinniście się nam tłumaczyć – powiedział Aikanaro z pretensją w głosie.
- My? Z czego niby?
- Wasz ojciec chcę podobna wygnać nas z Tirionu. I, znając księcia Feanaro, jestem w stanie w to uwierzyć. A wręcz jestem pewien, że o tym marzy…
Cisza, która teraz zapadła pełna była napięcie.
- Chyba nie potrafimy temu zaprzeczyć – wyraźnie zmieszany Makalaure nerwowo spoglądał po twarzach kuzynów. - Nie mówię, że to prawdą, ale… Ojciec ma różne pomysły.
- Różne pomysły?!
- No… Potrafi być… nieprzewidywalny.
- Ale nawet jeśliby to planował, w żadnym wypadku go nie poprzemy. I nie uda mi się – zapewnił szybko Maitimo.
- Nie powiem, żeby mnie to uspokoiło – wtrącił Findarato. - Mam złe przeczucia.
- Ty zawsze masz złe przeczucia – powiedziała Irisse. - Może pora się trochę odprężyć? Nie jest jeszcze tak późno, a w spiżarni na pewno stoi kilka otwartych beczek wina. Co powiecie na to, żebyśmy je opróżnili? Nie możemy pozwolić im się zmarnować...
Wszyscy przytaknęli jej ochoczo i zaczęli wychodzić z zatłoczonego pokoju. W kilka minut rozsunęli stoły w jadalni, wytoczyli beczkę z winę i przynieśli potrzebne kieliszki. Gdy tylko wszystko było gotowe, Makalaure zaczął przygrywać im na harfie, Tyelko poprowadził Irisse do tańca, Curufin Alarkę, a Maitimo Indil. Z powodu wyraźnej przewagi liczebnej mężczyzn w rodzinie, kuzynki były naprawdę rozchwytywane, a po jakimś czasie zaprosili do zabawy służące z kuchni.
.
Ktoś głośno zapukał do drzwi. Elfka zastanawiała się najpierw, czy tego nie zignorować, ale w końcu otworzyła.
Za drzwi stał mężczyzna, którego Laimisse nie widziała nigdy wcześniej. Poczuła ulgę, nie miała ochoty rozmawiać z nikim ze znajomych. Pakować si
- Pani Laimisse Molindiel? - spytał, gdy tylko otworzyła. Skinęła głową w odpowiedzi – Mam dla pani list.
Podał jej zwój pergaminu, skinął lekko głową i zawrócił na ścieżkę. Elfka przeczytała pismo, stojąc w drzwiach. A później przeczytała je jeszcze raz, nie wierząc własnym oczom.
To był list z Tirionu, od Altorno, znanego uczonego z największego uniwersytetu w Valinorze. Zapraszał ją do miasta, aby mogła poprowadzić odczyty i omówić swoją książkę. Laimisse przeczytała wiadomość jeszcze kilka razy. Jeśli chciała zdążyć, musiała wyruszyć najpóźniej jutro. Nie zastanawiając się długo, zaczęła się pakować.
Postanowiła zatrzymać się u swojej dawnej przyjaciółki, Alassea, która zapraszała ją do siebie w każdym liście. Mogła też zostać w Tirionie trochę dłużej i wziąć udział w corocznych obchodach festynu plonów, które były najhuczniejsze w stolicy.
Gdy wszystkie potrzebne rzeczy były już w sakwie rozpoczęło się już mieszanie świateł. Laimisse poszła wieczorem jeszcze do Aylandila, powiedzieć mu o swoim wyjeździe. Wiedziała, że jej narzeczony nie opuści domu o tej porze roku, kiedy wciąż jeszcze trwały zbiory. Z resztą nie była pewna, czy pragnie jego towarzystwa…
Dwa dni później elfka wjeżdżała już do stolicy. Przez niemal 30 lat, w czasie których jej tu nie było, miasto nie zmieniło się bardzo. Nadal dominującym kolorem była biel, a srebrzysty pył pokrywał ulicę. Przy głównej alei poustawiano nowe rzeźby, dało się też zauważyć nieco więcej zieleni, a miasto chyba rozrosło się trochę, wszerz i wzwyż.
Laimisse zostawiła konia w miejskiej stajni i dalej poszła pieszo. Alassea mieszkała w jednej z kamienic, znacznie oddalonej od głównej ulicy, więc czekał ją dłuższy spacer. Gdy w końcu stanęła pod drzwiami przyjaciółki, niesienie ciężkich toreb dało się jej już we znaki.
- Laimisse! - przez twarz Alassea przebiegł wyraz zdziwienia, ale po chwili rzuciła się jej na szyję. - Dlaczego mnie nie zawiadomiłaś, że przyjedziesz?
- Nie miałam czasu – odpowiedziała, gdy tylko została oswobodzona z objęć. - Dostałam zaproszenie na uniwersytet i musiałam śpieszyć się z przyjazdem, a list i tak nie byłby pierwszy… Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam? Zawsze piszesz, że mogę wpaść kiedy tylko chce…
- Jasne, że możesz! Wejdź!
Mały słowniczek imion (czyli coś co też powinnam napisać wcześniej). Bohaterowie są w Amanie, więc używają quenyjskich form swoich imion:
Makalaure - Malor
Tyelko (Tyelcormo) - Celegorm
Pityo - Amras
Maitimo - Maedhros
Nolofinwe - Fingolfin
Findekano - Fingon
Lalwen - Irime, córka Finwego i Indis
Irisse - Aredhela
Aikanaro - Aegnor
Findarato - Finrod
Indil jest oryginalnym charakterem, stwierdziłam, że Lalwen tez powinna mieć rodzinę.
