Rozdział 3
Staliśmy tak wpatrzeni w siebie, każdy z niedowierzaniem wyrytym na twarzy. Ex-człowiek, teraz duch furry, wielki zły lis i mała przerażona dziewczynka Ino Yamanaka. O dziwo pierwsza zareagowała dziewczyna. Tym razem z ciekawością wymalowaną na twarzy Ino zbliżała się w stronę naszej klatki. Wtedy mnie olśniło.
"Ej,lisie. Ona nas nie widzi. " Powiedziałem szeptem.
"Co?"
"Cicho bądź. Schowaj się głębiej i przygotuj się, żeby ją złapać mam chyba plan." Pogoniłem współwięźnia.
Wspomnienia z serii Naruto przebłyskiwały mi przed oczami, ale nigdzie nie mogłem znaleźć nawet wspomnienia tej sytuacji. Zastanawiałem co to może oznaczać, kiedy z zamyślenia wyrwało mnie zachowanie dziewczyny. Zatrzymała się z obawą wymalowaną na twarzy. Musiałem działać szybko.
"Na pomoc. Ratunku!" Zawołałem podczołgując się na skraj klatki.
" Co? Ktoś tu jest." Dziewczyna zawołała i postąpiła niepewnie dwa kroki bliżej krat.
Na to właśnie liczyłem. Niedoświadczona osoba, naiwna i pełna jeszcze wiary w ludzi złapała się na starą sztuczkę. Patrzyłem ukradkiem na zbliżającą się dziewczynę i w miarę jak się zbliżała wołałem sporadycznie coraz ciszej o pomoc. Leżałem prawie dotykając linii naszego więzienia, pamiętając aby wyraźnie poruszać ciałem symulując oddech.
"Naruto czy to ty?" Zapytała dziewczyna gdy już mogła wyraźnie rozpoznać moją leżącą sylwetkę. Wówczas nigdy bym nie pomyślał, że pomarańczowy kolor mojej czakry może stanowi tak doskonały kamuflaż. Dzięki niech będą monotonności stylu w tym świecie.
Gdy Ino oparła się o ścianę naszego więzienia, by nachylić się i lepiej mi się przyjrzeć, zawołałem po raz ostatni.
"Proszę… Kurama teraz!" Wówczas wielka łapa kyubi'ego wystrzeliłą z mroku przeciskając sie między prętami i dopadła sparaliżowaną ze strachu dziewczynę.
Niewypowiedziana trwoga wypełniała całą jej istotę, jednak nie dałem się ponieść sukcesowi.
"Trzymaj ją lisie. Będzie się pewnie strasznie wyrywała, a ja spróbuję dokonać kontrataku."
"Co chcesz zrobić dzieciaku?" Z zaintrygowanym wyrazem na twarzy spoglądał na mnie, jednocześnie trzymając już w obu łapach szczelnie zamkniętą dziewczynę.
"Spróbuję dokonać abordażu. Spróbuję się stąd wyrwać przyjacielu. Nie martw się, jak tylko będę w stanie to wrócę po ciebie mój mistrzu."
"Hej zostawisz mnie tutaj? Co ja mam z nią zrobić?" Zirytował się lis, jednak jego pretensję przerwało nagłe pociągnięcie, które prawie wyrwało intrudera z jego łap. Wówczas to zauważyłem.
"Najlepiej ją uśpij, żeby w razie czego nic nie pamiętała." Rzuciłem kierując się do mojego celu.
Widziałem nitkę energii wychodzącą z Ino i łączącą ją z pustką daleko na horyzoncie naszego wymiaru. Gdy dopadłem łączenie udało mi się w nie wniknąć. Następnie niczym po stromej ścieżce wewnątrz oceanu płynnej ciemności z przebłyskami różnokolorowych świateł parłem pod prąd trzymając się wiernie prowadzącej mnie ścieżki energii.
Na końcu drogi znajdowała się wielka masa czakry, która stawiała mi opór. przypominało to gigantyczną komórkę wokół której znajduje się ni to błona ni to ściana czakry. Byłem już tak blisko, musiałem dać z siebie wszystko. Mój duch zabulgotał i zapłonął gniewem i pasją by przebić się na drugą stronę. By być wolnym.
Nagle powstała wyrwa, przez którą wpadłem w otaczający mnie teraz ze wszystkich stron żel czakry. Wszedłem w nią.
Wulkan radości ustąpił oszołomieniu i niepewności, kiedy to próbowałem odnaleźć się w nowym środowisku. Ciągle byłem w wymiarze umysłu. Mogłem się poruszać w tym nowym środowisku podobnie jak w Naruto, jednak tutaj nic nie nakładało na mnie presji i nie przyciągało do klatki. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem, kiedy emocje opadły i ochłonąłem, a moje myśli wróciły do spraw ważnych, to zapląbowałem most łączący umysły Ino i Naruto. Może to nie powstrzymać prawowitego właściciela, ale da mi czas na przygotowanie do walki o kontrolę. Następnie zacząłem przeglądać wspomnienia mojej nowej nosicielki, uczyłem się sterowania tego ciała z jej wspomnień. Wiele razy z dziewięcioogoniastym próbowaliśmy przejmować kontrolę nad Naruto, jednak było to wówczas niemożliwe. Teraz było inaczej, nie było oporu, jednak przypominało mi to sytuację, kiedy jako zwykły kierowca samochodów siedziałeś na miejscu pasażera w czołgu i teraz nagle przesiadłeś się za stery tego pojazdu. Wiesz jak się potrafisz prowadzić samochód i wiesz jak prowadzić czołg ze swoich obserwacji, jednak wychodzi ci to topornie i nie zawsze po twojej myśli.
Powoli wszystko wskakiwało na miejsce. System po systemie startował i już miałem czucie i wizję. Pierwsze co zobaczyłem, to wypełniającą cały zakres widzenia twarz zaniepokojonego Naruto.
Spróbowałem się podnieść, jednak udało mi się tylko podnieść rękę do góry pod jakimś niewyobrażalnym kątem. Musiałem sobie odpuścić zmysł dotyku na razie. Ilość informacji jaki on dostarczał przyćmiewała mi odzwyczajony już mózg. Nagle świat zakołysał się a ja chyba znalazłem się w pionie. To Shikamaru i Chouji podbiegli i podnieśli mnie do pionu. Ich usta poruszały się, ale nie było, żadnego dźwięku. Zapomniałem podłączyć się pod zmysł słuchu. Kiedy to zrobiłem prawie pociemniało mi przed oczami i prawie straciłem kontrolę. Wyzywając swój piekielny los musiałem stawić czoła prawdzie, która ukrywała się przede mną skrycie przez pierwszą dekadę pobytu w tym świecie. Nie znałem języka tych ludzi.
Prawdopodobnie dotychczas porozumiewałem się poprzez wymianę myśli, gdzie coś takiego jak język nie ogranicza przepływu informacji. Teraz jednak miałem przerąbane. Wyraźnie zaniepokojone twarze moich przyjaciół, to znaczy przyjaciół mojej nosicielki, nawet nie. Właściwie byłej właścicielki tego ciała postanowili przetransportować mnie do szpitala. Szło im to nawet jako tako, gdyż starałem się pomóc im jak tylko potrafiłem. Przebierałem więc nogami jak jakiś kaleka, a dwaj członkowie drużyny Ino holowali mnie podtrzymując pewnym uścisku.
Kiedy byliśmy już w budynku posadzili mnie na szpitalnym łóżku i przyprowadzili lekarza. Ten coś do mnie powiedział i widocznie liczył na moją odpowiedź, stwierdził jednak, że padło mi na słuch, bo wyciągnął z kieszeni fartucha notatnik i pokazał mi jakieś wielkie krzaczki wyrysowane na stronie.
Moje myśli leciały jak szalone. Mogłem spróbować przeszukać wspomnienia dziewczyny, jednak to zajęłoby trochę czasu, a ja straciłbym sterowanie nad ciałem znów zanurzając się w wymiarze umysłu. Bałem się, że ktoś z nich wpadnie na pomysł zrobienia mi skanu umysłu za pomocą jakiejś strasznej techniki, która ujawniłaby, że przejąłem ciało Ino Yamanaka.
Z paniki wybudziło mnie głośne pstryknięcie przy moim lewym uchu. To ten leniwy spryciula już wyniuchał, że słuch mam sprawny, tylko padło mi na mózg i nie rozumiem pisma oraz mowy.
'Jak nic będzie skanowanie mózgu. Odkryją mnie i zamknął gdzieś jak jakąś ogoniastą bestię. ' Panikowałem w myślach, kiedy uderzyła mnie prozaiczna sytuacja.
Lekarz, jak prawdopodobnie każdy lekarz we wszechświecie wyciągnął w moją stronę żółtą tabletkę. Wyczuwając poprzez nieznane mi nadnaturalne zmysły, iż to jest typowa normalna witamina C, chwyciłem ją na szczęście tym razem wyjątkowo sprawnie i połknąłem próbując się przy tym nie udusić. Nie przekonani jeszcze, ale wyraźnie uspokojeni członkowie drużyny 10 oraz sam lekarz wydali z siebie lekkie westchnienie ulgi. Kiedy oni pogrążyli się w rozmowie i przemyśleniach ja postanowiłem szybko wrócić do umysłu i sięgnąć do pamięci dziewczyny. Robiąc to podejmowałem ryzyko, ale pozostając biernym również się na nie narażałem.
Zastanowiłem się chwilę nad najpotrzebniejszymi zwrotami, słowami, znakami jakie będę absolutnie potrzebował i wskoczyłem we wspomnienia Ino. Niektóre pojęcia były łatwe do zrozumienia i pojawiały się prawie natychmiast. Jedzenie, mama, tata, atak, chę, złe, dobre. O dziwo ze zrozumieniem "tak" i "nie" było trochę kłopotu, także trochę więcej przy pojęciach trudniejszych jak pamięć, wracać, iść. Po przyswojeniu niezbędnego minimum postanowiłem wrócić do świadomości.
Upływ czasu pomiędzy wymiarem umysłu, a światem materialnym może być różny. Więc wiedziałem, że moja wyprawa nie umknęła uwadze reszty. Nade mną nachylał się chłopak z klanu Nara, a doktor podpinał kroplówkę do mojej ręki. O dziwo poczułem lekkie ukłucie, gdy igła spenetrowała moje ciało. Mocny impuls musiał dotrzeć do mnie przez nie użytkowany przeze mnie zmysł czucia. Mogłem się tylko cieszyć, że ciało i duch zyskują większą kompatybilność.
Wówczas cieszyłem się, że ciało jeszcze nie reaguje na moje własne emocje, gdyż strach jaki na mnie spłynął był niczym ocean gdy do pokoju wbiegł Inoichi Yamanaka - ojciec Ino.
Przełamałem się, musiałem odgrywać głupią Yamanaki, więc kiedy jej ojciec sprawdził sam jej kondycję i po nieudanej próbie nawiązania kontaktu przeszedł do szybkiej wymiany słów z doktorem, zrobiłem to. Wychyliłem się z łóżka szpitalnego i chwyciłem rodzica w uścisk. Przed oczami stanęły mi niespodziewanie dziesiątki obrazów ze wspomnień wspólnych uścisków. Od razu postać jej ojca stała się mi bliższa. Nie żebym zaraz świrował, przecież ciągle bałem się śmiertelnie, że za jego sprawą będę cierpiał dziesięć tysiącleci w jakiejś pieczęci. Teraz jednak odczuwałem to jak zamiast bycia zamordowanym przez jakiegoś nieznanego zabójcę, wyrok miał na mnie wykonać straszny wujek mieszkający w okolicy.
Zaowocowało to najpierw strumieniem łez, a następnie potokiem niezrozumiałych słów. Wyciągnąłem wie stanowczo przed siebie rękę i używając, na szczęście zrozumiałego przez wszystkich ludzi znaku stop. Następnie starając się nie spartolić wszystkiego wspiąłem się na wyżyny mojego intelektu i powiedziałem.
"Nie pamiętać. Wszystkiego nie. Mało tak. Pamiętać wracać." Po czym dodałem w chwili olśnienia. " Tata pamiętać".
Na szczęście ciało pamięta. Pamięć mięśniowa jest rzeczą niesamowitą.Dzięki temu nie musiałem się martwić i poruszać ustami jak wyjęta z wody ryba, by poprawnie się wysłowić.
W jego oczy zaszkliły się i on także zamkną mnie w znacznie silniejszym uścisku. Na szczęście lekarz w porę zainterweniował ratując mnie od omdlenia. Raz jeszcze popłynęła wiązanka niezrozumiałych dla mnie słów.
Po chwilach ckliwości przyszła pora na działanie. Nałożyli na mnie jakieś lecznicze pieczęci, sprawdzili czucie, poświecili po oczach latarką i przeskanowali jakimś medycznym jutsu. W tym czasie cały czas ktoś znajomy dotrzymywałmi towarzystwa. Ja w tym czasie udawałem senność, by w końcu bez wzbudzania podejrzeń wejść w wymiar umysłu. Na miejscu szybko zabrałem się za zakorzenienie się w system i mechanikę ciała. Musiałem szybko uzyskać pełną kontrolę i pokazać pełną sprawność tego ciała, by otaczający mnie ninja nie wysnuli nieprzychylnych dla mnie wniosków. Jeśli w ich oczach Ino odzyskiwała by pełną sprawność, może nawet zostawili by mnie samemu sobie licząc na to, że czas przywróci mi sprawność. Podejrzewałem jednak, patrząc na zachowanie ojca Ino, że zamierza podjąć jakieś działanie.
Musiałem wyzbyć się czakry, której Ino nie powinna posiadać. Zacząłem szybko przetwarzać czakrę sage lisa następnie zająłem się żywiołem ognia. Posiadałem w sobie jeszcze natury Yin, Yang oraz błyskawicy. Postanowiłem zachować te trzy. Po pierwsze dlatego, że w każdym ninja znajduje się trochę czakry umysłu i witalności, bez tego nie mogliby normalnie funkcjonować, w szczególności Ino, gdzie miała ona genetyczny dar do kontroli Yin. To mi bardzo pasowało, mój stosunek między tymi energiami nie musiał być zmieniany. Po drugie Dodając nowy element w istocie dziewczyny jakim jest żywioł błyskawicy dawałem im sposobność na wysnuwanie teorii , które mogą działać na moją korzyść. Po trzecie, nie miałem tyle czasu do dyspozycji. Musiałem jeszcze kombinować z moją formą duchową tak, by w pełni kontrolować ciało dziewczyny. Udało mi kiedy w postaci ognika zasiadłem za sterami ciała i jednocześnie powoli przechodziłem w formę ludzką ugniatając ją i poszerzając tak by zajęła cały obszar mojego nowego naczynia. Miałem teraz dwie ludzkie formy, a każda z nich miała jeszcze wariacje z energią lisiego sage. Wtedy właśnie właśnie pewne stare powiedzenie uderzyło mnie swoją rzeczywistością. Musiałem uważać, by nie zgubić siebie. Moje myśli uciekły do rozważania czym tak naprawdę jest człowiek i czym jestem ja. Gdzie jestem ja i co jest moją prawdziwą twarzą. Pierwsza, czy wszystkie są mną?
Ze stanu kontemplacji wyrwał mnie zmysł czucia, od chwili wypełnienia sobą mojego nowego ciała zmysły wyraźnie poprawiły swoje funkcjonowanie. Poczułem jak ktoś mnie przenosi. Ku mojej zgrozie która teraz na pewno była widoczna na mojej twarzy, był to Inoichi. Ku wielkiej mojej uldze wziął to pewnie za zły sen, bo gdy tylko na mojej twarzy pojawił się z trudem osiągnięty uśmiech, z jego twarzy zniknęło parę zmarszczek. Właśnie wtedy ujrzałem gdzie mnie przyniósł.
W pomieszczeniu był przygotowywany jakiś rytuał. Wielka pieczęć w kształcie koła, na krawędzi którego siedzieli ninja. Każdy w równym odstępie od pozostałych i od każdego odchodziła linia łącząca ich z wewnętrznym kręgiem pieczęci znajdującym się w samym centrum wielkiej okrągłej formacji. Właśnie tam położył mnie niosący mnie jonin.
'Fuck. Już po mnie. Zrobią mmi skanowanie umysłu aby przetrzepać mi pamięć. Wyrwą mnie jak chwasta z ciała córki Inoichi'ego. Takie myśli nie dawały mi spokoju jednak musiałem coś zrobić. Nie zaczynali jeszcze techniki. Chyba jeszcze czekali na kogoś. Wszedłem więc raz jeszcze w świat umysłu i skupiłem się na pamięci. Pojawiała się jako setki unoszących się w powietrzu ekranów z różnymi scenami z życia dziewczyny. Dopadłem do scen z ostatnich chwil panowania Ino, kiedy to rozjuszona dziewczyna użyła techniki na błaznującym Naruto. Usunąłem fragment gdzie dziewczyna widziała moje duchowe ciało wołające ją o pomoc. Zostawiłem fragment gdzie wielka łapa demona wystrzeliła z mroku i opadła na przerażoną dziewczynę. To powinno wystarczyć, musiałem jeszcze zająć się własnymi wspomnieniami. Ukryłem je pod postacią księżyca i jeśli jonin będzie szukał świadomości swojej córki, będę mógł pokazać się pod postacią ognika. W taki sposób nie będzie mógł określić kim jestem, nie pozna, że nie jestem jego córką. Pozwolę mu wierzyć, że jest okaleczona przez bestię zamkniętą w Uzumakim.
