Noc. Gin spał sobie w najlepsze majacząc od czasu do czasu. Za to Ayumi leżała na drugim brzegu łóżka prawie spadając z niego. Nie spała. Za dużo wrażeń. I ten strach. Musiała być czujna. To, że teraz Gin spał nie znaczyło, że będzie tak przez całą noc. Właściwie do momentu, w którym wszyscy nie wstaną, bo tam zawsze była noc. Jednak ona nadal o tym nie wiedziała.
Po kilku godzinach Gin wstał. Ubrał swój płaszcz, który zdjął do spania, po czym spojrzał na dziewczynę.
- Ojej, obudziłem cię?- zapytał troskliwie.
- Nie, nie przejmuj się...
- Rozchmurz się- nachylił się nad nią i delikatnie pocałował ją w policzek, nie mógł się powstrzymać- Niedługo wrócę- szepnął jej do ucha. Po chwili słuchania jej przyspieszonego oddechu, wyszedł.
Co to kurna było?- pomyślała zaraz po wyjściu Gina. Śmiał ją pocałować! Co on sobie wyobraża?! Dziewczyna była tym oburzona i... podniecona. To był nie tylko niespodziewany pocałunek, ale też ich pierwsze zbliżenie. Ayumi nie wiedziała co ma o tym myśleć. Z jednej strony była poirytowana, a z drugiej- zadowolona. Znowu przekonała się do niego. Powoli zaczęło do niej docierać, że Gin nie ma nawet najmniejszego zamiaru jej skrzywdzić. Kiedy ogarnęła myśli, wstała i poszła do łazienki. Umyła się, ale nie wiedziała co ma dalej robić. Postanowiła trochę pozwiedzać tą "fortecę". Lekko uchyliła drzwi. Nikogo nie było na horyzoncie, więc wyszła.
Szła skręcając w coraz to nowe korytarze. Starała się zapamiętać drogę żeby bez problemu dotrzeć z powrotem do komnaty Gina. Przyglądała się w skupieniu korytarzowi. Tutaj wszystko jest białe: ściany, meble, ubrania...- pomyślała. Właśnie wpatrywała się w sufit kiedy wpadła na kogoś. Wystraszyła się, bo myślała, że albo ktoś jej coś zrobi, albo powie Ginowi. Ku jej zdziwieniu była to dziewczyna, która bała się tak samo jak ona. Obie wylądowały na podłodze.
- Przepraszam! Nic ci nie jest?- zapytała Ayumi.
- Wszystko w porządku, a tobie nic nie jest?- spytała dziewczyna szybko wstając. Po chwili dzięki niej stała też Ayumi. Ta dziewczyna miała rude włosy.
- Co ty tu robisz?- Chisato nie mogła się powstrzymać.
- Co masz na myśli?- rudowłosa posmutniała.
- Jesteś człowiekiem tak jak ja, jestem tego pewna! Porwali cię tak jak mnie, prawda?
- Przyszła tu z własnej woli- usłyszała koło siebie zimny i stanowczy głos- Kim jesteś i co tu robisz?- padło pytanie zanim Ayumi zdążyła cokolwiek powiedzieć. Spojrzała na tę osobę. Okazało się, że to był chłopak. Miał białą skórę, czarne włosy i tak głęboko zielone oczy, że nie mogła oderwać od nich wzroku. Od jego oczu, przez policzki, aż do linii szczęki biegły zielone linie, które zastanawiały czarnowłosą. Wyglądało to jakby cały czas płakał.
- Nie twoja sprawa- burknęła Chisato odwracając wzrok. Zielonooki spojrzał na nia złowrogo.
- Ulquiorra, daj jej spokój, proszę- nalegała rudowłosa bojąc się, że chłopak uderzy Ayumi.
- Chodź, kobieto- rzekł do rudej dziewczyny.
- Muszę iść- powiedziała ruszając za Arrancarem.
- Powiedz chociaż jak się nazywasz- nalegała Chisato.
- Inoue Orihime.
- Ayumi Chisato- powiedziała do znikającej za rogiem dziewczyny. Po chwili bezczynnego stania ogarnęła się i uświadomiła sobie, że powinna już wracać, bo nie wiedziała kiedy Gin wróci ani czy przypadkiem już nie wrócił. Ruszyła więc w stronę pokoju przypominając sobie drogę. Nagle natknęła się na Szayela.
- Witaj, Ayumi- rzekł Granz z podejrzanym uśmiechem na ustach. Stał oparty plecami o ścianę i charakterystycznie trzymał dłoń przy twarzy.
- Ty Sza... coś tam, nie mam teraz czasu- minęła go.
- Gin chyba nie byłby zadowolony gdyby się dowiedział, że jego wybranka wymyka się, gdy go nie ma.
Ayumi zatrzymała się. Powoli odwróciła się w jego stronę.
- Czego chcesz?- odpowiedziała w końcu.
- Ty nie powiesz, że wtedy byłem w pokoju Gina, a ja nie powiem, że się szwędałaś bez pozwolenia po Las Noches.
- Aż tak ci na tym zależy?
- Po prostu nie chce mieć niepotrzebnych problemów z Aizen-sama- poprawił okulary.
- Boisz się go?- zaśmiała się.
- Wcale nie!- strzelił focha jak mała dziewczynka.
- Dobra, nic nie powiem i ty też się nie waż- odeszła szybkim krokiem by po chwili zacząć biec. W końcu dotarła. Ostrożnie zajrzała do pokoju. Na szczęście Gina jeszcze nie było. Wślizgnęła się do środka i zerknęła w stronę łazienki. Pusto. Świetnie. Usiadła na łóżku. Zaczęła rozmyślać nad miejscem, w którym się znajdowała, nad osobami, które już poznała i nad Ginem. Nie wiedzieć kiedy położyła się.
Wszystko jest białe...- znowu dumała nad dominującym tam kolorem- ...ściany, meble, ubrania... tylko ja paraduje w żółtej sukience!- skrzywiła się na tę myśl- A ten Ulquiorra... kurna, co to za imię?! Ciekawe kto je wymyślił... No, więc Ulquiorra... On nawet skórę ma białą, ale te oczy! Dzięki nim te dziwne linie na policzkach przestawały mieć znaczenie. Tylko co on miał głowie? Teraz jak o tym pomyślę to Grimmjow miał coś podobnego, tyle że na twarzy. Za to Szayel nie miał. A on to jest dziwny. Tak, dziwny, tylko czemu go polubiłam? Ech... O! Oni mówili o tym, no, jak to się nazywało? E... Espada chyba. Tak, Espada! Ulquiorra może też jest członkiem tej Espady. Dziwne mają tam zwyczaje: noszenie białego czegoś. No, ale każdy ma gdzie indziej to pewnie mogli sobie wybrać, w którym miejscu chcą. Albo nie mieć wcale. Jak Szayel. A i jeszcze ten cały Aizen. Co to jakiś szef? Wódz plemienia?- na tę myśl zaśmiała się na głos- Taa, wódz plemienia Espada. Nieźle. Lepiej niż w psychiatryku. I Inoue. Orihime Inoue. Całkiem ładnie. Przyszła z własnej woli, jasne. W to na pewno nie uwierzę. Ulquiorra ma do dupczenia ją, a Gin mnie. Pięknie. Tyle, że ja mam chyba lepiej, bo Gin jest dla mnie miły, a tamten dla Orihime coś nie bardzo. Mam nadzieję, że Gin się taki nie stanie. Gin... jakie on miał nazwisko? Nie mogę sobie przypomnieć, cholera- westchnęła- I co ja mam tu robić? Nudzi mi się... No ale została jeszcze jedna sprawa- noc. Jeszcze jest noc? Porwał mnie- noc, spał- noc, moja wycieczka- noc. Tyle wrażeń i nadal jest noc? Za szybko się to wszystko dzieje...
Z rozmyśleń wyrwał ją głos Ichimaru, który akurat wrócił.
- Ayumi!- zabrzmiał jakby się za nią stęsknił- Nad czym tak dumasz?- zapytał zamykając drzwi.
- Nad niczym ważnym...- usiadła- Gin, a oprócz nas ktoś tutaj jeszcze jest, prawda? Sam coś wspomniałeś jak zapalałeś świece- udawała, że nie wie o Arrancarach, Inoue itp.
- No tak, mówiłem.
- To powiedz kto tu jeszcze jest.
- Espada, Numeros, Fracción, Privaron Espada...
- A twoi "towarzysze"?
- No tak, Sosuke Aizen i Kaname Tousen. Byli Shinigami tak jak ja. Czyli byliśmy "tymi w czarnych kimonach" jak to określiłaś- zaśmiał się.
Zdziwiła się. Jej coraz bardziej cudowny Ginuś był kimś takim? Dziwne, pomyślała.
- A opowiesz mi o tej Espadzie i reszcie?- nalegała.
- No dobrze.
Opowiedział jej o wszystkim związanym z Espadą oprócz ich głównego zadania- pozbycia się Shinigami. Ayumi dowiedziała się, że każdy Arrancar ma maskę, a właściwie jej pozostałości, i że u Szayela to są okulary. Musiała kombinować, żeby to z niego wyciągnąć. Nie mogła powiedzieć, że kogokolwiek oprócz Gina stamtąd zna. Dowiedziała się też o wiecznej nocy panującej w Hueco Mundo. Gin powiedział jej też kilka rzeczy o swoich "towarzyszach". Jednak nie powiedział jej najważniejszych rzeczy. Pominął zbliżającą się wojnę, Inoue, sposób powstania Arrancarów i to, czemu już nie jest Shinigami. Nie powiedział jej też o planie zdradzenia Aizena. Nikomu tego nie mówił. Trochę go już to męczyło. Do tego musiał jeszcze okłamywać Ayumi i ją ukrywać. Jednak nie wiedział, że zaczyna się jej podobać. Było to całkiem logiczne. Jednak w życiu czasem zdarzają się rzeczy niemożliwe. Gin zakochiwał się w pierwszej lepszej dziewczynie jaka mu się nawinęła. Ayumi zaczęła kochać faceta, który ją porwał do innego świata. Jak to możliwe? Tego nie wie nikt, nawet oni sami.
Mam nadzieję, że się podoba ;) Niedługo pojawi się dużo komediowych scen i jeden z moich ulubionych Arrancarów xD I bardzo dziękuję PaniKaraluch za komentarz, który zmotywował mnie do działania :D
