Rozdział 2
Od autorki: Uwaga! Ze względu na moje liczne pomysły, postanowiłam wprowadzić kilka dość ,,poważnych" zmian w kanonie. Mianowicie, u mnie wampiry mogą spać, lecz nie muszą, to samo tyczy się ludzkiego jedzenia. Nie potrzebują go, jednak mogą jeść dla przyjemności. Samki odczuwają tak samo jak ludzie. Cullenowie jednak korzystają z obu tych możliwości Kolejną ważną informacją jest to, że u mnie ,,bitwa" z nowonarodzonymi wydarzyła się w marcu, nie czerwcu, więc trwa rok szkolny. Bella, Edward i Alice są w nie ostatniej, lecz przedostatniej klasie. Rose, Jasper i Emmett wciąż chodzą do szkoły. Mam nadzieję, że zbytnio wam to nie przeszkadza– .
Po oznajmieniu mojej decyzji, Esme postanowiła, że czas wybrać się do domu. MOJEGO nowego domu. Nigdy nie potrafiłam dokładnie zdefiniować pojęcia ,,dom". Mówiąc o nim, zawsze miałam na myśli ogromny, bogato urządzony budynek, w którym mieszkałam wraz z gosposią, a wcześniej też z guwernantką. Mówiąc ,,dom" nigdy nie miałam na myśli czegoś niewidzialnego, nienamacalnego. Niewidocznego, a jednak wszechobecnego rodzinnego ciepła, które znajdowało się w tak wielu mieszkaniach ludzi, których znałam, ciepła, którego nigdy nie doświadczyłam. ,,Może od teraz będzie inaczej?'' zastanawiałam się. Lecz moje rozmyślania przerwał nieco chłodny głos Jaspera
–Idziemy–powiedział. Cóż, on chyba niezbyt mnie polubił. Pociągnął mnie za ramię i pobiegliśmy wampirzym tempem przez las. Po kilku minutach biegu zatrzymaliśmy się przed dość dużym, nowoczesnym domem. Miał ogromne okna, zajmujące dość dużą część ścian. Z zewnątrz był utrzymany w biało-brązowej kolorystce, spekulowałam, że w środku jest podobnie. Na podjeździe przed domem znajdowały się dwa auta. Przy budynku był też garaż, w którym prawdopodobnie też znajdowały się samochody. Na pierwszy rzut oka dostrzegłam, że samochody były bardzo drogie, a sama budowa domu musiała kosztować sporą fortunę. Jak widać wampirki były bogate i to dość bardzo. Moją uwagę zwróciło też to, że dom stał w samym środku lasu, zapewniając dużą prywatność i chroniąc przed wścibskimi spojrzeniami.
–Chodź Bree, wejdziemy do środka– skierowała do mnie słowa Alice, ta drobna dziewczyna i krótkimi włosami. Chętnie na to przystałam, zastanawiałam się, jak budynek wygląda w środku. Pierwszy wszedł Carlisle wraz z Esme. Za nimi Alice, Rosalie i Emmett. Ja weszłam na końcu, za mną szedł jedynie wciąż obserwujący każdy mój ruch Jasper. Moim oczom ukazał się imponujący, bogato urządzony lecz bardzo przytulny salon. W pomieszczeniu znajdował się spory kominek, and którym powieszony był telewizor, a wokół niego stały dwie sofy i fotele. Kawałek dalej dostrzegłam drzwi, prawdopodobnie prowadzące do góry, oraz schody.
–No dobrze, skoro już jesteśmy, to chodź, pokażę ci twój nowy pokój. Możesz się spokojnie odświeżyć i przebrać, Alice da ci jakieś ubrania, macie podobne figury. Jak już będziesz gotowa, zejdź na dół, chcielibyśmy z tobą porozmawiać– powiedziała do mnie z czułym, wręcz matczynym uśmiechem Esme. Poprowadziła mnie na górę i do stojących na kocu korytarza drzwi. Otworzyła je i zachęcającym gestem ręki zaprosiła mnie do środka. Pokój był średniej wielkości, lecz urządzony zupełnie w moim stylu. Wszystko, począwszy od mebli na dekoracyjnych poduszkach skończywszy było białe. Gdzieniegdzie jedynie można było dostrzec nieśmiałe, pastelowo różowe dodatki. Pod oknem stało duże, wygodne łóżko, na którym było kilka lub nawet kilkanaście małych poduszek i biała narzuta. W pokoju znajdowało się także biurko z krzesłem i ogromny regał na książki, który aktualnie był pusty. Obok znajdowała się też toaletka ze sporym lustrem. Lustro dostrzegłam także na jednej ze ścian. Na podłodze leżał ogromny, biały puszysty dywan. W pomieszczeniu nie było szafy, lecz na ścianach znajdowały się dwie pary drzwi, prowadzących pewnie do garderoby i łazienki. Szczególnie cieszyłam się z garderoby, uwielbiałam ubrania, zakupy i wszystko co z nimi związane. W swoim starym domu mój pokój wyglądał bardzo podobnie, lecz na regale piętrzyły się stosy książek, które wręcz nałogowo czytałam.
–No to zostawię cię teraz samą, zaraz przyjdzie do ciebie Alice i da ci jakieś ubrania. Jakbyś mnie potrzebowała, to powiedz– powiedziała Esme.
–Bardzo ci dziękuję za to wszystko. To, co dla mnie robicie jest bardzo miłe.
–Nie ma problemu, kochanie, bardzo się cieszę, że mamy nowego członka rodziny–po tych słowach uśmiechnęła się i wyszła z pokoju, uprzednio zamykając drzwi. Skorzystałam z samotności i postanowiłam wejść do pomieszczeń za drzwiami. Pierwsze z nich było łazienką, niczym nie różniącą się od tych zwyczajnych, ludzkich. Podobnie jak pokój, utrzymana była w białej kolorystce. Wszystko też, podobnie jak w moim poprzednim domu, było bogate i gustowne. ,,Chyba już na zawsze będzie mi dane pławić się w bogactwach" pomyślałam gorzko. Wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę kolejnych drzwi. Prowadziły one, jak poprawnie spekulowałam, do garderoby. I na dodatek dość okazałej. Pomieszczenie było średniej wielkości. Znajdowało się tam dużo wieszaków na ubrania, mnóstwo półek na spodnie i buty, a także haczyków na torebki. Wszystko było puste. Westchnęłam z zachwytem. Nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi a chwilę później dobiegł mnie melodyjny głos Alice.
–Hej, przyniosłam ci ubrania. O, widzę, że odkryłaś garderobę. Mam nadzieję, że nie jesteś jak Bella i chociaż trochę lubisz ciuchy, kosmetyki i zakupy– po tych słowach zrobiła błagalną minę.
–Uwielbiam! Jako człowiek mogłam spędzić cały dzień w centrum handlowym i nie miałam dość. Co kilka tygodni obchodziłam wszystkie możliwe butiki: Chanel, Dior, Prada, Gucci, Mac… Długo by wymieniać– powiedziałam z uśmiechem. Alice zrobiła zachwyconą minę.
–W końcu znalazłam kogoś, kto mnie rozumie! Esme i Rose są kochane, ale mają dość zwykle po 3 godzinach, na chłopaków i Bellę nawet nie ma co liczyć. Od teraz chodzimy razem na wszystkie zakupy!–wykrzyczała ze szerokim uśmiechem i rzuciła mi się na szyję. Chwilę się wahałam, lecz oddałam jej uścisk. W końcu mnie puściła i pokazała ubrania.
–Wzięłam ci bluzkę od Gucci'ego, jeansy i baleriny, ale jak chcesz coś innego to powiedz. Z naszym wzrostem najlepiej trzymać się koturn lub szpilek…–powiedziała smutno. Miała absolutną rację. Mierzyłam zaledwie 158 cm, a ona była jeszcze niższa niż ja.
–Wzięłam ci jeszcze szampon do włosów, w łazience chyba nie ma. Chcesz prostownicę lub lokówkę?–zapytała wciąż tym samym entuzjastycznym tonem.
–Jeśli mogę, to chętnie pożyczyłabym prostownicę– powiedziałam z wdzięcznością. Dziewczyna błyskawicznie wyszła z pokoju, a po chwil wróciła trzymając mój upragniony przedmiot w rękach, a do tego jeszcze mascarę, eyeliner i różowy błyszczyk. Z uśmiechem jej podziękowałam, po czym Alice opuściła pokój, a ja skierowałam się w stronę łazienki. Wzięłam szybki prysznic, spoglądając z utęsknieniem w stronę wanny. Jednak nie miałam czasu rozkoszować się kąpielą. Po wyjściu spod prysznica ubrałam się i wysuszyłam włosy. Potem zabrałam się za ich prostowanie, co zawsze zajmowało mi trochę czasu. Z natury miałam falowane włosy i doprowadzenie ich do porządku zwykle graniczyło z cudem, mimo to już jako człowiek byłam uznawana za najładniejszą dziewczynę w szkole. Po wyprostowaniu włosów zrobiłam lekki makijaż. Byłam już gotowa na rozmowę z Cullenami, choć nieco się jej obawiała. Co będzie jeśli mnie stąd wyrzucą? Musiałabym powrócić do dawnego życia. Wśród osób, które uważały się za moich przyjaciół tylko z powodu moich pieniędzy i obgadywali mnie na każdym kroku. Miałam tylko jedną prawdziwą przyjaciółką, Katherine, lecz ona wyjechała do Paryża przed moją przemianą. Stwierdziłam jednak, że koniec myślenia o przeszłości. Wyszłam z pokoju i przeszłam korytarzem, mentalnie przygotowując się na rozmowę.
