- Mamo, już jestem! – rozległ się nagle głos tuż obok. Drobna, długowłosa dziewczyna wbiegła pomiędzy Księcia, a Anastazję Serenity.
- Sophie! Nareszcie jesteś. – powiedziała Królowa tonem łagodnego upomnienia – Gdzieś ty się podziewała? Bardzo długo kazałaś gościom czekać na siebie.
- Bardzo przepraszam! – zaszczebiotała dziewczyna i dodała zmartwionym głosem – Szukałam Dariena, jeszcze go nie ma, a obiecał mi że przyjdzie.
- Na pewno coś ważnego go zatrzymało, ale zjawi się w swoim czasie. Teraz jednak czekają na ciebie inni goście, którymi jako solenizantka powinnaś się zająć – upomniała ją Królowa po czym zwróciła się do Demanda – Książę, pozwól że ci przedstawię moją córkę, Księżniczkę Sophie Serenity. Sophie, oto Książę Demando, władca Czarnego Księżyca.
- Bardzo mi miło – powiedział Demando kłaniając się nerwowo i automatycznie, żeby przypadkiem nie zapomnieć tego zrobić. Nie usłyszał już później nic więcej z tego co mówiła Królowa. Przed sobą miał najpiękniejszą istotę jaką kiedykolwiek widział. Była smukła i delikatna, poruszała się lekko i jakby miękko. Jej włosy były jak z jasnego złota a dwoje dużych, kształtnych oczu migotało jak gwiazdy.
Dopiero kiedy te oczy odwróciły się od niego, Książę zaczął przypatrywać się całej postaci dziewczyny. Sophie była drobna i niewysoka, posiadała grację swojej matki, która zmieszana była jednak z widoczną żywotnością i młodzieńczą beztroską. Miała na sobie białą suknię utkaną z sierści królewskich koni Srebrnego Księżyca. W połyskującym materiale odciśnięte były drobne kwiatuszki i wijące się liście. Księżniczka na ramiona miała zarzucone plecione wdzianko z podobnymi wzorami. Nie szła, unosiła się w powietrzu, często podskakując z energią. Demando podziwiał całą grację jej postaci. Koło małych uszek ozdobionych srebrnymi kolczykami zauważył wijące się małe kosmyki włosów, widocznie niesforne i umykające spięciu w dwa kucyki. Te dwa kosmyki idealnie opisywały jej całą postać. Wszystkie ruchy, każda poza i każde załamanie sukienki czy szczegół rysów twarzy Sophie składał się z takich właśnie łagodnych łuków. Wszystko razem harmonizowało tak doskonale, że Demando nie był w stanie tego opisać, wpatrywał się tylko podziwiając tą dziewczynę jak cudowne nieziemskie zjawisko.
- Demando, co ci jest! – zdenerwował się Saphiru i trzepnął brata po głowie ze złości – Co ty za głupoty wygadujesz! I to jeszcze do Królowej Serenity. Mówiłeś że masz przygotowane życzenia!
- Mam – powiedział Demando – Przecież mam przygotowane.
- Świetnie, teraz sobie je możesz wsadzić gdzieś bardzo głęboko – Saphiru kiedy tylko się zdenerwował od razu zaczynał machać rękami.
Demando rozejrzał się i zorientował, że powitanie jak widać skończyło się. Królowa Serenity była zajęta przygotowaniami do krojenia tortu, a Księżniczka Sophie śmiejąc się głośno rozmawiała z grupką gości z orszaku księżniczki Kakyu.
Kiedy ta rozmowa się zakończyła? Demando zmartwił się nagle ponieważ zupełnie nie znał odpowiedzi na to pytanie, jak również na kilka innych. Dlaczego Saphiru tak się zdenerwował? Kto, jeśli nie on złożył życzenia Księżniczce? Czy ktoś w ogóle złożył jej życzenia? O jakich głupotach mówił Saphiru?
Demando jednak zaraz zignorował pytania. Poczuł coś niezwykłego, jakieś uczucie ciepła rozchodzące się po jego ciele. To był impuls energii, który opanował go tak bardzo, że nagle księciu świat wokoło wydał się bardzo odległy, jakby odgrodził się od ludzi wokół siebie niewidzialną, ale gęstą chmurą. Wrażenie trwało przez kilka sekund, ale w końcu ustąpiło.
Demando spojrzał jeszcze raz na Księżniczkę Sophie.
- Możecie się rozejść – powiedział przez ramię do zupełnie zaskoczonych Saphiru, Emeraude i Rubeusa, który nie wiedzieć skąd się tam wziął. Demando nawet na nich nie spojrzał – Bawcie się i korzystajcie z balu – dorzucił jeszcze odchodząc.
Książę idąc szybkim krokiem ominął stół z przekąskami i bez ceremonii wszedł w sam środek grupy gości w której znajdowała się Księżniczka Serenity. Przesunął delikatnie ale zdecydowanie kogoś, kto przypadkiem stanął mu na drodze i podniósł do ust dłoń Sophie.
- Czy mogę Cię prosić do tańca, Wasza Wysokość?
Demando nie usłyszał protestów mężczyzny, którego właśnie odsunął na bok i który mówił że to on właśnie miał teraz tańczyć i że co to za maniery żeby komuś tak partnerkę z rąk wyrywać. Książę w ogóle nie zauważył obecności konkurenta. Patrzył tylko w piękne, jasnobłękitne oczy dziewczyny i czekał na odpowiedź.
- Oczywiście, bardzo chętnie, Książę – Sophie skłoniła się wytwornie i zarumieniła. Nikt z dzisiejszych partnerów prosząc do tańca nie pocałował jeszcze jej ręki w tak szarmancki sposób. Księżniczka miała ogromną słabość do bali, kłaniania się, klękania przed damą i podobnych rycerskich gestów.
Księciu oczy zamigotały tylko i natychmiast poprowadził ją na parkiet. Przetańczyli razem trzy tańce, przy których Demando zdecydowanie nie pozwalał komukolwiek odbić sobie partnerki. Wreszcie muzyka ustała.
- Może zechcesz wyjść na chwilę na świeże powietrze? – zaproponował Książę uśmiechając się z radości, że ta piękna istota jest tuż obok niego. Wpatrywał się w nią jakby w strachu, że dziewczyna to tylko wytwór jego wyobraźni który zaraz rozpłynie się w powietrzu.
- Byłoby bardzo miło, drogi Książę, ale właśnie zaczynają krojenie tortu, a tego przysmaku naprawdę nie mogę przegapić – zaśmiała się i pociągnęła go w kierunku olbrzymiej mandali.
Ciasto było umieszczone na wielkim kryształowym talerzu. Miało na wierzchu czekoladę i różnokolorowe posypki ułożone na kształt wieloramiennej gwiazdy. Królowa Serenity wygłosiła krótką przemowę na cześć solenizantki, później oddała głos opiekunce Sophie, Hrabinie Księżyca Lunie oraz Księżniczce Wenus, która była dowódczynią Gwardii Królewskiej i najlepszą przyjaciółką Sophie. Następnie, w czasie kiedy rozdzielano olbrzymi tort pomiędzy gości, kilku najważniejszych władców złożyło Księżniczce jeszcze raz swoje najlepsze życzenia. Demando stał tuż obok Sophie, która z radością przyjmowała wszystkie ich słowa i odpowiadała na zapewnienia przyjaźni ze strony dostojników. Książę słuchał przemów jedynie dlatego, że Księżniczka na nie odpowiadała. Nadal pochłaniał wzrokiem jej postać i zupełnie nic innego go nie interesowało. Czekał niecierpliwie na moment kiedy znów będzie mógł z nią porozmawiać.
Wreszcie przemowy się skończyły. Tort rozdzielono już między wszystkich. Goście smakując mandalę wrócili do rozmów i orkiestra znów zaczęła grać.
- Mmmmmmm! – zachwyciła się Księżniczka pochłaniając swój kawałek tortu w kilku kęsach – Wspaniały! Tyle czasu czekałam żeby go nareszcie spróbować – uśmiechnęła się szeroko oblizując łyżeczkę – Ma w środku kawałki owoców i krem adwokatowy! Py-szno-ści!
Demanda rozpierała radość, że się do niego uśmiecha, chociaż wiedział że to z powodu tortu. Powód był mu w tej chwili najzupełniej obojętny.
- Może chciałabyś zjeść też ten kawałek? – zaproponował oferując jej swój talerz, który cały czas trzymał w dłoniach nawet na niego nie patrząc.
Uśmiech księżniczki Serenity zrobił się jeszcze szerszy.
- Super! – zawołała od razu i chwyciła talerzyk. Zaraz jednak zreflektowała się, zarumieniła i skierowała przysmak z powrotem w stronę Demanda – To znaczy… jeżeli ty Książę go nie chcesz. Na pewno mogę? – dodała od razu, w szczerej nadziei że on się nie rozmyśli.
- Oczywiście, sprawisz mi przyjemność przyjmując go, Księżniczko.
Książę nie musiał tego powtarzać. Sophie w momencie zanurzyła swoją łyżeczkę w górnej warstwie kremu i niebiesko- zielonej posypki. Od razu natrafiła na dwie jagody.
Ponieważ Serenity zaspokoiła już swój pierwszy głód słodyczy poprzednim kawałkiem tortu, ten od Demanda mogła zjeść powoli, rozkoszując się każdym kawałeczkiem wybierając owoce, a następnie oddzielając krem od biszkopta.
Książę stał obok i nadal nie mógł napatrzeć się na tą wspaniałą dziewczynę. Nigdy jeszcze nie spotkał nikogo takiego. Miała w sobie oznaki potężnej energii Królowej Serenity, a jednak wydawała się taka delikatna. Lekkie zaokrąglenia postaci, łagodne rysy czy naturalny blady odcień cery i włosów były o wiele bardziej interesujące niż ostra sugestywność Emeraude. Na Księcia niewyobrażalnie działała ta niewinność z jaką Serenity rumieniła się kiedy pocałował ją w rękę albo przysunął troszkę bliżej siebie podczas tańca. Sam sobie dziwił się jak bardzo wolał to, że ubierała się skromnie, śmiała się dziewczęco, prawie dziecinnie i pachniała delikatnym jaśminem, nie ciężkimi perfumami. Pomimo, że miał już pewne doświadczenie z kobietami, poczuł, że ta jest całkowicie wyjątkowa i starał się postępować tak delikatnie jak tylko możliwe żeby jej do siebie nie zrazić.
Na razie jednak Sophie bynajmniej nie wyglądała na zrażoną. Z całą radością opowiadała mu o procesie przygotowywania tortu, w którym największym wyzwaniem było dla niej nie spróbować ani odrobiny zanim nie zostanie oficjalnie podzielony.
Demando słuchał nie tyle tego, co mówiła, ile samego tonu jej głosu. Cały czas obserwował jak się zachowuje i rozpierała go radość. Powoli kierował ich kroki w stronę tarasu pałacowego, gdzie będzie zapewne więcej ciszy i spokoju. Niewielu gości wyszło na świeże powietrze, większość jeszcze rozkoszowała się tortem, a i też Marszałek Dworu Cyprian Roderigo von Krystal rozpoczął następną przemowę, będą więc mogli swobodnie porozmawiać.
- Może wyjdziemy na chwilę? – zaproponował Demando i przepuścił Księżniczkę przez otwarte przeszklone drzwi.
Serenity położyła talerzyk na oparciu z brzegu tarasu i powoli pokroiła srebrną łyżeczką ćwiartkę porcji tortu, która jeszcze jej została. Demando patrzył jak zjadała ciasto, przechylając się ponad kamienną balustradą żeby popatrzeć na ogród w dole. Rozmawiali o ogrodzie i gościach.
- A więc, Księżniczko, od tej pory będziesz mogła uczestniczyć w międzynarodowych konferencjach i spotkaniach towarzyskich – zagadnął Demando.
- Niestety – westchnęła Sophie - Słyszałam że to strasznie nudne. Jedyne z czego się cieszę to to, że będę mogła chodzić na wszystkie bale! – dodała ze śmiechem.
- O tak, jest ich tak dużo, że nie dasz fizycznie rady być na wszystkich – powiedział Demando - Poza tym zapewne zostaniesz zaproszona na oficjalne wizyty do władców sąsiednich państw. Moje księstwo nie jest zbyt okazałe, ale mam nadzieję, że odwiedzisz mnie kiedyś na Czarnym Księżycu.
- Z przyjemnością, jeśli tylko zorganizujesz jakieś przyjęcie, Książę.
- Naturalnie. Będzie to bal na Twoją cześć, najwspanialszy jaki w naszym państwie kiedykolwiek miał miejsce.
- Wspaniale. W takim razie przygotowuj go szybko, Książę, ani się obejrzysz a się u was zjawię!
Zaśmiali się, a w głowie uradowanego Demanda już ułożył się wstępny plan organizacji przyjęcia. Zastanawiał się, czy Księżniczka i Królowa Serenity przyjechałyby w tych wspaniałych srebrzących się sukniach. Zabawne, jak Sophie zdawała się nie uważać w najmniejszym stopniu na swój odświętny strój. Unikatowy i najcenniejszy w tym państwie materiał był w kilku miejscach lekko zmięty, a nawet na rękawie poplamiony tortem. Inne elegantki, w rodzaju Emeraude zawsze perfekcyjnie kontrolowały w jaki sposób siadają, wstają i jedzą pilnując żeby ich ubranie i makijaż pozostawały nienaganne. I chyba przez to nigdy nie wiedziały czy krzesła na których siedzą są miękkie i jak właściwie smakuje to co miały na talerzach. Serenity nie nosiła wcale makijażu.
- Masz wspaniałą suknię, Księżniczko – powiedział Demando opierając się o balustradę tuż obok Sophie.
- Eee tam, nic niezwykłego. U nas zawsze się takie nosi na uroczystościach.
- Nie podoba ci się?
- Nie jest zła, ale zawsze taka sama. I tak w tym roku wywalczyłam żeby ozdobili ją tymi wzorkami i nawet zgodzili się dodać różowy, ale to już było straszne wymuszenie.
- Wolałabyś żeby była różowa? – zapytał Demando. Podobało mu się, że kiedy tylko Księżniczka rozgadywała się na jakiś temat, od razu porzucała oficjalny język i mówiła jak nastolatka.
- Nie, no ale pomarańczowa czy coś takiego żywszego. Lubię białe suknie, nie żebym narzekała, z tym różowym pasuje. Ale czasami by się przydało pojawić się na balu i naprawdę zabłysnąć w jakiejś super modnej kreacji.
- A ja uważam, że żadna z pań na dzisiejszym przyjęciu nie błyszczała bardziej niż ty, Księżniczko – powiedział Demando patrząc jej w oczy. Uciekła wzrokiem na pusty talerzyk przed sobą.
Książę przysunął się trochę bliżej.
- Ani królowe, ani księżniczki, ani wojowniczki, ani hrabiny.
Mała dłoń dotykała jego ramienia leciutko i jakby nie do końca pewnie. Demando delikatnie przysunął Sophie do siebie, Księżniczka drgnęła tylko lekko kiedy ją pocałował. Bardzo delikatnie, najdelikatniej jak umiał.
Serenity zaczerwieniła się cała i zupełnie znieruchomiała. Demando czekał na jej reakcję w połowie się ciesząc, a w połowie nazywając samego siebie głupkiem działającym bez zastanowienia. Księżniczka patrzyła na niego przez chwilę zaskoczona i niepewna. Książę bał się że ją spłoszy i zniechęci do siebie, ale jednocześnie starał się wzrokiem przekazać jej jak bardzo mu na niej zależy.
Uczucie ciepła rozpierało go od środka. Co za wspaniała dziewczyna. Nawet jej usta były słodkie. Od tortu, ale Demando o to nie dbał.
Był zakochany, całkowicie i beznadziejnie zakochany.
