Rozdział II

Drzwi do biblioteki były uchylone. Dziewczyna postanowiła nie pukać i pchnęła je stanowczo. Regulusa tu nie było. Na wszelki wypadek zawołała go po imieniu, jednak nie uzyskała odpowiedzi. Ruszyła do wyjścia po drugiej stronie pomieszczenia. Po drodze jej uwagę zwrócił stłumiony odgłos zza bocznych drzwi. Uśmiechnęła się do siebie i zapukała. Weszła, usłyszawszy zaproszenie. Regulus siedział w skórzanym fotelu przy biurku, którego blat był zarzucony niezliczonymi kawałkami pergaminu. Spod tej lawiny wystawała mała miseczka z orzechami w czekoladzie.

- Dostaliście może jakąś wiadomość od Syriusza? – zapytał mężczyzna na wstępie.

- Nie, Regulusie, ale… Chyba powinieneś wiedzieć, że twój brat nie żyje – powiedziała powoli Hermiona, ważąc każde słowo.

- Aha. Sądziłem, że James jest jego przyjacielem i będzie coś wiedział. No nic… – Westchnął, choć nie wyglądał na ani trochę przejętego wiadomością. – Wybacz, jestem odrobinę zajęty… - zawiesił wymownie głos.

- Nad czym tak pracujesz? – zapytała natychmiast dziewczyna.

- Z całym szacunkiem, to nie wasz interes. Powiem to tylko przewodniczącemu Zakonu Feniksa.

- Szkoda… Moglibyśmy ci pomóc.

- Sądziłem, że macie własne sprawy w tym domu.

- Tak, ale trochę czasu zawsze się znajdzie. Trudno, pójdę już…

- Dobrze. I powiedzcie mi natychmiast, kiedy tylko otrzymacie wiadomość od Syriusza.

Zamknął drzwi za kompletnie zszokowaną Hermioną. Zamrugała parokrotnie i prawie pobiegła z powrotem do jadalni.

- No i co? – zapytał Harry, kiedy stanęła przed nimi.

Opadła na krzesło. Nagle poczuła się bardzo zmęczona. Streściła im rozmowę z Regulusem.

- Może po prostu nie chce tego zaakceptować – zasugerował Ron.

- Nie sądzę.

- Kiedy rozmawiałem z nim po raz pierwszy, w podobny sposób zignorował uwagę, że nie jestem Jamesem – dodał Harry.

- Wiecie, nie uśmiecha mi się mieszkanie pod jednym dachem ze śmierciożercą, który ma nie po kolei w głowie. Nie żeby którykolwiek był normalny…

- Daj spokój, Ron, on NIE może być lojalnym śmierciożercą.

- I nie musi być szalony – wtrącił Harry. – Wiecie, mógł się gdzieś ukrywać, gdzie nie miał kontaktu z naszym światem… Jak dla mnie zachowuje się całkiem normalnie, przecież każdy jest trochę dziwny na swój sposób. No, ale nie jestem psychologiem.

- Psycho… czym? – Ron zmarszczył czoło. Hermiona wymieniła z Harrym porozumiewawcze uśmieszki.

- Może Remus będzie w stanie nam pomóc.

-:-

Remus Lupin był wyjątkowo dobrze – jak na czarodzieja – obeznany z kulturą mugoli. Kiedy świat czarodziejów odtrącał go przez to, kim był, ci ludzie, może dlatego, że nie wiedzieli o wielu rzeczach, zawsze przyjmowali go z otwartymi ramionami. Oczywiście, miało to też pewne ograniczenia. Jednak Remus przywykł do niekorzystania z czarów i nie uważał tego za wielką niedogodność.

Mimo to, nigdy nie odciął się całkowicie od czarodziejskiego świata nawet na kilka dni.

Dwustronne lusterko było jedną z tych kilku nitek, które łączyły go z magią. Co więcej, od śmierci Syriusza ten użyteczny drobiazg łączył go bezpośrednio z Harrym, który miał po swoim ojcu talent do wpadania w kłopoty. To pozwalało Remusowi na jako takie orientowanie się w poczynaniach chłopaka. Chciałby jednak zrobić coś więcej.

Harry, ku jego ubolewaniu, nie kontaktował się z nim zbyt często. Przeważnie tylko wtedy, gdy szukał czyjejś rady lub kogoś, kto by go wysłuchał albo z kim mógłby szczerze porozmawiać. Kiedy zobaczył twarz chłopca w lusterku, z początku sądził, że to Hermiona kazała mu zapewnić go, że z nimi wszystko w porządku. Harry czy Ron raczej by tego nie zrobili z własnej woli; byli zupełnie jak James i Syriusz – niezależni, odrzucający wszelką troskę. Tym bardziej nigdy nie prosili o pomoc. Dlatego też zdziwiła go ta nagła prośba, by pojawił się w Kwaterze Głównej.

Dalsze słowa chłopca jeszcze bardziej go zdumiały. Regulus Black. Mysikrólik. Chciał się skontaktować z Zakonem. Nie, nie powiedział, w jakiej sprawie. Nie ma pewności, że to on; tak się przedstawił. Choć wyglądał jak Regulus Black na zdjęciach. Najbardziej ze wszystkiego Remusa zastanowiła krótka wzmianka Rona, że „z nim coś jest nie w porządku. Zachowuje się dziwnie. I ciągle wypytuje o Syriusza." Remus miał swoje podejrzenia, że jeśli rzeczywiście to jest Regulus, ukrywał się gdzieś, gdzie nie miał wieści z Anglii, lecz Ron wyraźnie sugerował, że Mysikrólik nie jest w pełni władz psychicznych.

Remus nawet nie pomyślał o tym, by nie pojawić się w Kwaterze Głównej. Zgarnął do wytartej na rogach walizki wszystkie swoje rzeczy (których nie miał dużo) i ogarnął spojrzeniem ciasną hotelową sypialnię, urządzony przez kogoś, kto najwyraźniej był daltonistą. Gdyby nie to, że ostatnio znów miał problemy ze znalezieniem pracy, a jego portfel dość długo głodował, mógłby się zatrzymać w wygodnym pokoiku w pierwszym lepszym B&B*…

Wymeldował się pospiesznie i aportował na ganek domu przy Grimmauld Place 12, otaczając ramionami swoją walizkę.

-:-

Hermiona poczuła ogromną ulgę, słysząc dzwonek do drzwi. Obecna sytuacja trochę ją przerastała. Zajmowanie się tajemniczym nieznajomym, który w dodatku zachowywał się dość podejrzanie, kiedy mieli tyle na głowie, było znacznie ponad jej siły.

Regulus pierwszy dotarł do drzwi. Na progu stał nieco zaskoczony Remus w płowej kurtce i z walizką w rękach. Hermiona mogła sobie wyobrazić promienny uśmiech na twarzy Blacka.

- Regulus Black. – Lupin uśmiechnął się radośnie i uścisnął go po przyjacielsku.

- Dobrze znów cię widzieć, Remusie. Wiesz może, gdzie jest Syriusz?

Twarz wilkołaka ściągnęła się momentalnie. Hermiona zerknęła na Harry'ego, stojącego jeszcze na schodach. Nie chciała okłamywać Mysikrólika, ale jednocześnie rozumiała i szanowała decyzję przyjaciela.

- Mówiliśmy ci już, Regulusie – powiedział chłopak, przeskakując ostatnie stopnie. – Wyjechał. Nie wiemy, dokąd ani kiedy wróci.

Stanął obok Blacka i uścisnął rękę Lupinowi, ignorując jego pytające spojrzenie.

- Rozgość się, Remusie – powiedział gospodarz, zupełnie nie zwracając uwagi na chłopaka, i zawołał Stforka, by ten przygotował im herbatę i ciasteczka.

Usiedli w jednym z pomniejszych saloników, urządzonym, jak i inne, w odcieniach zieleni. Ten jednak wydawał się przytulniejszy od pozostałych – być może dlatego, że duże okno wychodzące na ulicę wpuszczało właśnie do środka promienie południowego słońca. Sofa i fotele były wykonane ze złotawego drewna, przez co nawet ślizgońsko zielona tapicerka nie wydawała się chłodna, choć nadal była śliska w dotyku, jak wąż. Parawan z morissowskimi wzorami (również zielonymi) osłaniał pusty kominek. Na ścianach wisiało parę obrazów w ciemnych ramach, na których uwieczniono przyjemne dla oka krajobrazy. Między nimi stały gabloty z porcelanowymi bibelotami. Harry przypomniał sobie, że ten salonik Syriusz nazywał „dębowym" – z powodu solidnych mebli wykonanych z tego drewna.

Skrzat postawił srebrną tacę z filiżankami, dzbanuszkiem z mlekiem oraz talerzem z ciasteczkami i czekoladkami na stoliku do kawy, po czym ulotnił się z cichym pstryknięciem. Remus patrzył, jak gospodarz wsypuje trzy łyżeczki cukru do swojej filiżanki. To z pewnością był Regulus Black. Myśl o Eliksirze Wielosokowym odrzucił natychmiast – niemożliwością było zdobyć włos któregokolwiek Blacka. Widocznie musiał jakoś uciec śmierciożercom. Przy jego zdolnościach to nie byłoby trudne. Tylko…

- Więc jesteś w Zakonie, Remusie?

- Co? – Lupin otrząsnął się, wyrwany z zamyślenia. Zapach herbaty zawsze wprawiał go w melancholijny nastrój. – Och, tak. Harry mówił, że chcesz się skontaktować z Minerwą.

- Z Minerwą… McGonagall? Nie, chciałem się skontaktować z profesorem Dumbledore'em, ale skoro on nie żyje…

- Teraz Minerwa przewodzi Zakonowi Feniksa.

- W takim razie tak, chciałbym się z nią skontaktować. Mógłbyś mi to załatwić, Remusie?

- Oczywiście, sądzę, że nie będzie z tym problemu. Powiedz tylko, po co. Wiesz, z Zakonem i całym Hogwartem na głowie, jest trochę zapracowana. Tak będzie łatwiej…

- Och… Przekaż jej, że odkryłem sekret Czarnego Pana, dzięki któremu go pokonają.

Remus wpatrywał się w niego uważnie.

- Jaki to sekret?

- Nie powiem ci!

- Słuchaj, Regulusie…

- Wybacz, jestem odrobinę zajęty. – Dopił pospiesznie swoją herbatę. - Zostań tu, jak długo zechcesz, każę Stforkowi zadbać o ciebie.

- Dzięki.

Zanim Remus powiedział coś jeszcze, Regulus zniknął w korytarzu. Wilkołak przesunął spojrzeniem po twarzach przyjaciół.

- Dlaczego nie powiedzieliście mu, że Syriusz nie żyje? – zapytał poważnie.

- Powiedziałam mu, Remusie – zaprzeczyła Hermiona, rozkładając bezradnie ręce. – Tylko że on… nie zwrócił na to uwagi.

- Jak to: nie zwrócił? – Lupin zmarszczył brwi.

- Po prostu. Zignorował to. Zachowywał się, jakbym w ogóle nic nie powiedziała.

- To do niego niepodobne.

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

- Hermiono, on potrafił zapamiętać każdą informację, każdy szczegół. Na wszystko zwracał uwagę.

- Kiedy go widziałeś po raz ostatni? – odezwał się Harry, odrywając wzrok od parawanu zasłaniającego kominek.

- Jakieś osiemnaście lat temu, tuż przed jego śmiercią – jak wtedy sądziłem.

- Ludzie się zmieniają.

- Nie aż tak.

- Więc może on jest jednak szalony? – zasugerował złośliwie Ron. Remus rzucił mu chłodne spojrzenie.

Na chwilę zapadła cisza. Przerwał ją Harry.

- Jak dobrze go znałeś?

- Cóż… raczej dość dobrze. W szkole byliśmy przyjaciółmi.

- Ale on był Ślizgonem – zauważył Ron.

- A ja prefektem Ravenclawu.

- Remusie, czy on uczył się legilimencji? – zapytała nagle Hermiona, by Ron nie zaczął się rozwodzić nad tym, jak potworni są Ślizgoni. Ostatnio coraz bardziej ją to irytowało.

- Skąd o tym wiesz? – Remus nachylił się w jej stronę, wyraźnie zaskoczony.

- Próbował czytać mi w myślach, kiedy go spotkałem po raz pierwszy – odpowiedział Harry.

- Każdy czarodziej z „szanującego się rodu czystej krwi" powinien znać przynajmniej podstawy legilimencji i oklumencji.

- Aha…

- Skąd to przezwisko, „Mysikrólik"? – odezwała się dziewczyna.

- Jest animagiem. Prawdopodobnie jeszcze niezarejestrowanym.

- Ale… - bąknął Potter. – Sądziłem, że to dość rzadki talent, a teraz dowiaduję się…

- To rodzinny talent – wszedł mu w słowo Ron, wyraźnie dumny z tego, że też może się pochwalić swoją wiedzą. – W każdej rodzinie czystej krwi jest jakiś talent, przekazywany z pokolenia na pokolenie. U Blacków to jest animagia.

- Och, czytałam o tym! – wtrąciła Hermiona. – Imiona Blackom nadawano często dopiero, kiedy pokazali już swoje formy animagiczne. A w lepszych czasach przy porodzie był obecny jakiś słynny wróżbita, który by to przepowiedział. Dobrze znany przykład to Cygnus – był czarnym łabędziem. Orion, ojciec Syriusza był koniem… Imię Syriusza też do niego pasuje, w końcu to Psia Gwiazda. Wydaje mi się, że nawet nazwisko zaczerpnęli z tego, że te zwierzęta zawsze są czarne… No, z wyjątkiem mysikrólika.

- Zaraz, czy to znaczy, że ty też, Ron, masz taki talent?

- Uhm. – Rudzielec stał się ciemnoczerwony na twarzy. – Nic wielkiego, naprawdę. Potrafimy się dogadać z magicznymi istotami. Stąd Charlie zajmuje się smokami, a Bill – goblinami.

- Kocham magię – mruknął Harry głosem świadczącym o czymś zupełnie odwrotnym. – Jak to się dzieje, że wszyscy wiedzą o wiele więcej ode mnie?

- Nie przesadzaj, Harry. Założę się, że nikt nie wie tyle o Voldemorcie – uśmiechnął się Ron.

- Uhm… - Harry potarł w roztargnieniu czoło, nie chcąc kontynuować tego tematu. – Regulus ma Znak, prawda? – zwrócił się do Remusa.

- Tak, ma, tylko wiesz, Harry, to nie takie proste.

- Nie może być lojalnym śmierciożercą – wtrąciła Hermiona. – Inaczej nie uważałby Harry'ego za jego ojca i natychmiast dostarczyłby go Voldemortowi do rąk własnych. – Uśmiechnęła się krzywo.

- Regulus zdradził Voldemorta prawie dziewiętnaście lat temu. – Wilkołak nachylił się do nich, ściszając głos. – Byłem przekonany, że zginął, próbując odkryć jego sekret.

- I teraz z powodu tego sekretu chce się skontaktować z Zakonem?

- Na to wygląda.

- Wiesz może…

- Nie! Właśnie o to chodzi, że nawet mi nie powiedział, co to jest. Wyjawił tylko tyle, że przechytrzył Voldemorta i znalazł sposób, by go pokonać.

- Bardzo… ogólnikowe – bąknął Ron, wyraźnie zawiedziony.

- W tym problem.

- A dlaczego zdradził Voldemorta? – zapytał Harry, kątem oka zerkając na Hermionę, która wycofała się z rozmowy, zastanawiając się nad czymś intensywnie.

- Cóż… Regulus zgadza się, że należy dbać o czystość krwi. Kiedy o tym dyskutowaliśmy, przedstawił mi całkiem sensowne argumenty, prawdę mówiąc, z paroma z nich się zgadzałem, ale nie widział innej drogi do oczyszczenia świata czarodziejów, niż przyłączenie się do Voldemorta. Na początku Voldemort tępił tylko mugolaków. Jednak potem zaczął przede wszystkim szukać władzy; chciał zostać dyktatorem Anglii, prawdopodobnie z zamiarem zdobycia Kontynentu w bliżej nieokreślonej przyszłości. W tych czasach było się z nim albo przeciw niemu. Szczęście mieli ci, którzy zdążyli na czas uciec za granicę. Wielu ludzi żałowało swojej początkowej decyzji. Wielu przyłączało się do Voldemorta z czystego strachu. Kilku niejednokrotnie zmieniło strony.

- Choćby Snape.

- Tak. Choćby on. Jednak wierzę, że Regulus rzeczywiście odłączył się od Voldemorta. Cóż, jest Blackiem. Blackowie wysoko cenią sobie honor, a bezpodstawne okrucieństwo się z tym kłóci.

Przyjaciele wciąż nie wyglądali na przekonanych. Remus westchnął.

- Wydaje mi się także, że chciał zaimponować Syriuszowi.

- Też mi powód…

- Posłuchajcie, ich relacje były bardzo zagmatwane i nawet ja nie jestem pewien, jak to opisać, by dobrze oddać naturę rzeczy. Ale Regulus uwielbiał Syriusza, podziwiał go za odwagę i za to, że potrafił żyć pełnią życia, nie przejmować się konsekwencjami. Sam był raczej bardzo ostrożny. Wielu ludzi uważało go za tchórza, ale on po prostu unikał kłopotów. Nie łamał zasad, by nie wpaść w tarapaty, zawsze trzymał się z dala od wszelkich szkolnych afer… Syriusz gardził takimi ludźmi. Ale to nadal nie do końca jest to. Naprawdę sam tego nie rozumiem. – Rozłożył bezradnie ręce.

Na chwilę zapadło milczenie, tylko Hermiona mamrotała coś pod nosem.

- Wciąż się zastanawiam, jaki sekret odkrył. Regulus Black… jak brzmi jego środkowe imię?

- Arcturus.

Chłopcy popatrzyli po sobie w osłupieniu.

- Miona, jesteś genialna!

Trochę czasu zajęło im wytłumaczenie Remusowi sprawy horkruksów. Wilkołak zadał im wiele pytań z czystej ciekawości. Kiedy już jego głód informacji został zaspokojony, potarł w zamyśleniu brodę.

- Tak, tu mogło chodzić o horkruksy. Choć oczywiście niewykluczone, że R. A. B., który napisał list z medalionu, to ktoś inny. Choćby jakiś Krukon mugolskiego pochodzenia, któremu Voldemort wymordował rodzinę.

- Dlaczego akurat Krukon?

- No, raczej Gryfon o podobnym charakterze do ciebie, Hermiono. Żeby znaleźć cokolwiek na temat tych horkruksów, naprawdę trzeba mieć zacięcie do książek.

- Voldemort we wspomnieniu Slughorna powiedział, że w Dziale Zakazanym znalazł zaledwie wzmiankę o nich – potwierdził Harry.

- Choć z drugiej strony… Takie informacje o wiele łatwiej znaleźć, gdy ma się dostęp do rodowych bibliotek.

Harry usilnie próbował ukryć, że nie wie, o co chodzi. Hermiona natychmiast mu wyjaśniła.

- Stare rody często mają zgromadzone ogromne księgozbiory. Wiele z posiadanych przez nie ksiąg jest unikalnych lub bardzo, bardzo rzadkich. W szkolnej bibliotece był spis, kto aktualnie posiada które pozycje. Jeśli w czasie badań czy projektu owutemowego ktoś potrzebował dostępu do którejś z tych ksiąg, mógł wysłać sowę do właściciela z prośbą o jej udostępnienie. Tylko że mugolak nie miał szans na skorzystanie z takiej pomocy.

- W tym właśnie problem – powiedział Lupin. – Regulus był bardzo dobrym uczniem i miał talent do wyszukiwania informacji w książkach, a zawsze robił to bardzo skrupulatnie. W dodatku Blackowie byli w dobrych stosunkach z większością rodów posiadających takie biblioteki, a na pewno z Malfoyami.

- A co Malfoyowie mają tu do rzeczy? – Harry coraz bardziej się w tym gubił.

- Ich talentem rodzinnym jest legilimencja i oklumencja. Zasłynęli ze swoich badań nad magią duszy i umysłu – wyjaśniła pospiesznie Hermiona.

- Aha…

- W każdym razie, Regulus z pewnością był w stanie znaleźć informacje o horkruksach, był też wystarczająco błyskotliwy, by wpaść na ich trop, jednak… zupełnie nie pasuje mi do roli heroicznego samobójcy.

- Chcesz przez to powiedzieć, że… - Harry poprawił okulary.

- Jak każdy Ślizgon, był ambitny, ale przede wszystkim dbał o własną skórę. Po prostu nie odważyłby się na coś tak szaleńczego, jak udanie się samemu do tej jaskini.

- Tylko głupiec poszedłby tam sam!

- Albo Gryfon. W końcu Gryfoni znani są ze swojej brawury, a wy dwaj – Remus skinął głową w stronę Rona i Harry'ego – tylko to potwierdzacie. – Uśmiechnął się do nich bardzo przyjaźnie.

- Więc twierdzisz, że Regulus nigdy by czegoś takiego nie zrobił? – zapytała Hermiona.

- Tak sądzę. Choć on zawsze był dla mnie zagadką.

- Może ktoś rzucił na niego Imperiusa albo…

- Jeśli to w ogóle ten R. A. B.

- Remusie, czy mógłbyś nam o nim opowiedzieć? – poprosiła nagle Hermiona.

- A co chcecie wiedzieć?

- Och, chociażby trochę o jego życiorysie…

- Cóż, był prawie o dwa lata młodszy od Syriusza, ale zaczął szkołę rok po nas. Syriusz był prawie najstarszy w naszej klasie, a Regulus prawie najmłodszy w swojej. Od pierwszych dni w szkole trafił pod opiekuńcze skrzydła swojej kuzynki Narcyzy, jednej z Księżnych Slytherinu.

- A kim były pozostałe „księżne"?

- Jej starszymi siostrami, Bellatrix i Andromedą, oczywiście. – Harry wzdrygnął się na wspomnienie Belli Lestrange. – Wszystkie trzy były prefektkami. Przyjął Znak w wieku szesnastu lat, wkrótce przed rozpoczęciem szóstego roku nauki. Sądziłem, że zginął niecałe dwa lata później.

- A potem?

- Nie mam pojęcia.

- Zdarzyło się coś, co mogło go nakłonić do tej samobójczej misji? – zapytała metodycznie Hermiona.

- Nie sądzę. Chyba że wyjątkowo zażarta kłótnia z Syriuszem.

- Kłócili się?

- Bardzo często. Choć Regulus starał się unikać kłótni.

- Ale dlaczego? Byli przecież braćmi…

- Mówiłem już, Syriusz nim gardził.

- Bo był ostrożny i się nie narażał?

- Najwidoczniej.

- Może był zbyt spokojny jak dla Syriusza – wtrącił z uśmiechem Ron, który niewiele się odzywał, tylko przysłuchiwał się rozmowie, otaczając Hermionę ramieniem.

- Tak, to możliwe… Syriusz nigdy nie rozumiał uległości.

- Więc był cichym, grzecznym, stroniącym od kłopotów i uwielbiającym naukę chłopcem… Trochę mdła ta charakterystyka.

- Och, uwierz, Harry, że on wcale nie był taki idealny ani nie miał tak prostej osobowości.

- Remusie, dlaczego mówisz o nim w czasie przeszłym? – wtrąciła nagle Hermiona.

- Przyznaję szczerze, że nie wiem, czy to jest ten sam człowiek. Wygląda na to, że bardzo się zmienił i nie jest tym, kogo znałem. – Remus spochmurniał, a podniecenie w jego głosie opadło.

- Więc jaki jeszcze był? – Harry powrócił do poprzedniego tematu.

- Przede wszystkim nie dbał o siebie. Potrafił zarywać noce, by czytać książki. Nadmienię, że czytał bardzo dużo, ale fikcji prawie w ogóle, chyba że był ściśle oparta na faktach historycznych. Był ambitny i chciał zdobywać dobre oceny, by zostać kimś, choć nie był pewien, jaki zawód chciałby uprawiać. Kiedy się go o coś oskarżyło albo kiedy sytuacja go przerosła, potrafił spanikować. Był raczej samodzielny, ale brakowało mu pewności siebie.

- Wiesz co? Mówisz, jakbyś był jego starszym bratem – prychnął Ron.

- Odnosiłem wrażenie, że zastępowałem mu brata. On naprawdę bardzo się starał zyskać akceptację Syriusza. Był samodzielny, ale nie chciał być zdany tylko na siebie.

- Czyli był samotnikiem i typem mola książkowego. Dlaczego nie trafił do Ravenclawu?

- A dlaczego Hermiona nie trafiła do Ravenclawu? Ron, musisz zrozumieć, że osobowość to naprawdę złożona sprawa. A on miał bardzo interesujący charakter. Prawdę mówiąc, jak teraz o tym myślę, zaczynam mieć wątpliwości, czy on na pewno nie był w stanie pójść sam do tej jaskini.

- Sam powiedziałeś, że to bardzo gryfońskie, a on był urodzonym Ślizgonem.

- Tak, ale każdy z nas w pewnej mierze pasuje do każdego domu. Co jeszcze… Regulus był ulubieńcem nauczycieli, jednak ze znajdowaniem przyjaciół miał niejaki kłopot. Wydaje mi się, że przyjaźnił się ze Ślizgonami, jednak naprawdę ufał tylko mi i Severusowi.

- Snape'owi?

- Może łatwiej to zrozumiecie, jeśli pokażę wam go we wspomnieniach. Myślę, że Regulus pożyczy mi myślodsiewnię.

* B&B – skrót od Bed&Breakfast – rodzaj hotelików prowadzonych przez prywatne osoby w starych większych domach. W cenę noclegu wlicza się tradycyjne angielskie śniadanie, stąd nazwa.