A/N: Przepraszam, że trzeba było tyle czekać na ten rozdział - mam nadzieję, że było warto ;). Następne będą się pojawiać częściej (postaram się!).
Jeszcze raz dziękuję za recenzje i po cichu liczę na kolejne :).
Sasuke Uchiha raźnym krokiem szedł w stronę pola treningowego. Pierwsze promienie słońca przebijały się przez korony drzew, zdobiąc leśną ścieżkę migoczącymi plamami światła. Chłopak uśmiechnął się rozmarzony. Dziś rozpoczynał kolejny rozdział swojego życia. Postanowił puścić w niepamięć wszelkie porażki i niepowodzenia. Mimo skłonności do depresji, paranoi i histerii, był w końcu niepoprawnym optymistą.
Pewnie wkroczył na polanę, na której zastał Naruto i Sakurę.
- Witajcie, przyjaciele z drużyny! – zawołał entuzjastycznie, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.
- Odbiło ci? – warknęła dziewczyna, patrząc na chłopaka wilkiem – Ranny ptaszek się znalazł, kurde balans.
Brunet zatrzymał się w pół kroku i zawstydzony wbił wzrok w trawę, jednocześnie zastanawiając się, o co mogło jej chodzić. Przecież z jego ptaszkiem wszystko było w porządku.
Spojrzał nieśmiało na blondyna, który tylko prychnął z pogardą i odwrócił się do niego plecami, nie racząc nawet odpowiedzieć na słowa powitania.
Sasuke grzebał czubkiem buta w ziemi, pogrążając się w ponurych rozmyślaniach. Dlaczego go nie lubili? Przecież tak bardzo się starał! Poczuł napływające do oczu łzy i z głębi jego jestestwa wyrwał się rozdzierający serce szloch.
Kunoichi skrzywiła się na widok tej zapłakanej kupki nieszczęścia.
- Wiesz co, wymoczku – powiedziała. – Powinieneś…
- Zostaw go w spokoju – mruknął Naruto, przerywając wywód.
Dziewczyna zachłysnęła się z oburzenia i już zacisnęła pięść, szykując się do zadania mu swojego popisowego ciosu w czubek głowy (który mogła stosować tylko na niższych od siebie osobnikach, więc uznała, że kolega mikrego wzrostu nada się do tego doskonale), gdy stało się coś niezwykłego.
Naruto podszedł do zapłakanego Sasuke i siląc się na uśmiech, podniósł rękę. Brunet odruchowo się odsunął i zacisnął powieki, szykując się do przyjęcia uderzenia. Niższy chłopak wspiął się na palce i pocieszającym gestem poklepał go po plecach.
- Nie rycz już, Sasek – wymamrotał. – Chciałeś dobrze, wyszło jak zwykle, no trudno. Przestań się mazgaić, lepiej skupmy się na naszym zadaniu.
Brunet zamrugał kilkakrotnie. Był w głębokim szoku. Gdyby jego szczęka nie była połączona z resztą twarzy, zapewne wpadłaby do wydłubanej sandałem dziury.
Sakura przyglądała się scence z nie mniejszym zdziwieniem. Po raz pierwszy w życiu zapomniała języka w gębie.
- Wysmarkaj się w tę swoją serwetkę i ogarnij, zanim przyjdzie tu Kakashi – powiedział Naruto. – Musimy trzymać się planu – dodał z naciskiem.
Dziewczyna ocknęła się z szoku i pokiwała głowa.
- To nie serwetka, tylko chustka do nosa z monogramem – wymamrotał cicho Uchiha, zupełnie nie zwracając uwagi na wymieniającą znaczące spojrzenia parę.
- Teraz pozostało nam tylko czekać – westchnęła Sakura, spoglądając w niebo.
Cała trójka podskoczyła, gdy obok nich, z głośnym pyknięciem i w chmurze dymu pojawił się ich sensei.
Przesunął znudzonym wzrokiem po swych oniemiałych podopiecznych i uśmiechnął się pod maską.
- Przejdę od razu do sedna. Żeby zdobyć rangę Genina, musicie odebrać mi to – powiedział, unosząc dwa blaszane dzwonki na krótkich sznurkach. – Zasady są proste. Ten, kto ma dzwoneczek, zostaje Geninem. Macie atakować mnie z zamiarem zabicia, inaczej nie uda się wam nawet ich dotknąć. Jakieś pytania? – zapytał, zauważywszy, że Sasuke chce podnieść rękę – Żadnych pytań, świetnie. Uwaga, start!
Zmieszany chłopak wyartykułował jakiś niezidentyfikowany odgłos i opuścił rękę. Naruto postanowił wykorzystać okazję.
- Teraz! – krzyknął do Sakury. Ta bez wahania podskoczyła do bruneta i z całej siły przyłożyła mu w łeb. Chłopak padł na ziemię jak długi. W tym samym czasie blondyn wykonał Technikę Podziału Cienia. Kunoichi szybko podniosła swoją ofiarę i przerzuciła sobie przez ramię. Klony Naruto rzuciły się na Jōnina, próbując odwrócić jego uwagę od Sakury, która pognała w krzaki z chłopakiem na plecach. Z impetem wpadła w chaszcze, ciskając przed siebie bruneta, który odbił się od drzewa i legł nieprzytomny na ziemi. Sama wylądowała na brzuchu, wznosząc tuman kurzu. Kaszlnęła kilkakrotnie i rozejrzała się dookoła.
Doskonała kryjówka, której na pewno nie zauważy Kakashi – jest.
Nieprzytomny, nie pałętający się pod nogami Sasek – jest.
Pokurcz w pomarańczowym dresie – brak.
Podczołgała się w stronę osłaniającego ich krzewu i spojrzała przez gęstwinę gałązek. Dostrzegła pomarańczowe plamy skaczące wokół zarysu sylwetki senseia.
Czyżby on… walczył?
Dziewczyna zazgrzytała zębami ze złości. Mogła się spodziewać, że ten kurdupel spróbuje ją wykiwać. Już wcześniej się dowiedzieli, jak wygląda test Kakashiego. Ich plan polegał na skutecznym ukryciu się, ustaleniu strategii walki i późniejszym odebraniu dzwoneczków wspólnymi siłami. Naruto miał wykorzystać klony do zmylenia przeciwnika, żeby dołączyć do Sakury i Sasuke. Teraz pewnie chciał sam zdobyć dzwonek i zgarnąć wszelkie pochwały tylko dla siebie!
Walka zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Sfrustrowana kunoichi bębniła palcami w ziemię. Co robić? Dołączyć do niego? Obróciła się i szturchnęła nieprzytomnego bruneta. Ten jęknął cicho i mlasnął. Kopnęła go czubkiem buta.
- Sasek, pobudka! – syknęła. Chyba trochę za mocno go poturbowała, ale to był jedyny sposób, by bez zbędnych dyskusji przenieść go w bezpieczne miejsce. Nigdy nie była szczególnie delikatna, więc złapała szczupłe ramiona chłopca i z całych sił nim potrząsnęła. Otworzył oczy, ale nadal wyglądał na zagubionego, więc dla pewności pacnęła go dłonią w policzek.
- Ssso jessst? – wymamrotał brunet, rozglądając się dookoła. – Ooo, Sakurciaaa… - dodał rozmarzonym głosem, dostrzegając znajomo wyglądające czoło.
- Cicho! – zganiła go szeptem dziewczyna. – Muszę ci coś powiedzieć.
Chłopak uśmiechnął się do niej i spróbował zalotnie przechylić głowę, nie zważając na utrudniające to gałęzie (a w szczególności tę wbijająca mu się w ucho).
Ich sekretne (w mniemaniu Sasuke) rendez-vous przerwał Naruto, rzucony przez jakąś tajemniczą siłę na osłaniający ich krzak, doszczętnie demolując ich kryjówkę.
- Co ty wyprawiasz?! – wrzasnęła Sakura, próbując przeturlać się na bok i uniknąć zderzenia.
Blondyn chciał coś powiedzieć, ale uniemożliwił mu to wypełniający usta piach. Splunął za siebie i zaczął się podnosić, mamrocząc pod nosem przekleństwa skierowane do bliżej nieokreślonego adresata. Sasuke, poczuwszy przypływ jakiejś niezwykłej mocy, wstał i oskarżycielsko wycelował palec mniej-więcej w stronę chłopaka (a dokładnie to ciut na lewo od niego, bo jeszcze mu trochę w głowie kołatało).
- Jak śmiesz się tak wyrażać przy obecnej tu mej nadobnej bogdance! – ryknął z całych sił, jednocześnie nie będąc pewnym, czy właściwie użył słowa bogdanka. Szybko się jednak zreflektował i postanowił uderzyć w bardziej romantyczny ton. – Nie przeszkadzaj kochankom, co głowy składają pod jaworem, na róż posłaniu…
Jego wywód został brutalnie przerwany.
- Nie jestem twoja kochanką! – zaskrzeczała rzeczona niewiasta, otrzepując się z kurzu.
Brunet doszedł do wniosku, że powinien zacząć uciekać, jednak nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Padł na kolana, chcąc błagać o przebaczenie, jednak dziewczyna tylko pacnęła go lekko w czoło i wyminęła, kierując się w stronę Naruto.
- Ty… - wycedziła przez zęby. – Ty idioto…
Chłopak dostrzegł pulsującą na jej czole żyłę i zdał sobie sprawę, że nie ma już dla niego ratunku
- S-Sakura, uspokój się, p-proszę – wyjąkał, próbując się wycofać.
- Już ja ci dam spokój, kurduplu! Spokój wieczny! – wrzasnęła, wymachując pięściami.
- Nieee! – ryknął zrozpaczonym tonem Sasuke, uczepiając się rąbka jej sukienki. – Miej litość dla niego, toż to zwykły chłop z gminu! Luba ma, oszczędź go!
Zażenowana dziewczyna spróbowała wyrwać się chłopakowi, co poskutkowało oderwaniem się sporego kawałka materiału. Uwolniona od natrętnego adoratora ruszyła przed siebie, jednak ten, niezrażony niepowodzeniem, złapał się gumki jej getrów i niechcący je z niej ściągnął. Zaskoczona kunoichi potknęła się, wpadła wprost na przerażonego Naruto, a przyczepiony do niej desperat wywinął orła razem z nią i wylądował twarzą w dość newralgicznym punkcie, tuż poniżej dziewczęcych pleców.
Łatwo sobie wyobrazić, co stało się później.
- Żenada – mruknął Kakashi, przyglądając się awanturze, która właśnie osiągnęła apogeum.
Postanowił rozdzielić walczące dzieciaki. Nie chciał potem wysłuchiwać pretensji rodziców, których pociechy wracały do domów z powybijanymi zębami i połamanymi kończynami. A tym razem to nawet nie byłaby jego sprawka!
Minutę później cała trójka stała przed nim w szeregu. Wszyscy byli mocno poturbowani. Naruto zdjął ochraniacz, odsłaniając olbrzymiego guza na czole. Sasuke cicho popłakiwał, nie z powodu odniesionych ran, lecz dlatego, że w ferworze walki jego ukochana nazwała go erotomanem, a on nawet nie wiedział, co to znaczy (domyślał się tylko, że nic dobrego). Sakura próbowała poprawić niemiłosiernie rozciągnięte getry, mamrocząc pod nosem coś o wymoczkach i zboczeńcach.
- Jeszcze nigdy nie widziałem tak niezdyscyplinowanej bandy – warknął Jōnin. – Zamiast skupić się na walce ze mną, woleliście się kłócić między sobą. Nie zauważyłem u was nawet próby pracy zespołowej. Mógłbym jeszcze długo wytykać popełnione przez was błędy, ale nie widzę w tym żadnego celu.
Mężczyzna zrobił pauzę, żeby jego wywód zabrzmiał bardziej dramatycznie. Ostatni raz spojrzał na swoich podopiecznych.
- Wszyscy oblaliście.
