EDIT. Właśnie zauważyłam, że wasze komentarze z jakiegoś powodu (związanego zapewne z jakimś kolejnym błędem ffnet) nie zostają wyświetlane pod rozdziałem (i po krótkim reacherchu doszłam do wniosku, że nie tylko ja mam ten problem). Dostaję je jednak na maila, więc, proszę, nie martwcie się ich brakiem. Jakąś tam bardzo okrężną drogą do mnie docierają i, jak zawsze, bardzo wam za nie już teraz dziękuję.


Za cierpliwe i pełne uwagi zbetowanie tego rozdziału bardzo dziękuję Felly oraz Disharmonie.

N, Xylone, Marley Potter, sleepwalker09, Dugo czekajca, Melodia, Natasza, kolosia, daria, Kasia894311, Michalina31, Anuii, lohrelain, mastyska - oczywiście z całego serca dziękuję wam za takie piękne, pełne wsparcia i ciepłe komentarze.

N, naprawdę bardzo się cieszę, że tak bardzo podoba ci się to opowiadanie. Przepraszam już teraz za tak długie przerwy w publikowaniu poszczególnych rozdziałów. Tak czy inaczej, bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa :). Długo czekająca, aż mi się zrobiło ciepło na sercu, gdy czytałam twój komentarz. Naprawdę bardzo się cieszę, że udaje mi się trafiać w twój gust czytelniczy. Zdecydowanie wybór odpowiedniego tekstu do tłumaczenia to jeden z podstawowych celów tłumacza, więc dobrze wiedzieć, że udaje mi się go spełniać :). Doskonale rozumiem, że różnica w częstotliwości publikowanych rozdziałów względem poprzednich moich ficów jest ogromna, ale, niestety, naprawdę nie mogę nic na to poradzić. Hmm... Tak się zastanawiałam nad tym, w jaki sposób mogłabym informować o terminie pojawienia się kolejnych rozdziałów, bo ffnet nie za bardzo daje takie możliwości. Umówmy się więc tak, że postaram się raz na jakiś czas dawać jakąś informację na moim tumblrze (link do znalezienia w moim profilu). Tam też znaleźć można przycisk "Message", więc gdyby zdarzyło się, że o tym zapomnę lub po prostu ty lub ktokolwiek inny chcesz wiedzieć, jak stoją w danej chwili moje przewidywania na temat pojawienia się kolejnego rozdziału, można tam do mnie śmiało pisać. I nie trzeba być w tym celu zarejestrowanym. Melodio, naprawdę bardzo przepraszam, że ten rozdział pojawia się tak późno. Ale bardzo się cieszę, że poprzedni ci się podobał i że losy pojawiających się w nich postaci nie są ci obojętne :). Nataszo, niestety jakoś wyraźniej szybszego publikowania rozdziałów nie mogę obiecać, bo po prostu nie mam na to czasu. Ale raz na miesiąc (kalendarzowy!) pojawiać się będą na pewno. Niemniej cieszę się, że ten fi ci się spodobał :). Kolosiu, w takim razie odpowiadam ci tutaj, bo nie wiem, czy dalej masz problemy z logowaniem. Niestety tak czasami na ffnet jest. Tak czy inaczej, dziękuję za wszystkie miłe słowa. Twój komentarz sprawił mi ogromnie wiele radości i wywołał ma mojej twarzy wielki uśmiech :). Mam nadzieję, że zdania na temat tego Toma nie zmienisz, bo miło mi słyszeć, że ta postać ci się podoba. Tak jak bliźniacy, których, zapewniam, będzie więcej :). Dario, rodzice Harry'ego będą wspomniani w kolejnych rozdziałach, tyle mogę obiecać. Cieszę się, że podoba ci się obsadzenie całej akcji w szkole tańca. I że uważasz, że zostało to przedstawione realistycznie. Mastysko, bardzo się cieszę, słysząc, że ten fic aż tak bardzo ci się podoba! Doskonale rozumiem, dlaczego zwykle nie lubisz braku magii w ficach do HP, bo ja mam dokładnie tak samo. Tym bardziej miło mi słyszeć, że udało ci się do tego fica przekonać ;). Mam jednak nadzieję, że świat autorów i tłumaczy nie będzie musiał obawiać się pojawienia Voldemorta, który stałby nad nim z batem. Ale, oczywiście, rozumiem, dlaczego pragnęłabyś, aby rozdziały pojawiały się częściej. Niestety w tej chwili naprawdę nie jestem w stanie tego obiecać, ale, tak jak pisałam już wcześniej, rozdział raz na miesiąc (kalendarzowy) na pewno pojawiać się będzie ;).

Szczęśliwego Nowego Roku!


Niknąca rzeczywistość

Rozdział trzeci

W którym opór staje się siłą

Harry uniósł wzrok na imponujące mury Hogwartu. Jego kamienne fasady, wielkie, drewniane drzwi wejściowe i wieżyczki sprawiały, że do złudzenia przypominał zamek, który pasowałby bardziej do jakichś odległych obszarów wiejskich niż samego centrum Londynu.

Młodzieniec wydał z siebie długie, zmęczone westchnięcie.

— Przypomnijcie mi, dlaczego tu w ogóle jestem?

— Bo błagamy cię o to bezustannie już od jakiegoś tygodnia? – odpowiedział bezwstydnie Fred.

Jego bliźniak kiwnął potwierdzająco głową.

— Do tego stopnia, że nie byłeś w stanie spać?

— Ani jeść? – dodał niewinnie Fred.

Harry spojrzał na nich z podirytowaniem. Zadręczali go tym w każdej wolnej sekundzie. Choć nie była to tak naprawdę ich wina. Tylko Toma.

Najlepszy uczeń Hogwartu bez żadnych wyjaśnień odmówił wzięcia udziału w ich końcoworocznym wystąpieniu. To spowodowało, że w prestiżowej szkole wybuchła panika, jako że było już za późno na zmianę repertuaru.

Harry był pewien, że Tom blefuje. W końcu, jako tak utalentowany tancerz, bez wątpienia marzył o olśniewającej karierze. A zakończenie edukacji poprzez wcielenie się w rolę Voldemorta byłoby dla niego prostą drogą do sławy.

Dni jednak mijały, a Tom nie wydawał się chcieć tańczyć. I tylko bliźniacy wiedzieli dlaczego. Oczywistym więc było, że obrali sobie za cel przekonanie Harry'ego do przyjęcia roli Bohatera. Udawało mu się opierać im przez nieco ponad tydzień, ale potem zaczęli grozić, że wyjawią dyrektorowi, dlaczego Tom odmawiał wzięcia udziału w sztuce.

Chłopak zmusił ich już do sponsorowania Harry'emu nauki, tak więc Potter nie miał wątpliwości, że dyrektor musiał domyślać się, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodziło. Ale, serio, kto normalny odmawiał uczestnictwa w prestiżowym występie tylko dlatego, że nie podobał mu się dobór obsady?

Gdyby bliźniacy potwierdzili ich przypuszczenia, kto wie, do czego posunęłyby się władze szkoły, aby namówić go do dołączenia do składu przedstawienia. Nie chciał się tego dowiedzieć.

Poza tym, bez względu na to, jak bardzo pragnął zaprzeczyć słowom Toma, wiedział, że ten miał rację. Harry czuł się winny tego całego bałaganu, nawet jeśli wiedział, że za niego nie odpowiada. Jeśli jednak nie zatańczy, nie zrobią tego również jego przyjaciele.

— Wiecie, że was za to nienawidzę, prawda?

— Na wieki wieków – zgodził się George.

— A być może nawet dłużej, gdy wyjdziesz ze swojej pierwszej lekcji ze Snape'em.

Harry wziął głęboki oddech, próbując wziąć się w garść.

— No dobra. Wiecie chociaż, na którym powinienem być poziomie?

Pod względem techniki gorszy był pewnie nawet od pierwszaków, ale, ogólnie rzecz biorąc, nie wyniósłby wiele z ich zajęć. Tak naprawdę był tu tylko po to, aby zatańczyć w tym przedstawieniu, a je w głównej mierze przygotowywali uczniowie z siódmego poziomu. W ich zajęciach uczestniczył jednak Tom, więc nie było mowy, aby Harry poszedł na nie z własnej woli. Miał wrażenie, że nie powinni spędzać ze sobą dwudziestu czterech godzin na dobę.

— Wiekowo najbardziej pasowałbym chyba do piątego poziomu, mam rację? – zapytał bliźniaków.

Poszczególne poziomy tylko z grubsza reprezentowały daną grupę wiekową. Tak naprawdę chodziło bardziej o to, jak dobrym było się tancerzem, a nie ile miało się lat. Na różne zajęcia uczęszczali więc uczniowie tylko mniej więcej w tym samym wieku.

Gdy próbowało się dostać do Hogwartu, technicznie rzecz biorąc mogło się zostać przypisanym do każdego poziomu. Zawsze jednak łatwiej było, gdy zaczynało się w młodym wieku i dostawało do pierwszych lub drugich klas.

Oczywiście zawsze były pewne wyjątki, które rozpoczynały naukę w Hogwarcie w starszym wieku, głównie ze względu na jakieś trudniejsze okoliczności w dzieciństwie. Nie każdy w końcu już w wieku jedenastu lat wiedział, że chce być zawodowym tancerzem. Bliźniacy, na przykład, zgłosili się na przesłuchanie dopiero w zeszłym roku i zaczynali bezpośrednio z piątego poziomu.

— To prawda, ale w przedstawieniu udział biorą zawsze tylko tancerze będący przynajmniej na szóstym poziomie. Dziwnie by było, gdybyś znalazł się na niższym.

— No tak. Nie chcielibyśmy w końcu, aby to wszystko było jeszcze dziwniejsze, niż już jest. – George wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.

Harry wzruszył ramionami.

— W takim razie pójdę po prostu z wami na zajęcia szóstego poziomu. Przynajmniej będę kogoś znał.

— Jesteś pewien, że nie chcesz spróbować siódmego?

— Oni pracują na zajęciach niemal wyłącznie nad swoimi częściami wystąpienia – wyjaśnił Fred.

Harry potrząsnął głową.

— Choreografia nie stanowi dla mnie problemu. Potrzeba mi jakiejś podstawowej techniki.

Bliźniacy uśmiechnęli się do siebie.

— „Podstawowej" powie!

— Mówiąc o prawie najwyższym poziomie w najlepszej szkole tanecznej w Wielkiej Brytanii!

— Ja… nie chodziło mi o… — wyjąkał Harry.

Fred machnął ręką.

— Daj spokój, podoba nam się twoje podejście.

George klasnął energicznie w dłonie.

— W takim razie, do dzieła! Przynieśmy radosną nowinę.

— Nowinę? – Harry zmarszczył brwi.

— Hogwart wystawi jednak na koniec roku swoje przedstawienie! Być może uda nam się nawet zobaczyć łzy na twarzy Snape'a!

Wszyscy trzej roześmiali się pod wpływem tak absurdalnego wyobrażenia.

Gdy weszli do Hogwartu, bliźniacy zaprowadzili go do sali, w której odbywały się pierwsze tego ranka zajęcia chłopców z szóstego poziomu. Była prawie dziewiąta i wszyscy biegali po korytarzach, pragnąc dostać się do swoich klas na czas. Z tego powodu tylko niektórzy zauważyli kręcącego się między nimi Harry'ego, mimo że jego strój taneczny był wyraźnie z drugiej ręki i nawet odrobinę nie przypominał sposobu ubierania się uczniów Hogwartu.

Być może nigdy nie ujrzą w oczach Snape'a łez, ale Filius Flitwick z pewnością wyglądał na bliskiego wybuchnięcia płaczem, gdy zobaczył, kto wchodzi do jego sali.

— Panie Potter, tak bardzo się cieszę, że pana widzę!

Mężczyzna był mniej więcej jego wzrostu, a więc bardzo niski jak na profesjonalnego tancerza. Jego pozycja w Hogwarcie była jednak wystarczającym dowodem na to, że z pewnością miał swego czasu niesamowitą karierę.

Flitwick posłał mu pełen wdzięczności uśmiech, po czym odwrócił się trochę niepewnie do bliźniaków.

— Proszę, powiedzcie mi, że on naprawdę tutaj jest i nie są to tylko moje pełne nadziei halucynacje.

— Nasz zbawiciel z krwi i kości – odpowiedzieli równocześnie.

— Doskonale! Proszę, rozgrzejcie się wszyscy, wrócę za kilka minut. Muszę natychmiast powiedzieć o tym Albusowi!

Szybko opuścił klasę, ściągając na siebie ciekawskie spojrzenia innych uczniów. Gdy tylko zniknął, natychmiast skupili je oni na Harrym.

Bliźniacy ostrzegli go, że od czasu przesłuchania po całej szkole krążyła cała masa plotek. Większość uczniów nigdy go nie widziała, jako że nie za bardzo interesowało ich obserwowanie castingów. Jego osobę owiewało ponoć trochę naprawdę pokręconych historii, ale nikt nie wydawał się w nie wierzyć.

Na szczęście uważać musiał tylko na najstarszych tancerzy. Jako że baletowi towarzyszyła naprawdę gorąca rywalizacja, uczniowie mogliby łatwo stać się o niego zazdrośni. Na szczęście Hogwart przydzielał role zwykle tylko uczniom z siódmego poziomu, nieczęsto komuś z szóstego. Z tego też powodu wszyscy byli już do tego przyzwyczajeni i młodsi uczniowie nie czuli się, jakby Harry ukradł któremuś z nich rolę.

Ci, którzy byli o krok od zakończenia edukacji, to kompletnie inna historia. Już i tak wystarczająco złe było to, że Hogwart musiał po raz pierwszy w historii wziąć do przedstawienia kogoś z zewnątrz. Nie pomagał też fakt, że chodziło o główną rolę. To było dla nich niczym uderzenie w twarz.

— Widzisz? Już teraz jesteś bohaterem! – wykrzyknął wesoło Fred, spychając go na wolne miejsce przy drążku do ćwiczeń.

— Więc dlaczego czuję się z tego powodu tak strasznie nieszczęśliwy? – zapytał głośno, zaczynając naśladować stosowane przez bliźniaków ćwiczenia rozciągające.

— Daj spokój, Harry, mówimy o Bohaterze! – Roześmiali się. – Bycie nieszczęśliwym to nierozerwalna część tej postaci!

— Hej, to nieprawda! – wykrzyknął, urażony.

— A właśnie, że tak! Ciągle dzieją mu się same złe rzeczy – wytknął George.

— Nie mówiąc już o tym, że od dziecka prześladuje go psychopata – dodał Fred.

Harry zmierzył ich oskarżającym wzrokiem.

— No tak, myślę, że kto jak kto, ale wy wiecie dużo o prześladowaniu.

George dynamicznie przyjął uroczystą pozę, kładąc jedną rękę na sercu.

— Staramy się być najlepsi we wszystkim, co robimy.

— Jesteśmy prawdziwymi wzorami do naśladowania – zapewnił go Fred.

W tej samej chwili wrócił Flitwick, którego niewątpliwie ostatnie stwierdzenie Freda wprawiło w prawdziwe zdumienie.

— Panie Weasley, proszę nie rozpowszechniać na moich zajęciach plotek, w które nie uwierzą nawet najbardziej zdesperowani plotkarze.

Cała klasa roześmiała się na te słowa, a twarze bliźniaków rozświetliły dwa identyczne uśmiechy.

Flitwick klasnął wtedy w dłonie, aby zwrócić na siebie uwagę wszystkich uczniów.

— A teraz do roboty, chłopcy! Pozycja pierwsza!

— Kto by pomyślał? – mruknął stojący przy drążku bezpośrednio za Harrym Fred.

— Zawsze właśnie od tego zaczynają. Zero kreatywności – narzekał George.

— Trzeba znaleźć w końcu kogoś, kto przełamie schemat!

— Prawie ci zazdroszczę, Harry. To w zasadzie pierwszy raz, gdy musisz znosić tę torturę.

— Przez cały ostatni tydzień bez przerwy zapewnialiście mnie, jak wspaniała jest ta szkoła! – mruknął oskarżycielsko Harry, choć nie był w stanie powstrzymać uśmiechu. Aby go tu zwabić, byli w stanie powiedzieć chyba wszystko.

Flitwick przez większość czasu kazał im wykonywać powtarzające się ćwiczenia. Podczas gdy stali przy drążku, on przechadzał się między nimi i poprawiał wszelkie błędy. Jako że Harry nie był przyzwyczajony do trzymania niektórych pozycji przez dłużej niż kilka sekund, szybko zaczęły dokuczać mu mięśnie. Zignorował to, zbyt podekscytowany tym, że po raz pierwszy bierze udział w prawdziwej lekcji tańca.

Flitwick poprawił jego postawę, oczywiście, całkiem sporo razy, ale wychwalał również z entuzjazmem jego wydajność i gibkość. Co by nie było, pierwszy ranek Harry'ego w Hogwarcie minął lepiej, niż się spodziewał.

Nie przypuszczał, że rzeczywiście nauczy się tak wielu rzeczy. Oczywiście wiedział, że jego technice daleko jest do doskonałości, ale jako że nigdy nie rozważał kariery profesjonalnego tancerza, nie za bardzo go to obchodziło. Teraz natomiast uświadomił sobie, że nawet niewielkie poprawki w jego postawie od doświadczonego tancerza sprawiły, że ruchy, których wcześniej nawet nie znał, stały się możliwe. Większość uczących się tu osób miało na celu stanie się w przyszłości profesjonalistami, ale mimo iż Harry nie podzielał ich pragnienia, ta nauka z pewnością wzbogaci jego taniec. A to było niesamowite.

Niewątpliwie kochał tańczyć. Poruszać się. Obracać się i skakać, zatracać w muzyce. Wszystkie te powtarzające się ćwiczenia strasznie go jednak nudziły, nawet jeśli były szalenie przydatne. Nie miał pojęcia, jak ktoś mógł wytrwać kilka lat tej tortury. On jednak będzie tu tylko do końca tego roku, kilka miesięcy. Podejrzewał, że uda mu się do tego czasu wytrzymać. Jakby nie było, miał tańczyć „Przepowiednię". Nigdy więcej nie zyska takiej szansy.

Gdy przyszła pora obiadowa, był przyjemnie wykończony i rozmawiał entuzjastycznie z bliźniakami. Opowiadali mu krótko o wszystkich nauczycielach, jako że tego ranka pracowali wyłącznie z Flitwickiem.

To, jacy uczyli kogoś nauczyciele, zależało bezpośrednio od poziomu, na którym się było. Choć niektórzy pojawiali się na każdym stopniu edukacji, większość specjalizowała się w jednym lub dwóch, przy czym najwyższe poziomy dostawały, oczywiście, najlepszych. Na przykład Lucjusz Malfoy pracował tylko z poziomem od piątego w górę, podczas gdy Snape pojawiał się na każdym z nich, choć najwięcej czasu spędzał z ostatnim.

Wkrótce stało się jasne, że jak do tej pory ulubionym nauczycielem bliźniaków była McGonagall, która jednak uczyła jedynie do piątego poziomu. Później ich zajęcia prowadzili tylko mężczyźni. Malfoya uznawali za zbyt pretensjonalnego, Flitwicka za zbyt dramatyzującego, a Snape'a za zbyt snapeowatego. Ten ostatni podobno był w stanie samym spojrzeniem doprowadzić każdego ucznia poniżej czwartego poziomu do płaczu.

Mimo że Harry nie uczestniczył jak dotąd w żadnych jego zajęciach, natychmiast im uwierzył. Tak się też składało, że to właśnie Snape był głównym koordynatorem końcoworocznego wystąpienia i będzie obecny przy niemal wszystkich próbach, które odbywały się każdego popołudnia. Ci, którzy nie brali udziału w produkcji, mieli wtedy normalne zajęcia.

— Nie jestem pewien, czy to przetrwam – zaczął martwić się Harry, myśląc o tych wszystkich godzinach, w czasie których Snape bez wątpienia będzie sprawiał, iż poczuje się paskudnie.

— Twoja śmierć będzie ciążyć na naszym sumieniu.

— Jakim sumieniu? – zapytał z udawanym przerażeniem Fred swojego brata.

— Bardzo pocieszające, dzięki, chłopaki. – Harry roześmiał się. – A teraz, jeśli wybaczycie, muszę porozmawiać z dyrektorem. Nie rzucę pracy, póki nie upewnię się porządnie, że nie będę przez kilka najbliższych miesięcy głodować.

Aby tu dziś przyjść, musiał wykorzystać jeden z kilku marnych, przypadających mu w pracy dni wolnych, ale nie mógł zmusić się do tego, by to wszystko tak po prostu rzucić. To równałoby się dla niego z wyrzuceniem z mieszkania pod koniec miesiąca, jeśli Hogwart w rzeczywistości nie zgodził się tak naprawdę na żądania Toma.

A jako że nie wierzył tak do końca, aby Tom miał w tej szkole aż tak dużą władzę, nie miał zamiaru wierzyć mu na słowo.

— Siódme piętro, bezpośrednio przy gargulcach. Z pewnością ich nie przegapisz.

— Dzięki – powtórzył i pomachał im na pożegnanie.

Idąc w górę schodów, podziwiał panującą w szkolę atmosferę. Gdziekolwiek by nie spojrzał, każdy jego zakamarek pochłaniało coś związanego z baletem. Poprzez otwarte drzwi spostrzegł migawki toczących się zajęć i ćwiczących na własną rękę uczniów. Siedzące na korytarzu dziewczyny przygotowywały swoje baletki, chłopcy masowali nogi, a młodsze dzieciaki podglądały i podziwiały starszych uczniów.

Wszyscy uprzejmie ze sobą rozmawiali, ale w powietrzu czuć było również pewne napięcie. Te dzieci poświęciły dla swoich marzeń normalne dojrzewanie i każdego dnia próbowały pokonać granice swoich możliwości. Samo zaangażowanie i skupienie, jakie wszystkie te osoby poświęcały tańcu, były po prostu niezwykłe.

Znalazł dwa gargulce i zapukał w mieszczące się między nimi drzwi, aby porozmawiać z człowiekiem, który sprawował władzę nad tą tętniącą życiem fabryką marzeń.

Albus Dumbledore uśmiechnął się do niego promiennie, kiedy wszedł.

— Ach, Harry! Nasz bohater na więcej niż jeden sposób.

— Naprawdę bardzo mi przykro, że spowodowałem tyle kłopotów – odparł szczerze.

— Bzdura, mój chłopcze. Kiedy się nawarzyło piwa, trzeba je samemu wypić. To ja zdecydowałem się na otwarte przesłuchanie i ani trochę tego nie żałuję.

— Dziękuję, proszę pana. Chodzi o to, że… Tom Riddle powiedział mi kilka… niewiarygodnych rzeczy.

— Ach tak. Ten chłopiec potrafi być zaskakująco impulsywny. I przekonujący. – W oczach Dumbledore'a pojawiły się iskierki rozbawienia.

— Naprawdę za to przepraszam… Mam nadzieję, że wie pan, iż do niczego go nie namawiałem.

— Oczywiście, że wiem, Harry. Podczas naszej ostatniej rozmowy przedstawiłeś sprawę bardzo jasno. Nie martw się, jeszcze zanim Tom się do nas zwrócił, myśleliśmy już o… alternatywnych sposobach… polepszenia twojej sytuacji.

Harry uniósł brwi w sceptycznym zaskoczeniu.

— A więc szkoła rzeczywiście jest gotowa zapłacić za… uch, no, wszystko? Wydaje się to ogromną stratą pieniędzy na kogoś takiego jak ja.

— Bzdura! Choć myślę, że masz prawo wiedzieć, iż to nie do końca szkoła pokryje koszty twojego utrzymania. Owszem, Hogwart zaoferuje ci stypendium, ale reszta jest… no cóż, powiedzmy, że od prywatnego sponsora.

Harry'emu zabrakło słów. To pierwszy raz, gdy o czymś podobnym słyszał i nie był pewien, czy mu się to podoba.

— Sponsora? Kto chciałby sponsorować nietrenowanego tancerza?

— Ktoś, kto widział, jak tańczysz i był pod wrażeniem.

A więc musiał być to ktoś z obecnych na przesłuchaniu. Ktoś bogaty. I to na tyle, aby zapewnić sierocie wygodny styl życia, nic z tego nie mając.

— Naprawdę nie czuję się dobrze z myślą, że ktoś płaci za moje utrzymanie – przyznał niepewnie Harry, mając nadzieję, że nie wyjdzie na niegrzecznego.

— Domyślałem się, że tak będzie. Wiele to mówi o twoim charakterze, Harry, ale nie musisz się martwić. W końcu praktycznie zmuszamy cię do wzięcia udziału w naszej produkcji. Pomyśl o tym po prostu jak o pracy.

Harry wahał się przez chwilę, nie wiedząc, co z tym zrobić.

— Czy mógłbym się dowiedzieć, kto jest… moim sponsorem?

Dumbledore uśmiechnął się uprzejmie.

— Jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej, Harry… To Lucjusz Malfoy. Malfoywie sponsorują różne formy sztuki od wieków, naprawdę nie musisz czuć się z tym dziwnie. I to nie tak, że pragnie utrzymać to w tajemnicy… Tak się po prostu złożyło, że jego syn uczy się w tej szkole, a wy, młodzi, potraficie być nieco porywczy…

— Och. Rozumiem, oczywiście. Nikomu o tym nie powiem, nie ma problemu – zapewnił go szybko Harry. – Czy mogę jakoś odpłacić się panu Malfoyowi…?

— Tańczenie dla nas, pomimo początkowej niechęci, jest wystarczającą zapłatą, Harry.

Potter przestąpił niespokojnie z nogi na nogę. Gdyby nie przyszedł nigdy na to przesłuchanie, dyrektor miałby w obsadzie samych znakomitych tancerzy. A tak, zamiast tego, z powodu dziwnego kaprysu Toma, Hogwart był zmuszony uwzględnić go w swoim słynnym występie na koniec roku.

— Panie Dumbledore, ja… ja naprawdę nie wiem, czy potrafię…

Dyrektor przerwał mu machnięciem ręki.

— Będziesz wspaniały, mój chłopcze, czuję to.

Harry pozwolił sobie na nieśmiały uśmiech.

— Dziękuję, proszę pana. Czuję się zaszczycony, będąc tu.

— A więc załatwione! – Dumbledore przeszedł przez gabinet, szukając czegoś, po czym wręczył to Harry'emu. – To klucz do twojego pokoju w akademikach. To ten budynek na prawo od Hogwartu. Obawiam się, że jest obecnie dość przepełniony, więc nie mogłem zagwarantować ci jednoosobowego pokoju…

Harry schował kluczyk do torby.

— Nic nie szkodzi. Nie mam nic przeciwko temu, aby go z kimś dzielić. – Zwłaszcza że będzie mieszkał w nim za darmo. To wciąż wydawało się nieprawdopodobne.

— Co się tyczy prób, zakładam, że wiesz już, iż mają miejsce każdego popołudnia, również w weekendy? – Harry skinął głową. – Dobrze, bardzo dobrze. Nie byliśmy tak naprawdę przygotowani na twoje przybycie, więc nie wiedzieliśmy, czy aby na pewno uda nam się wystawić „Przepowiednię". Wszystko wydarzyło się dość nagle, więc dzisiejsze próby pozostają anulowane. Wkrótce poinformujemy uczniów, że możemy powrócić do ćwiczeń i zaczniemy je od jutra.

— Okej. A więc dziś po południu mam pójść na normalne zajęcia?

— Nie do końca. Jako że i tak mamy już opóźnienie, Severus zgodził się rozpocząć próby do sceny z aktu pierwszego w sali 213. Uczestniczą w niej jeszcze tylko dwaj inni uczniowie, więc daliśmy radę się z nimi skontaktować. Właściwie to lepiej się już pośpiesz, bo rozpocznie się za dziesięć minut.

Harry jeszcze raz mu podziękował i wyszedł.

Zszedł aż do piętra drugiego i poszukał pokoju numer 213. Okazało się, że to jedno z wielu mniejszych pomieszczeń używanych głównie przez uczniów do samodzielnych ćwiczeń lub prywatnych lekcji.

Podobnie jak wszystkie inne pokoje, ten również miał ogromne lustro na całą ścianę, ale uwagę Harry'ego skupiło natychmiast wysokie lustro stojące w samym centrum. Tuż przed nim stał inny uczeń, w zamyśleniu mu się przyglądając. Ich wzrok spotkał się przez odbicie i chłopiec podskoczył lekko, zaskoczony.

— Och, cz-cześć! – Uczeń poruszył się nerwowo, ale także nieśmiało uśmiechnął. – Musisz b-być Bohaterem! J-jestem Quirinus Quirrell, ale t-to trochę t-trudne do wymówienia, więc w-większość nazwa mnie po prostu „Quir".

— Cześć, jestem Harry. Miło cię poznać, Quir. – Spojrzał na wysokie lustro. – A więęęc… Czy to znaczy, że jesteś Dwulicowym Nauczycielem?

— Och, t-tak. W tej scenie u-udział b-bierzemy tylko my i T-tom.

— Ostatnia scena z aktu pierwszego? – zgadł Harry.

— A już myślałem, że będę musiał powtarzać od początku całą historię. Wygląda jednak na to, że pan Potter jest z nią doskonale zapoznany.

Drzwi za ich plecami otworzyły się raz jeszcze i do pomieszczenia wszedł z grymasem na ustach Severus Snape. Tuż za nim podążał Tom.

— Harry! Tak się cieszę, że w końcu się tu pojawiłeś. – Chłopak uśmiechnął się pod nosem.

Harry zmrużył z rozdrażnieniem oczy. Obaj wiedzieli, że został tak naprawdę zaszantażowany, ale i tak nie spodziewał się, że Tom tak bezpośrednio się na ten temat wypowie. Zupełnie jakby bardziej cieszył się z tego, że udało mu się zmusić Harry'ego do przyjścia, niż z faktu, że ich końcoworoczne wystąpienie jednak będzie miało miejsce.

Nie wiedząc, jak się do tego wszystkiego ustosunkować, Harry zignorował go i zamiast tego skoncentrował na Snapie.

— Znam tę opowieść, proszę pana. Choć nie miałbym nic przeciwko usłyszenia pana wersji.

Snape uśmiechnął się szyderczo.

— Nie martw się, panie Potter, kiedy skończymy, będziesz znał już tylko moją wersję. A jako że najwyraźniej z tobą utknąłem, lepiej daj z siebie wszystko.

— Postaram się, proszę pana. – I naprawdę miał to na myśli. Nie był tu, aby zgrywać ofiarę Toma, tylko dla swoich przyjaciół. A skoro już został w to wszystko wciągnięty, postara się być najlepszym pieprzonym Bohaterem, jakiego kiedykolwiek ujrzy ten świat.

Nie mógł się również doczekać zabicia Toma w ostatnim akcie. W przenośni, oczywiście.

— Wszyscy doceniamy twoje wysiłki – odparł sarkastycznie Snape. – A teraz ostatnia scena aktu pierwszego. Pamiętajcie, to tak naprawdę tu po raz pierwszy widzimy Lorda Voldemorta. To oznacza koniec prezentacji i czyni tę scenę jedną z najważniejszych w całej sztuce. Nie spartaczcie jej.

Przy tych ostatnich słowach patrzył bezpośrednio na Harry'ego. Łał, wyglądało na to, że naprawdę nie pałał do niego sympatią. Przerażające.

— W tańcu nie chodzi tylko o znajomość kroków i technikę… widziałem tę uniesioną brew, panie Potter! Chodzi mi o to, że one same nie wystarczą, bez względu na to, jak dobrze zostaną wykonane. Musicie wykorzystać je, aby opowiedzieć historię. A to wymaga dyscypliny, pracowitości i doskonałej kontroli.

Znów przyszpilił Harry'ego spojrzeniem onyksowych oczu i chłopiec ze wszystkich sił starał się swoimi nie wywrócić.

— Pomimo obfitej wiedzy pana Pottera na temat fabuły, na początku dokładnie ją wam opowiem. Krok po kroku. Następnie zatańczycie wszystko w rzeczywistym tempie i zaczniemy poprawiać wasze niezliczone błędy. Mam nadzieję, że każdy z was zna już podstawową choreografię?

Wszyscy skinęli głową.

Snape ustawił ich w odpowiednich pozycjach – Quira naprzeciwko lustra, Toma ukrytego na razie za nim i Harry'ego oddalonego od nich przy drzwiach.

— Pamiętaj, panie Potter, że spodziewasz się zobaczyć tutaj swojego nauczyciela eliksirów. Nie do końca rozumiesz, dlaczego spotykasz kogoś innego, ale jesteś zbyt naiwny, aby go podejrzewać. I zbyt lekkomyślny, aby myśleć o ucieczce.

Harry zaczął przypuszczać, że nie chodziło tylko o to, że Snape go nienawidzi – on po prostu nie miał zbyt dobrego zdania o Bohaterze. Po prostu cudnie.

Snape puścił muzykę i Harry zbliżył się do Quira.

Chłopiec udawał przez chwilę miłego, jego ruchy były powolne i skromne. Wraz z czasem jego maska zaczęła jednak coraz bardziej pękać, gdy unikał pytań Bohatera, a jego taniec stawał się coraz bardziej nerwowy i gwałtowny. Był w końcu Dwulicowym Nauczycielem. Twarz, jaką ukazywał publiczności do tej pory, nie była prawdziwa.

Harry od razu zrozumiał, dlaczego przydzielili tę rolę Quirowi. Tak jak wszyscy inni uczniowie ostatniego roku, był on wyśmienitym tancerzem, ale najbardziej zdumiewająca była jego zdolność całkowitego zmieniania stylu tańca.

Podczas gdy powoli ujawniał swoje prawdziwe ja, błyskawicznie, niczym migotanie świecy, przeskakiwał między odgrywaniem dwóch różnych postaci. Harry obiecał sobie, że zapyta go później o radę, jako że może przydać mu się to przy scenie opętania.

Następnie wszystkie jego myśli zniknęły, jako że Quir zaczął zupełnie się zatracać i Harry dostrzegł migawki znajdującego się za nim Toma. Lord Voldemort całkowicie się jednak jeszcze nie ukazał, tańcząc bezpośrednio za Dwulicowym Nauczycielem, niczym cień naśladując każdy jego ruch, ale zarazem całkowicie go kontrolując.

— Panie Quirrell, pchnięcie… i, Potter, postaraj się, aby twój upadek wyglądał przekonująco.

Harry podniósł się z ziemi, a Quir i Tom szybko się ze sobą zamienili, ujawniając prawdziwą twarz Dwulicowego Nauczyciela.

Tom zaczął się do niego zbliżać. Jego oczy zupełnie pozbawione były jakiegokolwiek miłosierdzia, momentalnie wbijając Harry'ego w ziemię.

— Nie! Panie Riddle, Voldemort jest zimny i bezwzględny. Ten chłopiec sprowadził na niego wielkie cierpienie i z chęcią ukręciłby mu kark, ale to też tylko zwykły dzieciak. Nie chcesz go przestraszyć, chcesz, aby przeszedł na twoją stronę. Nikt nie może oprzeć się twojemu urokowi. Pokaż mu, czym mógłby się stać, co mógłby zyskać.

Tom skrzywił się nieco, ale zmienił taktykę. Zniknęła jego zatrważająca aura i zamiast tego przyciągnął do siebie Harry'ego, chwytając go mocno, ale nie brutalnie.

— To tylko mały, naiwny chłopiec. Zwab go, uwiedź.

I to właśnie zrobił Tom. Zaczął kontrolować swoje ruchy, przez co nie były tak zaciekłe jak w czasie przesłuchań, tylko subtelne, manipulujące nim w taki sposób, aby tego nie zauważył. Raz zablokował jego skok, raz wszedł mu w drogę, kierując uporczywie w stronę lustra.

Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu. To wszystko było po prostu tak strasznie podobne do tego, co wydarzyło się tydzień temu, kiedy to Tom próbował namówić go do przyjęcia roli. Dziwna mieszanina obietnic i gróźb.

— Coś cię bawi, Potter? Obiecał zwrócić ci twoich rodziców, tego od zawsze pragnąłeś. Wiesz, że kłamie, ale desperacko pragniesz mu uwierzyć.

Harry poddał się temu na chwilę, zmierzając ku Voldemortowi, jak gdyby roztargniony jego tańcem. Następnie spróbował się odwrócić. Tom mu na to nie pozwolił, nie zgodził się, by odszedł, a jego próby przyciągnięcia go do siebie stały się bardziej brutalne.

Podczas gdy Lord Voldemort ujawniał swoje prawdziwe intencje, Harry zaczął odpowiadać mu swoją własną siłą i obaj tancerze zderzyli się ze sobą w wirze świetnie wyćwiczonych obrotów. Harry z całego serca pragnął zmusić Toma do wycofania się, ale był to dopiero pierwszy akt, więc niechętnie musiał pozwolić mu na dominację.

Dostrzegł błysk nikczemnej wesołości w oczach Toma, gdy ten zdał sobie sprawę, że Harry nie może teraz niczego zrobić, że muszą odegrać swoje role. Harry zacisnął przekornie pięści, próbując zmusić się do uległości, ale udało mu się to tylko częściowo.

Jego taniec ucierpiał z powodu tego psychicznego utrapienia – jego ruchy stały się mniej płynne i bardziej niechętne, podczas gdy Tom praktycznie się z nim bawił.

Kiedy odmówił zrobienia kolejnego kroku w tył, przerwało im rozgniewane klaskanie Snape'a.

— Panie Potter, nadejdzie czas na walkę, ale teraz jesteś młody i słaby. To pierwszy raz, gdy stawiasz czoła zabójcy swoich rodziców, jesteś przerażony. Zagraj to!

Tak więc Harry zacisnął zęby i wycofał się, pozwalając spychać się Tomowi.

— No proszę, mógłbym się do tego przyzwyczaić – szepnął jego partner, gdy walczyli w zdecydowanie nieskoordynowany sposób, który bez wątpienia sprawiał, że Snape'owi robiło się na ich widok niedobrze.

— Zniszczę cię w akcie siódmym – syknął w odpowiedzi Harry, próbując nie poruszać ustami.

Tom uśmiechnął się pod nosem.

— Zobaczymy.

Wtedy Harry uderzył ponownie, kompletnie Toma zaskakując, jako że poruszył się odrobinę wcześniej, niż sugerowała to muzyka. Tak bardzo pragnął zwyciężyć, że niemal nie dostrzegł ostatniego ataku Voldemorta. Podczas gdy ten uciekał ze sceny, Harry walnął głową w ziemię znacznie mocniej, niż planował. Jego czaszkę ogarnął przeszywający ból i Harry przeklął siarczyście samego siebie za niezwracanie uwagi.

Snape zatrzymał muzykę z głębokim grymasem na twarzy.

— Chcę to wszystko jeszcze raz zobaczyć, tym razem bez żadnych wtrąceń. Potem popracujemy nad poprawkami i będziemy robić to aż do momentu wkroczenia przez was na scenę.

Snape nie kłamał i trzymał ich w tej sali przez całe popołudnie, robiąc przerwę tylko po to, aby się napili. Harry właściwie spodziewał się, że poprawiać będzie tylko jego, ale Snape dostrzegał błędy nawet w tańcu Toma.

Choć z pewnością nie próbował nawet ukrywać swojego niezadowolenia z Harry'ego.

— Trzymaj głowę prosto, Potter! Przestań zaciskać pięści, obniż ramiona, wyprostuj stopy, przestań patrzeć pod nogi, skończ rzucać mi takie spojrzenie, obracaj się szybciej…

I tak dalej. Strumień poprawek wydawał się nieskończony.

Harry ze wszystkich sił starał się do nich zastosować, ale to było niemal niemożliwe. Gdy tańczył, myśli znikały z jego głowy i zapomniał o większości rzeczy, które powinien zmienić. Tom natomiast, wydawałoby się bez żadnego wysiłku, wprowadzał wszystkie poprawki, przez co Harry wypadał przy nim jeszcze bardziej niekompetentnie.

Kiedy Snape w końcu ich wypuścił, przyjemne zmęczenie, które towarzyszyło mu tego poranka, zamieniło się w ból i absolutne wyczerpanie.

Gdy wszyscy spakowali swoje rzeczy, Snape spojrzał na nich z góry.

— Potter, jesteś na szóstym poziomie, mam rację?

— Tak, proszę pana. – Harry skinął ze zmęczeniem głową.

— Już nie. Chcę was obu… — Wskazał na Harry'ego i Toma. — …na moich zajęciach na siódmym. Musicie przyzwyczaić się do wspólnego tańczenia.

Harry jęknął cicho i odwrócił się do Toma, który tylko do niego mrugnął.

— Och, i panie Potter – kontynuował Snape. – Chcę, byś wrócił tu dzisiaj o ósmej. Musimy spisać twoje parametry fizyczne.

— Coś w stylu kontroli zdrowia?

— Raczej zmierzenia twojego potencjału. Zwykle oceniamy nowych uczniów jeszcze przed przesłuchaniami, ale jako że twój przypadek jest wyjątkowy, zrobimy to dzisiaj.

Snape wyszedł z pokoju, a zaraz za nim podążył Quir, machając im szybko na pożegnanie, mamrocząc coś o jakimś spotkaniu.

— I jak, co myślisz o Hogwarcie? – zapytał uprzejmie Tom, gdy zostali sami.

Harry podszedł do niego i wskazał na niego ze wściekłością palcem.

— Doskonale wiesz, że nie chciałem tej roli! Dlaczego odmówiłeś tańczenia? Niemal odwołali przez ciebie całą produkcję!

— Jestem bardzo dobry w czytaniu z ludzi, Harry. Wiedziałem, że wkroczysz do akcji niczym Bohater, którym jesteś.

— Och tak? Co więc takiego wyczytujesz ze mnie teraz? – Harry wskazał na swój wkurzony wyraz twarzy.

— Czy to podchwytliwe pytanie?

Harry prychnął z rozdrażnieniem.

— Wiesz co? Wal się. Masz rację, nie mogłem zawieść swoich przyjaciół tylko dlatego, że zgłosiłem się na przesłuchanie do roli, której nigdy nie chciałem. Brawo, Tom, dostałeś, czego chciałeś. Co nie znaczy, że musimy się nawzajem lubić. Będę przychodził na próby, zatańczymy tę sztukę i rozejdziemy się każdy w swoją stronę. Proste.

Tom roześmiał się, rozbawiony.

— Widziałeś niektóre rzeczy, które będziemy musieli razem zrobić? Jeśli mi nie zaufasz, skręcisz sobie kark.

Niestety miał rację. Był to zresztą pewnie kolejny powód, dla którego „Przepowiednia" była tak trudną sztuką. Należało znaleźć do niej dwóch tancerzy, którzy bezwarunkowo sobie ufali, ale zarazem przekonać widownię, że przeznaczone jest im być na zawsze swoimi największymi wrogami, pragnącymi śmierci tego drugiego.

— Ja… poradzę sobie z tym, kiedy nadejdzie na to czas – mruknął z napięciem Harry.

Szczerze mówiąc, jeszcze o tym nawet nie myślał. Tańczenie z Tomem w czasie przesłuchania było po prostu tak naturalne, że wydawało mu się, iż nie ma rzeczy niemożliwych. Nie spodziewał się, że ich osobowości będą ścierały się ze sobą aż do tego stopnia w prawdziwym życiu.

Chwycił swoje rzeczy i wyszedł z pomieszczenia.

— Potrzebujesz pomocy w znalezieniu akademików? – zawołał za nim Tom.

— Nie – odparł krótko.

Idąc korytarzami Hogwartu, zdał sobie sprawę, że jest już niemal szósta. Miał nadzieję, że uda mu się przenieść dzisiaj do akademika rzeczy ze swojego mieszkania, ale jako że za dwie godziny miał być z powrotem w sali, raczej musiał przełożyć to na kiedy indziej.

Znajdzie więc tylko swój pokój i zobaczy, czy uda mu się zlokalizować bliźniaków, z którymi mógłby zjeść jakąś kolację.

Bez problemu udało mu się trafić do budynku zawierającego akademiki Hogwartu, ale szybko zgubił się w jego długich korytarzach. Pomyślałby kto, że znalezienie odpowiedniego numeru nie jest trudne, ale Harry nie do końca rozumiał używany tutaj system porządkujący numerację.

Budynek miał bardzo dziwny układ – tworzyły go dwa dziedzińce, które kształtowały wszystko w dwa okręgi.

Na każdym piętrze znajdowały się dwa rzędy pokoi zajmowanych przez jednego lub dwóch uczniów, a na każdym drugim – duży pokój wspólny.

Czystym przypadkiem udało mu się znaleźć w skrzydle o numeracji podobnej do nadrukowanego na jego kluczu 733.

W końcu udało mu się zlokalizować swój pokój i z zaskoczeniem stwierdził, że drzwi do niego są szeroko otwarte.

Wszedł niepewnie, nikogo nie dostrzegając.

— Cześć? Jestem nowym uczniem i powiedziano mi, że mam tu spać…?

— Dwadzieścia osiem minut, serio? Zdajesz sobie sprawę, że mogłem zaprowadzić cię tu w cztery?

Harry odwrócił się szybko na pięcie.

Tam oto, na jednym z łóżek położonych w rogu pokoju, siedział Tom, oparty wygodnie plecami o poduszkę, z książką w ręce.

Uśmiechnął się do Harry'ego.

— Musisz być moim nowym współlokatorem.