Od autorki: To jest to - rozdział, w którym zobaczymy Jaspera
Wszystkie postacie należą do Stephanie Meyer
Nazajutrz nastał piątek i minął praktycznie tak samo, jak poprzednie dni, ale tym razem nie musiałam powtarzać mojej historii ludziom, którzy już ją słyszeli. Mike nieustannie krążył wokół mnie i wyglądało to tak, jakby chciał zaprosić mnie na randkę. Starałam się przebywać w większej grupie ludzi, by zadanie przez niego tego pytanie bez ryzyka publicznego odrzucenia było niemożliwe. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa, słysząc ostatni dzwonek.
Nie musiałam dziś pracować, więc wróciłam do domu i przygotowałam Charliemu obiad. Nie wiedziałam, za co mam się zabrać, a wizja spędzenia kolejnego wieczoru w moim pokoju, unikając wszystkich rzeczy przypominających mi o Edwardzie, w jakiś sposób naznaczonych jego obecnością, była nie do przyjęcia. W telewizji nie leciało nic ciekawego. Zmęczona utrzymywaniem mojego fałszywego nastroju, nie chciałam robić niczego z ludźmi ze szkoły. Było stanowczo za późno na wędrówki, a w Forks nie ma nic, co mogłabym robić bez ryzyka spotkania któregoś ze znajomych. Nigdy nie lubiłam zakupów, ale nagła myśl o spędzeniu wieczoru we względnej anonimowości w centrum handlowym Port Angeles trafiła w moje gusta.
Błyskawicznie napisałam Charliemu notatkę o planowanych zakupach oraz kinie i upewniłam się, że wspomniałam nic o tym, że spędzę ten wieczór samotnie. Potem chwyciłam torbę, wskoczyłam do furgonetki i wyjechałam z miasta.
Słońce zaszło i wiedziałam, że już za chwilę zrobi się ciemno. Przypomniałam sobie ostatni raz, kiedy byłam w Port Angeles. Tym razem zamierzałam trzymać się handlowej dzielnicy miasta, gdzie będę względnie bezpieczna. Ale czy bez Edwarda czekającego, by mnie uratować, to był naprawdę dobry pomysł? Zwolniłam, pełna wątpliwości i strachu trawiącego mnie od środka. Prawdopodobnie nie powinnam jechać sama do Port Angeles, ale naprawdę nie miałam innych opcji. Niezdolna do podjęcia decyzji, zjechałam na pobocze i ukryłam twarz w dłoniach. Jak Edward mógł mi to zrobić? Jak reszta Cullenów mogła mi to zrobić? Nawet, jeśli Edward o mnie nie dbał, dlaczego oni mnie opuścili? Dlaczego odeszli bez pożegnania?
I nagle zrozumiałam, gdzie powinnam pojechać. Musiałam zobaczyć na własne oczy, że oni naprawdę wyjechali. Musiałam pojechać do ich domu.
Odpaliłam silnik i zawróciłam, kierując się w stronę znanej mi drogi, która prowadziła do ukrytego wśród drzew domu. Nie wiedziałam, co zrobię, gdy tam dotrę. Podejrzewałam, że po prostu zajrzę do okien. Nie byłam pewna, czego mam się spodziewać. Spakowali swoje rzeczy i zabrali ze sobą, czy przykryli wszystko, zamierzając tu kiedyś powrócić? Nie wiedziałam, co będzie gorsze.
Dojechałam do domu, który wydawał się być pusty. Zasłony w oknach były opuszczone. Siedziałam w furgonetce, niepewna, co zrobić. Byłam pewna, że gdybym obeszła dom, tylne okna byłyby również zasłonięte. Powinnam zawrócić i pojechać do domu, ale ogarnęło mnie niewytłumaczalne uczucie, które sprawiło, że nie mogłam odjechać. Wyszłam z samochodu i przeszłam przez werandę, kierując się w stronę drzwi wejściowych. Moja wyprostowana ręka sięgnęła do klamki.
Zanim zdążyłam jej dotknąć, drzwi otworzyły się, sprawiając, że syknęłam z zaskoczenia. W przejściu stał Jasper, spokojny i enigmatyczny jak zawsze. Byłam w szoku, ale zdołałam zauważyć, że czekał na mnie. Musiał usłyszeć moją furgonetkę i zmanipulował moje uczucia tak, by zmusić mnie do podejścia do drzwi.
Przypomniałam sobie ostatni raz, kiedy znaleźliśmy się w tak niewielkiej odległości. Wspomnienie determinacji i pożądania w jego oczach, gdy próbował obejść Edwarda i dosięgnąć mnie i mojej krwi, sprawiło, że przestraszona zrobiłam krok do tyłu. Niewątpliwie wyczuwając mój nastrój, Jasper cofnął się na trzykrotną odległość mojego kroku.
- Witaj, Bello – powiedział uprzejmie, ale nie ciepło. Nie byłam zaskoczona, nigdy nie utrzymywaliśmy bliskich kontaktów.
- Cześć, Ja… Jasper – zdołałam wydukać. – Co tutaj robisz? Myślałam, że cała rodzina wyjechała. – Rozluźniłam się nieco, ale wiedziałam, że to zasługa Jaspera majstrującego przy moich emocjach.
- Wyjechaliśmy – przytaknął. – Ale nie mogłem zostać z innymi. Potrzebowałem samotności, by pomyśleć. To miejsce wydało mi się do tego najlepsze.
- Och. – Nie potrafiłam powiedzieć nic więcej. Podejrzewałam, że powód, dla którego chciał być sam, miał coś wspólnego z moim przyjęciem urodzinowym, a nie było lepszego przypomnienia, jak wiele kłopotów sprawiło moje człowieczeństwo. Nic dziwnego, że Edward nie chciał ze mną być. Po co, jeśli rozdzielałam jego rodzinę? Rosalie mnie nienawidziła, a teraz Jasper musiał się od nich odseparować z mojego powodu. Ponieważ narażałam go na zabicie człowieka, jedyną czynność, której za wszelką cenę chcieli uniknąć. Alice musi być załamana.
Nie wiedziałam, co mam zrobić. Uzyskałam potwierdzenie, że Cullenowie wyjechali i lepiej rozumiałam, dlaczego nie chcieli się pożegnać. Alice musiała zobaczyć, że Jasper będzie potrzebował samotności i znienawidziła mnie za to. Zdusiłam w sobie szloch. Musiałam opuścić to miejsce, zanim całkowicie stracę panowanie. Zrobiłam kolejny krok w tył.
- Przepraszam, że zakłóciłam twój spokój – powiedziałam, pragnąc uciec stamtąd jak najszybciej. – To już się więcej nie powtórzy.
Cofałam się bez spoglądania w tył, nie zdając sobie sprawy, że dotarłam do schodów. Straciłam grunt pod nogami i uderzyłam plecami o ziemię. Jasper pojawił się przy moim boku w ułamku sekundy, ale nie dotknął mnie. Widziałam, że wziął płytki oddech.
- Wszystko w porządku? – zapytał.
Lekko oszołomiona, sprawdziłam, w jakim stanie znajduje się moje ciało, leżące bezwładnie na ostatnim stopniu schodów. Poruszyłam nogami i ramionami w poszukiwaniu ran. Mój tyłek bolał od twardego lądowania, ale poza tym wszystko było w porządku.
- Tak, dzięki –odpowiedziałam, siadając. – Jestem po prostu niezdarą, jak zwykle.
Przytrzymałam się balustrady, by stanąć na nogi. Jasper znajdował się teraz między mną i furgonetką, moim środkiem ucieczki.
- Bello, czy mogłabyś wejść na chwilę do środka? Chciałbym z tobą porozmawiać.
Moja twarz wykrzywiła się** ze zdezorientowania. Dlaczego chciał ze mną rozmawiać? Był na mnie zły za to, co wydarzyło się między nim i jego rodziną? Byłam przerażona możliwością konfrontacji. Oczywiście, wyczuł mój strach.
-Nie zranię cię – powiedział uspokajająco. – Utrzymam bezpieczny dystans, upewnię się, że jesteś Dalego od ostrych przedmiotów i szkła. Potrafię nad sobą panować, Bello. Dzisiaj polowałem. Przyrzekam, że chcę tylko porozmawiać.
Rozważyłam ostrożnie jego prośbę. Z koloru jego oczu mogłam wyczytać, że mówi prawdę o polowaniu. Poza tym, jeśli chciał mnie zranić, mógłby to zrobić dawno temu. A jeśli pragnie rozmowy, czy mogłam mu odmówić po wszystkich kłopotach, jakich mu przysporzyłam?
-Jasne, Jasper – zgodziłam się. – Porozmawiajmy.
Wszedł do domu, a ja ruszyłam za nim, utrzymując odpowiedni dystans i zamknęłam za sobą drzwi.
Od autorki: Przepraszam, za takie zawieszenie akcji, ale musiałam skończyć rozdział w tym miejscu, by nie był za długi.
Co o tym myślicie? Pomyślałam sobie, że kiedy Bella i Jasper spotkają się poraz pierwszy po przyjęciu urodzinowym, powinni zachować odpowiednią odległość, a zwłaszcza, jeśli będą sami. Do tego stopnia, że Jasper pozwoli Belli upaść, byleby jej nie dotknąć.
Chciałabym usłyszeć wasze zdanie na ten temat.
