-Anne! Anne! Anne!
Tino słyszał ciszę i tylko ciszę.
-Anne! Musisz mnie w końcu puścić! Wiesz przecież, że będą mnie szukać! Anne!
W końcu było słychać odzew z drugiego końca mieszkania.
-Tino! Przecież mamy tę niezwykłą moc. Musimy z niej korzystać, aby pokazać jak silną jesteśmy Finladnią!
Anne Vainamoinen, przeciwieństwo Finlandii i na dodatek jego żeńska wersja. Tino słyszał od niej, że każda personifikacja ma w swoim domu lustro, dzięki któremu może dostać się do swego odpowiednika. Ku zgrozie spokojnego Tino Anne była nadpobudliwa. A czy ktoś wspomniał, że to dziewczyna?
-Anne, Anne! Puść mnie!
-Ani mi się śni!
-Ale choć...
-Nie, nie przestanę!
Zima tysiąclecia nie dotknęła tylko Finlandii. I to dzięki Anne. Tino i Anne posiadali dziwną moc panowania nad mrozem i zimą. Z tą różnicą, że Tino nie potrafił jej opanować (15 stopni w grudniu w Polsce było tego idealnym przykładem). Anne zaś swą mocą potrafiła tylko niszczyć i zamrażać.
-Anne. Anne. Dlaczego? Dlaczego to robisz?
-Ty i tak tego nie zrozumiesz!
-Skoro mamy tu tyle siedzieć, to opowiedz mi! Anne błagam! Przecież obydwoje jesteśmy Finlandią!
-Tino... Tino... nawet nie wiem, jak nazywać cię inaczej niż Tino bądź Finlandia...
-Mów mi braciszku.
-Ale... ale...
-Anne do jasnej cholery jesteś mną, a ja jestem tobą! To logiczne, żebyś mówiła mi per bracie!
-A więc... jesteś pewien, że chcesz znać całą prawdę o mnie?
-Anne, chcę tobie, a raczej mnie pomóc! Zrozum to!
-Mnie się nie da już pomóc!
-Anne, zrozum, każdemu się da pomóc! Po prostu zaufaj!
-No dobrze. A więc...
