Po pierwsze i najważniejsze, co tyczy się dziejów genealogicznych niektórych elfów Tolkien czasami nie mógł się zdecydować kto jest czyim dzieckiem, wersji było full, a po śmierci autora jego syn Christopher popełnił kilka błędów. W drzewie genealogicznym na końcu „Silmarilliona" Gil-galad jest synem Fingona, co sam Christopher przyznał było pomyłką z jego strony. Przyjęłam tu późniejszą wersję, wedle której Gil-galad jest synem Orodetha, syna Angroda, jednego z braci Galadrieli.


Samotny puchacz przedzierał się przez niebo, na którym kłębiły się złowróżbne chmury sunące wprost nad Szare Przystanie. Białe światło księżyca powoli nabierało chorobliwie żółtego odcienia, pogrążając miasto w niepokojących szarościach. W większości okien panował mrok, gdyż godzina była późna, a okres sztormów wymagał od wszystkich mieszkańców pełni sił i gotowości. Jedno z niewielu okien, w których paliło się światło należało do pałacowego gabinetu. Strażnicy nie zwracali na nie jednak uwagi. Światło w tym jednym oknie zwykle paliło się od zmierzchu po sam świt, a wszystko to za sprawą biało-błękitnej, smukłej lampy stojącej na biurku uginającym się pod tonami dokumentów.

Opierał się o nie zmęczony elf, nie mogący do końca pojąć, co właściwie tu robił. Któryś raz z kolei ujął list i przysunął go sobie tuż przed nos, mając nadzieję, że zmieni to jego zawartość. W takich chwilach bardziej niż kiedykolwiek miał wrażenie, iż wszyscy tak desperacko trwają w nienawiści, ponieważ czują, że gdy ta zniknie, będą musieli pogodzić się z bólem.

Oropher już wcześniej jawnie wyrażał swoje niezadowolenie z obecności Celebrimbora na królewskim dworze, ale od niemal trzystu lat, czyli od dnia założenia Eregionu, którego namiestnikiem został syn Curufina, nie było miesiąca, aby na jego biurku nie wylądował list pełen gorzkich słów. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Drugie Bratobójstwo, jakiego dopuścił się ród Feanora było ostatnim gwoździem do trumny Doriathu, który już od ataku krasnoludów chylił się ku upadkowi, ale wiedział również, że Celebrimbor nie brał w tym udziału. Całkowicie odciął się od poczynań swej rodziny. W oczach własnego ojca został zdrajcą i za to Gil-galad nie potrafił go winić. Jednak władca Wielkiej Puszczy widział to inaczej. Nie dość, że w mistrzu kowalstwa płynęła krew najbardziej przeklętego z rodów, to jeszcze miał on teraz czelność utrzymywać przyjazne kontakty z krasnoludami, a o nienawiści między pierworodnymi i dziećmi kamienia nie trzeba było nikomu opowiadać.

Gil-galad pomasował skronie. Pomyśleć, że wszystko to było winą Galadrieli. To ona i Celeborn mieli rządzić Eregionem z jego ramienia. Mogli wybrać na swego zastępcę każdego, a wybrali najbardziej napiętnowanego elfa w całym Śródziemiu.

Celebrimbor był wyklęty jak nikt inny, ale nie można było zarzucić mu braku szczęścia. Gdyby było inaczej to on teraz nosiłby na głowie koronę. Noldor spojrzał na posępny złoty przedmiot leżący nieopodal. To Celebrimbor, a nie on powinien codziennie czuć na skroniach jego ciężar. On nigdy nie chciał być Gil-galadem najwyższym królem elfów. Wolałby pozostać Ereinionem, powinien nim był pozostać.

Kiedy Gondolin upadł, Artanaro, Ereinion, Rondor, jakkolwiek by go nie nazywano, miał zaledwie sześćdziesiąt lat. Był dzieckiem, które stało się Gil-galadem i musiało unieść na swych barkach ciężar rozpadającego się świata. Najstarszy syn Feanora wiele lat wcześniej zrzekł się korony, która prawnie mu się należała i tym samym pozbawił do niej prawa cały swój dom. Późniejsze czyny Meadhrosa i jego braci jedynie to utwierdziły, ale na litość Eru, to była wyjątkowa sytuacja! Mimo, że jedyną winą Celebrimbora były czyny jego ojca postanowiono dać koronę nie jemu, a dziecku, które wedle ludzkiej miary dopiero wchodziło w okres dojrzewania.

Co zabawne Gil-galad nie pamiętał wiele z własnej koronacji. Jedyne co utkwiło mu w pamięci to pusta twarz Białej Pani nakładającej mu na głowę koronę. Wcześniej całą noc płakał, ale wraz z chłodem złotej obręczy spłynął na niego spokój. Nie wywodził się on jednak z wiary we własne siły, a z pewnego rodzaju bólu. Bólu, który łaskawie wymyka się zdolnościom odczuwania. Kiedy serce jest złamane, drogi ucieczki zamknięte, gdy nic już się nie liczy. To koniec szczęścia, a początek spokoju.

Nawet po tylu latach chciało mu się płakać na myśl o obowiązkach jakie mu narzucono. W przeciwieństwie do Galadrieli nie posiadał daru jasnowidzenia. Nie wiedział jak potoczy się jego los. Artanis zapewniała go, że będzie wspaniałym królem, ale gdy zapytał się czy jest tego stuprocentowo pewna, ta zamilkła. Teraz już wiedział czemu to zrobiła, ale wtedy poczuł, że nie warto się starać, skoro i tak skazany jest na porażkę.

Przyszłość bowiem nigdy nie jest pewna. Ci, którzy przekonują, że wiedzą co leży przed nami są zwykłymi kłamcami. Przyszłość jest wiecznie zmienną, nieuchwytną siłą, która wije się i oplata minione wydarzenia zapuszczając w nich swe korzenie.

Sztuka przewidywania tej przyszłości polega raczej na umiejętności zgadywania i planowania, a nie ścisłej wiedzy o tym co dopiero ma się stać. Jedno wydarzenie stwarza nieskończenie wiele możliwości. Są jednostki, które potrafią je rozpoznawać dużo lepiej niż inni. W czasach wojny stają się oni lordami i dowódcami, na stałe zapisanymi na kartach historii.

Są jednak i ci, którzy pozostają w cieniu, opracowując swe przewidywania z poza sceny. To ci, którzy grają w swe tajne sztuki, precyzyjnie ustawiając pionki i figury. Przesuwają je w taki sposób, by zaaranżować perfekcyjny ruch, nie bacząc na mijające tysiąclecia.

Gil-galad złożył list od Orophera i ostrożnie wsunął go do koperty.

To historia kształtowała przyszłość. Historia, której nigdy nie dało się tak naprawdę zostawić za sobą.