3. Z martwych wstałbyś…
Search for beauty, find your shore
Try to save them all, bleed no more
You have such oceans within
Być może pamiętał swoje imię, ale jakoś nie kwapił, by je sobie przypomnieć. W tej chwili liczył się akurat fakt, że żyje i uciążliwy ból wszystkiego-co-do-niego-należy, powoli mija ustępując miejsca cudownemu uczuciu ulgi.
Jego towarzyszka niespodziewanie zniknęła pewnego rana i ku swojemu ogromnemu zdziwieniu stwierdził, że chyba wolałby, żeby ktoś tu był razem z nim. Nie żeby był jakoś specjalnie towarzyski, o nie!
Po prostu, kiedy jeszcze istniała Espada i całe społeczeństwo arrancarów, miał na kim się wyżyć, miał z kim pogadać, chociaż można byłoby to bardziej nazwać niekończącymi się kłótniami o to, kto jest silniejszy, czy na jakiś równie ambitny temat.
Innych rozrywek nie mieli. Ewentualnie mogli siebie pozabijać, ale i to po pewnym czasie stawałoby się po prostu nudne. Były jeszcze misje i wtedy zaczynało się robić ciekawie. Lecz misje też się kończyły.
Perspektywa jego przyszłości też nie zapowiadała się kolorowo. Gdy ból minął na tyle, że mógł wstać i o własnych siłach wyjść na zewnątrz, doznał całkiem szokującego odkrycia.
Na ogół zapamiętał Hueco Mundo jako wielką, zimną pustynię z zawsze błękitnym niebem za dnia i szarym w nocy. Jednostajność i monotonia to główne cechy tej pustyni. Tymczasem, on wszędzie widział trupy. Nie, nie wzbudzały w nim obrzydzenia, czy przerażenia.
Był po prostu zdziwiony.
- Nareszcie się obudziłeś Grimmjow.
Pokiwał powoli głową, chcąc schować ręce w kieszenie, ale na próżno. Nawet mundur miał porządnie podarty.
- Od początku nie spałem – warknął gdzieś przed siebie, rozpoznając nagle do kogo głos należy.
Arrancarka uśmiechnęła się delikatnie i stanęła obok niego.
- Leżałeś, majaczyłeś i na ogół strasznie cierpiałeś – odparła dziwnym, współczującym tonem, którego tak serdecznie nienawidził. Spojrzał z ukosa na zielonowłose stworzenie i prychnął lekceważąco.
- Jak cię zwą?
Zawahała się na moment, mrużąc śmiesznie oczy. Wyglądała jakby nosiła na barkach ciężar odpowiedzialności i nie mógł oprzeć się wrażeniu, że jest przez nią nieoficjalnie „przygarnięty".
- Neliel Tu Oderschvank – odpowiedziała posłusznie.
Ach tak… słyszał o niej. Ten kretyn, Nnoitra Jiruga tyle razy tak chwalił się, jak to zdzielił i wyrzucił ją na zbity pysk, że miał całkiem szczerą ochotę go zabić. Był taki irytujący w tych swoich przechwałkach.
- Więc nie wchodź mi w drogę Neliel.
