III

Czekała.

Czekała cierpliwie.

Czekała, parząc niecierpliwie na zegarek, patrząc w okno, patrząc na drzwi, i znów na zegarek.

Mijały minuty, nieubłaganie, wolno, ale jakby z ogromną prędkością.

Nie przyszedł.

Czekała. I patrzyła na zegarek. I czekając podeszła do okna, patrząc na drogę.

Oczekiwała, że zaraz rozlegnie się pukanie, odskoczy klamka i usłyszy głos Billa.

Nie przyszedł.


Mijały dni, a ona żyła złudzeniami. I w tym swoim wyczekiwaniu podchodziła do okien, odchylała firanki, siadała na parapecie. Obserwowała jak zima powolnie przemija, jak nadchodzi wiosna. Jak ogień w kominku powolnie wygasa, a swetry chowają się do kufrów. Otwierała okno, wpuszczając świeże powietrze. Czasami szczotkowała włosy lub czytała książkę, niekiedy tylko leżała na kanapie i wpatrywała się w sufit.

Gdy wiosna zagościła na stałe postanowiła otworzyć drzwi i wyjść na zewnątrz.

Stanęła na ganku, otulona w sweter i trochę nieswojo rozglądała się w około. Zauważyła, że naprzeciwko stoi dom, a w nim mieszka kobieta. Najwyraźniej była jej sąsiadką i właśnie pracowała w ogródku.

Hermiona potrząsnęła głową. Dlaczego wcześniej nie zwróciła na to uwagi?

Zeszła niepewnie kilka schodków i wzięła głęboki oddech.

Miała dość czekania.


Muszelka.

W Muszelce panowała cisza, jakby nikogo tu nie było. Hermiona wyszła z kominka i rozejrzała się po kuchni. Nie widziała żadnego bałaganu, panował idealny, sterylny porządek. Przeszła do salonu, ale tutaj również nie było śladów obecności Billa.

Wyjrzała przez okno i westchnęła.

Siedział na plaży.

Otworzyła bezszelestnie drzwi i ruszyła w jego kierunku. Nieśmiało, ale z pewną dozą stanowczości stanęła za jego plecami.

Wyczuł jej obecność, bo drgnął, momentalnie sztywniejąc.

- Mówiłeś, że będę musiała zacząć mówić, aby uporać się z przeszłością. Właściwie to powiedziałeś, że oboje będziemy musieli się z tym zmierzyć. I to były trafne słowa. Prawdziwe przede wszystkim. – jej głos nadal był zachrypnięty. - Od samego początku próbowałeś zmusić mnie do otrzeźwienia, powrotu do życia. Starłeś się z całych sił, ale ja uparcie pozostawałam egoistką. Myślałam, że dotknęło to tylko mnie, że ja byłam jedyną ofiarą igraszki losu. Myliłam się. I dlatego w najważniejszym momencie dla Ciebie to ja zawiodłam. Na całej linii.

Na chwilę zapadła cisza, zatem Hermiona zdecydowała się usiąść koło niego.

- Oboje mamy blizny. I te fizyczne, i te psychiczne. Nie są one jeszcze do końca zaleczone i zanim będą to minie sporo czasu. Jednak myślę, że będzie nam łatwiej, jak spróbujemy walczyć razem. Ramię w ramię.

Bill odwrócił głowę i spojrzał na nią. Obudziła się.

- Hermiono…

Brązowowłosa potrząsnęła głową i ukryła twarz w dłoniach.

- Czy to co mówię w ogóle ma jakiś sens? Chciałeś, żebym zaczęła mówić, ale… - urwała nagle.

- Hermiono…

Poniosła wzrok i zobaczyła, że się uśmiecha. Był to smutny uśmiech, ale prawdziwy, płynący z głębi serca. Złapał ją za dłoń i powiedział:

- Damy radę, Hermiono. Razem.

FIN.


Trzecia i ostatnia część. Oszczędna w słowach, ale mam nadzieję w miarę wyrazista. W planach, i po części już napisaną, mam kolejną mini, tym razem o znamiennym tytule ''Poranek w Norze''.