Kobieta pochyliła się nad nim, zmuszając go, aby się położył. Niewielkie foliowe opakowanie z logiem Durex wsunęła między wargi i przygryzła ostrożnie zębami Jej piersi zakołysały się nad jego twarzą. Uśmiechnęła się. Zsunęła się powoli z jego kolan i chwyciła jedną ręką za gumkę przy jego szortach, ściągając z niego bieliznę. Wolną dłonią prawie zerwała z siebie majtki. Znowu znalazła się na jego kolanach. Ujęła dłonią jego męskość. Był duży, naprawdę duży i od razu zareagował na jej dotyk. Pomagając sobie zębami, rozerwała opakowanie, wyjęła kondom i wprawnym ruchem założyła na niego. Uniosła się i powoli opadła, czując jak się w nią wsuwa centymetr po centymetrze. Mężczyzna uniósł się na łokciu i drugą dłonią sięgnął do jej piersi, zamykając ją między palcami. Miał fantastyczne ciało. W napiętych mięśniach drzemała siła.
Jane oparła dłonie o jego brzuch, czując twardość jego ciała. Uniosła się lekko do góry, a każdy ruch przynosił jej nieznośną przyjemność. Zagryzła usta i odchyliła lekko głowę do tyłu. Uśmiechnęła się. Powoli opadła na niego, przesuwając palcami po jego podbrzuszu.
-To jak mam na imię? – zapytała namiętnie, wbijając paznokcie w jego twardą skórę.
Znowu uniosła się do góry tym razem gwałtowniej i równie szybko zsunęła się po nim z powrotem. Mężczyzna jęknął.
-Jak mam na imię?! – powtórzyła pytanie, drapiąc go po brzuchu; jej paznokcie zostawiły czerwone ślady na jego skórze.
-Jane – powiedział drżącym głosem. – Jane…
-Dobrze, bardzo dobrze, Burrows – wydyszała, znowu unosząc się go góry.
Jej oddech przyśpieszył, a ciało pokryły kropelki potu. Była blisko.
-Kończymy, Linc – wydyszała, z trudem łapiąc oddech.
-Yhm – zamruczał przez zaciśnięte wargi.
Zagryzła mocno wargi i wtedy poczuła, jak nieziemski orgazm zalewa jej ciało falą niemal bolesnej rozkoszy i przyjemnego gorąca. Krzyknęła, nie mogąc się powstrzymać. Odchyliła głowę do tyłu i poczuła w ustach słony smak krwi. Jej ciałem raz po raz wstrząsały spazmy. Oddech miała szybki i urywany, z trudem łapała powietrze. Wiedziała, że skończyli razem; poczuła, jak drgnął. Mężczyzna pod nią leżał teraz nieruchomy, a jego pierś szybko unosiła się do góry i równie szybko opadała. Ich ciała lśniły od potu.
Jane otarła usta kątem dłoni i spojrzała na Linca. Miał zamknięte oczy; uśmiechał się. Kobieta nachyliła się nad nim łagodnie i pocałowała go w pierś. Jego powieki uniosły się.
-Jane...
-Zapamiętałeś – szepnęła, znowu muskając go ustami.
-I już na pewno nie zapomnę. – Uniósł dłoń i dotknął jej twarzy, wsuwając niesforny kosmyk jasnych włosów za jej ucho. – Nigdy.
Uśmiechnęła się i powoli podniosła się z niego. Lincoln też wstał i przemknął obok niej do łazienki. Jane sięgnęła po majtki i założyła je na siebie. Postanowiła na razie nie brać prysznica; chciała nadal czuć na sobie zapach mężczyzny. Szybko wsunęła na siebie spodnie i już miała sięgnąć po leżący na podłodze T-shirt, kiedy poczuła na ramieniu jego uścisk.
-Już się ubierasz? – zapytał, przyciągając ją do siebie i całując jej nagie plecy.
-Takie przyzwyczajenie – odpowiedziała, czując, jak jego dłonie zamykają się na jej piersiach. – Muszę być zawsze gotowa do ucieczki. To cena pracy z twoim ojcem…
Tulił ją do siebie jeszcze przez chwilę, łagodnie kołysząc w ramionach. Milczeli, napawając się swoją bliskością. W końcu Linc puścił ją i sięgnął po swojej ubrania.
Jane założyła na siebie resztę ubrań, przeczesując palcami włosy. Materiał koszulki przykleił się do jej mokrych od potu pleców. Uśmiechnęła się.
-Twój brat i LJ pewnie będą ciekawi, co… - zaczęła.
-Powiedziałem im, że muszę z tobą pogadać – powiedział szybko.
-I pewnie przykro ci, że tego nie zrobiłeś – rzuciła drwiącym tonem.
-Nie dałaś mi na to szansy.
Oboje roześmiali się. Jane czuła zmęczenie w mięśniach. Była jednak szczęśliwa.
Bez słowa opuścili pokój i wyszli w ciepłą, pogodną noc. Kobieta zamknęła drzwi i schowała kluczyk do kieszeni. Ruszyli obok siebie w ciemnościach. Linc ujął ją za rękę. Przez chwilę poczuła się jak nastolatka wracająca po nocy z imprezy u kolegi z liceum. Kiedy stanęli pod Trzynastką, łagodnie wysunęła dłoń z ręki mężczyzny i zapukała do drzwi. Zawiasy zaskrzypiały od razu i LJ wpuścił ich do środka. Zmarszczyła brwi.
-Co ja mówiłam o środkach ostrożności, LJ? – rzuciła.
Chłopak spuścił głowę.
-Wiedziałem, że to wy – powiedział powoli usprawiedliwiającym tonem.
Lincoln poklepał go po ramieniu.
-Lepiej słuchaj Jane – poradził z uśmiechem.
-Taa… - mruknął w odpowiedzi nastolatek.
-Michael. – Lincoln spojrzał na swojego brata, który siedział na brzegu łóżka. – Czas na nas.
-Najwyższy czas – zgodził się młody mężczyzna, wstając.
Lincoln odwrócił się w stronę Jane i uniósł dłoń. Kobieta uścisnęła jego rękę i potrząsnęła nią łagodnie.
-Szerokiej drogi – powiedziała, czując ukłucie w sercu. – Bezpiecznej.
-Dziękuję, Jane. Za wszystko.
Przez chwilę patrzyli sobie w oczy.
-Kiedy znowu się zobaczymy? – zapytała szybko, ganiąc się w myślach. – To znaczy, wy… Kiedy będziesz chciał znowu zobaczyć się z synem?...
-Najszybciej jak to tylko będzie możliwe. Zadzwonię.
Jane kiwnęła głową.
Mężczyzna pożegnał się z LJem; Michael uścisnął jej dłoń. Wyszli, a ona zamknęła za nimi drzwi, podchodząc jednocześnie do okna. Od szyby odeszła dopiero, kiedy granatowy wóz, którym przyjechali, wyjechał wśród chrzęstu żwiru z parkingu. Zaciągnęła żaluzje. Znowu została sama z LJem.
-Pogadaliście sobie? – zapytał kpiąco; zignorowała go.
-Wyjeżdżamy jutro rano – rzuciła, a po chwili dodała: - Siedzenie za kierownicą nieco mnie zmęczyło, więc… może chciałbyś jutro trochę poprowadzić?
LJ otworzył szeroko usta ze zdumienia.
-Co?! Naprawdę?! – wykrzyczał podnieconym głosem. – Ja? Za kierownicą?!
-Twoje lewe papiery są nie do podważenia, jeśli o to chodzi.
-Ale dasz mi poprowadzić?! Mnie?!
-Nie, gubernatorowi Alaski! Jasne, że tobie.
Pieszczotliwym gestem zmierzwiła mu włosy i ruszyła w stronę łazienki.
-Jane! – krzyknął za nią; zatrzymała się. – Nie jesteś jednak potworem.
-No coś takiego – rzuciła rozbawiona pod nosem, zamykając za sobą drzwi.
-A jeśli chodzi o naszą rozmowę w samochodzie. – Usłyszała z wnętrza pokoju, kiedy odkręciła kurek z gorącą wodą. – Mój tato… Jesteś jak najbardziej w jego typie. On lubi silne, zdecydowane kobiety, które wiedzą, czego chcą. Jak ty. Kłamałem.
Wiem, przytaknęła mu zadowolona w myślach, zdążyłam się już o tym przekonać.
-LJ. – Uchyliła drzwi i przez szparę spojrzała na chłopaka. – Nie podlizuj się, ok.?
-Ale… Ja wcale się nie podlizuję! – Uniósł ramiona w geście niemocy.
-Bo zmienię zdanie co do samochodu – ucięła znowu znikając w łazience.
-Cofam to o potworze! – Usłyszała jeszcze, zanim odkręciła wodę pod prysznicem.
Uśmiechnęła się do własnych myśli.
-Jak sobie chcesz. Mogę być potworem.
KONIEC
