Corrie weszła na teren Dziewiątego Oddziału z teczką w dłoni. Odpowiedziała na pozdrowienia kilku mijanych shinigamich i bez trudu znalazła Hisagiego w redakcji.
– Spałeś w ogóle? – zapytała zamiast powitania.
Uśmiechnął się przelotnie.
– Chciałem skończyć z papierami. I wiem, nie powinienem tak robić. Ty też masz dzisiaj kiepski dzień – zauważył.
Westchnęła ciężko. Z daleka było widać, że coś nie gra, bo do tej pory pomimo sytuacji potrafiła zachować optymizm. A przecież zdrada Aizena ją też uderzyła, może niebezpośrednio, ale dość, by pozostała rana.
– Wiesz, jak jest – odparła tylko.
– Właśnie wstawiłem wodę na herbatę. Masz ochotę?
– Chętnie.
Z kubkami wyszli przed biuro i usiedli na progu, jak mieli to w zwyczaju. Hisagi zmrużył oczy, chroniąc je przed słońcem, ale pomysł z przerwą był dobry.
– To co się wydarzyło, że jesteś w tak kiepskim nastroju? – zapytał. – Kira?
Kiwnęła głową, wpatrując się w swój kubek. Hisagi westchnął. Rozumiał, co przeżywa porucznik Trójki, ale nie pochwalał odbijania sobie tego na Corrie, która ani na moment nie przestała go wspierać po tym wszystkim, co się wydarzyło.
– Wiesz – zaczęła cicho. – Zapytał wczoraj, dlaczego Ichimaru nie zabrał go ze sobą.
– Co mu odpowiedziałaś?
– Nic. Nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. – Skrzywiła się, jakby chcąc zdusić płacz. – Najgorsze jest w tym, że spodziewałam się tego pytania. Wiedziałam, że w końcu padnie, a i tak nie byłam na nie przygotowana. Bo co ja miałam mu powiedzieć? Że stał się niepotrzebny? Że tak było lepiej?
Hisagi spojrzał w niebo zamyślony. Z jednej strony miał ochotę nakopać Kirze za bezmyślność, bo zranił tym Corrie, z drugiej...
– Sam sobie zadaję to pytanie – odezwał się. – Dlaczego kapitan nie zabrał mnie ze sobą? Ufaliśmy im, powierzaliśmy im własne życia, sądziliśmy, że polegają na nas. Teraz grunt usunął nam się spod nóg i nie bardzo wiemy, w co powinniśmy wierzyć.
– Ja to wszystko rozumiem, ale coś we mnie ma ochotę potrząsnąć Kirą i wykrzyczeć mu w twarz, że przecież ja tu jestem i mam dość bycia tą drugą.
– On się w końcu zorientuje, że jest największym szczęściarzem, że ma cię po swojej stronie i powinien cię przeprosić, że cię tak rani. – Uśmiechnął się ciepło. – Aż jestem zazdrosny.
– Przepraszam. Marudzę, kiedy masz na głowie wystarczająco dużo własnych problemów.
– W porządku. Ty też nie jesteś ze stali i masz prawo do słabości. Poza tym czasami cudze problemy najlepiej odrywają nas od własnych.
Uśmiechnęła się, spoglądając na przyjaciela. Poczuła się lepiej, gdy to z siebie wyrzuciła. Hisagi nie stanął po żadnej ze stron, nie musiał, nie tego od niego oczekiwała.
– Dziękuję za herbatę.
– Polecam się na przyszłość.
– Odpocznij. Wszystko teraz na twojej głowie, więc musisz być w formie. Inaczej poproszę o pomoc kapitana Komamurę.
Zaśmiał się krótko. Może i Corrie była nadal nieco podłamana tym, co usłyszała od Kiry, ale powoli wracał jej humor. I właśnie taką, uśmiechniętą, wszyscy chcieli widzieć.
– Naprawdę jestem zazdrosny – mruknął do siebie, gdy Corrie już poszła.
