Ladies 'n' gentleman. Witam ponownie, zachęcam do lektury i oczywiście komentowania ;) Enjoy!


Miasto Nevarra okazało się jednym z tych nudniejszych miejsc, które miała do tej pory zobaczyć. Nawet Góry Mroźnego Grzbietu zdawały się tętnić życiem przy tym miejscu. Starała się być niezauważalna, co do tej pory się jej udawało. Uliczki Nevarry były ciasne, budynki piętrowe połączone w jeden ciąg. Każde z pięter wysuwało się w stronę ulicy, podparte było szerokimi, drewnianymi palami. Taka architektura miasta miała swoje profity, gdyż zapewniało to obywatelom cień, w którym łatwo można było się skryć. Nikt nie zwracał uwagi na Mahariel, nikt chyba nawet nie starał się tego robić. Wszyscy mieszkańcy jednak nadal szeptali o wydarzeniach poprzedniego dnia- martwy szlachcic i jego podwładni, do tego 10 templariuszy. Jednostki straży miejskiej, patrolujące miasto zostały podwojone- wszyscy poszukiwali elfa.

Elfa. Pff. Elfki do cholery. Czyżby nie zauważyli gdzie mam cycki?

Przystanęła obok stoiska z owocami. Miała szeroki wybór różnokolorowych owoców. Większości z nich nie znała jednak po chwili zauważyła to jedno, które kojarzyło jej się przede wszystkim z Fereldenem. Jabłko. Soczyste, czerwone, okrągłe. Starannie obejrzała owoc i rzuciła kupcowi 2 srebrniki. Powoli się odwróciła i przed sobą ujrzała przystojnego, młodego strażnika. Miał niebieskie oczy, krótkie, ciemne, blond włosy i wyraziste rysy twarzy. Nietypowa uroda dla Nevrrańczyka, dlatego Mahariel podejrzewała, że strażnik nie pochodził z tego kraju. Zapewne mężczyzna byłby ideałem dla każdej Fereldeńskiej trzpiotki, jednak na Ashy jego aparycja nie zrobiła większego wrażenia.

-Witam.

Elfka nic nie odpowiedziała. Oboje spojrzeli sobie prosto w oczy.

30 lat, pewny siebie, doświadczony. Pewnie ma jakiś wyższy stopień.

-Dzień jest zbyt słoneczny by nosić takie nakrycie głowy. Proszę zdjąć kaptur - strażnikowi nie schodził uśmiech z twarzy.

Asha niechętnie i z skwaszoną miną zdjęła kaptur nie spuszczając wzroku z mężczyzny. Wolała się nie narażać strażnikom miejskim, dość dobrze poznała ich podejście do elfów w Denerim i nie były to pozytywne wspomnienia. Mężczyzna miał coś denerwującego w tym swoim „grzecznym" uśmieszku.

-Jak długo przebywasz w tym mieście?

-Nie przypominam sobie byśmy przeszli na „Ty" strażniku –odpowiedziała dość niegrzecznie elfka.

-Kapitanie gwoli ścisłości. A teraz pozwolisz za mną elfko. I żadnych gwałtownych ruchów, z obu stron na dachach możesz zauważyć po dwóch łowców templariuszy z naciągniętymi cięciwami. Więc jeden nieodpowiedni ruch i możesz się pożegnać chociażby… ze swoją prawą ręką.

Kurwa.

Kilka godzin później, gabinet Komtura Doriana

Kapitan Antos stał naprzeciwko rozłożonej na siedzeniu elfki. Oddzielało ich jedynie biurko komtura, na którym leżał napełniony kałamarz oraz zanurzone w nim gęsie pióro. Mahariel nawet nie raczyła spojrzeć na strażnika, udawała, że patrzy w okno, które znajdowało się tuż za nim. Kątem oka jednak zdążyła ocenić rozmiar pomieszczenia i znajdujące, a raczej nieznajdujące, się w nim rzeczy. Żadnych zbędnych przedmiotów, mebli, był to surowy kamienny pokój. Na dodatek potwornie zimny.

W przeciwieństwie do Ashy, Antos nie spuszczał wzroku z więźnia cały czas szelmowsko się uśmiechając. Odkąd zabrał elfkę z targowiska nie wymienili więcej ani słowa. Towarzyszyła im eskorta złożona z 4 łowców oraz 5 strażników razem z Antosem. Ciszę w końcu przerwało nadejście komtura. Był to starszy człowiek z długimi siwymi włosami. Wiek i zmęczenie odcisnęły na nim spore piętno. Surowo spojrzał na więźnia, usiadł przy biurku i w końcu rzekł:

-Kapitanie Antosie. O ile mi się wydaje poszukiwaliśmy elfa z obcowiska. Nie dalijki.

Asha spod byka spojrzała na strażnika. Czyżby shemowie byli na tyle głupi, że nie potrafią odróżnić dalijczyka od miejskiego elfa?

-Zdaję sobie sprawę, z tak znaczących różnic w opisie… jednak jest to jedyny elf, który w ciągu ostatnich kilku dni przybył do miasta. W sumie, jest to jedyny elf, który przybył tu w ciągu ostatniego roku.

Jak chcesz to poszerzę Ci ten uśmieszek strażniku.

Po chwili komtur zwrócił się bezpośrednio do Mahariel:

-Imię i nazwisko obywatela.

-Proszę.

-Że co takiego? – spytał oburzony komtur. Antos również nie krył swojego zaskoczenia.

-Kodeks grzecznościowy shemlenów, o ile mi się wydaje, wymaga tego byście dodali słowo „proszę" do tego typu sformułowań.

Mężczyźni spojrzeli po sobie, lekko uśmiechnięci spojrzeli ponownie na swojego więźnia.

-Dalijko chyba musisz zdawać sobie sprawę, że jesteś w poważnych tarapatach. Masz na koncie 20 niewinnych żyć.

-Plus do tego 50 pająków, 20 wilkołaków, 3 smoki. Ludzi oraz mroczne pomioty przestałam liczyć gdy ich liczba przekroczyła 150. No i do tego należałoby dodać chodzące trupy, ale one się nie liczą. –Asha beztrosko machnęła ręką jakby te liczby nic dla niej nie znaczyły- One i tak przecież już były martwe czyż nie?

Zarówno Antos jak i Dorian byli zaskoczeni odpowiedzią Mahariel. Nie spodziewali się pyskatej elfki, tylko szybkiego przyznania się do winy i więzieniem dla morderczyni. Po chwili Antos wpadł pewien pomysł.

-Połóż broń na stole.

Asha niechętnie, ale wyjęła z pochwy dwa sztylety, nóż z prawego buta i małą procę. Z łuku zrezygnowała gdy wraz z Duncanem wyruszyła do Ostagaru.

-Zadowoleni?

-Zdejmij opończę.

Ten rozkaz zszokował Ashę. Jeśli ją zdejmie, ujrzą zbroję, którą noszą tylko Szarzy Strażnicy, a dzięki opończy udało jej się dobrze ją ukrywać. Nie chciała, żeby ktokolwiek z władz wyższych wiedział o jej funkcji. Stroud obiecał jej, że nie będzie rozpoczynał poszukiwań, ale tylko do momentu gdy się publicznie nie ujawni. Na ile można była ufać temu człowiekowi z Orlais, nie wiedziała, miała jednak nadzieję, że dotrzyma danego słowa.

-Zdejmij opończę. Trzeci raz tego nie powtórzę- z rozmyślań wyrwał ją głos Antosa.

Elfka powstała i guzik po guziku, powoli zaczęła rozpinać swoje nakrycie.

Oczom mężczyzn ukazała się świetnej roboty, idealna zbroja dla łotrzyka. Bez zbędnych naramienników, które mogłyby ograniczać ruchy, zamiast nich - gruby materiał, z wyszytymi gryfami na ramieniu. Do tego długie skórzane buty i rękawice bez palców. Po środku małego napierśnika znajdował się obraz przedstawiający dwa, złote, połączone ze sobą gryfy - znak Komendatna Szarej Straży. Zakonnik i strażnik oniemieli. To było dla nich już kompletnym zaskoczeniem. Asha zaś spokojnie stała przed nimi nie zdradzając większych odczuć, mimo tego, że była bardzo zdenerwowana całą sytuacją. Jeszcze tego samego wieczoru planowała udać się z powrotem do Cumberland mając nadzieję zobaczyć tam Wynne.

Dlaczego byłam taka głupia i zachciało mi się jeszcze spaceru po mieście. A wy moglibyście powiedzieć coś wreszcie a nie stoicie jakbyście zobaczyli co najmniej pierwszego strażnika.

-Czy coś jeszcze muszę wam pokazywać panowie? –spytała w końcu zniecierpliwiona elfka.

Mężczyźni otrzęśli się z osłupienia i ponownie spojrzeli na siebie. W końcu odpowiedział komtur Dorian.

-Strażniczko. Musisz nam wybaczyć, po prostu nie myśleliśmy, że napastnikiem może być kto taki jak Ty.

-Masz na myśli to, że elf taki jak JA nie może być Szarym Strażnikiem?

-Nie nie. Skądże znowu. Nie spodziewaliśmy się po prostu, że… morderczynią będzie… No właśnie Szara Strażniczka.

-Komturze… zgadza się? Bo jesteś komturem? – Dorian skinął głową w odpowiedzi na pytanie Ashy – nie zamierzałam zabić Twoich podwładnych jeśli o to chodzi. Zaatakowali mnie myśląc pewnie, że jestem magiem jednak jak sam zapewne wyczuwasz… nie ma we mnie ani krzty magii. Jeśli chodzi o Kruka i jego pomocników. Możecie być mi tylko wdzięczni.

-Co nie zmienia faktu, że zabiłaś tych ludzi- tym razem na jej wyznanie odpowiedział Antos- musisz zdawać sobie sprawę, że oni nic nie zrobili. Poza tym myślałem, że Szarzy nie wtrącają się w politykę wewnętrzną.

Mahariel zdziwiła wypowiedź kapitana. Jak to w politykę? Przecież jesteśmy poza granicami Antivy, a ten człowiek nie mógł mieć większej władzy tutaj. Jeśli jednak wydam, że nie należę już do Strażników moja byle jaka linia obrony zostanie spalona. Muszę coś wymyśleć.

-Panowie… czy znacie dewizę Szarych Strażników?

-Każdy ją zna –odpowiedzieli zgodnie.

-Shemlen, którego pozbawiłam życia wczoraj, zagrażał bezpieczeństwu moim siostrom i braciom. Do naszego bractwa chciał podesłać kilku rekrutów, by poznać od środka naszą organizację, a następnie sprzedać informacje pewnym magom krwii (Gorszej ściemy chyba nie mogłam wymyśleć. Błagam łyknijcie to wszystko). Zapewnie z Tevinteru, ale to są informacje niepotwierdzone. Nie wiem jaki mają w tym cel ale… Szukam ich, a następnie staram się zdobyć informacje by w końcu z nimi pertraktować. Niestety… ten jegomość nie grzeszył uprzejmością.

Dorian podniósł jedną brew i przez chwilę się zastanawiał. Pomasował się po podbródku, po czym powiedział:

-Miejmy nadzieję, że to prawda. Jesteś wolna Strażniczko pod jednym warunkiem… do wieczora ma Cię nie być już w tym mieście. Inaczej roześlemy za Tobą list gończy.

Dorian powstał i podszedł do elfki wyciągnąwszy do niej swoją dłoń.

-To był zaszczyt poznać jednego z legendarnych Szarych Strażników –komtur ukłonił się, a tak samo uczyniła Asha.

Mahariel narzuciła na siebie opończę, zabrała swoje oręże i spojrzała na Antosa. Miała ogromną ochotę pokazać mu język, jednak zdała sobie sprawę, że w tej sytuacji będzie do wyjątkowo nieodpowiednie. Lekko skinęła tylko głową w jego stronę i opuściła pomieszczenie.

Nie wierzę, że to łyknęli. Widać było to po minie tego Antosa. Będę musiała uważać, dopóki nie przekroczę granic Nevarry. Całe szczęście, że nie podałam swojego nazwiska.

Mahariel udała się do bram miasta gdzie czekał na nią jej wierzchowiec. Po czym pomknęła w stronę Cumberland.

W tym samym czasie- gabinet Doriana

Komtur ostrożnie zamknął drzwi, upewniając się, że elfka schodzi już po schodach ku wyjściu. Po czym spojrzał na zadowolonego kapitana straży.

-Nie widzę tutaj powodów do radości Antosie.

-Ja jednak widzę. Elfka jest idiotką, jeśli uważa, że się nabraliśmy na jej historyjkę. I nie obchodzi mnie jaką ma pozycję.

Dorian ponownie usiadł przy swoim biurku i sięgnął do szuflady. Wyciągnął z niej papier i podał strażnikowi.

-Niech Twoi ludzie sporządzą rysopis, skopiują i roześlą po całym kraju. Strażniczka potrafi całkiem nieźle kłamać, jednak gdyby miała coś jeszcze narozrabiać to nie ujdzie jej to płazem.

-Co z martwym Krukiem? Przecież zdajesz sobie konsekwencję z dalszych działań Gildii. Miał wrócić do kraju w jednym kawałku… zamiast tego wróci bez języka i prawej dłoni. Na dodatek martwy.

Dorian złączył palce i zamilknął. Doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji. Kruki były bardzo mściwe, a za niespłacenie długów zarówno on jak i Antos mogli stracić głowę.

Dzień następny

Droga z Nevarry do Cumberland nie należała do jednej z dłuższych tras, jednak jej pokonanie zajmowało co najmniej dwa dni bez dłuższych przerw. Asha zrobiła tylko jedną, by móc się w końcu zdrzemnąć i by jej wierzchowiec mógł się napić oraz odpocząć, bowiem tempo jakie narzuciła mu elfka było ponad siły biednego zwierzęcia. Obóz rozbili nie dalej jak 50 metrów od drogi w jakiś zaroślach. Mahariel delikatnie pogłaskała swojego towarzysza po pysku i zwróciła się do niego w języku elfów:

-Avatyar meldonya. Hauta. (Wybacz mi przyjacielu. Teraz odpocznij.) –delikatnie pocałowała zwierzę między jego nozdrzami i pozostawiła w spokoju.

Roznieciła niewielki ogień by móc się ogrzać. Noce w Nevarrze były wyjątkowo chłodne, w przeciwieństwie do temperatury w ciągu dnia. Elfka przykucnęła przy ognisku okrywając się dodatkowym pledem z siodła konia. Nie zdążyła przywyknąć do fizycznej samotności. Odkąd pamiętała zawsze ktoś przy niej był, mimo tego, że nie wymieniała z tą osobą ani jednego słowa. Sten był najlepszym kompanem jeśli o to chodzi. Jak dotąd ten niezwykły osobnik był jedynym Qunari, którego widziała w swoim życiu. Przypomniała sobie, że to z nim najbardziej lubiła pełnić wartę w obozowisku. Tak samo jak ona był niesamowicie czujny. To on pierwszy dostrzegł grupkę wrzeszczotów, która ich zaatakowała po opuszczeniu lasu Brecilian. Asha na samo wspomnienie o tym zdarzeniu posmutniała.

Dlaczego zawsze muszę o tym myśleć. To było dawno, Tamlen nie żyje i powinnam się z tym pogodzić. Sama zadałam mu śmiertelny cios.

Potem nie wiedząc czemu pomyślała o Velannie. Od razu gdy ją zobaczyła wiedziała, że czarodziejka się do nich przyłączy, że będzie jedną z Szarych Strażniczek. Tam samo odczuła gdy zobaczyła tego śmiesznego krasnoluda Oghrena. Skubaniec miał pociąg do zabijania pomiotów i musiała mu przyznać, że był w tym całkiem niezły. Jednak z Velanną połączyło ją coś więcej. Traktowały się jak siostry, mogły spokojnie porozumiewać się bez słów. Poza Zevranem to ona znała plan Mahariel.

-Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? –czarodziejka stała oparta o framugę pokoju komendantki.

-Nie mam wyjścia. Poza tym obiecałam mojemu przyjacielowi, że mu pomogę jak tylko uporam się ze sprawami strażników. –odpowiedziała beznamiętnie Asha siedząc w swoim fotelu, paląc tytoń.

-Mogłabyś przestać w końcu palić to świństwo. Okropnie śmierdzi. –rzekła z niesmakiem przyjaciółka. W odpowiedzi bohaterka posłała jej gęstą chmurę tytoniowego dymu.

-Velanno powiedz mi… Czy często myślisz o tym by odszukać Seranni?

-Każdego dnia odkąd ostatni raz widzieliśmy ją z tym wstrętnym pomiotem. Straciłam jednak wszelkie nadzieje na odzyskanie jej.

-A więc poczułaś w niej to samo co i jak gdy ją pierwszy raz zobaczyłam.

-Tak. W jej krwi też płynie skażenie. Tylko ją szybciej pochłonęło niż nas. Pozostało jej niewiele czasu.

-Taaak. Jestem ciekawa jak do tego doszło.

-Czy chcesz bym wróciła do Nieprzebytego lasu i jeszcze raz przeszukała komnaty Architekta?

Komendatka odłożyła fajkę i starannie zawinęła. Zacisnęła mocno usta i lekko pokiwała głowa.

-Zabierzesz ze sobą młodego Howe'a i tych dwóch rekrutów. Zobaczysz jak się sprawdzą. –czarodziejka na samo wspomnienie o Nathanielu lekko zawarczała. Asha z szerokim uśmiechem na ustach odwróciła się do przyjaciółki.

-Daj spokój. Przecież wiem, że ciągnie was do siebie. Nate'owi bardzo podobają się Twoje uszy.

-Jeszcze jedno słowo o moich uszach a obiecuję Ci, że będziesz wisieć do góry nogami aż Twoje przybiorą ten sam kształt.

Mahariel wybuchnęła śmiechem. Uwielbiała denerwować przyjaciółkę i widzieć gdy ta robi się cała czerwona na samo wspomnienie o jej uszach. Każdy z resztą lubił to robić- ta rozrywka jednak kończyła się źle dla każdego, poza Ashą i Nathaniel'em.

Życie w Twierdzy Czuwania wydawało się teraz dla niej odległym snem, wspaniałym marzeniem o spokoju wśród tych, których na prawdę pokochała pomimo dzielących ich różnic. Wszyscy byli inni, ale łączyło ich jedno – swoistego rodzaju wolność.