Nacisnąłem przycisk przywołujący windę, po czym odwróciłem się w stronę działu dziennikarskiego i spojrzałem tam po raz ostatni. Mój wzrok przemknął przez Alice - niską, odważną osóbkę. Nie mogłem zrozumieć dlaczego podoba się Jasperowi. Jest urocza w zabawny sposób. Blondynka - Rose - jest gorąca, w stylu 'brałbym'... Ale przypominała mi kogoś z kim się spotykałem, będąc za granicą.

Mój wzrok zatrzymał się na Belli, w tym samym momencie drzwi windy rozsunęły się. Wygląda oszałamiająco: brunetka, o ciemnych oczach i krzywym uśmieszku, cholernie seksownym. Opierała się o biurko Alice, a ja napawałem się widokiem jej kremowej skóry na gładkich nogach i jej krótkiej spódniczki, krzyżowała nogi w kostkach, eksponując wysokie szpilki przez co jej nogi wyglądały na niesamowicie długie. Nie tylko była wspaniała, ale wyglądała na miłą i słodką.

- Rzeczywiście raj - wymamrotałem do siebie i pokręciłem głową, żeby oczyścić umysł, który powinien skupiać się na czymś innym w pierwszym dniu pracy.

Kiedy drzwi się rozsunęły posłałem Belli ostatnie spojrzenie, czując pociąg do niej. Cicho się zaśmiałem, wchodząc do windy i stając twarzą w twarz z zimnymi, stalowo niebieskimi oczami i blond włosami. Uśmiechnąłem się, przepraszając, gdy dostrzegłem tablet, nad którym pracował Jasper. Jane spiorunowała mnie wzrokiem, a jej twarz się wykrzywiła, kiedy dostrzegła mój tatuaż, po czym wyszła bez słowa.

Kiedy zjechałem na dół, Jasper rzucił znad laptopa:

- Jak poszło? - spytał, posyłając mi pełen zadowolenia uśmiech.

- Koleś, nie żartowałeś - zachichotałem, kręcąc głową i odkładając torbę z narzędziami na biurko. Poderwał głowę do góry.

- Z którą częścią? Dziewczyny czy zacięcie drukarki?

- Obie.

Uśmiechnął się i kiwnął głową, klikając myszką.

- Alice była wkurzona?

- Cóż, nie była zachwycona, ale...

Jego ostre spojrzenie wwiercało się we mnie.

- Ale co?

Machnąłem ręką, marszcząc brwi.

- Nie, nie... z Alice w porządku. - Miałem go zapytać co wie o Belli Swan, ale przerwało mi nadejście maila i jęknięcie Jaspera.

- Aw, do diabła... - Spojrzał na monitor i wstał. - Łap torbę. Mamy zgłoszenie z księgowości. Tutaj możesz iść ze mną.

- W porządku - odpowiedziałem, zabierając torbę.

- Ach. - Skrzywił się. - Księgowość? Pilnuj swojego tyłka. Dosłownie. Jest tam kilka bezwstydnych kuguarów wśród tych suk. Są bardzo... dotykalskie. - Zadrżał z grymasem wymalowanym na twarzy.

Śmiejąc się, kiwnąłem głową i ruszyłem za nim.

Pierwszy dzień nie był taki zły. Na pewno było lepiej niż na pustyni w namiocie Armii. Czas minął szybko i jestem przekonany, że byłem dziś na każdym piętrze. Zdarzało się, że towarzyszyłem Jasperowi, chyba że byłem potrzebny gdzie indziej. Niestety, drukarka na czwartym piętrze nie chciała się ponownie zaciąć.

Kiedy podbijałem kartę pracowniczą, czułem się przytłoczony. Poznałem wiele osób, nie mogłem zliczyć ile razy jechałem windą. Nie byłem tego świadomy, dopóki nie opuściłem budynku. Gwar ulicy uderzył w moje zmysły, ale wyciągnąłem telefon, by sprawdzić wiadomości. W tym samym momencie usłyszałem znajomy głos, którego wydawało się, że już dziś nie usłyszę.

- Edwardzie, jak twój pierwszy dzień pracy? Jasper cię nie zajechał?

Podniosłem głowę i napotkałem ciemne oczy, o których fantazjowałem przez cały dzień. Nie były zwyczajnie brązowe. Z bliska można było w nich dostrzec zielone i złote plamki, otoczone długimi, ciemnymi rzęsami. Jej uśmiech był słodki, nie sztuczny, ale miły... i może trochę uwodzicielsko przygryzała wargę, poprawiając torbę na ramieniu. Wydawała się niższa niż myślałem, ale po chwili zauważyłem, że zmieniła seksowne szpilki na trampki.

- Przeżyłem - odpowiedziałem, chowając telefon. Zadzwonię do mamy, kiedy wrócę do mojej kamienicy. - Drukarka działa?

Zaśmiała się, a wywrócenie oczami było urocze i lekkie.

- Och, z nią w porządku.

- Hmm - zamruczałem, opierając się ramieniem o ścianę budynku. - Czy Alice często tak robi?

Wyszczerzyła się i zarumieniła, przez co jej policzki nabrały lekko różowego koloru.

- Cóż... może nie teraz. Ale to tylko dlatego, że nie wie kto przyjdzie.

- Zdążyłem zauważyć - zachichotałem. - Przykro mi za pokrzyżowanie jej diabelnych planów.

Bella uśmiechnęła się, spojrzała na swój telefon i pokręciła głową.

- Mi nie.

Chciałem jej powiedzieć, że właściwie to mi też, ale odwróciła się, kiedy inna dziewczyna zawołała ją po imieniu.

- Muszę już iść. Angela i ja jedziemy razem autobusem. Do zobaczenia, Edwardzie... i um, witaj w Volturi.

Chciałem jęknąć, kiedy odeszła. Ta kobieta była oszałamiająca z tyłu, tak jak z przodu - dopasowana spódniczka i cała reszta. Przeczesałem palcami włosy, kręcąc głową. Ta dziewczyna mnie zabija, a to dopiero pierwszy dzień. Nie mogę sobie wyobrazić co będzie dalej.