W izbie przyjęć w St Barts jak zwykle kłębił się tłum, do czego Sherlock nie był przyzwyczajony, bo jednak zazwyczaj go unikał chroniąc się w laboratorium. Wyminął zmęczonego, zabieganego lekarza i wraz z Johnem i Lestradem udał się do sali, w której leżała Alexandra.
Po drodze inspektor zwięźle opisał obrażenia dziewczyny: oparzenia drugiego stopnia po prawej stronie ciała, głównie w obrębie kończyn. Była nieprzytomna gdy zabrano ją do szpitala, prawdopodobnie wskutek urazu głowy, którego pochodzenia Lestrade nie potrafił wyjaśnić – przy czym Sherlock nie znalazł na miejscu zbrodni nic, co mogłoby wskazywać na obecność drugiej osoby.
Inspektor zatrzymał się przed uchylonymi drzwiami jednej z sal i wsunął głowę do środka.
– Wciąż nieprzytomna – stwierdził cicho. – Poszukam lekarza i zapytam, co z nią. – Spojrzał znacząco na Johna. – Zaczekajcie na mnie i trzymajcie się z dala od kłopotów.
Watson przytaknął, trafnie interpretując słowa jako „trzymaj Sherlocka z dala od kłopotów".
Sherlock zaczekał aż Lestrade zniknie za rogiem korytarza, po czym uśmiechnął się pod nosem i wszedł do pokoju. John ruszył za nim.
– Wiesz, Sherlock, naprawdę powinniśmy poczekać na Lestrade'a.
– Spokojnie, John – odpowiedział Sherlock, obrzucając salę spojrzeniem. – Obiecuję niczego nie dotykać – dodał głosem lekko zagłuszonym przez szum aparatury medycznej.
Spojrzeli na drobną postać na szpitalnym łóżku. Miała zamknięte oczy i głowę lekko odchyloną w lewo. Do pasa przykryta była kocem, resztę ciała odzianą miała w szpitalną koszulę. Jej prawą rękę całkowicie zakrywały bandaże. Sherlock domyślał się, że schowana pod kocem prawa noga wygląda tak samo. Jeśli dziewczyna doznała jakiegoś urazu głowy, w tej pozycji nie mógł go zobaczyć.
Lewą rękę miała odsuniętą od ciała, dłoń lekko przymkniętą, jakby coś w niej trzymała, pustą jednak. W jej żyle tkwił wenflon zabezpieczony poniżej zgięcia łokcia plastrem. Sherlock podszedł bliżej i zaczął przyglądać się kroplówce.
John przeniósł wzrok z Alex na detektywa, uspokojony regularnym oddechem dziewczyny.
– Więc już nie sądzisz, że sprawa ma związek z Thomasem Wellingtonem? – zapytał Sherlocka, który, nie łamiąc danej obietnicy, przysunął twarz tak blisko kroplówki, jak było możliwe bez dotykania jej.
– Nie.
– Więc może chodzi o coś związanego z obojgiem, w końcu byli małżeństwem... teoretycznie.
– Może – odpowiedział Sherlock, odchodząc od łóżka. Oparł się o niedbale o drzwi nie spuszczając wzroku z twarzy Alexandry, jakby na coś czekał.
John zmarszczył brwi.
– Ale tak nie myślisz?
– Nie.
– Ten napis mógłby pasować... – John zmarszczył brwi w zadumie. – To wstyd, co próbowali zrobić, a teraz prawda wyszła na jaw... ale myślisz, że chodziło jedynie o Alex?
– Tak.
– Dlaczego?
Sherlock wypuścił powoli powietrze.
– Byli bardzo ostrożni. Nabrali większość ludzi. Podpalacz nie wiedział, że byli małżeństwem tylko na papierze. Spodziewał się, że Alex będzie w sypialni Wellingtona, a kiedy okazało się, że przeżyła, spróbował ponownie.
Oczy detektywa rozszerzyły się niemal niezauważalnie; sięgnął za siebie by zamknąć drzwi.
– Sherlock, co ty robisz?
– Budzi się.
– Skąd wiesz? – John odwrócił się do Alex zaskoczony i natychmiast dostrzegł, że w zachowaniu dziewczyny rzeczywiście zaszły drobne zmiany. Jej powieki drgały lekko, a puls przyspieszył. Po kilku chwilach otworzyła powoli oczy.
Zamrugała powoli i odwróciła głowę w ich stronę, wyglądając na zdezorientowaną i oszołomioną.
– Co się dzieje? – spytała ochrypłym szeptem.
– Alex, to ja, John – odpowiedział cicho doktor. – Zostałaś ranna.
– Gdzie jestem?
– W szpitalu.
Przełknęła z trudem ślinę i zamknęła oczy.
– Boli mnie ręka.
– Tak, jest poparzona.
– Nie, to nie dlatego. – Potrząsnęła niepewnie głową i uniosła ją najwyżej jak mogła, patrząc wzdłuż lewego ramienia. Jej spojrzenie skoncentrowało się na wenflonie umieszczonym w zgięciu łokcia.
Zaczęło się od lekkiego drżenia, ale już po kilku sekundach trzęsła się gwałtownie, próbując dosięgnąć ramienia.
– Weźcie to! Weźcie to! Weźcie to! – zaczęła krzyczeć coraz głośniej i bardziej histerycznie. Uniosła poparzoną rękę, jęknęła z bólu i machnęła dłonią w stronę kroplówki w bezsilnej próbie odłączenia jej.
John zareagował natychmiast, przytrzymując jej poparzoną rękę. Usiłowała się wyszarpnąć, więc przycisnął jej ramiona do łóżka, gdzie nadal szamotała się gwałtownie.
– Weźcie to, weźcie to! – szlochała, z twarzą zalaną łzami.
John odwrócił głowę i spojrzał na Sherlocka ze złością.
– Na litość boską, Sherlock, zrób coś! Wezwij pomoc!
Detektyw przez chwilę beznamiętnie obserwował ich szarpaninę, po czym bez słowa podszedł do stojącej koło łóżka szafki na kółkach. Przeszukał kilka szuflad, znalazł coś i ruszył w ich stronę.
– Przytrzymaj jej rękę.
Poczekał, aż John wypełni polecenie, po czym ostrożnie umieścił gazik w zgięciu łokcia Alex i usunął wenflon. Przycisnął lekko, ograniczając upływ krwi.
Alex niemal natychmiast przestała się miotać i opadła na łóżko.
– Dziękuję, dziękuję, dziękuję – zaczęła szeptać wyczerpanym, ale znacznie spokojniejszym głosem..
John spojrzał na detektywa z dezaprobatą.
– Sherlock...
– Co? – burknął Sherlock niecierpliwie. – To tylko sól fizjologiczna i morfina. Wytrzyma bez nich, a nam jest potrzebna przytomna.
John zmarszczył brwi, ale nie odpowiedział, a Sherlock pchnął bezużyteczny teraz stojak do kroplówek pod ścianę i zajął miejsce przy łóżku. Przez chwilę przyglądał się Alex z zainteresowaniem.
Nadal miała zamknięte oczy, ale w końcu przestała mamrotać podziękowania, za co był szczerze wdzięczny. W końcu jej oddech zwolnił i wyrównał się. Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na Sherlocka z zakłopotaniem.
– Lepiej? – zapytał sucho.
– Tak. Bardziej boli, ale tak, lepiej – odpowiedziała cichym, ochrypłym głosem. – Mogę dostać trochę wody, proszę?
Sherlock skinął głową i spojrzał znacząco na Johna.
– Tak – odpowiedział natychmiast Watson. – Zaraz wracam.
Sherlock odprowadził go wzrokiem do drzwi, a kiedy ponownie skoncentrował uwagę na Alex, dziewczyna przyglądała mu się zmrużonymi podejrzliwie oczami.
– O co chodzi? – spytał niecierpliwie.
– Nigdy nie umiem powiedzieć, czy to co widzę, to naprawdę ty czy maska... – zaczęła Alexandra, ostrożnie dobierając słowa – ani nawet jaka jest między nimi różnica.
Brwi Sherlocka uniosły się lekko.
– Myślę, że wciąż majaczysz.
Uśmiechnęła się i pokręciła lekko głową. John wrócił do sali z plastikowym kubkiem w ręku.
– Udało mi się znaleźć tylko kostki lodu, ale zaraz stopnieją – powiedział, po czym obrzucił ich zaciekawionym spojrzeniem.
– Coś mnie ominęło? – spytał.
Oboje go zignorowali. Sherlock cofnął się i oparł o ścianę, splatając ramiona na piersi. Zaczekał, aż John pomoże Alex usiąść i podsunie jej do ust plastikowy kubek, po czym rozpoczął przesłuchanie.
– W czyim mieszkaniu się zatrzymałaś?
– Przyjaciół – odparła. – Wyjeżdżali na parę dni na wakacje i powiedzieli, że mogę u nich zostać.
– Jak długo tam byłaś?
Zastanowiła się przez chwilę.
– Nie wiem, chyba jakieś trzy dni.
– Gdzie byłaś wczoraj?
Alex zarumieniła się.
– Jakie to ma znaczenie?
– Zdecyduję, jak poznam odpowiedź – burknął Sherlock.
– Poszłam z przyjacielem na kawę.
Sherlock westchnął z irytacją.
– Kłamiesz.
– Co...
Odsunął się od ściany i spojrzał na dziewczynę ze znużeniem.
– Kąpałaś się w nocy, ale nie zmyłaś do końca zielonej pieczątki. Byłaś w klubie. Co tam robiłaś?
Spojrzała na resztki stempelka na ręce, jakby miała pretensje, że zdradził ją przed detektywem.
– A co normalnie ludzie robią w klubie, Sherlock? – spytała z irytacją. – Wypiłam drinka, poznałam parę osób...
– Zaprosiłaś którąś z nich do domu?
– Oczywiście, że nie! Nie jestem idiotką – odparła ze złością.
Detektyw wyglądał, jakby mógł dyskutować, ale pominął to milczeniem.
– O której wróciłaś do domu?
– Boże, Sherlock, nie wiem. – Ze znużeniem przetarła twarz lewą ręką. – Myślę, że po północy.
Wzdrygnęła się, gdy drzwi otworzyły się nagle i w progu stanął rozdrażniony Lestrade.
– Jakiej części „zaczekajcie na mnie i trzymajcie z dala od kłopotów" nie zrozumieliście? – Zlustrował pokój, szerzej otwierając oczy na widok leżącej na podłodze kroplówki.
– Odłączyłam ją – powiedziała szybko Alexandra. – Nie była mi potrzebna.
Lestrade spojrzał na nią z niedowierzaniem.
– Widziałeś się z lekarzem? – spytał John, próbując zmienić temat.
– Nie – westchnął Lestrade. – Nie, był wypadek na autostradzie. Wszyscy biegają jak z pęcherzem. – Odwrócił się do Sherlocka. – Dobra, nie ma sensu dalej tego ciągnąć, po prostu powiedz mi, czego się dowiedziałeś.
– Właściwie niczego – odparł Sherlock.
– Naprawdę? – Lestrade wyglądał na zdziwionego i nieco zaintrygowanego, gdy zwrócił się do Alexandry. – Pożar znów wybuchł w sypialni, pani Claymore. Znaleźliśmy panią nieprzytomną w korytarzu. Jak się pani wydostała z sypialni?
– Nie pamiętam dokładnie – odpowiedziała z wahaniem. – Może poczułam dym czy coś i się obudziłam... nie wiem... dlaczego tego nie pamiętam?
W pokoju rozległo się trzaśnięcie i wszyscy naraz spojrzeli na Sherlocka, którego dłoń oparta była płasko na ścianie.
– Uraz głowy – wyjaśnił detektyw, lecz wszyscy nadal patrzyli na niego bez zrozumienia.
Sherlock przewrócił z irytacją oczami.
– Mówiłeś, że gdy ją znaleziono, była nieprzytomna wskutek urazu głowy.
Lestrade skinął głową. Sherlock podszedł od prawej strony do łóżka, przepychając się obok Johna.
– Gdzie go masz? Odwróć głowę – rozkazał.
Alex zmarszczyła brwi, ale wykonała polecenie. Skrzywiła się, gdy szczupłe palce Sherlocka namacały duży guz z tyłu czaszki. Detektyw cofnął rękę i uśmiechnął się złośliwie.
– Ona w ogóle nie dotarła do sypialni, Lestrade. – Spojrzał na Alex z lekkim rozbawieniem. – Miałaś więcej szczęścia niż rozumu.
– Wyjaśnij – poprosił Lestrade.
– Podczas pierwszego pożaru spała na dole, a morderca spodziewał się jej w sypialni, dzięki czemu uszła z życiem. Tym razem też myślał, że będzie w sypialni, ale ona – przymknął na chwilę oczy, przypominając sobie układ mieszkania – leżała w korytarzu, pomiędzy łazienką a sypialnią. – Lestrade i John wpatrywali się w Sherlocka bez zrozumienia. – Wyszła wczoraj wieczorem do klubu, wypiła zbyt dużo, wróciła do mieszkania i nierozważnie postanowiła wziąć prysznic.
– Co nie jest najlepszym pomysłem, gdy ktoś jest pijany – zrozumiał John – i to prawdopodobnie wyjaśnia, dlaczego nie zmyła z ręki całego zielonego atramentu.
– Dokładnie – zgodził się Sherlock. – W zamroczeniu straciła równowagę i uderzyła głową o brzeg wanny, stąd guz. Następnie, jeszcze bardziej zdezorientowana niż wcześniej, podniosła się, wytarła, ubrała i straciła przytomność, zanim dotarła do sypialni. Upadła z prawą stroną ciała zwróconą w stronę pokoju, na tyle blisko by dosięgły ją płomienie. – Spojrzał na dziewczynę z zadowolonym uśmieszkiem.
– Jest tylko jeden problem – poinformowała go Alex. – Przysięgam, że wypiłam tylko jednego drinka i kiedy wychodziłam z klubu, nie byłam nawet wstawiona.
Sherlock przyglądał się jej przez moment.
– To oznacza, że... – Spojrzał na Lestrade'a z oczami rozszerzonymi w ekscytacji. – Był tam – mówił z ożywieniem – był w klubie. – Zaczął przechadzać się po salce. – Mógł ją śledzić przez parę dni. Dodał coś do jej drinka by mieć pewność, że się nie obudzi. – Zatrzymał się i odwrócił do Lestrade'a.
– Trzeba wysłać próbki jej krwi do laboratorium i zobaczyć nagrania z monitoringu. Pewnie z nią rozmawiał.
– Tak, dziękuję, Sherlock – mruknął Lestrade – wiem, co trzeba zrobić.
– Chwileczkę – powiedział John z namysłem. – Więc tym razem odurza Alex w nadziei, że zaśnie i się nie obudzi, gdy wybuchnie pożar, ale znów się nie udaje, bo... postanowiła wziąć prysznic? To absurdalne.
– Nie – uśmiechnął się Sherlock – to szczęście... i oznacza, że nie jest aż tak sprytny, jak mu się wydaje.
– Ale jak ten ktoś roznieca ogień? – zapytała cicho Alex. Sherlock odwrócił się w jej stronę.
– Nie wiem, na pewno jakoś zdalnie, po prostu nie dowiedzieliśmy się jeszcze, jak. – Urwał. – Bardziej mnie interesuje dlaczego to robi. Dlaczego ktoś miałby chcieć cię zabić, Alex?
– Nie mam pojęcia.
– Naprawdę? Wstyd i prawda... – Sherlock uważnie obserwował jej reakcję, ale dziewczyna po prostu wyglądała na zdziwioną.
– Słucham?
– Takie wiadomości pozostawiono na miejscach zbrodni – wyjaśnił John.
– Tak – potwierdził Sherlock. – Mówi ci to coś?
Alex przygryzła niepewnie wargę.
– Nie. Przykro mi, ale nie.
Sherlock podszedł bliżej.
– Jesteś pewna? Wiesz że szkielety ukrywane w szafach, mają, powiedzmy, pewną niefortunną skłonność do wypadania z nich i ukazywania się szerokiej publiczności?
Mierzyli się wzrokiem przez dłuższą chwilę, po czym Alex zamrugała i odwróciła spojrzenie.
– Nic mi nie mówi – powtórzyła.
W tym samym momencie drzwi otworzyły się i do środka weszła pielęgniarka.
– Przykro mi, panowie, ale musicie już wyjść.
– Nie ma takiej konieczności – powiedział szybko Lestrade, pokazując jej odznakę.
Pielęgniarka uśmiechnęła się.
– Policja czy nie, trzeba jej zmienić opatrunki. Proszę dać pacjentce trochę prywatności, jeśli można. – Podeszła do łóżka, po czym stanęła jak wryta na widok leżącej na podłodze kroplówki.
– Co to ma znaczyć... kto to zrobił? – Spiorunowała mężczyzn wzrokiem. – Proszę stąd wyjść, natychmiast!
– Dobrze, dobrze – wymamrotał Lestrade – już idziemy. Jeśli coś się pani przypomni, pani Alexandro, proszę do mnie zadzwonić.
John uśmiechnął się do dziewczyny przyjaźnie i odwrócił do wyjścia, jednak niewystarczająco szybko dla pielęgniarki, która zaczęła wypychać go z pokoju. Sherlock odwrócił się na pięcie, chwytając mocno kobietę za ramię.
– Jedna rada – powiedział uprzejmie – zanim ponownie podłączy pani tę kroplówkę, proponuję spytać ją o zgodę. Byłe heroinistki nigdy nie lubią, kiedy bez ostrzeżenia wbija im się igły.
Patrzyła na niego zdumiona, a detektyw puścił ją i wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi.
Do mieszkania udało im się dostać tuż po dwunastej. Zaczęło trochę mżyć i w drodze na górę John starał się strząsnąć wodę z włosów.
Zdjął płaszcz i usiadł w fotelu, obserwując, jak Sherlock przemierza nerwowo pokój. Detektyw podszedł do okna i wyjrzał na zalaną deszczem ulicę, pogrążony w myślach.
– Sherlock... może byś zdjął płaszcz i szalik? – zasugerował łagodnie John, ale nie doczekał się odpowiedzi.
Detektyw odwrócił się i z twarzą bez wyrazu ruszył do kuchni. Po kilku chwilach wrócił i opadł na kanapę, zasłaniając oczy ramieniem.
– Hm, Sherlock... wszystko w porządku?
– Tak, John – odparł protekcjonalnie detektyw. – Myślę.
Siedzieli przez chwilę w milczeniu.
– Lestrade zamierza sprawdzić nagrania monitoringu z klubu, kto rozmawiał z Alex... – zaczął znowu John. – Jest coś, w czym ja mógłbym pomóc?
Sherlock poderwał się tak nagle, że John wzdrygnął się z zaskoczenia.
– Tak. Tak, jest. Research. – Nabrał tchu i zaczął pospiesznie wyrzucać z siebie słowa. – Dowiedz się o Alexandrze wszystkiego co możliwe. Gdzie się podziała po wyjściu z odwyku? Kim był jej pierwszy mąż? Co czym się zajmował? Co się z nim stało? Czym ona się zajmowała? Jak poznała Thomasa Wellingtona? Czy wyjeżdżała z kraju? Kim są jej przyjaciele? Gdzie jest jej rodzina?
– Czekaj, zwolnij – powiedział John, szukając w bałaganie na stole kartki i długopisu.
– Chcę wiedzieć o wszystkim, co robiła, o każdym, z kim się spotykała.
– Teraz to może być nieco trudne, Sherlock – John próbował przemówić mu do rozsądku, ale detektyw tylko potrząsnął gwałtownie głową.
– Wszystko, John.
Watson westchnął.
– Dobra, spróbuję. A co ty będziesz robił?
Sherlock zerwał się z kanapy i ruszył do drzwi.
– Czekaj, co robisz? – krzyknął za nim John.
– Wychodzę!
John potrząsnął głową z rozdrażnieniem, słysząc szybkie kroki zbiegającego po schodach Sherlocka i trzaśnięcie frontowych drzwi.
Deszcz rozpadał się już na dobre, zrobiło się ciemno i niebo zaciągnęły ciężkie, burzowe chmury. Sherlock stał naprzeciwko solidnego, ceglanego budynku. W większości okien paliły się światła. Detektyw wsunął ręce do kieszeni, podniesionym kołnierzem płaszcza bezskutecznie próbując osłonić szyję przed deszczem. Uważnie zlustrował budynek, po czym przeniósł spojrzenie na znak umieszczony pośrodku wypielęgnowanego trawnika.
Z lekkim westchnieniem, niechętnie, przeszedł na drugą stronę ulicy, a następnie po szerokich schodach wszedł do Ośrodka Odwykowego Pod Trzema Wiązami.
