Dziękuję za wartościowe opinie w szczególności, że nie wszystkie były pochlebne lecz wzięłam je do siebie i postaram się na przyszłość zmienić to i owo. Serdecznie proszę o kolejne opinie, w szczególności, że jest to pierwszy raz kiedy coś piszę :)


Dach szpitala, Sherlock stojący na krawędzi, to przerażenie ponieważ domyślasz się do będzie dalej, panikujesz, chcesz biec w stronę szpitala, jak najszybciej się wdrapać na górę i zabrać go stamtąd. Nie wiesz o co chodzi, nie potrafisz zrozumieć, słyszysz tylko głos odbijający się w twojej głowie " Gazety miały rację od samego początku.. Chcę żebyś powiedział Lestradowi, chcę żebyś powiedział Pani Hudson i Molly. Chcę abyś powiedział każdemu kto będzie słuchał, że stworzyłem Moriartego dla własnych celów. [...] Patrz się na mnie. Proszę, zrobisz to dla mnie? Ta rozmowa... jest moim listem. Tak ludzie robią, prawda? Zostawiają list. Żegnaj, John..", panika, strach, nie wiesz co masz dalej zrobić. On leci, widzisz moment kiedy robi ten krok w stronę przepaści. Biegniesz, nie zatrzymujesz się. Krzyczysz "Jestem jego przyjacielem, przepuście mnie, jestem lekarzem". Brak pulsu. To koniec. Mgła.

Biegniecie razem, czujesz jego dłoń w swojej dłoni. Przemierzacie uliczki Londynu, słychać odgłosy Waszych stóp, skręcacie w lewo w kierunku Baker Street, uśmiechasz się mimowolnie i spoglądasz na swojego kompana. Widzisz blask w jego oku, wiesz, że i dla niego jest to niezapomniany wieczór. Wbiegacie na górę, robicie herbatę i przez resztę wieczoru omawiacie przygody dzisiejszego dnia. Dokładnie obserwujesz uśmiech na jego twarzy, wiesz, że jest wdzięczny za Twoje towarzystwo tak samo jak Ty jesteś wdzięczny za jego. Mgła, wszystko się rozmazuje.

Leżysz na podłodze w łazience, chłód ciągnie od posadzki lecz nie sprawia Ci to różnicy. Wymiotujesz. Zbyt dużo alkoholu, zbyt dużo metadonu, płaczesz, wyrywasz sobie włosy z głowy, zwijasz się w kulkę jak małe dziecko na środku podłogi. Nie potrafisz odnaleźć sensu życia, już nic dla Ciebie nie ma znaczenia. Zostałeś sam, jedyna osoba, która miała jakiekolwiek znaczenie odeszła, zostawiła Cię samemu w tym mieście bez serca nie oglądając się za siebie. Próbujesz się udźwignąć na nogi aby dość do sypialni lecz mięśnie odmawiają Ci posłuszeństwa. Zanosisz się szlochem, nawet łzy już nie chcą płynąć. Wymiotujesz po raz kolejny tym razem nie trafiając do toalety. Mgła.

Chwytasz telefon i piszesz "Wiem, że nie jesteś martwy, nie możesz być. Potrzebuję Cię. JW". Chwile ciągnął się nie miłosiernie gdy oczekujesz na odpowiedź. Słyszysz sygnał wiadomości, spoglądasz na ekran "Wiem, że wiesz. Też za Tobą tęskniłem. SH", odpisujesz w przeciągu paru sekund "Alfredos za 15 minut. JW". Zakładasz płaszcz i biegniesz. Nie potrafisz doczekać się chwili gdy go ujrzysz. Biegniesz ulicami Londynu nie zważając na deszcz ani na trąbiące na Ciebie auta, biegniesz ile sił w nogach. Rzucasz mu się na szyję, szepczesz mu, że nigdy w Niego nie przestałeś wierzyć. On także Cię obejmuje, a z Twoich oczu płyną łzy radości. Znowu wszystko zanika.

Stoi na dachu, a Ty dobrze wiesz co się zaraz wydarzy i nie potrafisz tego powstrzymać. Zasłaniasz twarz dłońmi stojąc nad grobem, nie potrafisz powstrzymać łez. To niemożliwe żeby on był martwy, nie teraz, nie kiedy odnalazłeś sens życia. Czekasz aż wszyscy odejdą aby powiedzieć coś czego nie potrafisz dłużej trzymać w sobie. " Proszę, jest jeszcze jedna rzecz. Jedna rzecz. Jeden cud, Sherlocku, dla mnie. Nie bądź... martwy. Mógłbyś to zrobić, dla mnie? Zakończ to, zakończ.." mówisz przez łzy po czym odwracasz się i idziesz dalej. Mgła.

Siedzicie razem przed telewizorem, próbujesz skupić się na oglądaniu programu lecz On jedynie mamrocze pod nosem uwagi na temat tego jaki ten program jest głupi. Nie potrafisz powstrzymać się przed wybuchnięciem śmiechem gdy On znów się buntuje podkulając nogi. Wyłączasz telewizor i patrzysz się mu prosto w oczy. Nigdy nie potrafisz domyślić się co dzieje się w jego głowie. Odwraca swoją bladą, podłużną twarz w Twoją stronę i zaszczyca Cię promiennym uśmiechem. Od razu czujesz jak Twoje życie nabiera kolorów. Śmiejecie się razem wspominając wizytę w Buckingham Palace. Wredne komentarze na temat Mycrofta zawsze poprawiają wam humor. Czujesz jak wszystko zanika, powoli wszystko blednie.

Leżysz na kanapie przykryty jego płaszczem i zanosisz się płaczem. Minęło już prawie pół roku od jego śmierci, a Ty nadal nie potrafisz sobie z tym poradzić. Próbujesz wierzyć, że to wszystko było kłamstwem "magiczną sztuczką", starasz się przekonać samego siebie, że on gdzieś tam jest, ukrywa się przez Moriartym. Wściekasz się na niego. Nienawidzisz go i kochasz w tym samym czasie. Pragniesz aby żył, lecz także chcesz pogodzić się z jego śmiercią. Po raz kolejny wszystko przysłania mgła.

Widzisz jego zakrwawioną twarz, jego ciało leży bezwładnie na chodniku. Jego ciemne kręcone włosy są pokryte krwią. Jego ciało jest blade, a Ty pod palcami nie wyczuwasz pulsu. Puszczasz jego dłoń po czym ludzie odciągają Cię do tyłu. Nie potrafisz otrząsnąć się z szoku. Przecież to nie możliwe żeby On był martwy. Jego imię nie chce Ci przebrnąć przez gardło. Trzęsiesz się wciąż patrząc się na Jego ciało. To nie może być prawda. Słyszysz głośne pukanie lecz nie wiesz skąd ono dobiega, każde kolejne jest coraz głośniejsze i nie możesz go więcej ignorować.


John obudził się zlany potem i trzęsący się ze strachu gdy Pani Hudson pukała do jego drzwi. Potrzebował chwili aby otrząsnąć się z szoku. Wciąż miał przed oczami ciało... Sherlocka, bezwładne ciało pozbawione pulsu. Udało mu się zwlec nogi z łóżka i powędrował w stronę drzwi wciąż starając się uspokoić po koszmarach dzisiejszej nocy.