Lost in a sea of rising darkness

fear and devotion meet again

lost between rhymes of mystic splendour

heaven is back to war with hell

Następne kilka dni spędzili w ciągłym marszu i zmęczeniu, więc Moriana szybko zapomniała o obietnicy Erina. W dzień szli, trzymając się z dala od głównych dróg, nocą spali. Czasem udało im się znaleźć jakiś nocleg, najczęściej jednak spali na ziemi, a warty pełnili na zmianę. Odczuwali straszną presję, zwłaszcza, jeśli chodziło o Erina. Katara była dorosła i chociaż wyjazd bez słowa również mógłby sprowadzić na nią kłopoty po powrocie, nikt na pewno nie zacząłby jej szukać. Z Mori sprawa miała się nieco gorzej, była w końcu nowicjuszką. Ale najgorzej miał Erin. Wszyscy troje zgodnie podejrzewali, że gwardia depcze im po piętach. A z pewnością jakiś wysłany oddział.

Gdy byli już na tyle zmęczeni spaniem na ziemi i poirytowani ciągłą ucieczką, zatrzymali się w jakiejś spylunce na brzegu małej, nieznanej im wioski. Oddalona była sporo od głównej drogi, więc czuli się tu względnie bezpiecznie. Z Gildii zabrali każde z nich swoje oszczędności, a po zsumowaniu tego, zrobiła się spora kwota. Zamówili trzy kubki spylu i usiedli z boku, starając się jednocześnie nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi.

- Stopy mi odpadają - powiedziała Katara, siadając wygodnie na zniszczonym krześle i zdejmując buty. Rozmasowała obolałe palce.

- A mi się chce spać. - Erin musiał wtrącić swoje trzy grosze, kładąc ręce na stole, a na rękach głowę.

Wprawdzie wcześniej sypiali, teraz tak bardzo skupili się na ucieczce, że od kilku dni nie zmrużyli oka. Uzdrowiciel powiedziałby im, że to niezdrowe dla ich ciał, ale Uzdrowiciel z nimi nie podróżował. A oni mieli do tego jakiś lekceważący stosunek.

- Mówiłeś, że powiesz mi, co wyciągnąłeś z króla. - Mori podrapała się po głowie i wyprostowała. Wiedziała, że o czymś zapomniała. Teraz nawet wróciły jej resztki energii.

- Hę? - Nawet nie podniósł głowy. Dziewczyna uderzyła go łokciem w bok tak mocno, że wystraszony prawie spadł z krzesła. - To bolało!

- I miało - mruknęła poirytowana. - Słuchaj, dziś możemy tu przenocować. Ale najpierw powiedz mi, co wiesz o rodzie Delvon.

Zamyślił się na chwilę, a potem wyciągnął ręce w górę i przeciągnął się. Mori obojętnie obserwowała, jak strzela wszystkimi możliwymi stawami, jednocześnie kątem oka zauważając, że Katara jest coraz bardziej wkurzona.

- No więc... z tego co mi powiedział... Gdy Wielkiego Mistrza Akkarina oskarżono o praktykowanie czarnej magii i zabijanie za jej pomocą... - Skrzywił się, jakby intensywnie myślał. Ziewnął raz, a potem mówił dalej: - Odbyło się podobno przesłuchanie. Został skazany na śmierć. - Przebiegł jej dreszcz po skórze. - W sumie Gildia by go zabiła, ale tak jakby stanęło za nim parę osób.

- Parę osób. To znaczy? Ile? - zapytała, nieświadomie pochylając się w jego kierunku.

- Wszystko zaczęło się od Ceryniego. Ojciec mówił, że później dowiedział się, iż ten facet był w rzeczywistości Złodziejem... uwierzysz?

Moriana pokręciła głową. Za jej ojcem wstawił się Złodziej? Znikąd pojawiła się paląca wściekłość. To wszystko powinna opowiedzieć jej matka, a nie żeby Erin wydobywał to ze swojego ojca. Dzięki za szczerość, mamo, pomyślała z goryczą.

- Za Złodziejem ruszył młodszy brat Akkarina, Keddin. - O, to on miał brata? Fajnie wiedzieć. - Za Mistrzem Keddinem Mistrz Dorrien. - Wujek Dorrien? Tego to się nie spodziewałam. - A za Mistrzem Dorrienem Mistrzyni Sonea. - Mama. Dlaczego na końcu? - Właściwie można powiedzieć, bynajmniej ojciec tak uważał, że Mistrz Dorrien stanął za Akkarinem dlatego że wiedział, iż Mistrzyni Sonea też to zrobi.

To by wszystko wyjaśniało, pomyślała Mori. Trudno było jej uwierzyć, że Dorrien mógłby dobrowolnie pomóc Akkarinowi.

- Twoja matka skończyła naukę raptem dwa miesiące wcześniej. Właściwie to ona była głównym powodem, przez który Akkarinowi udało się przeżyć. Ojciec i Mistrz Balkan jeszcze wtedy usiłowali oszacować moc, jaką dysponuje Gildia, a jaką dysponuje twój ojciec. Wliczyli w moc Gildii twoją matkę, a ona jest przecież bardzo potężna. Gdy jednak Mistrz Keddin zmienił strony - a podobno w Delvon masz tylko uzdolnionych magów - zaczęto się wahać. Gdy jednak i Mistrzyni Sonea zmieniła stronę, uznano, że Gildia nie jest w stanie uśmiercić Akkarina. No i skazano go na wygnanie.

- Chodźcie spać - odezwała się Katara. - Ja tu zaraz spadnę z krzesła.

- Cicho. - Mori machnęła ręką, nawet nie spoglądając na kuzynkę. - Co było dalej?

- Tego ojciec nie był pewien, dlatego informacje są raczej szczątkowe... Cała piątka zniknęła, prawdopodobnie nigdy nie była na wygnaniu, żyła na pograniczu Kyralii, Elyne i Sachaki. Wiem, że dwa lata po wygnaniu Sonea pojawiła się z Aną w Imardinie. Ana powoływała się na jakieś skomplikowane zasady, że niby król musi wesprzeć potrzebujący Dom... ale ojciec odmówił. Sonea nosiła już wtedy chyba inkal rodu Delvon, więc pewnie była już żoną Akkarina. W każdym razie, obie wróciły do domu. Kilka dni później zaatakowali Sachakanie, którzy niszczenie Kyralii rozpoczęli właśnie od rezydencji rodu twojego ojca. Ana przeżyła cudem, dlatego, że nie było jej bezpośrednio w rezydencji. Wszyscy, którzy tam byli, zginęli.

- Wszyscy? - zapytała. - Wszyscy czyli kto?

- Twoi dziadkowie, rodzina Keddina, Akkarin. Twoją matkę uratował Mistrz Dorrien, przywiózł ją tu w niemal krytycznym stanie, a Mistrzyni Vinara ją poskładała. Później bronili Imardinu. Wygrali dzięki czarnej magii. Urodziłaś się jakieś siedem miesięcy po tym najeździe. Twoja matka jest sprytna, Mori.

Zmarszczyła brwi, niczego nie rozumiejąc.

- Nigdy nie używałaś nazwiska Akkarina, prawda? - zapytał. Przyznała mu rację. - Nawet nie jest oficjalnie twoim ojcem.

- CO? - Wyprostowała się gwałtownie i wbiła w niego zdumione spojrzenie.

- Twoja matka nigdy nie zgodziła się na wpisanie go do twoich dokumentów od urodzenia. Była żoną Akkarina, to, że jest twoim ojcem, było dla wszystkich jasne, ale nigdy nie miałaś tego potwierdzone oficjalnie. Chodzi oczywiście o to, że Ana w pewnym sensie wróciła do żywych. Sonea się bała. Bała się, że Ana wróci do Imardinu i spróbuje cię jej odebrać. Obie miały tylko ciebie z całego rodu. Chociaż Sonea nie była nawet pewna, czy Ana o tobie wie. Matka pozbawiła się oficjalnie ojca i w ten sposób odcięła się od całego rodu. Ana nigdy nie pojawiła się w Imardinie. Nigdy cię nie widziała. Nigdy o tobie nie wiedziała. Rok po twoich narodzinach, Ana zapadła się pod ziemię. Mori, jeśli dobrze to wszystko zrozumiałem, jesteś ostatnią żyjącą osobą z rodu Delvon.