„Cieszysz się, widząc mnie takim? Cieszysz się? Czy się cieszę? Za kogo mnie masz, do diabła?"

-Nie wiem do kogo mnie właśnie porównałeś i szczerze mówiąc nie chce wiedzieć, Jelonku- wyszeptał mu do ucha. Podtrzymywał go mocno, gdy ten na drżących z bólu nogach starał się zachować równowagę i łapczywie chwytał powietrze. Sprawiał wrażenie jakby miał stracić przytomność, Tony'emu stanowczo to nie odpowiadało, nie w stanie, w którym ten był. Pomógł mu usiąść na stojącym przy małym biurku krześle i podniósł z ziemi obie butelki. Ku zdziwieniu boga ściągnął z siebie podkoszulek, wylał na niego zimną wodę i składając na pół ułożył mu na karku.- Przez najbliższą godzinę musisz zachować przytomność, jasne?- Uśmiechnął się krzywo widząc jak oczy Kłamcy nabierają wyrazu, mgiełka zniknęła z nich całkowicie co nieco poprawiło mu humor.

-Dlaczego?- spytał, jak na dłoni widać było nieufność. Tony westchnął, ale nie dziwił mu się, sam by sobie nie zaufał.

-Pomyślmy…- rzucił z jawną kpiną.- Może dlatego, że zamierzam iść do kuchni, przygotować ci ciepłą herbatę oraz coś do jedzenia, a potem zająć się twoimi ranami, dopilnować byś się nie utopił w kąpieli, obandażować i wysłać do łóżka, hm? Zwłoki byłyby nieco… kłopotliwe- mrugnął do niego z łobuzerskim uśmiechem. Nie czekając na jego reakcję zniknął za drzwiami, by zjechać windą do kuchni.

Nastawił wodę na herbatę, posmarował dwie kromki chleba masłem, usmażył jajecznicę po krótkim zastanowieniu stwierdzając, że na początek musi mu wystarczyć z samych jaj, zalał saszetkę gorącą wodą i zabierając tacę ruszył do windy.

-Czy ty jesteś niepoważny, życie ci się znudziło, Stark?!- usłyszał nagle ryk przy swoim uchu przez co prawie upuścił tacę.

-Wręcz przeciwnie, z Rogasiem nie da się nudzić- odparł wzruszając ramionami i wszedł do windy.

-Stark!

-Ręce pełne roboty, pogadamy… innym razem, Barton! Jarvis, na górę- wydał polecenie. To było łatwiejsze niż wciśnięcie guzika windy mając zajęte dłonie. Wszedłszy do pokoju znieruchomiał zaskoczony i nieco przerażony widokiem. Asgardczyk zdawał się być nieświadomy jego powrotu, ukrył twarz w dłoniach, cały drżał, a po ciele płynęły mu cienkie stróżki krwi, skapywały na beżowy dywan tworząc na nim najróżniejsze wzory. Z premedytacją postawił głośniejszy krok, a ten spiął się gwałtownie i prawie podskoczył na krześle. Nie podniósł jednak głowy dopóki Tony nie postawił tacy na biurku przed nim.

-Jedz- mruknął pomijając milczeniem jego zachowanie i zniknął w łazience, by zaraz wrócić, z apteczką. Nie przerywając mu posiłku zajął się plecami oraz bokami przemywając rany, w zamyśleniu przyglądając się szczególnie ciemnym siniakom, niektóre były wręcz czarne i zastanawiając się jak głębokie bądź czym zadane były mu rany, skoro jego plecy były jednym wielkim skupiskiem blizn. Z każdym dotknięciem bóg spinał się coraz bardziej, lecz gdy miał się odsunąć śmiertelnik chwycił go lekko za najmniej poranione miejsce i unieruchomił.- Jeśli spróbujesz mi uciec obaj wiemy, że będziesz cierpiał, a twoje ciało tego nie zniesie- zauważył siląc się na łagodność.- Spróbuj się rozluźnić choć na chwilę, nie zrobię ci krzywdy, inaczej nie robiłbym ci jedzenia- dodał udając dobry humor i skrzywił się gdy ten przechylił lekko głowę ukazując mu bliznę na karku. Przeklął cicho i nie przejmując się jego reakcją dotknął palcami szerokiej, wciąż zaczerwienionej tkanki, która zdawała się pulsować pod jego palcami.- Kto ci to zrobił do diabła?- Spoważniał jak nigdy dotąd, Avengersi nigdy nie widzieli go takiego, ale nawet na nagraniach nie będą mieć tej przyjemności. - To nieludzkie traktowanie- dodał miękko i pozwolił mu się wyprostować

-Tyr- odparł, jego głos był wyprany z wszelkich emocji, odwrócił głowę ku niemu, a oczy znów zachodziły mu mgłą.

-Ten, któremu twój syn odgryzł rękę? Bóg prawa i sprawiedliwości? - spytał unosząc brew.- Weź się w garść, Loki, musisz dokończyć posiłek i wziąć kąpiel- napomniał go, a ten zamrugał gwałtownie, a mgła zniknęła, na powrót skupił na nim wzrok.- Od razu lepiej- mruknął i odsunął się od niego. Bez słowa opuścił pokój, zaraz jednak wrócił z krótkimi, dresowymi spodniami i zielonym podkoszulkiem. – Zjadłeś? To dobrze- stwierdził. Gdy zaprowadził go do łazienki zaczął napuszczać ciepłej wody do wanny i zdezynfekował mu resztę ran.

-Czy zamierzasz...- zawahał się Kłamca spoglądając na niego z uwagą.

-Nigdzie się nie wybieram- odparł nim ten dokończył pytanie.- Nie martw się, jak tylko przestaniesz wyglądać jak zwłoki będziesz mógł sam spędzać czas w łazience- dodał i obdarzył go krzywym uśmiechem. Nie patrzył w jego stronę, gdy ten zaczynał kąpiel. Zamiast tego naszykował mu ręcznik, szczoteczkę i pastę do zębów, a po chwili zastanowienia przeszukał też szuflady, by w trzeciej z kolei znaleźć małą puszeczkę wazeliny. Wargi boga były w paskudnym stanie, suche i popękane, w niektórych miejscach porobiły mu się krwawe strupy, a to wywoływało w Tonym protest, zamierzał więc temu zaradzić w najłatwiejszy z możliwych sposobów.- A właśnie… mów mi po imieniu, Jelonku. „Panie" brzmi co najmniej kretyńsko- polecił ze spokojem.

-Wobec tego... Czy mógłbyś podać mi ręcznik… Anthony?- spytał wahając się co jakiś czas. I gdyby to nie był Loki, Bóg Kłamstw, który jeszcze rok temu chciał zawładnąć Ziemią, Stark mógłby stwierdził, że to całkiem urocze. Zaśmiał się cicho na tę myśl i wręczył mu ręcznik. Widząc jednak jak ten niezdarnie się wyciera i za wszelką cenę stara się nie podrażnić ran przerwał mu. Wysunął ręcznik z jego dłoni i otulił go nim, a potem z szafki pod umywalką wyjął drugi i zaczął wycierać mu głowę. Zapanowało między nimi milczenie, bóg zdawał się być zbyt wykończony, by dyskutować, a Tony skupił się na wycieraniu jego włosów, a potem suszeniu ich suszarką oraz rozczesywaniu podczas, gdy mężczyzna mył zęby. Załatwiwszy prozaiczne czynności Stark poświęcił swoją całą uwagę ranom, większość z nich posmarował maścią odkażającą i przyspieszającą gojenie, a na największe założył opatrunek.

-Piżama i do łóżka- polecił z łobuzerskim uśmiechem, a ten zaskakująco posłusznie wykonał polecenie. –A- mruknął będąc już w połowie drogi do opuszczenia jego pokoju i wrócił się by wręczyć mu puszeczkę wazeliny.- Posmaruj usta, zaczynają mnie przerażać- zaśmiał się krótko choć był to wymuszony śmiech.- Śpij ile chcesz, a gdybyś czegoś potrzebował wystarczy dać znać Jarvisowi.

-Kim jest Jarvis?

-Sztuczna inteligencja, mój twór, moje dziecko, jak ci wygodnie. Wystarczy się odezwać, prawda, Jarvis?

-Oczywiście, sir. Służę pomocą, paniczu Loki.- Odpowiedź nadeszła natychmiast, a głos choć monotonny i suchy był zaskakująco przyjemny dla ucha.

-Śpij dobrze, Rogasiu- rzucił przez ramię i wychodząc zamknął cicho drzwi.

-Dobranoc, Anthony- wymamrotał pod nosem i zakrył się kołdrą po brodę. Nim zasnął z wahaniem posmarował wargi.

Stark zniknął w jednym z pobliskich pokoi, gdzie spróbował skupić się na wprowadzaniu poprawek do zbroi, dzień jednak go wykończyć przez co szybko postanowił wrócić do swojej sypialni i położyć się spać. Zaskakująco wcześnie jak na niego.

-Jarvis?- mruknął jakiś czas później, leżał już w łóżku.

-Tak, sir?

-Usuń wszystko, nie życzę sobie, by ktoś mógł coś zobaczyć- nakazał ziewając i uśmiechnął się krzywo.- I daj mi znać jakby coś się działo.

-Oczywiście. Dobranoc, sir.

Przepraszam, musiałam kompletnie usunąć ten rozdział i pokombinować z nim trochę bo czego bym nie zrobiła i tak się kodował. Mam nadzieję, że teraz już będzie w porządku, a jak nie to będę kombinować dalej ehhh.

Bardzo Wam dziękuję za opinię, szczególnie Tobie, DominiXa.

Osobiście nienawidzę pisać na telefonie, ale FrostIron już od jakiegoś czasu mnie męczył i w końcu wygrał. Solidniej przejrzę co nabredziłam z komputera, mam nadzieję, że to coś zmieni. Zachęcam do wyrażania opinii ! ;)

Pozdrawiam i życzę miłego tygodnia, Dango.