Ian był zabawny i dowcipny. W ciągu tygodnia wymienili tyle smsów, że Stiles niemal nie tęsknił za Scottem. Wataha momentalnie straciła nim swoje zainteresowanie, gdy tylko Turner opuścił miasto, chociaż Isaac wyglądał, jakby miał ochotę omówić jeszcze raz sytuację.

Oczywiście po szkole krążyło kilka plotek i Lydia chciała znać wszystko ze szczegółami, ale ograniczył się tylko do półsłówek. W zasadzie nie był pewien, jak nazwać, to coś pomiędzy nim a Ianem, ale to na pewno istniało, bo flirtowali i Turner dzwonił do niego, co wieczór. Nie pokazał się, oczywiście w Beacon Hills, a Stiles nie miał czasu pojechać na kampus, ale i tak czuł się codziennie jakby był na randce.

Ian przesyłał mu przedziwne rzeczy. Czasami, to były linki do przypadkowych filmików. Od czasu do czasu zdjęcia, a parę razy informacje, jak się ustrzec przed tym czy owym stworzeniem, co było dość zabawne, bo w zasadzie Stiles większość z tego już wiedział, ale to było miłe, że ktoś myślał o jego bezpieczeństwie.

Najczęściej, jednak Ian przesyłał mu krótkie wiadomości o tym, co właśnie robi.

Zasypiam na wykładzie z filozofii – przykładowo, gdy Stiles przebierał się na
środowy trening lacrosse'a.

To wtedy się zawahał, bo z miłą chęcią odpisałby; stoję nago w szatni, ale to
byłoby naruszeniem pewnej granicy, którą powinni przekroczyć twarzą w twarz.

Scott rzucał mu od czasu do czasu zmartwione spojrzenia, ale dopóki nie komentował – Stiles nie zamierzał się przejmować. W końcu nie zaczynał każdego zdania od Ian, jak zwykł to czynić McCall w początkowej fazie związku z Allison.

Nagle straszna myśli przyszła mu do jego głowy.

- Czy ja jestem w związku? – spytał na głos, zanim zdążył się powstrzymać.

Danny spojrzał na niego jak na wariata.

- Odebrał cię przystojniak, z którym od dwóch dni smsujesz i do tego chichoczesz. Jeśli, to nie jest związek, Stilinski, to ja się boję jak będziesz wyglądać, gdy faktycznie będziecie razem – oznajmił mu puszczając przyjacielskie oczko.

- Cholera – westchnął, trzymając w dłoni telefon, który oczywiście musiał zabuzować, gdy przyszła nowa wiadomość.

- Nie daj chłopakowi czekać, bo pewnie jak ty szczerzy się, jak głupi do komórki – zakpił z niego Mahealani.

Co robisz w piątek? – spytał Ian.

A planujesz coś ciekawego?

W domu mojego bractwa organizowana jest impreza. Mógłbym cię później odwieźć do granic i wrócić 'piechotą' ;)

Stiles uśmiechnął się szeroko, bo w zasadzie chciałby zobaczyć Iana w jego bardziej wilczej formie, ale zawahał się.

Mogę zabrać kolegę? – spytał.

No problemo, ale niech zapyta alfy o zgodę. Nie chcę kłopotów… Dziewiąta?

Nie takiego kolegę i będziemy :)

Włożył telefon do szafki w szatni i spojrzał szczęśliwy na Danny'ego.

- Ian jest członkiem bractwa, które urządza w ten piątek imprezkę. Spytałem, czy mogę zabrać ze sobą kogoś jeszcze, więc… Wybierzesz się ze mną? – spytał chłopaka, który niemal od razu klepnął go w ramię.

- Wiedziałem, Stilinski, że będziesz moim ulubionym kolegą – parsknął Danny, kiedy wychodzili na boisko.

ooo

Jego ojciec był nadspodziewanie pozytywnie nastawiony do pomysłu wyjazdu na imprezę. Co prawda był pewien, że chodzi o dom Martinów, a nie bractwa oddalony o godzinę jazdy od Beacon Hills, ale w zasadzie Stiles i tak nigdy nie był w miejscu, w którym mówił, że będzie, więc szeryf nawet nie drążył tematu. Obecność Danny'ego – chłopca, którego dosłownie wszyscy lubili dała mu dodatkowe alibi i tak przed ósmą obaj opuścili podjazd domu Stilinskich, a ledwo, to zrobili Stiles już rozpinał kołnierzyk swojej koszuli.

Danny korzystając chyba z szóstego zmysłu, pojawił się u niego prawie godzinę wcześniej i przegrzebał jego szafę twierdząc, że na pewno nie pojawią się na studenckiej imprezie wyglądając jak dwóch uczniaków ze szkoły średniej, którymi zresztą byli. Co prawda Stiles nie zamierzał wypić ani kropli piwa, bo ojciec dożywotnio odebrałby mu prawo jazdy, ale nie znaczyło to, że drugi z nastolatków nie chciał wmieszać się w tłum.

Dlatego Stiles siedział teraz w stosunkowo dość opiętej koszuli w kratkę, do której najchętniej dołączyłby muszkę w jakimś kompletnie innym kolorze, żeby tylko nie wyglądać tak dorośle i poważnie. Zdenerwował się na sam, swój widok w lustrze.

Chociaż miało to swój plus. Ian oba razy, gdy się faktycznie widzieli miał na sobie jakąś wyprasowaną koszulę, która tylko podkreślała jego szczupłą, ale przyjemnie umięśnioną sylwetkę. Stiles wyglądał przy nim jak chuda dżdżownica z przerostem głowy. Miał, co prawda nadzieję, że to się kiedyś zmieni. Najlepiej w ciągu najbliższych dwudziestu pięciu minut, bo powoli dojeżdżali już do miasteczka studenckiego, a kołnierzyk zaczynał wrzynać mu się w szyję. Jeśli miał już znosić te męki, to chciał chociaż wyglądać seksownie.

- Nie denerwuj się – powiedział Danny.

- Łatwo ci mówić. Widziałem cię bez koszulki. Pewnie wywijasz na siłowni po kilka godzin dziennie – jęknął.

- Prawdę powiedziawszy po prostu gram w lacrosse'a – przyznał chłopak lekko się czerwieniąc.

- Ja też gram w lacrosse'a – zaprotestował.

- Siedzisz na ławie – przypomniał mu Danny. – Ian wyglądał mi na faceta, którego interesują całkiem inne rzeczy – dodał spokojnie. – Sam chyba też nie jest typem sportowca.

Stiles wzruszył ramionami, bo faktycznie Turner nigdy nie wspominał, żeby grał w jakiejkolwiek drużynie. Może w odróżnieniu od McCalla nie lubił oszukiwać wykorzystując dodatkową siłę, która wypływała z jego drugiej natury.

- Jest inteligentny – powiedział za to Stiles. – Spotkaliśmy się z bibliotece – dodał ściskając mocniej koło kierownicy.

Danny uśmiechnął się lekko, gdy wysiadali, a Ian już czekał na zewnątrz. Stiles starał się godnie wysiąść ze swojego jeepa i nie wbiec na schodki, ale to nie było konieczne, bo Turner po prostu zszedł niżej i pocałował go miękko w usta, kompletnie go zaskakując.

- Nie mogłem się doczekać, aż przyjedziecie – powiedział, ale wcale nie patrzył w stronę Danny'ego.

- Nie jesteśmy spóźnieni, prawda? – zaniepokoił się Stiles, starając się spojrzeć na zegarek.

- Nie, ale i tak nie mogłem się doczekać – odparł mężczyzna i obrócił się w stronę stojącego obok Danny'ego. – Jestem Ian – przedstawił się. – Zapraszam do środka, bo Sara nie da mi żyć, jeśli będziemy tutaj sterczeć.

Stiles odkrył, że zaproszenie Mahealaniego nie było najlepszym pomysłem w chwili, gdy Danny przekroczył próg domu i po prostu wsiąkł w tłum. Oczywiście towarzyski nastolatek musiał czuć się jak ryba w wodzie wśród ludzi, którzy podobnie jak on są popularni.

Bo Ian zdecydowanie należał do tego lepszego z bractw, sądząc po ilości cheerleaderek i członków drużyny futbolowej.

Stiles miał nadzieję, że będą trzymali się z Dannym razem i wspólnie jakoś uda im się przeżyć imprezę bez robienia z siebie idiotów, ale nastolatek tak szybko znikł mu z oczu, że Stilinski nawet nie potrafił powiedzieć, w którą stronę poszedł.

- Znajdzie się – obiecał mu Ian. – Mogę ci go znaleźć nawet teraz, jeśli bardzo chcesz – dodał, stukając się sugestywnie w nos.

- Nieee – zaczął. – Trochę tu po prostu tłoczno i… obco… - odparł rozglądając się.

Ian podał mu kubeczek z sokiem.

- Rozumiem, że prowadzisz? – spytał z lekkim uśmiechem. – A Danny nie wie nic o naszych małych sekretach.

- Nic a nic – potwierdził Stiles, ostrożnie sprawdzając czy napój na pewno nie zawiera alkoholu.

Ian objął go ramieniem i przyłożył nos do jego karku, delikatnie go łaskocząc i Stiles miał ochotę zachichotać.

- Podoba mi się twoja koszula – wymruczał Turner.

- Oznaczasz mnie teraz swoim zapachem? – spytał cicho Stiles.

- Nie. Zapoznaję się z twoim. Przedostatnio pachniałeś chlorem. Później innymi wilkołakami, a teraz, to po prostu cały ty. Chcę to zapamiętać – wyszeptał mu do ucha i Stilinski zadrżał.

- Są tutaj inne wilkołaki? – spytał chcąc się zająć czymś innym, niż wyobrażanie sobie, że Ian mógłby teraz otworzył usta i skubnąć jego wrażliwą skórę. Może nawet zostawić parę malinek.

- Nie. Tylko ja – wymruczał, wciągając Stilesa głębiej do salonu, który zamienił się tymczasowo w parkiet.

- Nie tańczę – ostrzegł go, ale mężczyzna już przylgnął do jego ciała i zaczął nim bujać na boki, totalnie nie do rytmu. – No chyba, że tak – parsknął Stiles, obejmując go za szyję.

Kątem oka dostrzegł Danny'ego, który uśmiechał się przyjaźnie do przystojnego bruneta. Nie miał, jednak czasu dłużej się przyglądać, bo Ian obrócił ich w tym nie całkiem tańcu. Stiles początkowo był spięty, nieprzyzwyczajony do wpuszczania do swojej przestrzeni osobistej, kogoś innego poza Scottem, ale Turner masował jego plecy, i to go trochę rozluźniło. Wilkołak pachniał alkoholem i po prostu mężczyzną, jakby nie chciał tłumić naturalnego aromatu ciała. McCall też od pewnego czasu nie używał niczego, co mogłoby tłumić jego zapach, więc to musiała być jedna z tych wilkołaczych rzeczy.

- O czym myślisz? – wyszeptał mu do ucha Ian.

- Nie używacie perfum – odparł bez zastanowienia.

Turner przyciągnął go do siebie jeszcze bardziej, chociaż Stiles był pewien, że bliżej już stać nie mogą. Co dziwne, nie czuł się zagrożony kompletnym brakiem kontroli nad sytuacją. Ian poprzez swoją łagodność zdawał się być godny zaufania.

- Martwisz się, że alfa wyczuje mnie na tobie? – spytał Turner.

- Nie – odpowiedział pewnie Stiles. – Zanim spotkam się z Derekiem wywietrzeję, a mam jeszcze w planach kąpiel… Albo i cztery – parsknął, a po czym zamarł, gdy nowa myśl przyszła mu do głowy. – Nie próbujesz chyba jakoś odebrać Derekowi terytorium albo jakoś się do niego dostać? – spytał niepewnie i poczuł, jak palce Iana wbijają się mocniej w jego plecy.

- Nie – odparł Turner odrobinę poirytowany. – Chyba jednak powinniśmy o tym porozmawiać, bo biorąc pod uwagę to, co zwykle dzieje się wokół watah, pewnie sporo przeszliście – wyszeptał, a potem zatrzymał ich w pół kroku i skinął głową w stronę schodów prowadzących na piętro. – Nie będziesz się bał kilku chwil sam na sam z wilkołakiem? – zakpił, uśmiechając się szeroko.

Stiles wzruszył ramionami i pociągnął go we wskazanym kierunku. Minęli kilka całujących się par i upijających się futbolistów. Na piętrze było faktycznie spokojniej, ale Stiles pisnął, gdy Ian bez ostrzeżenia wepchnął go do jednego z pokoi i zamknął za nimi drzwi.

Pomieszczenie nie było zbyt duże, ale przestronne. Na jednej z półek stały zdjęcia Turnera i całej jego rodziny zrobione przed sporej wielkości domem. Najwyraźniej podobnie jak Hale'owie zamieszkiwali jeden budynek.

Ian nie kłopotał się zaświeceniem światła, ale otworzył okno, żeby wpuścić do środka odrobinę świeżego powietrza.

- Jeśli, to jakaś próba uwiedzenia mnie, to totalnie muszę stwierdzić, że nie jestem taki łatwy – zaczął Stiles i Turner spojrzał na niego rozbawiony. – No dobra, jestem nabuzowanym hormonami nastolatkiem. Jestem łatwy, ale nie znaczy to, że pozwolę ci tak o sobie myśleć – wytłumaczył zaplatając na piersi dłonie.
Ian parsknął i siadając na łóżku, poklepał dłonią miejsce obok siebie.

- W zasadzie rozmawiałem z moją mamą o Hale'ach kilka dni temu i chciałem ci zadać jedno pytanie, na które możesz odpowiedzieć, ale wcale nie musisz – zaczął Turner, gdy Stiles skopał buty i rozłożył się wygodnie na jego pościeli.

- Od razu zaznaczam, że nijak nas nie interesuje ich terytorium. Moja matka bardzo długo przyjaźniła się z Talią. Poza tym, to naprawdę odległe terytorium – wyjaśnił Ian. – Chcę tylko wiedzieć, czy jesteś tutaj dzisiaj, bo jesteś wściekły na alfę – powiedział w końcu.

Stiles poruszył się niespokojnie i próbował odczytać, cokolwiek ze spokojnej twarzy chłopaka, ale okazało się to niemożliwe nie tylko przez brak światła. Wilkołaki jakoś musiały trenować nieokazywanie emocji.

- Nie jestem wściekły na Dereka w taki sposób jak myślisz. Raczej… Rozczarowany, że pomimo tego, co przeszliśmy, nie mogli mi po prostu powiedzieć, że nie przeszedłem żadnego tajemnego rytuału wtajemniczenia i nie jestem częścią watahy – powiedział w końcu.

Ian uśmiechnął się lekko.

- Więc ja powiem, że nie jestem zainteresowany tematem alfy i możemy go nie poruszać, jeśli nie chcesz. Jednak powinieneś wiedzieć, że to nie jest jego wina, że nie jesteś częścią grupy. Na dobrą sprawę nie może nic zrobić. Nie zostałeś ugryziony i nie jesteś rodziną nikogo, kto jest w watasze – wyjaśnił Turner. – Zauważyłem już, że uwielbiasz wszystko analizować i bardzo mnie pociąga twój intelekt – dodał, odchrząkując nagle.

- Mnie też bardzo pociąga… twój intelekt – odparł Stiles, szczerząc się jak głupi.

Nie wiedział, kto pierwszy się pochylił, ale w następnej chwili poczuł na swoich wargach usta Iana. To nie był taki przelotny pocałunek jakim chłopak przywitał go wcześniej, ale pełne pasji działanie. Mokre, mlaszczące i szczerze powiedziawszy, cholernie podniecające. Turner objął tył jego głowy dłonią i przysunął ich jeszcze bliżej, a Stiles nie protestował, wsuwając się na kolana starszego chłopaka bez żenady. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie miał nadziei na taki obrót sprawy.

Turner był Lydią Martin w spodniach, więc na pewno nie zamierzał zaprzepaścić takiej szansy.