Tytuł oryginalny: A Hundred Words;

Link: s/8947608/16/A-Hundred-Words

Autor oryginału: Prim the amazing

Zgoda autora na przetłumaczenie i publikację: Tak

Tytuł tłumaczenia: Niebieskie

Tłumacz: Yukami

Długość: miniaturka

Pairing: Allen x Kanda

Gatunek: Humor

Ostrzeżenia: -

Uwagi autora: -

Uwagi tłumacza: -

Betowała: mechalice

Niebieskie

Lavi spojrzał przez okno i zobaczył coś, co mu się nie spodobało. Nie spodobało mu się ani trochę. Bookman Lavi zawsze wolał, kiedy na dworze słońce świeciło wysoko na bezchmurnym niebie, a nie kiedy panowała ponura aura i deszcz lał się jak z cebra z ołowianych, ciemnych chmur. Niestety jednak właśnie taka pogoda była tamtego dnia i nie zapowiadało się na poprawę. Wiatr wył z całych sił, ciężki deszcz lał nieprzerwanie. Lavi pomyślał, że chyba powinien się cieszyć, że przynajmniej nie ma misji w taki dzień.

W każdym razie Laviemu nie było tak łatwo popsuć humoru. To że na dworze było przeraźliwie zimno, nie znaczyło, że jego uśmiech stracił cokolwiek ze swojej promienności. Psotna iskierka w oku również nie zbledła i wciąż obsesyjnie archiwizował wszystko, co widział — zgodnie ze swoimi obowiązkami.

Tak więc Lavi przeżywał swój poranek jak co dzień. Wstał, wziął prysznic, umył zęby, ubrał się, przeczytał książkę o mongolskiej ślubnej etykiecie i poszedł do kafeterii, gdzie wszystko się zaczęło. Lavi wszedł ze swoim zwyczajowym uśmiechem i Jerry od razu zaczął przygotowywać dla niego jajka i bekon. Ze swoją tacą poszedł do tego samego stołu co zwykle i usiadł naprzeciwko Allena, który właśnie próbował, z sukcesem, wepchnąć sobie cały bochenek chleba do ust na raz. Obok niego Kanda ze stoickim spokojem jadł swoją porcję soby. Lenalee jeszcze nie dotarła.

— Doberek Allen, Yuu-chan!

— Dzień dobry, Lavi. — Prawdopodobnie właśnie to powiedział Allen. Pełne jedzenia usta utrudniały zrozumienie, ale Lavi był w stanie się domyślić.

— Baka Usagi… — warknął Kanda. Dobył Mugena.

Lavi przełknął głośno i podniósł ręce do góry w poddańczym geście, ale natychmiast był zmuszony je opuścić, żeby nie zostały odcięte przez miecz Kandy. Lavi pisnął. Kanda znów się zamachnął. Allen wciąż jadł. Cóż, pomimo złej pogody, dla egzorcystów był to kolejny, zwykły dzień. Dziesięć minut później Kanda starł krew ze swojego ostrza i usiadł, żeby kontynuować swój posiłek. Allen niezmiennie jadł, a obolały i pokiereszowany Lavi leżał na podłodze. Jak zwykle całkiem szybko doszedł do siebie.

Kiedy Lavi nucił pod nosem, jedząc swoje, już zimne, śniadanie, dołączyła do nich Lenalee, trzymając tacę z bułeczką maślaną i kubkiem kawy.

— Dzień dobry, chłopaki — powiedziała melodyjnie.

Lavi i Allen też się z nią przywitali, a Kanda tak jakby po prostu chrząknął w odpowiedzi.

— Kanda, to że z natury jesteś idiotą bez manier nie upoważnia cię, żebyś na wszystko odpowiadał, chrząkając jak świnia, którą zresztą jesteś — zwrócił mu uwagę Allen z uprzejmym uśmiechem.

— Co to miało być, Moyashi? — zapytał cicho Kanda, posyłając mu mordercze spojrzenie.

— Słyszałeś, co powiedziałem, BaKanda. I tak poza tym to bycie grubiańskim dupkiem nie znaczy też, że powinieneś czuć się zobowiązany do nieuczenia się imion. Mam na imię Allen, nie Moyashi. Mógłbyś w końcu wbić to sobie do tej pustej głowy, co ty na to? — spytał Allen z niezmiennym wyrazem twarzy.

— Taki kiełek fasoli jak ty powinien być nazywany kiełkiem… Moyashi — odpowiedział Kanda, palce wyraźne go świerzbiły, żeby sięgnąć po Mugena.

— Chłopaki, słuchajcie, wiem, że nie potraficie się dogadać, ale może jednak moglibyśmy… — zaczęła Lenalee, ale Allen jej przerwał.

— Dokładnie tak. Nie możemy się w niczym zgodzić. Pewnie nawet gdybym powiedział, że niebo jest niebieskie, BaKanda i tak by się ze mną nie zgodził, mogę się założyć — powiedział.

— To pewnie dlatego, że niebo nie jest niebieskie — prychnął Kanda.

Zupełna cisza zapanowała nagle przy stole.

— C-co? — Zajęknął się Allen z szeroko otwartymi oczami.

— Słyszałeś, niebo nie jest niebieskie. Tylko ślepy by tego nie zauważył — powtórzył Kanda wyzywająco.

— Cz-czy ty mówisz poważnie? Czy naprawdę będziemy się kłócić o to, jakiego koloru jest niebo? — zapytał Allen z wyraźnym niedowierzaniem.

Lavi i Lenalee byli tak samo zszokowani.

— Jeśli masz zamiar mówić, że niebo jest niebieskie, podczas gdy to jasne, że wcale nie jest, to nie wygląda na to, żebyśmy mieli jakiś wybór. — Kanda wciąż zabijał go wzrokiem.

Allen czuł narastające w nim wzburzenie.

— Niebo jest stuprocentowo niebieskie! Co nie, Lenalee? Ty się ze mną zgadzasz, prawda? — Allen odwrócił się w stronę dziewczyny.

— N-nie mieszaj mnie w dyskusję — wykrztusiła Lenalee, nadal oszołomiona tym, że, owszem, jej przyjaciele naprawdę kłócili się o to, jakiego koloru jest niebo. To był już zupełnie nowy poziom czystej głupoty, nawet jak na nich. A to już naprawdę o czymś świadczyło.

— A wiesz, dlaczego ona nie chce się w to mieszać, Moyashi? Bo mam rację.

Lavi w pełnej skupienia ciszy obserwował każdy szczegół i wychwytywał każde słowo.

— CO?! Nie chce mi się wierzyć, że ktoś może być taki… taki durny! Oczywiście, że niebo jest niebieskie! Jaki niby ma kolor twoim zdaniem? — zapytał Allen, podnosząc się ze swojego miejsca.

— W tej chwili? Szary — powiedział Kanda, także wstając.

— Chyba mówisz o chmurach, kretynie!

— Niebo to jest to, co widzimy nad naszymi głowami. Jeśli to co widzimy jest szare, to niebo jest szare.

— Zgodnie z tą logiką niebo powinno wyglądać jak sadza, bo dach na naszymi głowami jest czarny!

— Dachy się nie liczą. Liczy się tylko to, co widać, kiedy jest się na dworze.

— ŻE CO?!

— A poza tym to i tak niebo ma wiele kolorów. Może być fioletowo-pomarańczowe albo czarne, albo ciemnoniebieskie, albo białe, albo…

— Zamknij się, BaKanda! Niebo. Jest. Niebieskie.

— Nie.

— Tak!

— Wcale, że nie.

— A wcale, że tak!

— A wcale, że nie.

— Niebo jest niebieskie!

— Nie, nie jest. Nawet za chmurami niebo jest błękitne.

TO PRZECIEŻ ODCIEŃ NIEBIESKIEGO!

Lenalee już od dłuższej chwili nie zwracała uwagi na tą, spójrzmy prawdzie w oczy, żałosną dyskusję i zajęła się swoim śniadaniem. Lavi też wrócił do jedzenia, ale jednocześnie wciąż skupiał się na kłótni. Tylko Kanda i Allen mogli się kłócić o kolor nieba. Tylko Kanda i Allen.

Lavi doszedł do wniosku, że, faktycznie, mimo złej pogody, to wciąż był dzień jak co dzień w siedzibie egzorcystów.