I kolejny rozdział przed Wami. Mam nadzieję, że się spodoba ;)


Bella

Wlokłam się do księgarni, aby zacząć moją zmianę, jednak czułam się zupełnie bezwartościowo i niepotrzebnie. Nie byłam w stanie ubiegać się o jakiekolwiek stanowisko. Nie było zbyt dużo ofert pracy dla dziewiętnastoletniej dziewczyny, która nie mówi. Wiedziałam, że posadę w księgarni dostałam tylko dlatego, że właściciel był starym znajomym mojej matki. Heidi - dziewczyna, która miała zmianę przede mną, uśmiechała się radośnie, gdy odwieszałam swój płaszcz. Zobaczenie jej twarzy podniosło mnie na duchu: otoczone zmarszczkami, szafirowe oczy błyszczały opiekuńczo i z zainteresowaniem. Jej twarz, typowa dla osób w średnim wieku była poważna, ale matczyna.

- Cześć, Bella. Jak się czujesz? - spytała mnie, zbierając swoje rzeczy. Jej głos był przyjemny i gładki jak miód, a jego ciepło nigdy nie przestawało cię odprężać.

W porządku. Nic nowego, naprawdę - moje ręce pokazały szybko. Heidi i ja byłyśmy jedynymi pracownicami w tym małym sklepie, potrzebowano tylko jednej osoby na zmianie. Na szczęście nauczyła się języka migowego w szkole średniej, więc mogła swobodnie ze mną rozmawiać. Tym razem zmarszczyła brwi - wiedziała, że kłamię. Zawsze wiedziała.

- Nie okłamuj mnie, kochanie. Widzę, że coś jest nie tak - powiedziała z tonem pełnym dezaprobaty. Heidi była kilka lat starsza ode mnie, więc wzięła na siebie odpowiedzialność za moją osobę, tak, jak zrobiłaby to matka. Jej córka wyprowadziła się kilka lat temu, więc podejrzewałam, że Heidi za nią tęskniła. Westchnęłam. Była bardzo… spostrzegawcza. Właśnie zaczęłam „opowiadać" jej moją historię, gdy usłyszałam głos, którego nigdy nie potrafiłabym zapomnieć. Ten aksamitny, głęboki ton…

Edward

- Czy to należy do ciebie? - spytałem, trzymając jej portfel. Krążyłem między półkami od trzydziestu minut, czekając na Bellę. Zapytałem kobietę, która tu pracuje, o której zaczyna się jej zmiana i byłem szczęśliwy dowiadując się, że nie będę musiał czekać zbyt długo. Nie słyszałem, jak mówi, ale druga kobieta spytała ją, co się stało…

Bella odwróciła się tak szybko, że włosy przykryły jej policzek. Miała szeroko otwarte oczy: pełne emocji, z których mogłem odczytać zamęt, strach i euforię ubarwiającą te bardziej przykre. Spojrzała na kobietę stojącą obok i zaczęła poruszać rękami. Obserwowałem ją zaintrygowany.

- Bella pyta, skąd masz jej portfel - powiedziała druga pracownica. Myślę, że mówiła do niej Heidi. Jej głos był podejrzliwy tak, jakby myślała, że go ukradłem.

Nie bardzo wiedziałem, co zrobić z rękami. Starsza kobieta zadała Belli pytanie. To znaczyło, że Bella nie może mówić. Poczułem się tak, jakby ktoś uderzył mnie w głowę. Ciągle pamiętałem, jak pytałem ją o różne rzeczy, a ona mnie po prostu ignorowała.

- Znalazłem go na chodniku, kiedy poszłaś. Musiał wypaść ci z kieszeni, gdy upadłaś - wytłumaczyłem, spoglądając w jej czekoladowe oczy i podając portfel. - Przyszedłem go oddać.

Bella

- Przyszedłem go oddać - powiedział spokojnie, podając mi portfel. Jego żywe, zielone oczy wwiercały się w moje. Poczułam jak moje policzki się rumienią; bardzo próbowałam patrzeć w inną stronę, ale nie mogłam. Po krótkim wahaniu wyciągnęłam rękę po portfel. Heidi spojrzała na swój zegarek.

- Popatrz, która godzina. Muszę już iść, Złotko. Porozmawiamy jutro, dobrze? - powiedziała, zakładając płaszcz i wymykając się za drzwi zanim zdążyłam zaprotestować. Mała zdrajczyni. Przewróciłam oczami, patrząc w tamtą stronę; weszłam za ladę, chwytając mazak i tablicę leżące na blacie. Napisałam proste „dziękuję" moim niechlujnym pismem i odwróciłam przedmiot, aby mógł to zobaczyć. Szybko prześledził treść wzrokiem i uśmiechnął się tak, że aż zaparło mi dech w piersiach.

- Naprawdę nie ma za co - powiedział, ciągle się uśmiechając. Pochylił się nad ladą, sprawiając, że poczułam się jednocześnie odprężona i skrępowana. To było dziwne… kiedy był obok, czułam dobrze znany lęk i strach… ale jednocześnie wiedziałam, że jestem bezpieczna.

- Więc nazywasz się Isabella Swan, ale pewnie wolisz Bellę, prawda? - zapytał. Przytaknęłam, uświadamiając sobie, że nie udało mi się na długo uciec od rozmowy.

- Jak wiesz, i pamiętasz, jestem Edward - powiedział, znowu się do mnie uśmiechając. Czaruś.

Tak, pamiętam Cię." - napisałam na tablicy. Oczywiście, że go pamiętałam. Jak mogłabym zapomnieć? Szybko przeczytał zdanie.

- Czy mógłbym wiedzieć, ile masz lat? – zapytał i uśmiechnął się do mnie. Rozmowa brzmiała trochę tak, jakbyśmy wciąż byli w przedszkolu: po kilku minutach stwierdziłby, że jestem jego najlepszą przyjaciółką na całym, tym dziwnym świecie i ująłby moją dłoń oraz w podskokach opuścilibyśmy plac zabaw, nie przejmując się niczym innym. Wyobrażając sobie to roześmiałam się i zarumieniłam, gdy Edward posłał mi zdezorientowane, ale rozbawione spojrzenie.

- Co? – zapytał. Jego aksamitny głos brzmiał bardzo niepewnie. Szybko wytarłam ostatnie słowa, zanim mu odpowiedziałam.

Nic, nic. Tak swoją drogą, mam dziewiętnaście lat. A Ty?

- Naprawdę nie powinienem wiedzieć? - westchnął, wyglądając na lekko zawiedzionego.

- Ciężko cię przejrzeć, Bello. Trochę mnie to denerwuje… - pokręcił głową.

- Mam dwadzieścia dwa lata. - Zagryzłam wargę. Różnica wieku zwiększyła moje poczucie strachu, ale spróbowałam je zignorować. Isabello Marie Swan. To, że facet, którego kiedyś spotkałaś, był trzy lata starszy od ciebie, nie znaczy, że ten… -

Moje myśli zostały przerwane przez dźwięk dzwoneczka informującego mnie o tym, że wszedł któryś ze stałych klientów. To był pan Frank - słodki, starszy mężczyzna po sześćdziesiątce, przychodzący do sklepu przynajmniej raz w tygodniu. Przetarłam tablicę i pomachałam do niego, zapominając o Edwardzie. Uśmiechnął się szeroko, a jego złoty ząb błysnął w słońcu.

- Dzień dobry, panienko! - skinął kapeluszem w moją stronę.

Dzień dobry, panie Frank! Co u pana żony? Dalej jest przeziębiona?" - napisałam szybko. To było coś, co kochałam, pracując w tak małym sklepie - poznawanie ludzi.

- Jest zdrowa jak ryba. Kazała mi podziękować za zupę, którą jej dałaś. - Pan Frank i jego żona byli samotni, nigdy nie mieli dzieci. Przeprowadzili się do Nowego Jorku jakiś czas temu. „Na długo przed tym, jak się urodziłaś."- odpowiedział pan Frank, gdy go kiedyś o to zapytałam; teraz jednak był na emeryturze, więc nie mieli środków na przeprowadzenie się w jakieś bardziej ciche miejsce.

W każdej chwili. Jesteście dla mnie jak rodzina" - odpisałam. Prześledził tekst wzrokiem; byłam mile zaskoczona widząc jak jego oczy nabierają blasku.

- Dziękuję, Najdroższa - powiedział cicho. Skinęłam głową, zmazując poprzednie słowa i zastępując je nowymi.

Jest już książka, którą zamawiał pan w zeszłym tygodniu" - z powodzeniem zmieniłam temat rozmowy. Obróciłam się w stronę półek stojących za ladą i po chwili poszukiwań znalazłam wolumin, o który prosił tydzień temu. Szybko się odwróciłam, potykając o własne stopy. Zdążyłam złapać się blatu, ratując się przed upadkiem.

- W porządku? - Podskoczyłam, słysząc zaniepokojony głos Edwarda. Naprawdę zapomniałam, że wciąż tu był. Przytaknęłam i chwyciłam tablicę.

Jestem łamagą, nie przejmuj się mną" - napisałam, zanim podałam książkę panu Frankowi. Ślady wilgoci wokół jego oczu zniknęły; przyjął ją z uśmiechem.

- Cudownie. Delia będzie zachwycona. Wiesz, to prezent na naszą rocznicę ślubu - powiedział, gładząc w skupieniu okładkę. - Uwielbiała tę książkę, gdy była nastolatką. Zgubiła ją kilka lat temu… - wyjął portfel z tylnej kieszeni. Ponownie wzięłam do ręki pomocny mi przedmiot.

Płacił pan za nią przy zamówieniu, panie Frank" - napisałam i pokazałam mu, kiedy położył kilka banknotów na ladzie. Uśmiechnął się.

- Płaciłem? W takim razie potraktuj to jako napiwek. Wiem, że tego potrzebujesz, Dziecko. - Ostatnie zdanie wypowiedział poważnym tonem; potem wyszedł. Pokręciłam głową, słysząc kołyszący się nad drzwiami dzwoneczek. Chodził bardzo szybko jak na starszego mężczyznę… Westchnęłam, czując jak moje policzki robią się czerwone; podniosłam pieniądze, spodziewając się kilku dolarów. Może wystarczyłoby na dzisiejszą kolację. Odwróciłam banknoty i wydałam z siebie stłumiony okrzyk, sprawdzając ponownie.

Zostawił mi ponad dwieście dolarów.

Edward

Byłem zaskoczony, kiedy zobaczyłem, jak po policzkach Belli płyną łzy; spoglądała na pieniądze w swojej dłoni. Nienawidziłem tych łez. Chciałem je otrzeć i upewnić się, że już nigdy nie wrócą. Widząc wilgotne smugi na jej pięknej twarzy pomyślałem, że wygląda jak umierający anioł: piękny i straszny jednocześnie.

- Co się stało? - spytałem łagodnym głosem. Spojrzała na mnie zaskoczona i szybko wytarła łzy; uśmiechnęła się niepewnie.
"To nic" -
napisała na małej tablicy. Zmarszczyłem brwi, czytając napisane niebieskim mazakiem słowa. To, co się stało, było oczywiste. Czyżby miała problemy finansowe? Pomyślałem o wszystkich moich pieniądzach zgromadzonych na koncie. Po dłuższej znajomości mógłbym zaoferować jej pomoc… ale nie wyglądała na taką, która by ją przyjęła.

- Okej, więc… - odezwałem się ostrożnie. Nie chciałem jej obrazić. To był niebezpieczny temat. Ku mojej uldze, skinęła i włożyła pieniądze do kieszeni; wytarła wszystkie słowa i nakreśliła nowe. Odwróciła przedmiot tak, abym mógł to przeczytać.

Nie chcę być niegrzeczna, ale dlaczego ciągle się tutaj kręcisz? Nie masz pracy ani nic z tych rzeczy?" - Roześmiałem się głośno, kiedy skończyłem czytać.

- Uczę gry na pianinie, a dziś akurat nie mam żadnych lekcji - uśmiechnąłem się, kiedy założyła kosmyk swoich długich, mahoniowych włosów za ucho. W tym momencie pragnąłem ich dotknąć bardziej, niż potrzebowałem powietrza. Wcisnąłem ręce do kieszeni, trzymając je z daleka, aby nie próbować odgarnąć tego kosmyka. - Jeśli chcesz, żebym sobie poszedł… - powiedziałem, odrywając się od lady i cofając, mając nadzieję, że zaprotestuje. Naprawdę nie chciałem wychodzić. Nie chciałem jej nigdy zostawić. Pokręciła energicznie głową; jej piękne włosy poleciały w każdą stronę. Poczułem woń kwiatów i wciągnąłem głęboko powietrze, zapamiętując zapach. Zarumieniła się i ponownie chwyciła tablicę.

Nie to miałam na myśli. Zostań, jeśli chcesz." - Przeczytałem.

Bella

Czułam się głupio. Po pierwsze - przypadkowo zapytałam go o to, czy czasem nie chce wyjść. Później, czy chce zostać. Nie wiem, co jest ze mną nie tak.

Być może nic.

Ponieważ jest jeden malutki szczegół, który ukrywam głęboko w mojej głowie - to, o czym myślałam, to ciepłe, rozżarzone uczucie, miało teraz imię.

Przyjaźń.


I jak? Chyba nie tak źle? :P Czekam na Wasze opinie ;)