Rozdział 3
Ciemny korytarz oświetlała tylko pochodnia niesiona przez Gola. Akkarin podążał za swoim przewodnikiem niczym milczący cień. Niecierpliwił się coraz bardziej. Gildia w każdej chwili mogła zapukać do jego drzwi, a z listu od Cerego wynikało, że Złodziej ma coś ważnego do przekazania. Gol skręcił w lewą odnogę tunelu. Korytarz zaczął się podnosić, z oddali słychać było przytłumione odgłosy ulicy. Pojawił się delikatny wiaterek, który przyniósł odpychający zapach najbiedniejszych dzielnic Imardinu. Czarny Mag wzmocnił tarczę wokół siebie. Wyjście ze Złodziejskiej Ścieżki było coraz bliżej. Już po chwili znajdowali się przed brudnym wejściem do sypiącego się budynku w ciemnym zaułku. Gol jednym pchnięciem otworzył drzwi, które zaskrzypiały niemiłosiernie. Wielkolud poprowadził Czarnego Maga po spróchniałych schodach na pierwsze piętro. Mężczyzna idący przed Akkarinem zagwizdał cicho. Drzwi jednego z pokoi uchyliły się ostrożnie i na korytarz wyszedł średniego wzrostu Złodziej.
- Witaj, Ceryni – na ustach Akkarina pojawił się lekki uśmiech. Widok przyjaciela Sonei przypominał mu wieczorne wycieczki do slumsów z młodą Uzdrowicielką.
Cery skinął mu głową w odpowiedzi. Miał ponury wyraz twarzy.
- Musisz coś zobaczyć – mruknął cicho.
Złodziej wprowadził maga do dusznego i ciasnego pomieszczenia. Akkarin utworzył kulę światła, aby rozjaśnić pokój, który bardziej wyglądem przypominał magazyn. Jego uwagę przyciągnęły ułożone pod ścianą, sporej wielkości skrzynie. Akkarin zmarszczył brwi. Na podłodze widać było ślady białego proszku.
- Handlujesz nilem? – spytał chłodno.
Cery odwrócił się w jego stronę i spojrzał mu prosto w oczy.
- Nie mam do tego sumienia. To nie mój lokal. Wypożyczyłem go na dziś, a właściciel nie musi o tym wiedzieć. – Na twarzy młodego mężczyzny gościł przez chwilę cwany uśmiech. – Ale mamy ważniejsze sprawy do omówienia niż moje interesy.
Cery zatrzymał się przy wąskim łóżku, które wciśnięto w kąt pomieszczenia. Akkarin stanął obok niego. Na materacu leżało przykryte białą tkaniną coś, co kształtem przypominało ludzkie ciało. Złodziej odrzucił do tyłu prześcieradło. Akkarin zaklął cicho.
- To nie możliwe – syknął.
Na brudnym łóżku leżał blady, starszy mężczyzna. Pomarszczone ramiona poznaczone były cienkimi nacięciami. Jego twarz wyglądała znajomo.
Senfel.
Cery nalał wino do dwóch kieliszków. Jeden podał Akkarinowi, a sam zajął miejsce naprzeciwko maga. Przebywali teraz w bogato zdobionym i wygodnym pokoju. Złodziej po raz kolejny pogratulował sobie wyboru miejsca.
- Jak to się stało? – czarne oczy Akkarina przewiercały Cerego na wylot.
Złodziej odchrząknął.
- Cóż…wygląda na to, że Senfel miał ucznia.
- To niemożliwe – warknął mag.
Cery wyjął z niewielkiej szuflady w biurku poplamioną i zniszczoną księgę. Podał ją Akkarinowi. Mężczyzna w czarnych szatach oglądał przez chwilę ciężkie tomiszcze.
- To sachakańska księgą traktująca o praktykach czarnej magii – powiedział powoli. – Skąd ją masz?
- Znaleźliśmy ją w mieszkaniu Senfela. A teraz pozwól, że wszystko ci wyjaśnię – Cery zamilkł na chwilę, zastanawiając się nad doborem słów. – Rok temu ichani przybyli do Imardinu z niewolnikami. Gildia zajęła się obroną miasta przed czarnymi magami, a o niewolnikach przypomniano sobie dopiero kilka dni później. Z tego, co wiem od ciebie, Gildia zdołała odnaleźć niewolników, którzy zwietrzyli wolność i próbowali uciekać. Odstawiliście ich do granicy z Sachaką i pozwoliliście odejść. Ale nie wszystkich złapaliście, bo jeden wam zwiał i wrócił do Imradinu. Szczęście uśmiechnęło się do zbiega, ponieważ trafił pod dach Senfela. Starszemu magowi zrobiło się żal chłopaka i postanowił go uczyć. Niestety Senfel był potrzebny byłemu niewolnikowi tylko do uwolnienia mocy i nauczenia podstaw magii.
Akkarin siedział przez chwilę w milczeniu.
- Nigdy nie podejrzewałem cię o tak wybujałą wyobraźnię, Cery – mruknął mag, wychylając kieliszek wina do końca.
Młody Złodziej zmrużył gniewnie oczy.
- Nie kpij ze mnie, Akkarinie – syknął. – Wolisz uznać moje słowa za bzdury wyssane z palca niż stanąć z prawdą prosto w oczy i przyznać, że Gildia przeoczyła jednego niewolnika? W takim razie jak wytłumaczysz obecność sachakańskiej księgi w mieszkaniu Senfela?
Mag wpatrywał się w sufit, w smukłych palcach obracał pusty kieliszek.
- Ten niewolnik musiał dopiero niedawno zacząć praktykować swoją wiedzę. Ciało Senfela było trochę nadpalone… - mag zawiesił głos na kilka sekund głos. – Czy on miał jakiegoś służącego? Jeśli tak, to warto by było go odnaleźć i przesłuchać. Może posiadać przydatne informacje.
- A jak myślisz, od kogo to wszystko wiem – Cery uśmiechnął się ponuro.
- Chciałbym przeczytać jego myśli.
- Niestety to niemożliwe. Parę godzin temu, po naszej rozmowie, chłopak został zabity. Chciałem mu znaleźć jakieś bezpieczne, stałe lokum, ale nie zdążyłem. Straciłem dwóch ludzi, którzy go pilnowali.
- Zapewne za tym morderstwem stoi nasz amator – mruknął Akkarin, napełniając kieliszki bordowym napojem.
Złodziej przytaknął.
- Długo cieszyliśmy się spokojem.
- Spokojem, za który przyszło nam drogo zapłacić – powiedział cicho Akkarin. W oczach maga błysnął smutek.
Nie wypowiedział jej imienia na głos, ale Cery wiedział, kogo mężczyzna miał na myśli. Złodziej poczuł ukłucie winy na myśl, że w kieszeni płaszcza ma list od Sonei, o którym Akkarin nic nie wie i najprawdopodobniej nigdy się nie dowie. Nie po raz pierwszy Cery pomyślał, aby wyprowadzić maga z błędu i powiedzieć mu prawdę, ale zawsze pojawiała się myśl, że może to przynieść więcej kłopotów niż pożytku.
Akkarin poruszył się niespokojnie.
- Cóż, na mnie już czas. Takan mówi, że Starszyzna zechce mnie odwiedzić. – Mag podniósł się z krzesła. – Miło było cię znów zobaczyć, Cery. Jeżeli będziesz miał nowe informacje, przekaż mi je przez mojego służącego.
Złodziej obserwował, jak wysoki mężczyzna opuszcza pokój i znika w ciemnym korytarzu.
Sonea stała na werandzie i obserwowała nocne niebo. Wiatr przyniósł ze sobą zapach ziół rosnących w małym ogródku. W oddali szumiało atramentowe morze, w którym przeglądał się księżyc. Będzie mi tego brakować, pomyślała.
- Nad czym znowu tak dumasz? – za jej plecami rozległ się głos Vanira. Młody mężczyzna usiadł na schodkach prowadzących do ogródka. W dłoni trzymał dwie butelki. Jedną z nich podał Sonei, która zajęła miejsce obok niego. – Przestań się martwić, dziecinko.
- Dlaczego tak do mnie mówisz? – spytała, mocując się z korkiem od butelki.
- Jak?
- Dziecinko.
Vanir zaśmiał się cicho. W szarych oczach błysnęło rozbawienie zmieszane z czułością. Wyjął jej z rąk butelkę i odkorkował.
- Bo jesteś taka…nieduża. Jak wolisz, będę na ciebie mówił maleństwo. – Mrugnął do niej.
- Uwielbiam, jak mi się o tym przypomina – wymamrotała, przysuwając butelkę do ust. Uderzył ją zapach bordowego napoju. Anuren. Przed oczami Sonei pojawił się obraz mężczyzny w czarnych szatach, który podawał jej kieliszek z tym samym winem. Charakterystyczny uśmiech i ciemne, przenikliwe oczy, za którymi tak bardzo tęskniła. Z niechęcią napiła się ciemnoczerwonego trunku. Wino było takie, jakie zapamiętała – słodkie i mocne. Wspomnienia dotyczące Akkarina stawały się co raz silniejsze. Każdy łyk przynosił nową falę ciepła i lekkości, a jednocześnie sprawiał tyle bólu.
- Powoli, Soneo. Jeszcze zaczniesz mi śpiewać. – Vanir wyjął z jej rąk butelkę. – Ponoć to najlepsze wino w Kyralii. – Objął kobietę ramieniem i przyciągnął ją do siebie.
Sonea oparła się o tors Vanira. Alkohol skutecznie odseparował ją od trosk i zmartwień. Przyjemne rozleniwienie ogarniające jej ciało, lekki umysł i gwiazdy, które zdawały się błyszczeć jeszcze jaśniej. Zadowolona przymknęła oczy. Silne ramiona obejmujące ją w talii, rytmiczny oddech Vanira…Dłonie mężczyzny wsuwające się pod jej koszulę, ciepły oddech na szyi pieszczący zmysły Sonei. Tęsknota za bliskością dała o sobie znać po raz pierwszy od roku. Głośno zaczerpnęła powietrze, gdy wargi Vanira musnęły jej własne. Odwróciła się do niego i pozwoliła mu wciągnąć się na kolana. Spragniona czułości przestała racjonalnie myśleć. Ostrożnie odpowiedziała na pocałunek. Wargi mężczyzny stały się bardziej zachłanne, zwinne palce rozpinały guziki jej koszuli. Sonea odwróciła lekko głowę w bok, pozwalając mu pieścić swoją szyję. Zamknęła oczy. Jawa złączyła się z marzeniami. Wyobraźnia zaczęła podsuwać Sonei co raz to śmielsze obrazy.
Silny uścisk ramion, na których widniały ledwo widoczne, cienkie blizny. Rozgorączkowane spojrzenie czarnych oczu. Pożądanie rosnące z każdą sekundą. Przyjemność ogarnęła Soneę, gdy czarny mag zaczął pieścić jej ciało pocałunkami. Świadomość została zagłuszona przez wspomnienia sprzed dwunastu miesięcy z małego pokoiku w slumsach. Chciała dokończyć to, co wtedy zaczęli. Teraz to Akkarin ściągał z niej koszulę, nie Vanir. Teraz była w jego objęciach. To pocałunki byłego Wielkiego Mistrza zostawiały czerwone ślady na skórze jej dekoltu, nie młodego marynarza. Zapach czerwonego wina i czarnych szat stłamsił woń bryzy we włosach Vanira. Ktoś uniósł ją do góry i zaczął z niej zsuwać spodnie. Sonea zacisnęła palce na plecach mężczyzny. Chciała, żeby mag był bliżej. Najbliżej, jak się da. Kolejna pieszczota. Sonea wyprostowała się i odchyliła głowę do tyłu. Z jej ust wydobył się jęk, a po nim imię czarnego maga cichsze od szelestu liści na wietrze.
Otworzyła oczy.
Nie zobaczyła ciemnych tęczówek Akkarina, tylko czarne, nocne niebo. Ktoś nadal ją całował i dotykał, ale to już nie przynosiło ulgi. Vanir. Ich ciała poruszały się w jednym rytmie, a młody mężczyzna zabrał się za pozbawianie jej bielizny. Położyła dłonie na jego torsie i delikatnie go od siebie odsunęła.
- Nie – powiedziała cicho.
- Nie? – powtórzył zdziwiony. Sonea zsunęła się z jego kolan. Zapięła koszulę i naciągnęła spodnie. – Ale myślałem, że mnie kochasz.
W sercu Sonei wezbrało poczucie winy i złość na samą siebie. To był drugi mężczyzna, którego odtrąciła ze względu na czarnego maga. Dlaczego musiała go aż tak kochać, że nie mogła być już z nikim innym? Żałosna jesteś, Soneo.
- Ja wyjeżdżam, Vanirze. Wracam do Imardinu. Rodzina mnie potrzebuje – umilkła na chwilę. – Należą ci się pewne wyjaśnienia.
Zanim zdążył spytać, zaczęła mu opowiadać o sobie. Powtórzyła wszystko, co wcześniej powiedziała Elzie. Jednak jeszcze staranniej wyminęła wszystkie tematy związane z czarną magią. Czas nowicjatu i opiekę Akkarina skróciła do koniecznego minimum. Skupiła się na uzdrawianiu i stosunku Gildii do jej pracy w slumsach. Chciała, żeby zrozumiał jej decyzję opuszczenia Kyralii i dlaczego unikała rozmów o swojej przeszłości. Aby potwierdzić swoje słowa, ponownie utworzyła kulę światła. Zaskoczony Vanir wpatrywał się przez chwilę w lśniący dysk. Zdziwienie ustąpiło miejsca gniewowi.
- Powinnaś była powiedzieć to wcześniej – warknął. W szarych oczach błysnął gniew.
- Przepraszam – wyszeptała cicho.
- Statek do Imardinu wypływa wcześniej. Za cztery dni masz być gotowa – powiedział chłodno.
Podniósł się szybko. Drzwi do domu trzasnęły za nim cicho. Sonea podkuliła nogi i oparła brodę na kolanach. Łzy spływały cicho po policzkach. Już dawno nie czuła się tak samotna. Wyrzuty sumienia stawały się z każdą chwilą silniejsze. Powinna powiedzieć wcześniej. Jej spojrzenie padło na butelkę wina. Wróciło wspomnienie salonu w rezydencji i rozmów z czarnym magiem. Później pojawił się epizod w bibliotece, który przerwał Regin. Przestań o tym myśleć, do jasnej cholery! Ze złością chwyciła butelkę i rzuciła przed siebie. Gdzieś w dole rozległ się trzask tłuczonego szkła.
- Przeklęte Anuren!
Głośne pukanie odwróciło uwagę Akkarina od czytanej książki. Rzucił krótkie spojrzenie Takanowi, który otworzył drzwi.
- Dobry wieczór, Czarny Magu. – Do salonu wszedł Administrator Osen, a za nim Vinara, Sarrin i Garnel – nowy przełożony Wojowników.
- Dobry wieczór. Czym zawdzięczam wizytę tak zacnego towarzystwa? – w głosie Akkarina pobrzmiewało ledwo słyszalna nuta kpiny.
Osen chrząknął cicho i spojrzał na Vinarę.
- Godzinę temu zmarł mag, który był uzależniony od nilu – powiedziała Uzdrowicielka. – Jego brat – Alchemik również nie żyje. Został zamordowany – dokończyła cicho.
Akkarin odłożył kieliszek z winem. Starszyzna nie pukałaby do jego drzwi, gdyby zabójca nie użył czarnej magii.
- Kogoś podejrzewacie? – spytał.
- Ciebie z pewnością nie. – Garnel powiódł oceniającym spojrzeniem po pokoju.
Czarny Mag podniósł się z fotela i podszedł do drzwi.
- Zgaduję, że chcielibyście, abym obejrzał ciało.
Pozostali magowie pokiwali ponuro głowami.
~ Zapowiada się długa noc, Takanie.
