Ludzie! Dobre wieści! Nie umarłam!

Czego dowodem jest poniższy rozdział :v

W każdym razie, przepraszam za długą przerwę, ale od zeszłego tygodnia, miałam naprawdę niewiele czasu, a jeśli już był, to zazwyczaj przeszkadzało zmęczenie. Weekend miałam co prawda cały wolny, ale byłam w tym czasie w Łodzi, na weselu koleżanki ze studiów, więc to już było po prostu dobicie się ostateczne. Obawiam się też, że nie ma mowy o powrocie do poprzedniego tempa update'ów, ale pocieszę was tym, że to nie oznacza kompletnego zaprzestania pisania.

No ale dość gadania, bierzcie i czytajcie co jest, bo teraz będzie tego mniej :v


- Czyli, w skrócie, chcesz powiedzieć, że ludzie wstydzą się tego, jak wyglądają ich ciała?

- To nie o to chodzi! Tylko o to, że… uch… jak to wytłumaczyć… no dobra, wstyd odgrywa tu pewną rolę, ale…

Toris za wszelką cenę starał się wyjaśnić Feliksowi, po co ludzie nosili ubrania, co było znacznie cięższe niż się spodziewał. W ogóle zaspokajanie ciekawości smoka było o wiele trudniejsze, niż na samym początku zakładał. Przede wszystkim dlatego, że gada nie zadowalało ogólne omówienie sprawy. Zadawał tyle różnych, czasami zupełnie zaskakujących pytań, że nad niektórymi kwestiami Toris sam się zaczął zastanawiać. Jak na razie drążyli głównie temat ubierania się, chociaż Feliks zainteresował się również zdobywaniem trofeów, gdy zobaczył proces pozyskiwania ich z truchła wiwerny. W tym czasie, zbierając siły na przybranie swojej ludzkiej formy, dał mu kilka wskazówek czego nie powinien zabierać. Jak się okazywało, wiele elementów ciała zabitego potwora było równie toksycznych co oddech bestii i nawet grube rękawice nie dawały stuprocentowej ochrony.

- Mówiłeś, że to dla ochrony, co mnie w sumie nie dziwi, bo macie bardzo cienką skórę – powiedział Feliks ze skonfundowaną miną. - Ale jaki sens ma noszenie ubrań, kiedy jest bezpiecznie, temperatura jest w porządku i słońce nie doskwiera wam aż tak bardzo? Przecież to okropnie niewygodne!

- Może dla ciebie, bo nie jesteś do tego przyzwyczajony, ale ludzie… czekaj, czy u was ubrań w ogóle się nie używa?

- No wiesz… w chwili obecnej nic na sobie nie mam, nie?

- Ale masz grubą skórę, no i łuski… chodziło mi o te chwile, w których zmieniacie się w ludzi.

- W moim domu rzadko ktoś używa ludzkiej formy, bo i po co? Chyba, że ćwiczy się zmianę postaci. W każdym razie ubrań używamy tylko wtedy, kiedy planujemy przebywać wśród ludzi, bo jesteście strasznie wrażliwi na tym punkcie… A i tak nie pasuje wam to, czego zwykle wtedy używamy. - Smok skinął głową w kierunku skłębionej na ziemi szaty, którą nosił jako człowiek.

- Cóż… wasze informacje na temat tego, w czym chodzą ludzie, są mocno nieaktualne – stwierdził Toris, wrzucając ostatnie trofea do torby na nie przeznaczonej. - Czy zebrałeś już dość sił, żeby wrócić do ludzkiej postaci? Możemy rozmawiać dalej, ale w tej formie nie polecam ci wycieczki do osady.

- Wolałbym zostać w swojej skórze, ludzka forma jest okropnie niewygodna – westchnął smok. - No ale skoro muszę…

Łowca z fascynacją obserwował, jak wielki gad przysiadł na tylnych łapach i zaczął mówić coś cicho w tym nieznanym języku. Musiało to być zaklęcie, którego smoki używały do zmiany postaci, bo na oczach Torisa Feliks zaczął maleć i przybierać bardziej ludzkie kształty.

Co w pewnym momencie przypomniało mu rozmowę sprzed chwili i fakt, że po przemianie blondyn nie będzie miał nic na sobie.

Odwrócił się na pięcie, chcąc sobie oszczędzić tego widoku i dać Feliksowi trochę prywatności… chociaż z tego, co gad wcześniej mówił, smoki miały w tym temacie całkiem odmienne poglądy od ludzi.

- Tak więc, wracając do naszej konwersacji, co was tak mierzi w chodzeniu tak, jak was żywioły stworzyły? - zapytał Feliks, schylając się po swoją szatę i zakładając ją bez zbytniego pośpiechu.

- Żywioły? Czyli jednak wierzysz w te brednie?

- Owszem. I myślę, że lekceważenie potęgi żywiołów, jest waszym błędem. Zgadzam się, że oddawanie im boskiej czci to głupota, ale siłom, które wraz z pierwotnymi elementami stworzyły ten świat i nadal wywierają na niego swój wpływ, należy się szacunek.

- Pierwotne elementy? - Toris odwrócił się w stronę blondyna i uniósł brwi zdziwiony.

- Żywioły, czyli ogień, woda, powietrze i ziemia, nie wzięły się znikąd. Zostały stworzone przez dwie wielkie potęgi, walczące ze sobą od zawsze. - Feliks skrzywił się z niesmakiem, starając się ponownie przywyknąć do obcego ciała. - Z tego co kojarzę, ludzie potrafią korzystać z mocy żywiołów poprzez magię… wydaje mi się dziwne, że jesteście tak niewdzięczni wobec czegoś, co daje wam dostęp do potężnej siły. My, smoki, żywimy ogromny respekt wobec żywiołów i elementów pierwotnych.

- Ale czym są te elementy pierwotne?

- Nie odpowiem ci na to pytanie, bo ty unikasz odpowiedzi na moje. Nadal nie powiedziałeś mi, dlaczego nie korzystanie z ubrań tak bardzo nie podoba się ludziom.

- Ale… uch… cóż, jeśli o to chodzi to… po prostu… - Brunet westchnął ciężko. - Nie mam pojęcia jak ci to wyjaśnić, po prostu w ludzkiej kulturze tak już jest. Chodzenie bez ubrań jest przez nas traktowane jako coś… szokującego? Niemoralnego? Traktujemy nasze ciała jako naszą osobistą własność i nie chcemy się nim dzielić… z wyjątkiem tych, którzy są dla nas w jakiś sposób wyjątkowi. Tylko błagam, nie każ mi tego tłumaczyć, nie mam siły brnąć w tematy filozoficzne.

- No dobrze, w takim razie wrócę do tego, kiedy będziesz miał siły – uznał Feliks, kiwając ze zrozumieniem głową. Toris stłumił w sobie kolejne westchnienie. Wolałby raczej, żeby smok w ogóle zapomniał o tym temacie.

- Niech będzie, że wrócimy do tego kiedy indziej… ale póki co lepiej ruszajmy z powrotem do tego miasteczka. Chcę odebrać swoje wynagrodzenie i wracać do domu. Powiedz mi tylko, czy zostawienie tutaj tego, co zostało z tej wiwerny, nie będzie miało jakichś poważnych konsekwencji.

- To zależy, o jaką dokładnie kwestię chodzi – zaczął wyjaśniać blondyn, ruszając za swoim świeżo upieczonym przewodnikiem przez las. - Ta wiwerna była jadowita, dodam, że nie wszystkie są, ale wszystkie bez wyjątku są agresywne, bezmyślne i wredne. W każdym razie, jeśli chodzi o zniszczenia, których ta samica zdołała dokonać…

- Skąd wiesz, że to była samica? - zapytał Łowca ze zdziwieniem.

- Daj mi najpierw odpowiedzieć na pierwsze pytanie, zanim zadasz następne…

- Wiesz… to trochę bezczelne z twojej strony, upominać mnie w tej kwestii, kiedy ty sam nie miałeś oporów przed przerywaniem mi co chwilę.

- Ale ja nie lubię, kiedy ktoś mi przerywa, a ty nie zakomunikowałeś tego w żaden sposób, więc chyba ci to nie przeszkadza. Wracając do tematu – to miejsce jeszcze przez jakiś czas będzie jałowe i żadna roślina tu nie urośnie. Jest co prawda kilka gatunków, którym trucizna nie przeszkadza, ale one się tu nie pojawią ze względu na warunki środowiskowe. Jak już słusznie zauważyłeś, „krowa, którą to bydlę zeżarło" nie wróci magicznie do życia, podobnie jak zabici przez wiwernę ludzie…

- To akurat wiem, żadne żywe stworzenie nie zmartwychwstaje od tak sobie. Czekaj chwilę… a skąd ty wiesz o tej krowie i zabitych ludziach?!

- Feniksy umieją, ale to nie ma tu nic do rzeczy… i przestań mi w końcu przerywać! - Feliks syknął z frustracją i wydmuchnął nosem kłębek dymu, zupełnie pomijając pytanie bruneta.

- No już dobra, przepraszam i zamieniam się w słuch. - Toris wolał nie sprawdzać granic cierpliwości smoka, ale i tak ciężko mu było powstrzymywać się od zadawania pytań na niektóre tematy. Na przykład feniksy… dla ludzi były co najwyżej mitem, ale Feliks mówił o nich, jakby było to coś normalnego… Czyli pewnie istniały, a po dzisiejszym dniu wcale by go nie zdziwiło, gdyby się okazało, że żyją sobie wśród ludzi, podczas gdy ci zupełnie nie zdają sobie z tego sprawy.

- Sugerowałbym ci powiedzieć ludziom z tego leża, żeby nie zbliżali się do ciała i nie dotykali go. Nawet jeśli potwór jest martwy, to jego toksyna jest wciąż tak samo silna i nie rozłoży się tak szybko. Najlepiej by było, gdyby w ogóle omijali tamto miejsce, póki nie zaczną się tam na nowo pojawiać rośliny, bo samo dłuższe przebywanie w tamtych okolicach może spowodować zatrucie. Poza tym żaden większy kataklizm raczej się nie wydarzy.

- Eee… mam się zacząć bać? Byłem tam trochę czasu… - mruknął Toris.

- Nawet biorąc pod uwagę to, jak krusi i podatni są ludzie, to nie masz się czego obawiać, byłeś tam za krótko. Możesz co najwyżej trochę gorzej się poczuć – uspokoił go blondyn. - Na wszelki wypadek możesz zażyć jakieś zioła… nie powiem ci które, bo nie wiem, jakich wy używacie w takich przypadkach i jak zareagowałbyś na to, czego używają smoki.

- Mhm… a jak rozpoznałeś, że to była samica?

- Ściślej rzecz ujmując, to była dorosła, młoda samica, która prawdopodobnie szukała samca i wybrała to miejsce na założenie gniazda i złożenie jaj. A płeć rozpoznałem głównie po zapachu. Pachniała podobnie do smoczycy w rui. W gruncie rzeczy wiwerny i smoki są ze sobą spokrewnione, ale wiwerny, zamiast wyewoluować w wysoko rozwiniętą cywilizację jak smoki, pozostały wrednymi bydlakami… - zaczął wyjaśniać Feliks, widząc, że Łowca już otworzył usta, żeby zadać kolejne pytanie. - Ale jak już ci wspominałem, lepiej uważaj na nazewnictwo, bo to trochę tak, jakbym stwierdził, że ludzie i małpy to jedno i to samo… w sumie niektórzy moi pobratymcy są tego zdania…

- To miło z ich strony – powiedział brunet z sarkazmem. - Ale... łał… naprawdę dużo wiesz…

- Wiem o tym – stwierdził nieskromnie smok z nutą dumy i samozadowolenia w głosie. - My, smoki, lubimy zdobywać wiedzę, niezależnie od dziedziny.

- I na pewno macie znacznie więcej czasu na jej gromadzenie. Z tego, co czytałem, jesteście raczej długowiecznymi stworzeniami.

- Owszem. Czyli jednak wasza wiedza odnośnie mojej rasy nie jest w aż tak tragicznym stanie.

- Hmm… muszę przyznać, że w ludzkiej formie wyglądasz na bardzo młodego wedle naszych standardów. Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem, uznałem, że jesteś parę lat młodszy ode mnie... każdy dorosły smok tak ma?

- Ale ja nie jestem dorosły – powiedział Feliks z lekkim zdziwieniem. Myślał, że to oczywiste. - Jestem… hmm… gdybym był człowiekiem, twoje domysły byłyby prawidłowe. Wedle smoczych norm, jestem dojrzały, ale nie dorosły, jeszcze nawet nie odbyłem swojego pierwszego lotu godowego… Właściwie to… - Blondyn umilkł na chwilę, drapiąc się po karku z zakłopotaniem. - W sumie jestem… bardzo młody, niektóre smoki wciąż uważają mnie za pisklaka… - burknął z wyraźnym rozdrażnieniem.

Aha… czyli chcecie mi powiedzieć, że mam do czynienia ze smoczym nastolatkiem… może nawet dzieciakiem, pomyślał ponuro zszokowany tą informacją Toris. Miał nadzieję, że to tylko brzmi tak źle… mimo wszystko wolał być przewodnikiem niż niańką.

- Ale to nie powód, żebyś zaczął mnie traktować z góry, albo jak małe dziecko – zacietrzewił się Feliks.

Choćby dlatego, że mnie usmażysz, jeśli cię zdenerwuję, stwierdził Łowca, ledwie powstrzymując się od przewalenia oczyma.

- To… ile właściwie masz lat? - zapytał ostrożnie.

- Wyklułem się jakieś czterysta lat temu – powiedział blondyn po dokonaniu szybkich obliczeń. Brunet odkaszlnął lekko, zakrztusiwszy się własną śliną. To faktycznie było sporo czasu na naukę różnych rzeczy…

- Lubicie gromadzić wiedzę, tak? A myślałem, że tylko skarby…

- Wiedza jest największym skarbem, a to, że każdy smok posiada w swoim gnieździe górę złota, drogich kamieni i innych takich, to mit. Złoto i inne metale to dla nas co najwyżej przekąska, a kamienie świetnie nadają się do magazynowania mocy magicznej, więc do tego nam głównie służą.

- Coś mi mówi, że wszyscy uganiający się za smokami, żeby przejąć wasze „skarby", będą mocno rozczarowani tą informacją… - Feliks spojrzał na bruneta w napięciu. Czyżby faktycznie poza górami żyło inne stado, a ten Łowca wiedział, gdzie się znajduje? - Pomijając ten fakt, to ci „poszukiwacze" to w większości półmózgi, którzy mają nadzieję znaleźć skarb i obłowić się, żeby nie musieć nic robić przez resztę życia. A tu nie dość, że smoki nie sypiają na górach złota, tak jak to się powszechnie uważa, to jeszcze pojawiają się tak rzadko, że niektórzy uważają, że wyginęły. Zazwyczaj, kiedy ktoś daje kontrakt na smoka, to chodzi o jakiegoś mniejszego skrzydlatego gada… lub wiwernę.

- Aha… - mruknął smok, starając się ukryć rozczarowanie. Czyli jeśli inne stado gdzieś żyło, to musiał się bardziej postarać, żeby je odnaleźć. - Zastanawia mnie to…

- Co takiego? - zapytał Toris, zerkając na swojego niecodziennego towarzysza kątem oka. Feliks potrząsnął głową w odpowiedzi, nie chcąc dzielić się swoimi rozmyślaniami z człowiekiem. Zastanawiało go, dlaczego jego rasa ukrywała się w górach, skoro księgi mówiły, że kiedyś zamieszkiwali w różnych miejscach na całym świecie, każdy wedle własnych preferencji, nie zważając zbytnio na sąsiedztwo ludzi.

Co się stało, że w którymś momencie uznali, że lepiej będzie żyć w izolacji? I czy ludzie mieli na to jakiś wpływ?

- Jesteśmy już blisko miasteczka, więc prosiłbym cię, żebyś na razie nie zadawał zbyt wielu dziwnych pytań – poprosił Toris, kiedy już wyszli z lasu i znaleźli się na skraju osady. - Może na razie po prostu trzymaj się mnie i obserwuj, później możesz zapytać o wyjaśnienia.

- Brzmi rozsądnie – zgodził się Feliks, odsuwając swoje rozważania na bok. Ruszyli w stronę miejsca, gdzie brunet spędził noc, więc perspektywa bliższego przyjrzenia się wnętrzom ludzkich jaskiń napawała go pewną dozą ekscytacji. Mijani po drodze ludzie reagowali na nich dość różnie, patrzyli albo z podziwem, albo ze zdziwieniem… ze zdziwieniem głównie na niego, szepcząc przy tym między sobą i pokazując na niego palcami.

- Możesz im jakoś przekazać, żeby przestali się tak gapić? Nie lubię być traktowany jak widowisko… - mruknął półgębkiem do Torisa.

- To by mogło przynieść skutek odwrotny do zamierzonego – odparł Łowca, równie cicho. - Jak chcesz lepiej wtapiać się w tłum, będziesz musiał sobie załatwić bardziej… ludzkie ubranie. No i zrobić coś z oczyma. Nie możesz nadać im bardziej ludzkiego wyglądu? Że jesteś smokiem to raczej się nie domyślą, ale mogą cię brać za jakiegoś mieszańca.

- Na chwilę obecną nie bardzo, korekcja takich szczegółów wymaga precyzji i ćwiczeń. Tutaj raczej nie mogę poćwiczyć, bo jeszcze przez przypadek wrócę do oryginalnej postaci. A te wasze ciuchy wyglądają na jeszcze mniej wygodne niż to, co już mam na sobie...

- To byłoby kłopotliwe… a co do ubrań, to jestem pewny, że dałbyś radę się przyzwyczaić.

- Ogólnie to miałem z tym i z używaniem bardziej zaawansowanej magii małe problemy na ćwiczeniach, może dlatego, że bardziej skupiałem się na lekcjach latania… Mam nadzieję, że moi nauczyciele nie są na mnie za bardzo źli i będą uczyli mnie dalej, jak już wrócę do domu…

- A mają jakiś szczególny powód, żeby się na ciebie wściekać?

- Nooo… chyba niezbyt im się spodobało to, że uciekłem… w sumie powinienem teraz chyba siedzieć nad magicznymi zwojami… albo raczej udać się na urwiska na lekcję latania? Hmm… albo jednak te piekielnie nudne zajęcia z etykiety…

- Czekaj… chcesz mi powiedzieć, że uciekłeś z domu?!

- Nie miałem większego wyboru, żaden ze starszych nie dałby mi pozwolenia na wyprawę bo… w sumie nieważne dlaczego. Ja chcę tylko lepiej poznać ludzką kulturę i zobaczyć resztę Conteri fluxea.

- Conteri fluxea?

- Na wasze to będzie: Miejsce zjednoczenia, albo Świat zjednoczenia, czyli miejsce, w którym zjednoczyły się wszystkie elementy.

- Odnoszę wrażenie, że to temat na dłuższą opowieść – mruknął Toris. Podejrzewał, że Feliks nie będzie miał nic przeciwko opowiedzeniu mu tego. Z tego co zauważył, smok uwielbiał słuchać i jednocześnie gadać jak najęty. Potrząsnął jednak głową, teraz była ważniejsza sprawa do wyjaśnienia… - Czyli uciekłeś z domu, wkurzając przy tym grupę smoków…

- Właściwie to chyba nawet wszystkie.

- Jeszcze lepiej… Czy w takim razie mam się, nie wiem… spodziewać smoczego nalotu, albo czegoś w tym rodzaju, co będzie miało na celu sprowadzenie cię z powrotem?

- Raczej nie, a przynajmniej nie w najbliższej przyszłości… i jeśli już, to zrobią to raczej po kryjomu.

- Fajnie… ulżyło mi, zamiast spalić mnie razem z całą wioską, to zabiją mnie po kryjomu…

- Myślę, że będą woleli zgarnąć mnie z powrotem w taki sposób, że nawet się nie zorientujesz, kiedy to zrobią. Moi pobratymcy wolą mieć z ludźmi do czynienia tak mało, jak to tylko możliwe, a najlepiej w ogóle.

- Aha… - Łowca nie wiedział, na ile może ufać smokowi, ale zdecydowanie wolał opcję, w której Feliks po prostu nagle zniknie, niż zostać usmażonym czy zabitym w inny sposób. Oczywiście to nie tak że chciał, by blondyn wrócił tam skąd przybył i dał mu spokój. Był zafascynowany możliwością obcowania z prawdziwym smokiem i miał pewność, że Feliks mógł mu opowiedzieć o wielu rzeczach, o których ludzie nie mieli zielonego pojęcia, tak długo jak nie pytał o coś, co mogłoby zagrozić innym smokom. Zresztą niewiele obchodziły go takie kwestie jak to, gdzie dokładnie mieszkają pozostałe gady, nie interesowało go polowanie na rodzinę blondyna, nawet jeśli smocza skóra, łuski i kości były wręcz bezcennym towarem. W obecnych czasach każdy skrawek smoczego ciała był tak cenny, że zabicie jednego, nawet niedorosłego smoka mogło zapewnić bogactwo na naprawdę długi czas… może nawet całe życie. Z tego powodu wolał nie mieć zielonego pojęcia, gdzie jest dom Feliksa. Nie miał w tym żadnego interesu, a nie chciał przez przypadek zdradzić tej informacji komuś, kto myślałby wręcz przeciwnie.

Dotarli w końcu do karczmy i weszli do środka. Podczas gdy Toris uciął sobie krótką pogawędkę z karczmarzem, Feliks rozglądał się dookoła z zapałem. Zerkając na niego od czasu do czasu, Łowca doszedł do wniosku, że powinien przygotować się na setki kolejnych pytań z jego strony.

- Rozumiem, przekażę komu się da, żeby trzymali się z dala od tego miejsca. Dziękuję z całego serca za pozbycie się monstrum, panie Łowco – powiedział karczmarz z ukłonem. - Sugeruję jednak udanie się do burmistrza, żeby wydał oficjalne oświadczenie, albo po prostu zakaz.

- Nie ma za co dziękować, to moja praca, a do burmistrza i tak miałem zamiar się udać. Muszę od niego odebrać swoje wynagrodzenie – odparł brunet. - Wezmę tylko swoje rzeczy, zapłacę za pokój i nie będę dłużej zawracać panu głowy.

- Nie wziąłbym od pana ani grosza, gdyby nie to, że interes ostatnio kiepsko idzie… i podatki poszły w górę. Zarobić coś muszę, nie chciałbym zamykać interesu – westchnął oberżysta. - Mojej karczmie przydałby się solidny remont, a tymczasem ledwie udaje mi się utrzymać.

- Och, w takim razie zapłacę normalną stawkę, bez żadnych zniżek – oświadczył Toris, sięgając po pieniądze. Może noszenie ze sobą kasy podczas polowania nie było najlepszym pomysłem, ale wolał nie zostawiać jej w miejscu o wątpliwym poziomie bezpieczeństwa. Karczmarz co prawda wydawał się być w porządku, ale nie miał gwarancji, że inni mieszkańcy nie pokuszą się o pożyczenie sobie jego własności na wieczne nieoddanie.

- Ale ja… nie śmiałbym… cóż… chyba nie mam wyboru, klient nasz pan – mruknął zażenowany właściciel.

- Och, czyli jednak jesteś miły dla wszystkich – stwierdził Feliks zakończywszy swój mały rekonesans i podchodząc do Torisa. - Nie wiem, czy to tak do końca dobrze, jestem pewny, że kiedyś wpakuje cię to w kłopoty.

- Nie jestem miły dla wszystkich…

- Jak na razie obserwowanie cię upewnia mnie, że jednak jesteś.

- Umm… panowie się znają, tak? - zapytał niepewnie karczmarz.

- To jest, eee… mój znajomy, przybył niedawno z dalekich stron – mruknął brunet.

- To akurat widać, ubrany jest raczej niecodziennie. Tam, skąd pochodzi, musi być bardzo ciepło, skoro chodzi boso…

Zdziwiony Toris spojrzał w dół. Faktycznie, Feliks nie posiadał butów, chociaż był pewny, że jeszcze wczoraj coś na nogach miał…

- Ekhm… w każdym razie dziękuję za gościnę, pozbieram co moje, oddam panu klucz i udam się do burmistrza… chodź Feliks – powiedział, prosząc gestem smoka, by udał się za nim. - Co zrobiłeś z butami? - zapytał, kiedy wspinali się po schodach.

- Jeśli buty to to, co nosisz na nogach, to nie mam i nie miałem żadnych.

- Ale wczoraj, kiedy pomagałem ci wsiadać na konia, wydawało mi się, że nie byłeś bosy…

- Wczoraj po prostu na tylnych łapach…

- Stopach, ludzie mają stopy, postaraj się używać takich słów, żeby ludzie nie myśleli, że spadłeś z nieba.

- Ale w sumie to spadłem…

- Nieważne… to co miało miejsce wczoraj?

- Wczoraj na nogach pozostawiłem swoją skórę, bo ludzka jest okropnie wrażliwa. Jak nie łaskotała mnie trawa, to gałązki i kamienie się w nią wbijały. Wolałem coś dającego lepszą ochronę.

- Mhm… ale wiesz, jeśli chcesz się lepiej wtapiać w tłum, to oprócz normalnych ubrań musisz mieć też jakieś buty.

- Szlag… zbieranie informacji o twoim świecie będzie bardziej uciążliwe, niż mi się wydawało – westchnął smok z rezygnacją.

- Nazwałbym to poświęceniem w imię nauki, to naprawdę nie jest takie złe jak ci się wydaje.

- Samo przebywanie w ludzkiej postaci jest złe, nawet nie wiesz jak dziwnie się czuję w tej formie.

- No nie, ja jestem człowiekiem od urodzenia, więc nie mam pojęcia co czujesz – stwierdził Łowca z rozbawieniem, które minęło w sekundę po tym, jak otworzył drzwi do wynajętego wcześniej pokoju. - Co jest, kurwa?! Gdzie jest reszta mojego sprzętu?! - Wszedł do pokoiku i zaczął przeszukiwać każdy zakamarek, co ze względu na rozmiar pomieszczenia nie zajęło mu wiele czasu. - Ja pierdolę, Ivan obedrze mnie żywcem ze skóry! A Ludwig… - o tym co zrobi z nim Ludwig, jak się dowie o tym, że okradli go z takiej ilości wcale nietaniego sprzętu, wolał nie myśleć.

- Kimkolwiek są Ivan i Ludwig, po twojej reakcji wnioskuję, że masz kłopoty – uznał Feliks, również rozglądając się po pokoiku.

- Kłopoty to mało powiedziane. Jak nie znajdę chociaż części z tych rzeczy, to będziesz sobie musiał poszukać innego przewodnika, bo moi przełożeni mnie zabiją.

- Wolałbym nie zostać do tego zmuszony, mam pewne wątpliwości, czy znalazłbym kogoś równie skorego do pomocy w badaniach co ty. - Smok zmarszczył brwi i pokręcił lekko głową na boki, węsząc dyskretnie. - Czy wchodzenie bez zaproszenia do cudzych jaskiń jest dla ludzi normalne? Jeśli tak, to chyba nie wiecie co to jest poszanowanie prywatności.

- Co masz przez to na myśli? I nie chodzi mi tu o poszanowanie prywatności.

- W tym miejscu, oprócz swojego i twojego zapachu, wyczuwam zapach jeszcze jednego człowieka… nie jest to ten, z którym rozmawiałeś na dole, ale kojarzę ten zapach również stamtąd.

- Błagam, powiedz mi, że jesteś w stanie znaleźć tego złodzieja po zapachu! - powiedział z desperacją Toris, chwytając Feliksa za ramiona. Smok wyglądał na nieco zaskoczonego i wystraszonego tym nagłym „atakiem", ale na szczęście dla Łowcy, powstrzymał się od zionięcia mu ogniem w twarz i zastosowania innych odruchów obronnych.

- Myślę, że tak… ale nie mogę dać ci gwarancji, że mi się uda. W tym… miasteczku... jest tyle ludzi, że zgubienie właściwego tropu nie jest trudne.

- To i tak lepsze niż nic, więc jestem zmuszony znów prosić cię o pomoc – jęknął błagalnie Toris. - Proszę, postaraj się pomóc mi dorwać tego sukinsyna i odzyskać moje rzeczy, na pewno ci się za to odpłacę!

- No dobra… to brzmi w sumie ciekawie – zgodził się Feliks. - Mam już nawet kilka pomysłów na to, czego zażądam tym razem za udzieloną ci pomoc.


To teraz tak gwoli innych ogłoszeń duszpasterskich:
- Tym, którzy zadają sobie pytanie: A co z "Burzliwymi..."? Odpowiem następująco: jestem w trakcie pisania następnego rozdziału, ale jestem w tym momencie fika, w którym trochę ciężej mi się piszę. Nie chcę żeby wyszło monotonnie i nudno, więc schodzi mi troszkę więcej czasu, żeby wymyślić coś ładnego.
- Zaś wiedziałam, że większość z mojej słonecznej sekty grzeszników, będzie chciała żeby to jednak był romans XD Mam pomysł jak poprowadzić to opko w sposób romans i nieromans, więc cóż... to może kolejna ankieta w tym temacie? XD
- Szósty fik... czy kogoś, poza jedną znaną mi osobą
( ͡° ͜ʖ ͡°), interesują oklepane szkolne tematy? Bo jak nie, to w sumie nie muszę go tu zamieszczać, jeśli będę miała z tego rozdział :v
- Zastanawiam się, czy ewentualnej wypłaty nie przeznaczyć na tablet. Laptopa ze sobą targać cały czas nie będę (i nie mogę), ale tablet, mimo, że mało wygodna opcja, jednak umożliwiłby mi chociaż szczątkowe pisanie w trakcie podróży do i z pracy. Tak więc wiedzcie, że o was pamiętam i myślę o was cały czas ( ͡° ͜ʖ ͡°)

To na razie tyle, jak o czymś zapomniałam, a potem sobie przypomnę, to powiem o tym w notkach w następnym rozdziale.
Trzymajcie się ciepło (bo w końcu się ciepło zrobiło \o/ ) i do następnego.