Stiles poganiał tatę, aby jak najprędzej dostać się do szpitala. Wskoczył na tylnie siedzenie i ułożył nogę wzdłuż kanapy a kule ułożył na podłodze.

- Spokojnie, dzieciaku, nosisz ten gips od miesiąca. Naprawdę robi Ci różnicę godzina w tę czy tamtą? - zapytał ojciec siadając na miejscu kierowcy.

- Tak! Mam go dość. - jęknął Stiles.

I Derek Hale obiecał przespać się ze mną, tato. To sprawa życia i śmierci! Mój penis będzie w rękach innej osoby. Seksownej osoby! - pomyślał chłopak krzywiąc się z niecierpliwości. Rodzice - wieczny cockblocker!

- Już, już. Jedziemy do szpitala, dobrze? Przestań marudzić. - odpowiedział tata siadając na miejscu kierowcy i zapinając pasy. Stiles był taki nabuzowany energią.

- Wziąłeś leki? - zapytał tata zerkając we wsteczne lusterko. Stiles po raz dziesiąty próbował obrócić nogawkę wokoło gipsu i tylko bardziej zrujnował efekt.

- Tak, tato! - warknął Stiles. - Jestem- Chce go tylko zdjąć, dobrze?

- Trzeba nie było wchodzić na drzewo w pierwszej kolejności! Co strzeliło Ci do głowy? - warknął szeryf.

- Mówiłem, to było coś w rodzaju nagłego natchnienia. - odpowiedział Stiles machając rękoma. Odbyli z tatą tę rozmowę wiele razy. Szczególnie że nastolatek nie miał sposobności uciekać od krępujących pytań ojca.

- To było jedno z tych głupich wyzwań, tak? - zapytał tata skręcając w szerszą ulicę.

- Nie tato, po prostu pomyślałem, że wejście na drzewo byłoby fajną rzeczą do zrobienia. - odpowiedział nastolatek krzyżując ramiona na piersi. - Kiedyś robiłem to cały czas.

- Tak, na klonie, nie sośnie. Co robiłeś w lesie w środku nocy? - zapytał ojciec i miał ten ton stróża prawa. - I polowanie na wiewiórki to nie odpowiedź.

- Chciałem pomóc znaleźć-

- Nie, mogę uwierzyć! Znowu to samo?! - odpowiedział wściekły ojciec. - Uważasz że źle wykonuję swoją pracę?

- Nie! Po prostu chciałem Ci pomóc. - jęknął Stiles obronnie.

Gdy był mały - po śmierci mamy - wciąż przebywał na komisariacie. Pamiętał że to był najlepszy czas! Siedzenie w pustym domu było przytłaczające i Stiles cieszył się, że mógł przebywać blisko taty i innych ludzi. Szczególnie że w tamtym czasie Scott mieszkał ze swoim tatą, gdy Melissa była pomiędzy zawodami.

- To niebezpieczne dla kogoś w twoim wieku. Nie chodź do lasu. - westchnął tata. - Czuję się jakbyśmy odbywali tę samą rozmowę, gdy miałeś osiem lat. Czas dojrzeć, Stiles!

Gdy Stiles miał osiem lat po Beacon nie biegały stworzenia nocy. Przynajmniej nie był tego świadom. Teraz jego najlepszy przyjaciel był wilkołakiem a miasto było pełne nadprzyrodzonych istot; ponieważ gdy raz zdasz sobie sprawę z istnienia takich istot, to nagle zauważasz je wszędzie.

- Nie gniewaj się. Chciałem pomóc. - przyznał Stiles ze zwieszoną głową. Czasami chciał powiedzieć ojcu, że po Beacon biegają dziwadła i nie musiałby tłumaczyć się z każdego siniaka; ponieważ wymówka lacrosse działa jedynie tak długo dla osoby, która regularnie grzeje ławkę rezerwowych.

- Wiem że chciałeś dobrze, ale ktokolwiek to jest porywa młodsze i młodsze osoby. To niebezpieczne, dzieciaku. - powiedział tata a Stiles próbował udawać winnego.

Wierz mi tato, wiem jak niebezpieczne to jest. Scotty mnie potrzebuje. Allison mnie potrzebuje. Derek mnie potrzebuje, choć nie przyzna tego pod pręgierzem." Pomyślał Stiles. Tak bardzo chciał powiedzieć ojcu o smoku i o wilkołakach, i nie mógł.

Obiecuję, pewnego dnia to nabierze sensu." Pomyślał z troską chłopak.

- Stiles! - wykrzyknął radośnie Scott. Z McCallem był niekończący się festyn miłości i przyjaźni. Scott podskoczył i uścisnął mocno przyjaciela.

- Tak dobrze Cię widzieć. - powiedział McCall tuląc Stilesa.

- W porządku kolego. - zaśmiał się Staliński, gdy uścisk Scotta zaczął miażdżyć mu żebra. - Nie mogę oddychać.

- Wybacz. - zaśmiał się Scott i wypuścił Stilesa z objęć.

- Mamo, Stiles przyszedł! - krzyknął Scott przechylając się przez pustą ladę recepcji.

- Weźcie sobie formularz. - powiedziała pani McCall wychodząc ze schowka z naręczem bandaży. - Wypełnijcie go. Zaraz wracam do was.

Szeryf wziął formularz z biurka i zaczął wypełniać go.

- Jak się czujesz? - zapytał Scott ściszając głos. Stiles wzruszył ramionami.

- Poczuję się lepiej bez tego cholerstwa na nodze! - westchnął z ubolewaniem Staliński. Cholera, czeka go seks z inną osobą, a nie własną ręką!

- Tak mi przykro z tego powodu! Allison mówiła żeby nie zabierać Cię. - odpowiedział Scott opierając się o ladę.

- Stary, wiem że masz super moce, a Allison generalnie kopie tyłki, ale to nie znaczy że musisz wykluczać starego, dobrego Stilesa. - załkał w udawanym bólu Stiles.

- Wiesz że nigdy nie chce Cię wykluczać, ale to niebezpieczne dla Ciebie. - odpowiedział cicho Scott. Stiles wiedział, że przyjaciel nie miał nic złego na myśli. To była prawda.

- Nie ma sprawy kolego. To tylko kilka złamań. Zagoję się. - zaśmiał się Stiles. Widział po minie Scotta, że dla niego to było więcej niż tylko kilka złamań i zadrapań. To dowód tego jak kruchy był Stiles w porównaniu do innych.

- Mówię serio, nie martw się o mnie. - zaśmiał się Staliński i poklepał Scotta po plecach. Pani McCall zaprowadziła Stilesa do gabinetu zabiegowego gdzie lekarz przeciął stary gips, obejrzał nogę, zrobił nowe zdjęcia rentgenowskie, żeby zobaczyć czy kość odpowiednio zrasta się. Założył nowy gips pod kolano na kolejne trzy tygodnie. Bombowo!

Scott miał minę szczeniaka, gdy Stiles wrócił do recepcji. Wyglądał na tak szczęśliwego jakby przyjaciel przetrwał wojnę. Szeryf zaraz pobiegł podtrzymać syna w pionie.

- W porządku? Chcesz wrócić do domu? - zapytał tata z ostrożnym uśmiechem. Stiles spojrzał na Scotta.

- Jedź do domu. Wypoczywaj. Odwiedzę cię później. - zapewnił McCall przeskakując z nogi na nogę. Stiles posłał mu uśmiech.

- Widzimy się później. - odpowiedział Stiles. Tata zabrał go do auta i Stiles pierwszy raz od zdawałoby się wieków mógł usiąść na przednim siedzeniu.

- Dobrze usiąść w normalnej pozycji. - zaśmiał się Stiles nerwowo. Tata usiadł obok niego i odpalił auto.

- Nigdy więcej tego nie rób, dzieciaku. Nie mogę stracić Cię. - powiedział ojciec. Stiles spojrzał nań z przerażeniem.

- Nic mi się nie stało. To tylko głupi wypadek. - odpowiedział Stiles. Starał się patrzyć w okno.

- Nie, to łut szczęścia, że nie skręciłeś sobie karku. - odrzucił szeryf. Stiles nie wiedział jak odpowiedzieć na to. Tamtej nocy w lesie sądził, że to już koniec, że umrze i zostawi tatę samego na tym świecie, a ten zapewne zapije się na śmierć.

- Dobrze, będę uważał. - odpowiedział Stiles.

Wieczorem przyszedł Scotty i grali długo na konsoli. Tata donosił im jedzenie.

- Smok nie wróci? - zapytał Stiles z braku lepszych opcji otwarcia rozmowy.

- Wątpię. Allison postrzeliła go jakąś uber strzałą a Derek... Wiesz, nawiązał kontakt wzrokowy. Smok zrozumiał, że nie ma czego tu szukać. - odpowiedział Scott. Więc to tak, pomyślał Stiles. McCall naprawdę nie lubił Dereka.

- Świetnie. A co z dziewicami, które porwał? - zapytał Stiles.

- Zjedzone, z tego co zrozumiałem. - powiedział Scott. Westchnął ciężko i zapauzował grę.

- To mogłeś być Ty. - jęknął z ubolewaniem Scott. Stiles spojrzał na niego z niepokojem.

- Wypraszam sobie! - powiedział z oburzeniem Stiles. - Może spadłem z dwunastu merów i złamałem kilka kości, ale sam uwolniłem się ze szponów smoka. Nie jestem tak bezbronny jak myślicie.

Scott spojrzał na przyjaciela i uśmiechnął się.

- Nie chcę żeby stała się Ci krzywda.

- Stanie mi się krzywda, Scott. - odpowiedział Stiles, bo nie miał zamiaru okłamywać McCalla. Jeszcze wiele razy ich supernaturalne przygody uszkodzą każdego z nich.

- Scott, wiesz że to prawda. Możemy wmawiać sobie, że będzie dobrze, że to nasze ostatnie starcie z nadnaturalnym, ale to nieprawda. - powiedział Stiles ze wzruszeniem ramion. - Jesteś wilkołakiem, Scotty. Już nigdy nie będziemy mieli normalnego życia. Nigdy nie będzie jak przedtem.

- Nie musisz... Wciąż możesz mieć normalne życie, Stiles. - wymruczał cicho Scott. Staliński spojrzał nań zbulwersowany.

- Scott, myślisz że zostawię Cię z Derekiem jako twoim wilkołaczym Yodą? Proszę Cię, obaj skończcie martwi, albo gorzej. Sprzedadzą was do burdelu.

- Cholera, jak tak to przedstawiasz... Czemu burdelu? - zapytał zdezorientowany McCall, ale na ustach tańczył mu uśmiech.

- To jedyne gorsze od śmierci, co przyszło mi do głowy. - jęknął Stiles. Scott zaśmiał się i ponownie uruchomił grę.

McCall wyszedł po dziesiątej w nocy. Tata pomógł Stilesowi dostać się do łazienki. Chłopak umył się, załatwił i z pomocą ojca doszedł do sypialni.

- Chcesz laptopa? - zapytał ojciec.

- Nie, kładę się już. Scott mnie wykańcza. - odpowiedział Stiles z uśmiechem. Tata spojrzał na syna zmęczony.

- Dobrze, wołaj jakbyś potrzebował czegoś. - powiedział ojciec. Po jego wyjściu Stiles próbował ułożyć się w wygodniej pozycji. Co prawda mniejszy gips oznaczał więcej możliwości to wciąż było mu niewygodnie. W końcu przytulił się do zrolowanej kołdry, zarzucając nań nogę z gipsem.

Spodziewał się, że Derek szybko przyjdzie na obiecany seks, ale duży zły wilk jakoś nie spieszył się. Może on był cierpliwy, ale Stiles w ogóle. Obiecano mu seks! Takich słów nie rzucało się na wiatr! Szczególnie jeśli byłeś przystojnym wilkołakiem, który miał za nic prawo stanowe!

W oczekiwaniu na obiecany stosunek Stiles nieustannie ujeżdżał swój materac, jak niezrównoważony hormonalnie pies. Osiągnął w tym taki poziom mistrzostwa, że nie potrzebował nawet dłoni, aby dojść.

Zrolował pod sobą kołdrę i zaczął ocierać się o nią kroczem. Och, niech Derek pieprzy się za obiecywanie i nie dostarczanie. Członek Stilesa był ściśnięty w materiale szortów. To było przyjemne. Tak, nie potrzebował innego człowieka. Osiągnął takie mistrzostwo masturbacji, że inni ludzie byli mu zbędni.

- O tak... - jęknął w pościel Stiles gdy jego ciałem wstrząsnął spazm przyjemności. Poruszył płynnie biodrami, aby otrzeć się we właściwy sposób o kołdrę. Zacisnął dłonie na pościeli.

Stiles zadrżał ze strachu gdy poczuł dłoń na karku.

- Nie ruszaj się. - powiedział Derek nad uchem Stilesa. Temu zabrakło oddechu. Derek otarł się o jego tyłek swoim kroczem. Ruch był powolny i drażniący każdy nerw. Chłopak odetchnął drżąco.

- Tak? - zapytał cicho Hale nad ramieniem chłopaka.

- Właśnie tak. - odpowiedział Stiles nieco zdesperowany, bo Derek nie poruszał się. Nastolatek wygiął plecy tak że otarł się tyłkiem o Hale'a. Dżinsy, pieprzone dżinsy.

Derek szczepił ich biodra razem i zaczął poruszać się jak podczas stosunku. Stiles nie wiedział czy mógł obrócić się na plecy, czy może wilkołak nie chciał patrzeć na człowieka.

- Zdejmij je. - jęknął Stiles sięgając za siebie i skrobiąc paznokciami w materiał dżinsów. Derek mocno przygwoździł biodra Stilesa do materaca swoimi. Chłopak wydał z siebie cienki okrzyk zdziwienia. Na wysokości jego głowy Derek ułożył dłonie. Pazury wyrwały się spod skóry i zatopiły w materacu.

Derek wydał z siebie nieludzkie warknięcie i zacisnął kły na ramieniu nastolatka, jakby chciał przytrzymać go w miejscu. Stilesa powinien znacznie mniej podniecać wilkołak z zębami tak blisko żył.

- Dalej, zrób to. - wysapał Stiles. - Ugryź mnie.

- To zaboli. - westchnął Hale zadowolony.

- Doskonale. - westchnął z głębi piersi Stiles. - Fantastyczne- Zrób to!

Derek polizał Stilesa po karku i przypasował zęby na boku szyi, pod uchem. Ludzkie zęby zacisnęły się na skórze i mięśniach, rwąc bólem, sprawiając że Stiles mimowolnie zaczął płakać.

- Jeszcze? - zapytał bez tchu Derek. Polizał Stilesa po obolałym miejscu.

- Jeszcze, Derek... Jeszcze... - wyjęczał Stiles. Hale ugryzł go niżej, w ramię, tym razem wbijając kły. Nastolatek jęczał o litość, ale Derek nie puszczał. Stiles starał się nie szarpać, aby nie prowokować wilkołaka, aby wbił kły głębiej. Gdy w końcu puścił, chłopak był tak wymęczony i otępiały bólem. Krew przepływała przez rany i pulsowała w nich boleśnie.

- Tego chciałeś. - powiedział Hale tuż obok ucha Stilesa. Przeciągnął dolną wargą po płatku ucha chłopaka.

- Ubranie... Wciąż masz je na sobie... - westchnął Stiles w kołdrę. Derek wstał z niego. Chłopak usłyszał brzdęk klamry paska i rozsuwanie rozporka. Cholera, chciał spojrzeć, ale bał się. Co jeśli nawiąże kontakt wzrokowy i Derek zobaczy jakim Stiles był niedoświadczonym, niezręcznym frajerem?

Derek wszedł z powrotem na łóżko i zawisł nad Stilesem. Polizał nastolatka po łopatce; ugryzł go ludzkimi zębami.

- Masz lubrykant? - zapytał bez tchu Derek. Stiles machnął ręką w stronę szafki nocnej. Był zbyt zdenerwowany, aby wykrztusić słowo. Ułożył się wygodniej na zrolowanej kołdrze.

- Nie tak. - warknął Derek, jakby używanie słów to było dla niego za wielkim wysiłkiem. Złapał Stilesa pod uda ściągnął z kołdry tak, aby chłopak klęczał na materacu. Gips nawet nie przeszkadzał.

Był tak blisko seksu z przystojnym facetem! Będzie seks! Seks, rozdziewiczający seks, jak z porno! O tak, będą się grzmocić! Walić się jak domy na wojnie!

Derek nie był delikatny. Wcisnął w odbyt Stilesa dwa palce zimne od żelu i poruszył nimi nierytmicznie. Chłopak cieszył się, że Hale schował pazury. To byłoby mało przyjemne.

Stiles sądził, że przygotowanie do stosunku potrwa dłużej, ale Derek błyskawicznie skończył. Złapał chłopaka wokoło ud i rozłożył jego nogi szerzej na łóżku. Ukląkł za Stilesem i wbił pazurzaste palce w biodra nastolatka.

O Boże, może powinni porozmawiać o tym! Stiles nie zrobił odpowiednich badań i nie przeanalizował jak stosunek analny z mężczyzną wyglądałby. Znał podstawy, ale szybkość postępu zdarzeń przerażała go.

Czego spodziewałeś się Staliński? To w połowie zwierze. Nie dba czy będzie Ci dobrze. - Powiedział w głowie Stilesa głos niepokojąco podobny do pana Harrisa. Chłopak nie oczekiwał tandetnego badziewia, romantyzmu, ale...

- Czekaj- Derek, zaczekaj!

- Och, chyba żartujesz! - warknął Derek za nim, ale zatrzymał się.

- To za szybko- Muszę dowiedzieć się rzeczy zanim-

- Nie męczy Cię to? Ciągłe analizowanie? - warknął Derek nie przemieszczając się ani o milimetr:

- Nie mogę Cię niczym zarazić. Jestem dość przystojny. Twojego ojca nie ma. Gdzie masz problem?

- To dzieje się za szybko. - wyjęczał Stiles chowając twarz w pościel. Był żałosny.

Derek złapał chłopaka za kark. Stiles poczuł główkę jego członka w sobie. O Boże!

- Czekaj- - O Boże, tego Stiles chciał. Tak, zdecydowanie tego chciał. Derek wszedł w niego do końca i zatrzymał się. Wszystko piekło Stilesa i czuł że nie zniesie stosunku ani sekundy dłużej.

Derek bez słowa zachęty zaczął poruszać się. Trzymał mocno nastolatka w miejscu: jedną ręką naciskał na kark chłopaka a drugą złapał go za biodro. Stiles zadrżał spazmatycznie z bólu. Jego członek zdecydowanie poinformował go, że nie podoba się mu ten rodzaj bólu; zmiękł kompletnie.

- Boli- - jęknął chłopak zaciskając pięści na prześcieradle. Derek nic nie odpowiedział. Zostawił kark Stilesa i objął wokoło pasa; przykleił się do jego pleców. Zaczął bujać ich w jednym rytmie, prawie nie przemieszczając się wewnątrz nastolatka. Złapał zębami jego kark i ścisnął, ssał, przygryzał lekko skórę. Stiles wcisnął twarz w posłanie i westchnął w nie. Hale zamruczał aprobująco. Zaczął poruszać się nierówno.

- Powoli, Derek. - poinstruował Stiles obracając głowę na bok, aby nie dławić się prześcieradłem. - Powoli, mamy czas… mnóstwo czasu…

Derek poruszał się powoli i z rozmysłem liżąc plecy Stilesa. Było to uderzające do głowy. Boże, możliwe, że Hale zapomniał, że był człowiekiem w pierwszej kolejności. Stiles niepewnie sięgnął za siebie i złapał ramię Dereka. Na kilka zdecydowanych ruchów, było kilka bujnięć w tę i z powrotem ze spiętymi razem ciałami. Takie spokojne.

- Nie wytrzymam- nie- - jęknął chłopak gdy jego kolana zadrżały spazmatycznie. Derek był za ciężki. Ten zabrał ramiona z pasa Stilesa i oparł się o materac, aby nie obciążać swoim ciężarem nastolatka. Wydawał z siebie warknięcia i jęknięcia. Jego za długie kły rysowały pręgi na skórze pleców Stilesa.

- O cholera! - krzyknął Stiles gdy poczuł dziwne uczucie wewnątrz. Próbował odczepić się od Dereka, ale ten objął jego biodra i trzymał chłopaka w miejscu. Na początku było przyjemnie, bo członek miażdżył prostatę Stilesa.

- Poczekaj- Derek, czekaj! Co to?! - jęknął Stiles, gdy poczuł że członek Dereka kompletnie zablokował się wewnątrz. Hale mruknął aprobująco za plecami nastolatka. Położył dłonie na ramionach Stilesa i wepchnął go w materac. Ryknął głośno i doszedł wewnątrz.

- Cholera, cholera- Derek! Co to?! Zejdź ze mnie! - jęknął przerażony Stiles. Obrócił głowę na bok, aby móc spojrzeć za siebie. Akurat gdy zaczął podobać się mu ten stosunek, Derek musiał skończyć!

- Jeszcze nie… - mruknął zadowolony Hale, jakby lata świetlne od pokoju i Stilesa. Może przez cały czas wyobrażał sobie kogoś innego?

- O cholera, czy ty wciąż- czy Ty jeszcze dochodzisz? - jęknął Stiles przerażony. Ile wilkołak może spuścić się? Derek mruknął zadowolony i pogłaskał chłopaka po ramionach.

- Nie ruszaj się. - powiedział Derek chwytając biodra Stilesa.

- Co zrobiłeś? Co się dzieje? - Prawie zapłakał nastolatek. Słyszał o przeciwnym ssaniu i jak członek może zablokować się wewnątrz, ale sądził że ten problem dotyczył wagin, i też było to miejską legendą.

- Nie panikuj. To tylko węzeł. - powiedział spokojnie Derek masując na plecach Stilesa uspokajające kręgi. - Za jakiś czas zejdzie.

- Jaki węzeł? Co to takiego? - jęknął chłopak zdezorientowany, choć miał mgliste pojęcie co to.

- To jak z psami. Węzeł blokuje członek w suce żeby na pewno doszło zapłodniona. - odpowiedział Hale głaszcząc lędźwie chłopaka. Tylko Derek Hale może opisać prostą anatomię i dalej brzmiało to jak świństwo.

- Nienawidzę Cię. - odpowiedział Stiles z niezadowoleniem. - Także, moje kolana mnie wykańczają i nie doszedłem. Jesteś okropny w seksie. Cofam Ci przywileje pukania Stilesa!

- Nigdy mi nie odmówisz. - powiedział Derek zataczając mały krąg biodrami.

- Och tak? To patrz! Cofam przywilej. - warknął chłopak i próbował wypełznąć spod Hale'a. Ten wbił pazury w jego biodra trzymając go w miejscu.

- Nie ruszaj się.

- Nie! Żądam abyś natychmiast wycofał się. - warknął Stiles.

- Nie mogę bez zranienia Cię. Węzeł jest dość duży. - odpowiedział Derek macając podbrzusze Stilesa jakby szukał na nim czegoś. - Nie chcesz tłumaczyć się na pogotowiu, prawda?

- Kurwa, takie rzeczy mówi się przed! - warknął Stiles opadając na pościel klatką piersiową. - Teraz utknąłem z tobą na pół godziny. Mam nadzieję, że przynajmniej przestałeś dochodzić.

Derek milczał za jego plecami co znaczyło że nie przestał.

- Ile dokładnie dojdziesz?

- Stiles, rujnujesz mój powidok.

- Ja? To ty nie ostrzegłeś mnie. Mogłeś powiedzieć, że przyjdziesz, spuścisz się pięć litrów we mnie i utknę na twoim fiucie na pół godziny.

- Nie pytałeś.

- Nie miałem pojęcia, że powinienem! Nie wiedziałem, że Twój fiut ma własny proces zwilczenia! Przed czymś takim ostrzega się. - odpowiedział Stiles szczerze oburzony. Derek oparł się na jego lędźwiach i zaczął zataczać wolne kręgi biodrami. Przymiażdżył prostatę węzłem i Stiles odpowiedział głośnym jękiem.

- Nienawidzę Cię. - westchnął Stiles. Derek mruknął aprobująco.

- Gdy węzeł zejdzie będziesz musiał spać tak. - powiedział Hale masując kciukami kość ogonową chłopaka.

- Spać jak? - zapytał Stiles próbując wygodniej ułożyć się, ale nie było takiej pozycji gdy klęczałeś; i kto pomyślałby że materac może być niewygodny w jakikolwiek sposób.

- Tak, pełny mojej spermy. - potwierdził wilkołak.

- Dereku Hale, jesteś chorym szczeniaczkiem. - odpowiedział Stiles.

- Podwiń pod siebie lewą nogę. Zmieniamy pozycję. - powiedział sucho Derek. Oparł się mocniej ramieniem przy lewej stronie chłopaka. Objął prawym ramieniem pas chłopaka i pociągnął go za sobą na bok. Tak było znacznie wygodniej.

- Musisz panować nad tym, prawda? Wystraszyłbyś kilka osób w ten sposób. - powiedział Stiles z nutą rozbawienia. Derek nic nie odpowiedział. Bardzo nie zdziwiło to Stilesa.

- Wszystkie wilkołaki tak mają czy tylko te urodzone? - zapytał Stiles skubiąc fragment prześcieradła. Nie wiedział co powinien zrobić. Było wiele stron opisujących wszystkie możliwe scenariusze pierwszego razu, ale nikt nie pisał: hej, utknąłem na fiucie na dwadzieścia minut. Powinna być jakaś strona wsparcia dla tych od nieudanych stosunków z wilkołakami. Scott też nie był przyjacielem, że nie powiedział o tym że przybyło mu wybrzuszeń w okolicy krocza.

- Zdarzyło Ci się to już kiedyś? - zapytał chłopak podkładając kołdrę pod głowę. Derek masował go po brzuchu.

- To twoja wina. - mruknął Hale.

- Obwiniamy ofiarę? To niskie. - zaśmiał się Stiles. Hale mruknął przecząco. Masował brzuch chłopaka w powolne kręgi.

- Czemu to robisz? Czemu masujesz mnie? - zapytał nastolatek. Derek natychmiast zabrał dłoń z jego brzucha.

- Nie masz zamiaru mi nic powiedzieć? Mam chyba prawo wiedzieć czym to może się dla mnie skończyć. - jęknął Stiles niezadowolony. Derek przypasował zęby do rany na karku chłopaka.

- Świetnie, baw się tam gdy ja cierpię z niewiedzy. - warknął Stiles.

Węzeł zszedł po dwudziestu minutach i Stiles mógł odsunąć się od wilkołaka. Część nasienia wylała się z niego i utworzyła mokrą plamę na prześcieradle pod Stilesem. Cholera!

- Więc co teraz? - zapytał Stiles nad ramieniem. Derek usiadł na posłaniu.

- Nic. Możesz iść umyć się. - powiedział Hale i naciągnął spodnie na nagie ciało wstając z łóżka.

- Powiedziałeś że mam nie myć się. - odpowiedział Staliński podnosząc się na wyprostowanych ramionach. Derek potrząsnął głową.

- Nie chcesz w tym spać. Scott będzie Cię czuł. - powiedział Hale.

- Wcześniej mówiłeś-

- Nie ważne co mówiłem wcześniej. Nie przejmuj się tym. Wyszoruj się dobrze. - powiedział Derek i naciągnął koszulkę na siebie. Stiles złapał go za szlufki dżinsów i przyciągnął do siebie. Hale mógł uciec i nie rozmawiać ze Stilesem, ale nie zrobił tego. Spojrzał bez lęku na nastolatka.

- Powiedz o co chodzi? Jeśli wolisz żebym nie mył się to w porządku.

- Nie wolę czy chcę abyś się nie mył. Powinieneś umyć się. - odpowiedział Derek i zrobił krok w tył.

- A jeśli nie chcę? A jeśli chcę żeby Scotty czuł Cię na mnie? - mruknął Stiles z (miał nadzieję) ponętną miną.

- Dlaczego chciałbyś tego? - zapytał Derek wyraźnie rozbity. Stiles przewrócił oczami.

- Nieważne... - mruknął chłopak. Ścisnął pośladki żeby więcej nasienia nie wylało się na prześcieradło i nie wsiąkło w materac. Derek wyglądał jakby wyjątkowo mocno zastanawiał się nad tym co powiedział Stiles.

- Jesteś mi wciąż winny orgazm. - powiedział chłopak a Derek spojrzał na niego zdenerwowany.

- Zrobiliśmy to, żeby nie dopadły Cię smoki, czy inne pożerające dziewice dziwadła. - odpowiedział Hale. Zimny ciężar upadł do żołądka chłopaka. Jak mógł myśleć, że chodziło o coś więcej niż funkcjonalność? Derek zmarszczył brwi słysząc nierówne bicie serca chłopca.

- Myślałeś że-

- Przestań myśleć, Derek. Jesteś na to za ładny. - zaśmiał się drwiąco Stiles. - Wciąż wisisz mi orgazm.

Hale uniósł brew patrząc na Stilesa. Wyglądał na rozbitego.

- Mówiłem że to nie będzie coś stałego. - odpowiedział Derek.

- Dwa razy to nic stałego. - powiedział Staliński starając się brzmieć naturalnie. Derek przekrzywił głowę na bok. Może wilkołak nie do końca rozumiał ludzkich subtelności?

- Nie rozumiem Cię, ale dobrze. Skoro mówisz, że to będzie w porządku. - powiedział Derek. Stiles nie wiedział, że ze wszystkich istot wilkołak może być tak łatwowierny. Derek był jak szczeniak w przystojnym ciele.

- To byłoby uczciwe. - potwierdził chłopak z uśmiechem. Ktoś tak ładny nie powinien być tak naiwny. Derek Hale był jak dar od Boga.

- Dobrze. - odpowiedział Hale i założył buty na gołe stopy. Zostawi kilka ubrań u Stilesa. Uciekł przez okno bez żadnego pożegnania. Stiles zaśmiał się, gdy był pewien że Derek odszedł wystarczająco daleko aby nie słyszeć go.