Bez palca, ale szpicrutą
(takim pozostanie w naszej pamięci)
Turcja ze śmiertelnie poważną miną powoli wszedł po celi, gdzie trzymano „martwego" Feliksa. Więzień uniósł brew – hardy, jak zawsze hardy – i zawołał, na tle głośno, by zaborcy na pewno słyszeli (niepotrzebna przesada; wszyscy wiedzieli, że tamci podsłuchują pod drzwiami, gotowi zanotować najlżejszy szmer):
— Sadiq! Jakże rzadka przyjemność – czym przekonałeś tych tchórzy, by cię wpuścili?
Adnan pokręcił głową, dając do zrozumienia, że nie czas na żarty. Łukasiewicz przerwał w pół zdania. Ostatecznie, po tylu latach wzajemnego podkradania sobie ciuchów, przepisów, sztuk broni i sprzętów gospodarstwa domowego naprawdę rozumieli się bez słów.
— Wpuścili mnie — zaczął Turcja napiętym tonem — bo chciałem... musiałem ci to powiedzieć samemu. Nim zaczną świętować. Murad Paşa nie żyje.
Polska przez sekundę wyglądał na zdezorientowanego – tylko sekundę. Potem pochylił głowę. Sadiq zastanowił się, czy nie uprzejmiej będzie wyjść, pozwolić Feliksowi na szczery żal; i przypomniał sobie, że tamten i tak nigdy nie jest sam, zawsze obserwują go trzy pary oczu, więc o żadnej rozpaczy nie może być mowy.
Nie było. Łukasiewicz westchnął tylko, bardzo, bardzo cicho:
— Józek... ech, że też akurat on — po czym dodał, już całkiem opanowany — Powinieneś powiadomić Elżbietę nim zrobi to Roderich. Będzie załamana. Uwielbiała go.
„Zawsze dżentelmen" pomyślał Adnan z lekkim przekąsem „i co mu z tego przyszło?".
— Właśnie tak zamierzam.
— I bądź delikatny. To w końcu kobieta, a ostatnio sporo przeszła. — Polska postanowił najwyraźniej pobić rekord świata w galanterii.
Z drugiej strony, chodziło o jego najlepszą przyjaciółkę. Turcja przyznawał, że to zmienia postać rzeczy. Przyjaciele są święci.
— Rosjanie? Austriacy? — spytał pozornie zupełnie bez związku Feliks.
Sadiq oczywiście zrozumiał.
— Nie, skądże. Malaria. Za kogo ty mnie masz?
Łukasiewicz rzucił mu zmęczone spojrzenie z gatunku „naprawdę chcesz, żebym mówił?". Gość poczuł palącą potrzebę usprawiedliwienia się:
— Internowałem go, bo musiałem, traktat wisiał na włosku – ale pozwolić tym niewiernym psom tureckiego feldmarszałka, obrońcę Aleppo... nigdy.
— Malaria — powtórzył znużony tonem więzień. — W łóżku, znaczy. Józek w łóżku? Niemożliwe. Fatum jakieś, tfu. Miał mi coś do przekazania?
Adnan miał szczerą nadzieję, że to pytanie nie padnie, nie zamierzał jednak kłamać. Winien był to, przyznawał, zarówno Polsce, jak Murad Paşy.
— Cóż, tak. Że – cóż, że cię nie ocali. Że już nie on cię ocali, tak właściwie — poprawił się, zauważywszy subtelną różnicę w znaczeniu.
Feliks skinął melancholijnie głową.
— Ano, nie on — stwierdził. — Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie...
— Zmarł jako muzułmanin — zauważył Turcja.
Już wypowiadając słowa żałował swojej złośliwej skrupulatności. Kto w końcu zażądał tego nawrócenia? Polska mógł z łatwością zarzucić rozmówcy najpodlejszą z hipokryzji, ale wzruszył tylko ramionami.
— Co z tego? — spytał. — „Obiecujemy to sobie spólnie za nas i za potomki nasze na wieczne czasy pod obowiązkiem przysięgi, pod wiarą, czcią i sumnieniem naszym, iż którzy jestechmy różni w wierze, pokój miedzy sobą zachować, a dla różnej wiary i odmiany w Kościelech krwie nie przelewać ani się penować odsądzeniem majętności, poczciwością, więzieniem i wywołaniem i zwierzchności żadnej ani urzędowi do takowego progressu żadnym sposobem nie pomagać. I owszem, gdzie by ją kto przelewać chciał, z tej przyczyny zastawiać się o to wszyscy będziem powinni...".
— Dobra, dobra. Kogoś tutaj nazywano „przedmurzem chrześcijaństwa" — Sadiq znów nie wstrzymał sarkazmu.
— Ktoś inny małodusznie czepiał się o kobiece, histeryczne zaczepki Ukrainy — odparował więzień. — Ktoś inny notorycznie zaczynał przepychanki na granicach, a teraz ma pretensje o ideologiczne wymówki. Mam ci przypomnieć, co Koran mówi o rysowaniu ludzkich postaci? Albo o haremach słodkich chłopców?
Fakt faktem. Przybysz zdecydował się nie wchodzić w dalsze dyskusje, chociaż, oczywiście, mógłby napomknąć coś o tym, że wśród Dziesięciu Przykazań było też takie o tworzeniu wizerunków. Dość jednoznaczne w brzmieniu. Niemniej, chłopcy byli znacznie trudniejszym do odparcia argumentem, a Adnan za nic nie chciał stracić swoich cudownych, wąskobiodrych niewolników...
Łukasiewicz musiał syknięciem przywrócić go do rzeczywistości. Turcja rzucił mu nieprzytomne spojrzenie i dostrzegł charakterystyczny, zawadiacki uśmiech, informujący cały wszechświat, że oto Feliks coś uknuł. W tym przypadku: pewnie plan popsucia zaborcom świętowania. I chciał, by gość pomógł mu go zrealizować. Co ten rzecz jasna zrobi. Wszystko dla pogrążonych w żałobie – wspólnej żałobie – przyjaciół.
— Muzułmanin, Tatar, Żyd, wszystko jedno — zaczął więzień, leniwie przeciągając sylaby, odwracając głowę w stronę weneckiego lustra i uśmiechając się najbardziej aroganckim ze swych uśmiechów. — Polska to wolny kraj...
Sadiq, załapawszy pomysł, dołączył w tym momencie: razem huknęli basem.
— JEST.
