Rozdział 2

Drużyna

Usłyszałam swoje imię. Padło z jego ust. Wiedziałam o tym. Odwróciłam się. Nie wiem, czego się spodziewałam, może tego ze serce zacznie mi walić jak młot? Może tego ze poczuję znów to ulotne łaskotanie w brzuchu? A może ze poczuje cokolwiek, czego ku swemu zdumieniu w ogóle nie czułam? Spojrzałam w te surowe oczy nie dostrzegając w nich żadnej zmiany.

- Witaj Sasuke – powiedziałam.

- Sakuraaaaaaaaa!

I już unosiłam się w powietrzu w ramionach Naruto. Tym razem poczułam coś. Wydawało mi się, że nie tęskniłam za tym jego pełnym optymizmu spojrzeniem i tym uśmiechem, z którym szedł przez życie, ale teraz, gdy patrzyłam w jego na pół gniewna na pół uśmiechniętą twarz poczułam ze naprawdę mi tego brakowało. To naprawdę dziwne.

- Naruto głupolu postaw mnie na podłogę – roześmiałam się gdyż wciąż mnie trzymał w powietrzu.

Spojrzał na mnie i postawił na ziemię. Po czym zrobił gniewna minę i spojrzał na mnie z wyrzutem.

- Znikasz bez słowa na przeszło dwa lata, po czym się zjawiasz tak sobie i jeszcze się z człowieka śmiejesz. Gdzieś się włóczyła ten tegies?

- Sakura miała misję w Vardergardzie. Tak jak ci kiedyś już mówiłam Naruto – odpowiedziała za mnie Tsunade i byłam jej za to wdzięczna.

- Ale...- zaczął Naruto.

- Reszta jest ściśle tajna wiec przestań się dąsać i lepiej zacznij się zachowywać. Kiedy ty w końcu dorośniesz? Mam dla was zadanie.

Blondynek pomarudził coś pod nosem. Nie jestem pewna czy dobrze usłyszałam coś o zepsutej randce i wrednym babsztylu, bo mówił bardzo cicho, ale po chwili jego twarz znów jaśniała tym jego uśmiechem.

- Zaraz dla nas?! – prawie wykrzyczał – To znaczy ze drużyna numer siedem zostaje reaktywowana?! Że Sakura idzie z nami?! No to ja rozumiem!

- Spokojnie Naruto. O losie Sakury i jej przydziale do drużyny zadecyduje w najbliższym czasie na razie macie wypełnić zadanie. Zaś panna Haruno złoży mi raport ze swojej misji.

- Ale babciu Tsuna…

- Bez dyskusji Naruto – hokage ucięła rozmowę takim głosem ze młody zamilkł obrażony.

- Co to za zadanie - Sasuke podszedł bliżej biurka zawalonego papierami. Spokojny i opanowany jak zwykle. Nic się nie zmienił, pomyślałam.

Shizune podała mu kartkę z opisem misji i zaczęła coś mu objaśniać. Nie słyszałam, co mówią, ponieważ Naruto pociągnął mnie za rękaw i zaczął konspiracyjnie przedstawiać mi plan ewakuacji z siedziby hokage. Cóż aż mnie kusiło żeby z niego korzystać przyznaje. Czekała mnie nocka przy pisaniu raportu, co wcale mnie nie napajało radością. Rozmyślania przerwała mi ponownie Tsunade.

- Sakura możesz iść już do domu. Twoi rodzice się ucieszą a i pewnie jesteś zmęczona po podróży. Jutro po południu przynieś mi raport. Potem zadecyduje w dalszych kwestiach.

- Rozumiem. Cześć chłopaki. Na bogów Naruto nie rób takiej miny przecież już wróciłam na stałe – powiedziałam widząc jak specjaliście od Rameau robią się szklane oczka. Uśmiechnęłam się i wyszłam. Zamykając drzwi poczułam przez zaledwie sekundę to spojrzenie, ale trwało to tak krótko ze nie jestem pewna czy zdarzyło się to naprawdę czy też to po prostu moja wyobraźnia.

Drzwi zamknęły się cicho. Wróciłem spokojnie do czytania opisu celu. Zacząłem rozstawiać podległą mi drużynę w miejscach strategicznych. Nie lubiłem fuszerki.

- Babciu Tsunade, czemu od razu nie przydzieliłaś Sakury z powrotem do nas? – czy trzeba mówić, do kogo należał ten głos?

- No cóż – powiedział Tsunade.

- Zastanów się trochę młotku – powiedziałem, przydzielając jednocześnie Kuro pozycje w lasku po prawej stronie zamku. Jego zdolności do kamuflażu i zastawiania pułapek powinny zostać w ten sposób wykorzystane efektywnie – Sakura była poza osadą ponad dwa lata. Nie wiadomo, w jakim jest stanie fizycznym i psychicznym…

- Sasuke, co gadasz wygląda świetnie sam widziałeś a i w zachowaniu nie zauważyłem nic dziwnego. No może była bardziej opanowana niż zwykle i nie dostałem ani razu…

Tsunade westchnęła ciężko.

- Sasuke chodzi o to, że zarówno ty jak i on bardzo się rozwinęliście. Nie wiem jak ten czas spędziła wasza młoda przyjaciółka. Owszem trenując jeszcze ze mną pokazała ze ma pewne predyspozycję, ale nie wiadomo czy zdołała je utrzymać a tym bardziej rozwinąć…

- Do tego nie wiadomo czy jest w stanie zgrać się z nami odpowiednio. Sam wiesz, jakie to ważne podczas misji – dokończyłem i jednocześnie przekazałem wstępny plan operacyjny hokage.

Spojrzała na mnie z uznaniem.

- To idiotyczne! – powiedział Naruto a w sumie to nawet krzyknął – przecież mówimy o Sakurze?! Byliśmy w jednej drużynie tyle czasu a ty się zastanawiasz czy jesteśmy w stanie się zgrać ponownie?!

- w przeciwieństwie do Ciebie jestem realistą. Nie mowie, że to urojony pomysł. Mówię, że trzeba sprawdzić czy możemy razem pracować. Nie zapominaj ze nie jesteśmy już dzieciakami i nasze misje mają zupełnie inny poziom. Nie zamierzam ryzykować ani swoim ani twoim życiem ani tym bardziej życiem moich ludzi tylko ze względu na sentyment.

Spojrzał na mnie gniewnie, choć przecież zapewne czuł ze mam rację. On tez już był za kogoś odpowiedzialny.

- Jak chcesz – dodał po chwili.

Spojrzałem w okno niebo pogodne dotąd miało kolor stali. Będzie burza, ale to lepiej. Deszcz i szarówka będzie naszym sprzymierzeńcem. Misja wymagała dyskrecji.

- Naruto przejrzyj plan i przygotuj się. Za dwie godziny ruszamy.

- Co tak szybko?! - otrząsnął się błyskawicznie.

- Znaj pańską łaskę. Jak dobrze pójdzie to się jeszcze wyrobisz na tą swoją randkę - powiedziałem i po ukłonie opuściłem pokój.

Usłyszałem jeszcze chichot Tsunade i Shizune i wściekły ryk Naruto:

- Sasuke zamorduje cię gnojku!

Spotkanie z rodzicami było miłe. Poczułam się naprawdę jakbym wróciła do domu. Tylko przecież tak było. Naprawdę wróciłam do domu. Tylko nie wiedzieć czemu wydawało mi się ze mój dom jest teraz zupełnie indziej, tworzą go inni ludzie, inne miejsca. Czy naprawdę te dwa lata tak bardzo zmieniły moje serce? Czy jestem w stanie znów nazwać to miejsce domem? Nie wiem. Teraz nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania. Po prostu nie potrafię. Zamknęłam się w swoim pokoju. Napisanie raportu poszło mi dziwnie szybko. Krótkie treściwe informacje, wszystko bez ogródek. Odrzuciłam długopis i jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju. Zostawiono go bez zmian. Jest taki jakim go zostawiłam. Tylko brak kurzu i świeże powietrze płynące z otwartego okna sprawiają że to nie ja byłam ostatnia osobą która wysmal z tego miejsca. Położyłam się na łóżku. Blade światło księżyca delikatnie sączyło się przez okno.

- Vardergard – wyszeptałam a ręka odruchowo wyciągnęła spod bluzki wisiorek. Bezwolnie obracałam go w placach. Był moim amuletem, najpotężniejszym darem jaki otrzymałam chyba od „Darków". Moja ochrona absolutna. Nie ciała lecz duszy. Przed rozpaczą, przed smutkiem, przed całym światem, przed sama sobą…

- Ciekawe co teraz – powiedziałam na głos własne myśli. W sumie nawet się nad tym nie zastanawiałam. A przecież musze znów ułożyć sobie życie od początku, zatem nie powinno mi to być takie obojętne Prawdopodobnie szykuje się jakiś test sprawdzający moje umiejętności. Niech i tak będzie, uśmiechnęłam się. Nie wątpiłam ze sobie poradzę, nie po tym co miało miejsce w Vardergadzie... Ale co po tym? Powrót do drużyny?

- Jutro – powiedziałam – pomyślę o tym jutro…Przykryłam się kołdra i wciąż ściskając w ręce kryształek zasnęłam.

Była już noc kiedy po skończonym zadaniu i oddaniu raportu kierowałem się do domu. Naruto jeszcze wcześniej popędził co sił w nogach by choć na krótką chwile zobaczyć się z Hinatą. Miłość to głupia rzecz. Człowiek zatraca się w niej. Nie mogłem zrozumieć czemu na to pozwala. Był silniejszy ode mnie, wiedziałem o tym chociaż trudno było mi się do tego przyznać. A jednak zachowywał się jak totalny idiota. Rezygnować z odpoczynku by spędzić jedną krótką chwilę z dziewczyną kiedy jutro pewnie Tsunade dołoży kolejną misję. Głupota.

Ulice były wyjątkowo puste, przynajmniej takie odnosiłem wrażenie. Jakby nie patrzeć nawet wioski Ninja kiedyś śpią. Choć pewnie był to efekt tego że przechodziłem przez dzielnice mieszkalne a nie rozrywkową część osady. Światła w oknach były zgaszone, tylko z pojedynczych okien dochodził słaby blask lampy. Spojrzałem przed siebie. Pośród innych budynków wychylał się dom rodziny Haruno. Jakoś nie mogłem przeboleć nazywania ich klanem. Stanowili grupę przeciętnych shnobi. Nie wyróżniali się zbytnio. Sakura nie była w tym wyjątkiem. Nawet jeśli Naruto starałby upierać przy swoim kiedyś by musiał zrozumieć ze różnica poziomów była zbyt duża. Nie nadążyłaby za nami. Przeszedłem obojętnie obok. W powietrzu unosił się zapach wiśni. Wzdłuż całej ulicy rosły różowe drzewka. Gdybym był Naruto powiedziałbym ze to idealne miejsce na romantyczny spacer ale nie byłem nim całe szczęście…

Obudziłam się o piątej rano. Tak jak co dzień wstałam, umyłam się i dopiero teraz zauważyłam ze jestem w swoim domu.

- Tu czy tam, co za różnica? – powiedziałam.

Przemyłam twarz wodą by obudzić się i ruszyłam w dobrze znanym sobie kierunku. Miałam w planach trening. Jeśli chcą poddać mnie jakiemuś testowi to ich nie zawiodę mogą być tego pewni…